Dodaj do ulubionych

Jak Irlandia wyszła z katolickiej zapaści (moralne

11.08.22, 12:19
wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,28602643,kronika-likwidacji-hipokryzji.html#S.MT-K.C-B.2-L.1.duzy
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Jak Irlandia wyszła z katolickiej zapaści (mo 12.08.22, 09:14
      Kiedyś rząd uważał telewizję za moralnie ryzykowną. Dziś swoje centra mają tu giganci: Google, Apple

      Kiedy dwie trzecie ludności kraju uczestniczyło w papieskich mszach, trwała już agonia irlandzkiej teokracji. Jak było to możliwe?
      Tekst pochodzi z dwumiesięcznika "Książki. Magazyn do Czytania".

      Świat był zajęty innymi sprawami, kiedy na początku maja w Irlandii Północnej – po raz pierwszy w historii – zwycięstwo w wyborach do parlamentu krajowego uzyskali zwolennicy zjednoczenia całej wyspy, ze stolicą w Dublinie.

      Nie dziwi, że tę drobną z pozoru zmianę całkowicie przykryły wojna w Ukrainie i rozpoczynający się na świecie kryzys ekonomiczny. Dla Irlandii jest to jednak jak początek nowej ery.

      W ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat drugiej połowy XX i pierwszych dekad XXI wieku Dublin wyrósł z prowincjonalnego miasta portowego nie tylko na pewną konkurencję dla Londynu w regionie, ale też na pełnoprawnego uczestnika globalnych procesów społecznych, gospodarczych i kulturalnych. To dlatego większość wyborców z Belfastu zobaczyła w partii Sinn Féin – i zjednoczeniu Irlandii – propozycję wartą poparcia.

      Jednak droga, którą przebyła Irlandia, nie była ani prosta, ani przyjemna. To historia żmudnego procesu znajdowania równowagi między tożsamością a otwartością.

      Byle nie w Irlandii
      Jak bardzo prowincjonalnym i nieatrakcyjnym miejscem była Irlandia u początku ubiegłego wieku?

      James Joyce odrzucił Irlandię, w której się zwyczajnie dusił – od wyjazdu z Dublina w 1904 r. do 1912 r. odwiedził miasto swojego dzieciństwa zaledwie czterokrotnie, a potem do śmierci w 1941 r. już ani razu. „Dublińczyków" napisał w Zurychu. „Portret artysty czasów młodości" publikował pierwotnie w odcinkach angielski magazyn „The Egoist". „Ulisses", który uczynił z Dublina obiekt zbiorowej wyobraźni, opublikowany został w Paryżu.

      Samuel Beckett przełomową sztukę „Czekając na Godota" napisał wkrótce po wojnie w Paryżu – i po francusku, bo od 1947 r. pisał właściwie wyłącznie po francusku i Irlandczycy musieli sobie rodaka tłumaczyć.

      Jednak uciekali nie tylko pisarze i artyści, ale dosłownie każdy, kto miał odwagę marzyć o lepszym życiu. Historia demograficzna Irlandii jest jedną z najbardziej ponurych – opowieścią o milionach straconych szans na rozwój wyspy i samospełniającym się proroctwie upadku.

      Trudno to sobie wyobrazić, ale Irlandia w XIX w. – wówczas część Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii – była jednym z największych beneficjentów rewolucji przemysłowej. Przed upływem pierwszej połowy XIX w. ludność wyspy przekroczyła osiem milionów, a gęstość jej zaludnienia była podobna jak w nieporównywalnie zamożniejszej Anglii.

      W latach 40. tamtego stulecia jednak jedno z głównych źródeł żywności w Irlandii, pola obsadzone ziemniakami, zaatakowane zostało przez Phytophthorainfestans, gatunek grzybopodobnego lęgniowca. Dziś na walkę z zarazą ziemniaka wydawane są grube miliony, co pozwala znacznie ograniczyć straty. W XIX w. jednak wywołała jedną z największych klęsk głodu w nowożytnej historii – w ciągu niespełna pięciu lat z głodu zmarło w Irlandii około miliona ludzi.

      W dłuższej perspektywie ważniejsze okazało się to, że z tego samego powodu na emigrację zdecydował się kolejny milion osób. Gdy Wielki Głód Ziemniaczany raz przerwał tamę dzielącą Irlandczyków od reszty świata, a wyjeżdżający zobaczyli, że gdzie indziej czeka ich lepsze życie i niewyobrażalne w domu możliwości, ludzie zaczęli wyciekać z Irlandii, jakby była dziurawym sitem. Dna sięgnięto ok. 1960 r. – wówczas żyło tam nieco ponad 2,8 mln ludzi, czyli jedna trzecia liczby ludności sprzed ponad wieku.

      Opowieść Fintana O’Toole’a o współczesnej Irlandii – „Nie znamy siebie. Historia osobista Irlandii od 1958 r." – rozpoczyna się właśnie wówczas. Wielki Głód i jego konsekwencje wciąż jeszcze wtedy definiowały sposób myślenia Irlandii o sobie – gdy w drugiej połowie lat 50. rozważano przystąpienie kraju do rodzących się struktur zjednoczonej Europy, irlandzcy politycy opowiedzieli się przeciwko, gdyż otwarte dla handlu granice były dla nich „nie do pomyślenia" – to słowa ambasadora Irlandii w Paryżu z jego wystąpienia przed Organizacją Europejskiej Współpracy Gospodarczej, poprzedniczki dzisiejszej OECD – gdyż „sztywne wprowadzenie tych zasad pozostawiło straszne wspomnienia w Irlandii" i poskutkowałoby „katastrofalnymi konsekwencjami dla irlandzkiej gospodarki, ze wszelkim prawdopodobieństwem uniemożliwiając rozwój". Wspomnienie żywności opuszczającej Irlandię, w której ludzie umierali z głodu, zatrzymało wejście Irlandii do struktur europejskich na blisko dwie dekady, aż do 1973 r.

      Wielki Głód i będący jego skutkiem exodus definiowały nie tylko to, jak Irlandia myślała o relacjach ze światem zewnętrznym. W istocie to doświadczenie było fundamentem irlandzkiego modelu społecznego, od kiedy Dublin stał się niepodległą stolicą w wyniku zwycięskiej wojny partyzanckiej z siłami brytyjskiej Korony w latach 1919-21. Model ów gwarantował, że dobrze żyć w Irlandii będzie garstka wielkoobszarowych farmerów, utrzymujących polityków wywodzących się z ruchu niepodległościowego (ci podzielili się na dwie w zasadzie niczym nieróżniące się od siebie partie Fianna Fáil i Fine Gael), oraz błogosławiący jednym i drugim hierarchowie Kościoła katolickiego, który trząsł polityką i niepodzielnie rządził edukacją. Olbrzymia masa pozostałych, jeśli nie znaleźli dla siebie miejsca w kruchej irlandzkiej gospodarce lub nie mieścili się w sztywnych rygorach wyznaczanych przez oligarchię, mogli szukać szczęścia gdzie indziej.

      CDN...
      • diabollo Re: Jak Irlandia wyszła z katolickiej zapaści (mo 12.08.22, 09:15
        Miliony nadal robiły właśnie to – mimo iż wskaźnik dzietności od zakończenia II wojny światowej aż do końca lat 80. znacznie przekraczał wielkość 2,1, która oznacza prostą zastępowalność pokoleń, a w latach 1963-65 przekroczył 4, to olbrzymia skala emigracji powodowała, że liczba ludności nie rosła w zauważalny sposób aż do lat 70. Dziś w Irlandii żyje blisko 5 mln osób – ostatnio tak tłoczno było tam ok. 1860 r.

        Zmierzch i upadek Wenecji
        Fintan O’Toole należy właśnie do tego pierwszego pokolenia, które nie wyjechało – a jeśli nawet, to nie na dobre.

        Kiedy przychodził na świat w roku 1958, nic nie wskazywało na to, że może czekać go inne życie niż poprzednie pokolenia. Jego książkę trudno odczytać inaczej niż jako próbę odpowiedzenia samemu sobie na pytanie, jak to w ogóle było możliwe, że zamiast zasilić szeregi taniej siły roboczej w Manchesterze albo Detroit, zdobył wykształcenie pozwalające mu zbudować imponującą karierę recenzenta teatralnego, wykładowcy akademickiego i dziennikarza piszącego nie tylko dla „The Irish Times", ale również „The New York Review of Books" i którego brytyjski „The Observer" w 2011 r. umieścił na liście 300 najważniejszych brytyjskich intelektualistów – i to mimo że O’Toole z żelazną konsekwencją trzyma się Irlandii i za Brytyjczyka uznać go nie sposób.

        Efektem jego osobistych poszukiwań jest książka o wychodzeniu Irlandii z umysłowej, gospodarczej i społecznej zapaści, uporaniu się ze zbiorową traumą i odrzuceniu tych instytucji, które żerowały na irlandzkim nieszczęściu i kompleksach – mowa tu przede wszystkim o Kościele katolickim i dogmatykach politycznej rewolucji niepodległościowej. Wreszcie, jest to książka o państwie i społeczeństwie odnajdującym swoją podmiotowość w globalnej rzeczywistości bez zatrzaskiwania się w wąskiej tożsamości narodowej.

        Tak sprofilowana historia społeczna o przyspieszającej rzeczywistości XX i XXI w. to zadanie dość karkołomne. W poprzednich epokach jeden lub najwyżej kilka czynników przesądzało o powodzeniu lub upadku cywilizacji. Historię Irlandii na ponad stulecie zdefiniował przecież pospolity pasożyt ziemniaka. A np. w XV w. za zmierzchem Wenecji, centrum handlu i kultury renesansowej Europy, stał „zaledwie" polityczny przewrót w świecie muzułmańskim, wskutek którego imperium osmańskie nie tylko zdobyło Konstantynopol, ale też wprowadziło blokadę handlu na Jedwabnym Szlaku. Tragedia jednych okazała się manną z nieba dla innych – zdesperowani władcy Portugalii sfinansowali prace, których owocem były nowoczesne statki i metody nawigacyjne pozwalające najpierw dotrzeć do Indii trasą wokół Afryki, a później odkryć dla kolonizacji Amerykę.

        Choć książka O’Toole’a jest w tonie bardzo prywatna, to jej miejsce jest na tej samej półce co np. „Kamieni Wenecji" – wydanej w połowie XIX w., ale wciąż świeżej analizie potęgi i upadku, którą John Ruskin nie bez trudności upchnął w trzech tomach. O’Toole przebiegle korzysta jednak z faktu, że procesy niegdyś zajmujące stulecia dziś swobodnie mieszczą się w pojedynczej biografii. W ten sposób osiemdziesiąt lat historii społecznej Irlandii zostało zakodowane w autobiograficznej opowieści człowieka świadomego swoich czasów.

        Podczas gdy historyk analizujący dawne czasy może wybrać jeden czynnik, który odmienił losy opisywanej przezeń społeczności, i wokół niego opleść swą opowieść, O’Toole stanął przed całą złożonością drugiej połowy XX wieku – i wymknął się z tej pułapki w sposób imponujący. W bezwzględnie introspektywny sposób wykorzystuje swoją biografię do narracji, która ma oddać skalę zmian w jego kraju. Od czasów, gdy Irlandczycy masowo wystawiali anteny na wysokich masztach, by odbierać sygnał brytyjskiej telewizji – irlandzki rząd uważał wówczas telewizję za moralnie ryzykowną – do czasów, gdy w Dublinie swoje europejskie centra dowodzenia mają właściwie wszyscy liczący się giganci świata cyfrowego, z Google’em, Apple’em i Facebookiem na czele.

        Co jednak ważniejsze, O’Toole zbudował fantastyczną oś dramaturgiczną, która kalejdoskop wspomnień łączy w spójną opowieść, od edukacji przez religię po architekturę. Jego historia Irlandii jest historią zderzenia hipokryzji z nowoczesnością – a dokładniej: historią społeczeństwa, które z hipokryzji uczyniło zasadę życia społecznego.

        Irlandia z uporem godnym lepszej sprawy inwestowała nieprzebrane zasoby w podtrzymywanie fikcji o samej sobie tak długo, aż nie było to już dalej możliwe.

        Wiedzieć tak, by nie wiedzieć
        Pewna ilość hipokryzji jest w życiu niezbędna. Wiedzą o tym weganie dyskretnie wsuwający ser i byli palacze z palcami żółtymi od dymu. Jedną z ulubionych opowieści prof. Marcina Króla o roli hipokryzji w polityce była ta o Charles’u de Gaulle’u, który – cytuję z pamięci – „z kilkoma kolegami zaproponował Francji oszukanie się, że Francja wygrała II wojnę światową. Przystali na to nie tylko Francuzi – chętnie zgodził się cały świat". Irlandia jednak w drugiej połowie XX w. z hipokryzji uczyniła cnotę narodową – a O’Toole pisze o sztuce „wiedzenia tak, by nie wiedzieć".

        Jednym z najlepszych przykładów jest antykoncepcja, ostatecznie zalegalizowana dopiero w 1985 r., gdy parlament wprowadził w życie wyrok sądu najwyższego, który sześć lat wcześniej postanowił, iż ochrona prywatności małżeńskiej obejmuje stosowanie środków antykoncepcyjnych. W rzeczywistości jednak tabletki antykoncepcyjne przepisywane były przez życzliwych lekarzy od blisko 20 lat – tyle że jako środki na regulację miesiączki. W efekcie firmy sprowadzające środki antykoncepcyjne do Irlandii oznaczały je jako środki lecznicze na zaburzenia cyklu – i dlatego służby celne mogły nie dokonywać konfiskaty.

        „Wiedzieć tak, by nie wiedzieć" było zasadą rządzącą w zasadzie każdym z obszarów życia, w którym tradycja zderzała się z nowoczesnością. Skutki są śmieszne i straszne. W 1976 r. – czyli mając osiemnaście lat – O’Toole dowiaduje się o istnieniu czegoś takiego jak aborcja:

        „W świecie, w którym żyłem, niewiele osób szło na studia. Jako że byłem studentem University College Dublin, otaczała mnie aura intelektualnego wyszukania i wiedzy, której związek z prawdą był śmiechu wart. Jednak z tego powodu jeden z moich kolegów poprosił mnie, bym poszedł z nim do niego do domu. Tam, przy stole, siedzieli jego ojciec, matka oraz siostra, jeśli dobrze pamiętam szesnastoletnia. Była w ciąży i zdecydowała, że nie chce mieć dziecka. Pytanie do mnie brzmiało: czy wiem, jak zorganizować wyjazd w celu przeprowadzenia aborcji w Anglii?".

        CDN...
        • diabollo Re: Jak Irlandia wyszła z katolickiej zapaści (mo 12.08.22, 09:18
          W kolejnych akapitach przez głowę młodego Fintana przewala się lawina myśli. „Tu nie chodzi o mnie albo jakieś moje odczucia, tylko o nią"; „Niewielkie wspólnictwo w morderstwie czyni cię mordercą, a jeśli to dzieciobójstwo, to pomagając nawet nieznacznie, stanę się dzieciobójcą…"; „Jej rodzice byli dobrymi ludźmi, którzy ją kochali i wspieraliby ją niezależnie od decyzji, jaką by podjęła…"; „Nie płakała ani nie błagała. Była spokojna, opanowana i zdecydowana. Miała swój rozum i użyła go do podjęcia decyzji" – by w końcu dojść do wniosku, że „zrobi wszystko, co w jego mocy, by ta sytuacja była dla niej odrobinę łatwiejsza. Dlaczego? Bo alternatywa była nie do przyjęcia: ta dziewczyna zmuszona zostanie do przejścia ciąży, której nie chce".

          Następnego dnia Fintan daje kartkę z odpowiednimi numerami telefonów ojcu dziewczyny. „Nigdy więcej z nimi o tym nie rozmawiałem. Wiem tylko, że dziewczyna nie była tego lata w ciąży, jesienią wróciła do szkoły, dostała świadectwo i wiodła szczęśliwe życie. Tak się wtedy załatwiało sprawy".

          Skąd ta fundamentalna niezgodność praktyki życia społecznego z deklarowanymi wartościami? Monstrualna hipokryzja cechująca wszystkie aspekty życia społecznego w Irlandii była wynikiem zderzenia społeczeństwa w głębokim kryzysie z nowoczesnością, która budziła olbrzymi strach.

          Kennedy w Dublinie
          Figurą tej nowoczesności jest Ameryka, wbita w irlandzką wyobraźnię nie wskutek emigracji, którą uważano za coś wstydliwego i mówiono o niej niewiele, ale od kiedy prezydent John Fitzgerald Kennedy przyjechał „opalony i lśniący" do Dublina w czerwcu 1963 r., by ogłosić, że „synowie i córki Irlandii, rozsiani po całym świecie, dali tej wyspie wielomilionową rodzinę". Ta wizyta – pisze O’Toole – wzbudziła w Irlandczykach „nadzieję, że ci synowie i córki, i dalsi powinowaci, spotkają się ponownie, by zasiąść przy zastawionym stole powojennego świata. Jednocześnie baliśmy się, że gdy przybędziemy na ucztę, spotkamy tam starszyznę mruczącą pod nosem: »a kimże są te darmozjady« i domagającą się od nas nazwisk".

          Ta obawa była w pełni uzasadniona. W 1963 r. irlandzki dochód krajowy brutto na głowę mieszkańca wynosił – w przeliczeniu na dzisiejszą wartość dolara amerykańskiego – zaledwie 852 dolary. W Zjednoczonym Królestwie było to nieco ponad 1,6 tys., w Stanach Zjednoczonych – blisko 3,4 tys. dolarów.

          Na przełomie lat 50. i 60. Irlandia sięgnęła zupełnego dna i nawet najzagorzalsi zwolennicy jednokierunkowego modelu relacji ze światem – w którym wypuszczano osoby niemieszczące się w obowiązującym i bezalternatywnym modelu gospodarki i społeczeństwa, a jednocześnie próbowano nie wpuszczać nikogo i niczego z zewnątrz – musieli przyjąć do wiadomości, że nie ma alternatywy dla nowoczesności, wobec czego najlepszą drogą będzie nowoczesność koncesjonowana przez państwo i Kościół. W przeciwnym wypadku Irlandię czekała zupełna zapaść rynku pracy w wyniku emigracji, a w ślad za nią – rozumowali państwowo-kościelni oficjele – utrata przez nich kontroli nad społeczeństwem, to jest nad napływem sposobów życia z zagranicy, podpatrywanym przez irlandzkich migrantów zarobkowych.

          Portret tamtej epoki nakreślił ostatnio w na poły autobiograficznym, nagrodzonym Oscarem filmie „Belfast" Kenneth Branagh – matka z dziećmi mieszka w zapadającej się w wojnę domową Irlandii Północnej, jej mąż pracuje w Anglii i namawia ją do wyjazdu, byle dalej od strzelających do siebie katolików i protestantów, biedy i braku perspektyw. Epilog filmowego wspomnienia można przeczytać w nocie biograficznej sir Kennetha (królowa nadała mu tytuł szlachecki w 2012 r.) – jego rodzice przeprowadzili się do Reading w Anglii, gdy miał on dziewięć lat.

          Irlandzka nowoczesność była więc koncesjonowana. Np. telewizja, która zaczęła nadawać w 1961 r., starannie filtrowała amerykańską popkulturę przez katolicką cenzurę. A tam, gdzie nie dało się połączyć rzeczy oczywiście koniecznych dla społeczeństwa z oczekiwaniami tradycyjnej oligarchii politycznej i kościelnej, wybierano drogę nielegalnego, ale społecznie usankcjonowanego „załatwiania spraw". Szara strefa rozciągała się na olbrzymie obszary życia, stopniowo zwiększając presję, by zakończyć epokę hipokryzji.

          Papież rozpoznaje przyszłość
          W tym spektaklu centralną instytucją był oczywiście Kościół katolicki. Jeśli gdzieś O’Toole’a opuszcza lekka ironia i poczucie humoru, to w opisie prowadzonych przez Kościół sierocińców, instytucji edukacyjnych, w których dostęp do dzieci mieli pedofile i sadyści, bo bicie czym popadnie było w nich powszechną praktyką.

          Te opowieści to w zasadzie czysty horror – Kościół pod płaszczykiem adopcji handlował odbieranymi matkom noworodkami, zakonnice zakopywały ciała ofiar w bezimiennych i nieoznaczonych w żaden sposób grobach, niektórzy księża posuwali się do tego, że budowali baseny w swoich rezydencjach, by zapraszać tam dzieci. Uczynienie z ludzi Kościoła nietykalnej kliki okazało się ostatecznie dla tej instytucji praktyką samobójczą, pod koniec XX i w XXI wieku, wraz z ujawnianiem kolejnych skandali, wpływy Kościoła w Irlandii właściwie zanikły. Dopóki jednak społeczeństwo było przekonane, że kler i konserwatywni politycy są nietykalną symbiozą, dopóty ich kłujące w oczy bogactwo, rozwiązłość w życiu seksualnym, a nawet kryminalne czyny pozostawały bezkarne.

          Kościół przeczuwał, że czas bezkarności się kończy. Na pierwszy rzut oka wizyta papieża Jana Pawła II w Irlandii w 1979 r. była wielkim sukcesem – przez trzy dni w mszach przez niego odprawianych udział wzięło dwie trzecie ludności kraju, a ta w Phoenix Park okazała się największym zgromadzeniem publicznym na świecie od czasów drugiej wojny światowej.

          „Właściwie wszędzie – na ulicy i w mediach – panował ton całkowitego zachwytu. Katolicka Irlandia zdawała się nietykalna, poza zasięgiem zmiany. Dopiero patrząc wstecz, byłem w stanie usłyszeć mroczną prognozę w bombastycznym przesłaniu Jana Pawła II do wiernych. Tym, czego się bał, były pieniądze i nowoczesność. Papież nie powiedział wprost, że wiara Irlandii związana jest z jej relatywną biedą, że wysokie wskaźniki religijności w kraju na tle reszty zachodniej Europy wynikają z tego, że Irlandia była słabiej rozwinięta gospodarczo. Dał to jednak wyraźnie do zrozumienia, gdy przestrzegał przed nadchodzącymi czasami. W jego kazaniach uderza brak radości – cała uwaga skoncentrowana jest na pełnej niebezpieczeństw przyszłości".

          Podobnie jak Kennedy niespełna dwadzieścia lat wcześniej, Jan Paweł II dobrze odczytał przyszłość: choć kryzys ekonomiczny lat 80. przedłużył agonię irlandzkiej teokracji, jej upadek był przesądzony.

          CDN...
        • diabollo Re: Jak Irlandia wyszła z katolickiej zapaści (mo 12.08.22, 09:19
          Jego tłem był olbrzymi postęp ekonomiczny wynikający z wstąpienia do Unii Europejskiej. Nagle odwróciły się trendy migracyjne: nie tylko Irlandczycy wracali do Irlandii, ona sama stała się celem dla szukających lepszego życia. Potem przyszła kolej na publikacje prasowe obnażające korupcję ludzi władzy i przestępstwa ludzi Kościoła, akcje działaczek feministycznych oraz jeszcze jedna interwencja z Ameryki: Bill Clinton zaangażował się w znalezienie sposobu zakończenia wojny domowej w Irlandii Północnej. Podpisane w 1998 r. porozumienie wielkopiątkowe zamknęło czas przemocy, a otwarte granice Unii Europejskiej – takie pozostały i po brexicie dzięki wynegocjowanemu z udziałem Dublina protokołowi irlandzkiemu – pozwoliły zabliźnić się ranom wywołanym przez dekady przemocy.

          Ten proces tylko przyspiesza – od 2015 r. w Irlandii legalne są małżeństwa jednej płci, od 2018 r. również aborcja, Kościół katolicki z powodu zbrodni swoich funkcjonariuszy zmuszony jest do bardzo głębokich zmian.

          Hipokryzja jednak nie znikła. Niczym zaraza ziemniaka, która potrafi żyć również na pomidorach, także znalazła sobie nowego żywiciela. Zamieszkała w arkuszach kalkulacyjnych irlandzkiej gospodarki – po dekadach przyciągania korporacyjnych gigantów niskimi podatkami produkt krajowy brutto (PKB) stał się w Irlandii w dużej mierze fałszywą statystyką, Irlandia jednak uwielbia się nią chwalić.

          Dublin nadal nie zalicza się do pierwszej ligi stolic Europy, ale nie jest już kropką na mapie między Waszyngtonem a Londynem, z której ludzie uciekali w poszukiwaniu lepszego życia – nawet jeśli Sally Rooney zamieszkała w Nowym Jorku, to jej bohaterowie, w odróżnieniu od tak wielu poprzednich pokoleń, umieją sobie znaleźć miejsce w Irlandii.

          Kochać jak Irlandię
          O Irlandii pisać w Polsce jest o tyle trudno, że dopóki oddzielała nas żelazna kurtyna, Irlandia – jeśli ktoś się w ogóle nad nią poważniej zastanawiał – siłą perspektywy jawiła się jako część „bogatego Zachodu". Miejsce romantycznych landszaftów i celtyckich mitologii.

          W dodatku w polskiej wyobraźni zbiorowej Irlandia pojawiła się dopiero jako kierunek emigracji po wstąpieniu Polski do UE w 2004 r. Tymczasem ta Irlandia, do której na stałe przeprowadziło się ponad 120 tys. Polek i Polaków, jeszcze dwie-trzy dekady wcześniej niewiele różniła się od Polski – była tak samo biedna, patriarchalna i niepodzielnie rządzona przez wąską klikę polityków zblatowanych z Kościołem katolickim.

          Być może, gdyby hitem eksportowym Polski był prezydent Stanów Zjednoczonych (zresztą pierwszy katolik na tym stanowisku), a nie papież Kościoła katolickiego, moglibyśmy czytać o sobie taką książkę jak ta Fintana O’Toole’a. Ale przynajmniej może ona służyć kilkoma wskazówkami.

          "We Don’t Know Ourselves: A Personal History of Ireland Since 1958", Fintan O’Toole, Head of Zeus, Londyn


          A Jelinek na to:
          Każde dziecko instynktownie idzie tam, gdzie brud, jeśli się go w porę nie odciągnie

          ***

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka