Dodaj do ulubionych

Czy papież może być autorytetem (moralnym)?

07.09.22, 09:59

bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,28876631,czy-mozna-byc-autorytetem-moralnym-stojac-na-czele-niesprawiedliwej.html?_ga=2.208178578.1421755332.1662219009-2069617137.1593408692#S.TD-K.C-B.6-L.2.duzy
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 08.09.22, 07:16
      Prof. Tadeusz Bartoś: "Autorytet moralny kościoła jest jego wytworem marketingowym"
      KOŚCIÓŁ KATOLICKI
      07.09.2022, 05:30

      Agata Szczygielska-Jakubowska

      "Trzeba przestać dawać się oczarowywać tą religijną opowieścią, popatrzyć na to za pomocą prostych narzędzi analizy życia społecznego. Stosowałem porównania Kościoła do różnych instytucji, to nie są rzeczy nadzwyczajne, niedostępne, niemożliwe do przeprowadzenia. Autorytet moralny Kościoła jest wytworem marketingowym Kościoła" - mówi prof. Tadeusz Bartoś
      Agata Szczygielska-Jakubowska: Czy można być autorytetem moralnym, stojąc na czele niesprawiedliwej instytucji? Kościół katolicki w niesprawiedliwy sposób traktuje różne grupy społeczne, pokrzywdzone są kobiety, osoby LGBT+, grupy, które określane są negatywnie jako "niezgodne z naturą", przy czym tę "naturę" autorytarnie definiuje hierarchia. Czy papież może być zatem za taki autorytet uznawany?
      - To jest pytanie, w jaki sposób ktoś zostaje autorytetem moralnym... Generalnie rzecz biorąc, gdy zaglądamy do podstawowych wykładni etyki filozoficznej, wzorcem etycznym jest ktoś moralny, ktoś, kto takim się stał i został uznanym przez ludzi, a mówiąc prościej wzorcem etycznym jest człowiek, który jest etyczny i inni to dostrzegają. W Kościele katolickim zostaje się przez mianowanie, to dotyczy również papieża. Zarówno więc w przypadku papieża, jak i biskupów, są to fałszywe autorytety moralne. Gdy wspomnimy historię papiestwa, jasno widzimy, że to się nie dzieje tak z automatu.

      Jak to się dzieje, że w niektórych krajach, katolickich zwłaszcza, ale również niektórych muzułmańskich papież jest instytucjonalnym autorytetem etycznym?
      -To jest coś, co jest przekazem kościelnym. Można powiedzieć, nieco złośliwie, że papieże sami siebie mianują autorytetami etycznymi. Oczywiście, przy pomocy otoczenia, kardynałowie wybierają papieży i przypisują im różne poziomy autorytetu. Gdybyśmy to chcieli przełożyć na język współczesny, autorytet moralny Kościoła jest wytworem marketingowym Kościoła, jest jego przesłaniem, ma być jego atutem ogłaszanie papieża autorytetem moralnym instytucjonalnie.

      Pojedynczy ludzie mogą być autorytetami moralnymi czy ekspertami mającymi jakąś wiedzę, która jest podstawą ich autorytetu. I takie osoby mogą być, przez przypadek, papieżami lub pełnić inne funkcje w życiu, ale ogłaszanie tego przez instytucję jest sposobem budowania wizerunku tej instytucji. Jest to kompletnie niewiarygodne, to taki trick marketingowy. Papieże, biskupi sprzedają się jako autorytety moralne i niektórzy to kupują. Zawsze gdy papież coś robi w sensie etycznym inaczej, niż ludzie by tego oczekiwali, spodziewali się, że zachowa się w sposób szlachetny, a on tego nie robi, wtedy dopiero pytają o autorytet moralny papieża, co się z nim dzieje.

      I jaka jest odpowiedź?
      - Odpowiedzi są różne, ale wszystkie mają charakter sofistyczny. Mówi się, że człowiek słaby popełnia błędy, tłumaczy się, że "w tym jest autorytetem, a w tym nie jest", katolicy muszą stosować ekwilibrystykę, że papież jest autorytetem, gdy ogłasza dogmaty, ale szczegółowo może się mylić, że nie wszystko, co papież mówi, jest nauczaniem Kościoła. Tu zaczyna się taka kazuistyka, sofistyka, retoryka, dążenie do siłowego tłumaczenia czegoś, a tymczasem błąd jest już na początku, bo instytucjonalnie nikt nie może być moralny. Instytucjonalnie to jest się szefem, zarządza się innymi, inni mają słuchać w ramach przepisów instytucji. Jest się autorytetem zarządcy.

      Kościół katolicki i marketing

      Dlaczego ludzie się na to godzą? Dlaczego akceptują to, że człowiek, który się myli albo popełnia rzeczy niegodziwe, jest określany mianem autorytetu o tak wielkiej, a nawet absolutnej randze?
      - A dlaczego ludzie piją alkohol, niezdrowe napoje gazowane, choć to jest szkodliwe? Bo tak ich nauczono. Nawyk, bezmyślność, to, że nie każdy ma czas, możliwości czy ochotę, by dokonywać refleksji nad wszystkim, co się na świecie dzieje. Przyjmuje się pewne rzeczy z dobrodziejstwem inwentarza, nie zastanawiamy się, dlaczego chodzimy prawą stroną, a nie lewą, dlaczego się na to godzimy, tak jest i tyle. Zgrzyt pojawia się wówczas, gdy ktoś nagle przejdzie lewą stroną albo papież robi rzeczy niemoralne, na przykład usprawiedliwia bądź nie zwraca uwagi na zbrodnicze działania napastliwego państwa Rosji wobec Ukrainy.

      Dla wielu osób to niepojęte i niezrozumiałe...
      - Jeśli się założy, że papież jest autorytetem moralnym, to rzeczywiście mamy konflikt. Ale jeśli dojdziemy do wniosku, że nie jest żadnym autorytetem moralnym, a jedynie sobie to uzurpuje, to żadnego konfliktu nie mamy. Jeśli zakładam, że papież nie jest autorytetem moralnym, że to uzurpacja, niezależnie od jego intencji, bo nie wiemy, jakie są jego intencje, co on tam sobie myśli, to od początku zakładam, że to jest takie instytucjonalne krętactwo. A zatem papież z gruntu nie może być autorytetem moralnym, dlatego że się nim ogłasza instytucjonalnie, albo toleruje otoczenie, które go takim autorytetem moralnym ogłasza. Funkcjonuje w sytuacji zafałszowania od początku.

      Kościół chętnie powołuje się na tradycję, przyjmujemy jako naturalną jego niezmienność, ciągłość, od średniowiecza, a nawet czasów Jezusa, ale tak naprawdę współczesny Kościół więcej ma wspólnego z monarchią absolutną w stylu Ludwika VI, czy Króla Słońce niż z dawnymi wspólnotami apostolskimi. Mamy do czynienia właściwie z autorytarnym, niedemokratycznym państwem...
      - Kościół katolicki nie reklamuje tego, ale rzeczywiście jest państwem i to państwem niedemokratycznym, jeśli patrzymy na jego strukturę polityczną i przykładamy do niej podstawowe kategorie z filozofii polityki, to jest to struktura państwa oligarchicznego, gdzie poprzez koneksje, znajomości już od młodego księdza, a nawet kleryka robi się karierę, wchodzi się do grupy, w której są określone stopnie. One nie są ukrywane, to stopnie hierarchii kościelnej, aż po stanie się kardynałem. To jest grupa oligarchiczna, zamknięta, wzmacnia ją celibat, taki klub męski, który nie ma żadnego zaplecza w postaci rodzin, dzieci. Ci panowie nie mają innego świata, poza tym jedynym światem kościelnym, kolegów. A oligarchia to z definicji rządy mniejszości, która dba bardziej o własny interes niż o interes całości. Tak to w Kościele funkcjonuje, przykładów jest dużo, choćby w przypadku ukrywania pedofilii.

      CDN...
      • diabollo Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 08.09.22, 07:18
        Głównym i najważniejszym punktem jest ochrona dobrego imienia Kościoła, żeby nie zaszkodzić Kościołowi, nie zaszkodzić hierarchii, ochronić własną grupę. W przypadku przestępstw seksualnych wprowadza się tryb tajności od początku do końca, a samą istotą jest to, żeby jak najmniej ucierpiała grupa oligarchiczna, kler, żeby opinia o niej nie była podważana, bo to jest utożsamiane z opinią o całym kościele.
        To dość przejrzysty system oligarchiczny, z wszystkimi elementami grup oligarchicznych - liczą się znajomości, układy, pieniądze, łóżko, to bardzo widoczne, mówiłem już o tym jakieś 15 lat temu, ale wtedy ludzie pukali się w głowę.

        Mamy obecnie coraz więcej materiałów, danych, coraz trudniej pewne rzeczy ukryć przed opinią publiczną, ale nie sposób nie powiedzieć o zadziwiającym sukcesie kościelnej instytucji. Właściwie nikt dziś w cywilizowanym świecie by się nie zgodził na taką monarchię, jak za Króla Słońce, a tymczasem w Kościele taki system trwa, a nawet wydaje się jeszcze mocniej zapiekać.
        - Skuteczność Kościoła to rzeczywiście wielki temat. Gdyby się zastanowić, jaki mechanizm za to odpowiada, być może warto byłoby przyjrzeć się miejscom, gdzie Kościół kwitnie, gdzie uznaje się jego autorytet, gdzie rozwija się i jest silny. Co to za miejsca? No cóż, to miejsca, gdzie mamy opóźnienie cywilizacyjne. W Europie Kościół traci od jakichś 100, 200 lat. Zmiana mentalności, wynikająca z coraz większego upodmiotowienia ludzi, wzrostu zamożności ludzi w krajach europejskich powoduje, że pogląd, że to duchowni mają decydować o wszystkich elementach życia człowieka, mają prawo łajać ludzi, jest postrzegany jako jakiś idiotyczny i nienormalny. To wynika z różnych zmian politycznych, przywiązania do demokracji, do współudziału, współdecydowania. Modernizacja Polski oznacza także słabnięcie wpływu Kościoła katolickiego. U nas również ludzie są coraz bardziej zamożni, wyjeżdżają na wczasy za granicę, widzą tam różne konteksty, dochodzą do wniosku, że też by nie chcieli takiego odgórnego, pouczającego, chamskiego funkcjonowania kleru.

        Kościół katolicki traci wiernych
        A jakich wiernych Kościół preferuje?
        - Kler potrzebuje ludzi prostych, niewykształconych. W całej Europie Kościół traci. Natomiast utrzymuje swoją pozycję w krajach tak zwanego Trzeciego Świata, w Ameryce Południowej, tam jest nadal "wyższą cywilizacją", przychodzi Kościół i buduje sierociniec, szkołę postawi, ten rodzaj wyższości materialnej sprawia, że Kościół jest atrakcyjny dla sporej części świata, bo pamiętajmy, że większość ludzi na świecie żyje raczej w ubóstwie niż w dobrobycie.

        W Polsce stoimy w przededniu wielkiego kryzysu, czy sądzi pan, że ludzie zaczną się nagle nawracać, że znowu zapełnią się kościoły?
        - Nie, bo ten kryzys to jest jednak element przejściowy, może dwu- czy trzyletni, tak krótki czas nie powoduje, że ludzie tracą umiejętność oceny. Ta zmiana cywilizacyjna będzie raczej postępować, bo kryzysy gospodarcze czy ekonomiczne zdarzają się w Europie i w Stanach Zjednoczonych co około 10 lat, nie ma tu już zaskoczenia, natomiast ekspansja Kościoła i rozwój w Trzecim Świecie jest możliwa. Dziś brakuje księży we Francji, przyjeżdżają jeszcze z Polski, z Afryki, brakuje zakonnic w Polsce, przyjeżdżają z Afryki. To nadal jest bardzo atrakcyjne, bo do Europy trudno jest się obecnie dostać, a jako zakonnica czy jako ksiądz z kraju w kryzysie, nagle można mieć nagle bardzo zmienione jakościowo życie. To ta niewątpliwa atrakcyjność. Oczywiście, są i inne elementy, kler nadaje sobie prestiż społeczny, rangę społeczną, kapłan uważa, że jego ręce są święte, wiele jest takich elementów karmiących narcyzm ludzki, sprawiających, że w swojej masie kapłani stają się nadęci, pouczający i opryskliwi. Jeśli to jakiemuś księdzu nie odpowiada, musi wykonać wewnętrzną pracę, musi się powstrzymywać, odstaje od środowiska, a to środowisko przecież od kleryka go uczy, formuje i naciska na niego.

        Dziwisz. Nietykalny kardynał polskiego Kościoła
        Papież Franciszek od początku pontyfikatu wydawał się inny, zrezygnował z watykańskich apartamentów, nie gustuje, jak poprzednicy, w rozmaitych narzutkach, dodatkach do strojów, wyróżnia się skromnością...
        - Papież Franciszek znakomicie pracuje nad tym, żeby nie sprawiać wrażenia aroganckiego i nadętego, odgrywa rolę skromnego, ubogiego. Ale to wypracowana poza, wizerunek publiczny, jaki pielęgnuje. Są jednak na tym wizerunku rysy. Niewiele robi z pedofilią w Polsce, procesy sądowe są tajne, kardynał Dziwisz jest nietykalny, choć przecież wszystko wiedział i tolerował. Proste rzeczy, na przykład zniesienie celibatu, wprowadzenie dobrowolności celibatu, co by częściowo rozwiązało kastowość oligarchiczną kleru, on tego nie robi, a mógłby to podpisać w pięć minut i nic mu nie zrobią. Papież ma taką władzę w Kościele.

        Gdy patrzymy na słowa - wygląda to pięknie, a gdy patrzymy na czyny, wygląda to całkiem inaczej. A przecież ludzi sądzimy po czynach, nie po słowach. Słowo nic nie kosztuje, a jeśli ktoś jest uzdolnionym mówcą, ma talent aktorski, jak poprzedni papież, Jan Paweł II... Franciszkowi też niczego nie brakuje. Może każdą rolę publiczną odegrać, i zrobić to dobrze. Nie należy się na to nabierać.
        Dlaczego utrzymuje się kult Jana Pawła II? Po wyjściu na jaw choćby spraw związanych z zatajaniem afer pedofilskich i finansowych za jego pontyfikatu nadal wiele osób jest gotowych go usprawiedliwiać, traktować jako nieskalany autorytet moralny, jego portrety wiszą nawet w państwowych urzędach, jego imieniem nazywane są szkoły...
        - Kult Jana Pawła II jest bardzo skutecznym przedsięwzięciem marketingowym. Jeśli się wprowadza jakiś towar na rynek, można odnieść sukces lub nie. Pojawia się coś nowego - jak Twitter, Facebook, Demotywatory, różne produkty, które ludzie kupują. Świętość Jana Pawła II też jest takim wytworem, powstały filmy, legenda, Dziwisz bardzo dużo w tym kierunku zrobił. Od razu, jeszcze za życia Jana Pawła II budowano pomniki, to jest ogromna praca, wielkie przedsięwzięcie, intensywne, obliczone na wiele lat. Budowa sanktuariów, obrót tą krwią, którą Dziwisz podebrał papieżowi, a którą teraz rozdaje.

        Dziwisz doprowadził, wbrew zasadom kościelnego obyczaju, do przedwczesnej beatyfikacji. Zdrowy rozsądek i kościelna tradycja każą nie przyspieszać beatyfikacji, zalecają zaczekać, aż żyjące w tym okresie pokolenie umrze, sprawdzić, czy ten kult się będzie dalej rozwijał, czy zostanie zapomniany, takie metody stosowane były już w średniowieczu, były tendencje, żeby się nie spieszyć. A tutaj mamy od razu, w pierwszym pokoleniu. Promotor świętości, ks. Sławomir Oder miał zlecenie. To są wszystko fikcyjne badania, trzeba ustalić jakiś cud, prawdę mówiąc, jeśli ktoś patrzy na to krytycznie, to żenujące przedsięwzięcie, ale ludzie dużo żenujących rzeczy uwielbiają, oglądają, chwalą. Mamy do czynienia z czymś takim.

        Jednak skala tego przedsięwzięcia jest ogromna. Niewielu się przy tym zastanawia nad nauczaniem Jana Pawła II, nad tym, jak się zachowywał, jaką przyjmował postawę wobec różnych wyzwań, problemów.
        - W tym procesie chodziło o ustalenie świętości, a nie jej braku, no więc tę świętość ustalono i tyle. Takie są kościelne sądy, nie ma bezstronnych sądów. Adwokat diabła, ten, który ma szukać jakichś negatywnych stron, świadczących przeciw świętości danej osoby w tym przypadku też przecież pochodzi z tego samego środowiska, jest w tamtych układach. Było zadanie do spełnienia, zostało wypełnione, to ta sama grupa. Tym bardziej jest to komiczne, że oni między sobą, za życia ustalają, kto z nich będzie święty. Trudno to sobie wyobrazić z punktu widzenia jakichkolwiek struktur świeckich. To są najlepsi koledzy, załatwiają sobie wzajemnie, że ktoś z nich po śmierci będzie święty. Taki rodzaj orderu, pośmiertny kult ołtarzowy.

        CDN...
        • diabollo Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 08.09.22, 07:19
          Brzmi to nieprawdopodobnie, gdy się z zewnątrz na to patrzy...
          - Gdy się na to patrzy z zewnątrz, trzeba przestać dawać się oczarowywać tą religijną opowieścią, popatrzyć na to za pomocą prostych narzędzi analizy życia społecznego. Stosowałem porównania Kościoła do różnych instytucji, to nie są rzeczy nadzwyczajne, niedostępne, niemożliwe do przeprowadzenia. Oczywiście, oligarchia kościelna będzie mówić, że to jest spojrzenie redukujące, wrogie, bo jeśli ktoś krytykuje, to od razu ma miejsce w tej doktrynie, która ma charakter holistyczny, jest nieobalalna. Ma miejsce wroga, osoby źle nastawionej, inspirowanej przez siły zła, diabła i szatana, dziś może już rzadziej tego diabła się przywołuje, bo to zostało skompromitowane, archaiczne, niemniej tych figur demonizowania krytyka się używa, osobiście przez wiele lat miałem przyjemność tego doświadczyć.

          Nie obawia się pan, że po naszej rozmowie znowu tak się będzie działo?
          - Czemu nie? Zawsze to wesoło. Teraz to tylko są słowa, Kościół nie ma więzień, karcerów, może tylko mówić, a dziś jego zdolność bycia wiarygodnym jest mocno osłabiona, że istota tej krytyki, oskarżanie o złą wolę brzmi coraz mniej przekonująco, również w Polsce.

          Solidarna Polska chce wprowadzić prawo, które surowo karałoby więzieniem za krytykę Kościoła... Czy naprawdę katolicy są w naszym kraju aż tak bardzo gnębieni?
          - To jedna z figur kulturowo-retorycznych, stosowana w Kościele katolickim. To figura męczennika. Kler często opływa w komfort życia, grupa zarządzająca, hierarchiczna czerpie korzyści z układów politycznych, natomiast ogłaszają się tymi pokrzywdzonymi, skrzywdzonymi, niesprawiedliwie zranionymi. Tę figurę bardzo chętnie wykorzystuje Dziwisz, każdy biskup czy duchowny polski, gdy zostaje o coś oskarżony, od razu włącza tę narrację. On najchętniej by łączył to z prześladowaniem Chrystusa, "jak Chrystus kiedyś cierpiał, tak i ja teraz cierpię". To jest włączane automatycznie, a dziś już się tak tego włączać nie da. Opinia publiczna już tego nie kupuje, zwłaszcza w kontekście przestępstw seksualnych i ochrony tych przestępców przez hierarchię. Nadal jednak to jest podstawowy mechanizm tej perswazji.

          Co stanowi fundament takiego rozumowania?
          - Jeśli mamy jakiś zespół zasad, które mają chronić autorytet duchowieństwa, to z pewnością jedną z najważniejszych jest przekonanie, że "my jesteśmy nie z tego świata", a "ten świat jest zły, kwitnie cywilizacja śmierci".

          Jan Paweł II wymyślił tę cywilizację śmierci, odmieniana jest w różnych wariantach. No więc "świat jest zły, a my jesteśmy cząstką dobroci w świecie". To czysta fikcja, wymyślona przez ludzi, ale niezwykle skuteczna.
          Tak działają również sekty - gdzieś na zewnątrz jest zły świat, a my tu wewnątrz chronimy największy skarb, najdroższą rzecz, bezcenną, taką, której nikt inny nie ma. I cierpimy, ale cierpimy dla dobra wszystkich. To są zabiegi o charakterze sofistycznym, retorycznym, ale są skuteczne. Musimy pamiętać, że sofistyka, marketing bywa naprawdę zdumiewająco skuteczny. Ale nie dlatego, że jakieś towary są dobre, one mogą być fatalne, a ludzie i tak je kupują. Tu chodzi o zachowania konsumenckie, to, czy się solidaryzuję z proboszczem oskarżonym o pedofilię, z papieżem czy uważam, że "krzywdzą naszego księdza".

          Jan Paweł II. Kult polskiego papieża coraz bardziej kłopotliwy
          Często słyszymy, że wprawdzie ten czy ów ksiądz czy biskup zachowuje się niewłaściwie, ale czym jest takie postępowanie wobec trwania Kościoła, wobec jego świętości...
          - Tak, to kolejna figura, "Kościół jest święty, ale ludzie grzeszni". To bardzo skuteczny element, niemal nieobalalny. To oznacza, że cokolwiek zrobimy, to i tak jesteśmy po dobrej stronie, i tak nam, jako instytucji nic nie można zarzucić, bo przecież jesteśmy depozytariuszami świętości, a ludzie, no cóż, są grzeszni. Tak jest przecież napisane w naszych tekstach, nic nas nie zaskoczy. Nikt oligarchicznej grupy kleru czy też świeckich katolików nie zaskoczy tym, że jest jakiś grzech, no jest, mamy zatem argument, że potrzebna jest łaska. Bardzo ważny, jeśli chodzi o ten plan marketingowy, jest tekst św. Pawła, stworzył on taki schemat marketingowy "Gdzie jednak wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska" (Rz 5.20). W średniowieczu, w okresach eksperymentów religijnych, również w prawosławiu niektórzy mieli taki pomysł, że im więcej grzeszymy, tym więcej ściągamy tej łaski, były takie sekty. Jeśli jednak nie będziemy brać pod uwagę sekt z ich skrajnościami, to jednak taki schemat zostaje.

          Dlaczego to takie skuteczne?
          - Nieobalalność takich teorii polega na tym, że argumenty przeciwko tylko wzmacniają tezę. Bardzo sprytne. Samograj. Św. Paweł jest uznany, również wielu filozofów uważa go za religijnego geniusza. Stworzył mechanizm bardzo silnie uwodzący.

          Wiele osób tłumaczy z kolei, że może i Kościół ma jakieś grzechy, ale nasz ksiądz proboszcz jest dobry, ludzki, sympatyczny, dużo robi dla parafii, jest porządnym człowiekiem... Co się dzieje jednak, jeśli się mylimy w odniesieniu do tej osoby?
          - No właśnie. Tu mamy sytuację odwrotną, tu działają inne mechanizmy, mechanizmy sympatii i przywiązania wynikające z bezpośrednich kontaktów. Mamy naturalną skłonność, żeby się odwdzięczyć, solidaryzować się z ludźmi, których lubimy, którym wiele zawdzięczamy. Tak jest w każdym środowisku, również dziennikarzy, ktoś nagle kończy pracę, jego przyjaciele się oburzają, dlaczego tak się dzieje, mają naturalną chęć okazania solidarności, przeżywają wstrząs. To prosty, naturalny mechanizm, że pojawiają się rozterki, gdy dowiadujemy się czegoś oburzającego o osobach, wobec których jesteśmy przekonani na podstawie doświadczenia życiowego, a nie wymysłu, że oni czegoś takiego by nie mogli zrobić. A zdarza się, że zrobili.

          Bywa jednak, że nie zrobili. Pytam o miejsce w tym systemie osób z prawdziwego powołania, księży, zakonników i zakonnic szczerze wierzących w swoją misję, rzeczywiście niosących pomoc parafianom czy osobom powierzonym ich opiece. Wracam w tym momencie do pierwszego pytania - jak one mogą funkcjonować w instytucji, która jest niesprawiedliwa?
          - Jednym z kolejnych elementów trwałości instytucji kościelnej jest to, że naiwna, prosta wiara w ten system, która występuje również pośród hierarchii - a reszta jest jedynie przystawką, wzmacnia przekaz. Mówimy o jakimś obrazie papieża Franciszka, ale nie musi być jego wewnętrzną intencją robienie dobrego marketingu. Jeśli on takiej intencji nie ma, natomiast jest dobra wiara, że na przykład chce promować postawę franciszkańską, to tym lepiej, on wtedy jest bardziej wiarygodny, przecież nie każdy jest takim geniuszem aktorskim, że będzie mówił bez zająknięcia o czymś, w co nie wierzy. Nie, to nie tak. Oni są o wiele bardziej wiarygodni, jeśli w to wierzą, są nieświadomymi graczami w układzie, którego nie rozpoznają. Nie dostrzegają jego istotnych elementów.

          Gdy byłem duchownym, byłem szczerze zaangażowany w te wszystkie ideały, ale w pewnym momencie taka prosta analiza mechanizmów społecznych pokazała mi, że sam jestem takim nieświadomym, mało świadomym czy nieprzyjmującym do wiadomości graczem.
          Takich nieświadomych uczestników może być bardzo dużo.

          CDN...
          • diabollo Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 08.09.22, 07:20
            A inni?
            - Część się zmienia, część świadomie wchodzi w system, dowiaduje się, jakie są układy w diecezji, z kim warto trzymać, z kim iść do łóżka, komu się przypochlebić. Zawsze są ludzie, którzy świadomie zamierzają funkcjonować w systemie z taką nieuczciwością wewnętrzną, ale wtedy trudniej im utrzymać spójność przekazu. Dla systemu, również fałszywego, najlepsi są szczerzy wyznawcy. Jeśli ktoś szczerze wierzy, że słodkie gazowane napoje są zdrowe, to przecież będzie lepszym ich sprzedawcą niż osoba, która wie, że wciska ludziom kity. Jeśli ktoś nie wierzy w to, co robi, nie będzie miał takiego zapału. To bardzo ważny element, gdy mówimy o papieżach, oligarchii, o duchownych. Trzeba unikać osądzania jednostek, mówienia, że oni są zdeprawowani, tego nie wiadomo, niektórzy tak, niektórzy nie, nie siedzimy w tych ludziach. Opisujemy mechanizmy, w których ci ludzie są, i są różni - świadomi, nieświadomi, z dobrą wolą, ze złą wolą, z wiedzą, że to wszystko udawanie. Tak zresztą funkcjonuje też duża część wiernych. Mogą jeszcze się bronić zaklęciem, że "Kościół jest święty, ale ludzie grzeszni", jeśli to im pomaga, albo pogrążać się w procesie wypalenia zawodowego duchownego.

            Jak taki proces przebiega?
            - Widząc, jak ta rzeczywistość wygląda, taki ksiądz cynicznieje, staje się obojętny. Nie ma gdzie pójść, a przecież musi gdzieś żyć, system jest opresyjny, wie, że jeśli coś powie, to będzie miał problemy. Ludzie są wplątani w taki mechanizm. I też nie wytrzymują psychicznie. Inni, którzy "idą górą", karierowicze nakręcają możliwości awansu, które są bardzo różne. Chciałbym jednak podkreślić, że jeśli mówimy o znieprawionej instytucji, to nie mówimy, że znieprawieni są wszyscy ludzie, którzy się w niej znajdują.

            Papież Franciszek o wojnie w Ukrainie: Wszyscy jesteśmy winni
            A jak w tym systemie obecnie funkcjonuje papież Franciszek? Podejmuje zdumiewające kroki, które właściwie szkodzą wizerunkowi instytucji. Z pewnością bardziej popularne, lepiej odebrane byłoby, gdyby potępił Rosję, opowiedział się za napadniętą Ukrainą, a przynajmniej uznał i podkreślił cierpienie ukraińskiego narodu. Dlaczego tak postępuje?
            - Są różne analizy politologów, opinii jest bardzo dużo, wszystko to domysły, jakie naprawdę mogą być jego intencje. To sytuacja trudna do zrozumienia i wytłumaczenia. Ale nie zmienia to sytuacji, o której mówiłem wcześniej, że papież Franciszek nie robi praktycznie nic dla zapobieżenia poważnym problemom wewnątrz Kościoła. Nadal choćby nie stworzył niezależnego sądownictwa. Przecież on wie, jest na tyle wykształcony, że sądy, jakie sobie robią koledzy, jakaś grupa księży wobec księży z tej samej półki, to jest szyderstwo ze sprawiedliwości, kościelne sądy są kpiną z sądu.

            W Polsce próbuje się obecnie wprowadzić takie zasady, żeby sędziowie byli zależni od polityków, na wzór sądów kościelnych, w których sędziowie są zależni od hierarchów i wykonują zadanie, jakie zostanie im zlecone, na jakie mają pozwolenie ze strony hierarchów. Tego papież nie zmienia.
            Kiedyś było fajniej, bo nikt o tym nie wiedział, dziś media to pokazują.

            Dlaczego media są takim zagrożeniem? Kościół jest przecież instytucją, która podkreśla rolę prawdy, dlaczego zatem złe miałoby być pokazywanie tej prawdy?
            Cały problem polega na tym, że ten kościelny system funkcjonował 200, 500 i więcej lat temu podobnie, ale nie było opinii publicznej. I ta opinia publiczna obecnie jest tym, co boli, tym, że pewnych rzeczy nie da się ukryć, również tego, że tracimy wiernych. Nie bez racji w Syllabusie Errorum papież Pius IX w XIX wieku pisał, że wolność prasy to jakieś szaleństwo, ponieważ ludzie sami nie wiedzą, co mają myśleć, trzeba im mówić, co mają myśleć, jak to tak, że każdy może mówić co chce, bez żadnej cenzury? To oficjalne stanowisko papieża z XIX wieku. On wyczuł zagrożenie. Rzeczywiście, wystarczyło 100 lat wolności prasy, i okazuje się, że na przykład taki pan Sekielski może sobie zrobić reportaż, no i nic nie jest już takie, jak wcześniej. No i w takiej sytuacji nawet najbardziej święci czy udający świętych i pobożnych, tryskający pobożnymi wypowiedziami, muszą jakoś jednak zmienić ton, przyznać, że może coś było nie tak, no i ta buta zostaje przycięta.

            Najbardziej niebezpieczne dla instytucji oligarchicznych, a taki jest też Kościół katolicki, są media, bo one żyją z tego, żeby coś pokazać, lubią nowe wiadomości, jest dziennikarstwo śledcze...

            CBOS: Papież Franciszek przestaje być autorytetem. Przez wypowiedzi o wojnie w Ukrainie
            No i stanowią pewną konkurencję, pokazują świat na swój sposób...
            - Łamią monopol na prawdę, dlatego Kościół katolicki tak dobrze dogaduje się z systemami autorytarnymi, gdzie jest cenzura. Tam jest ten jeden jedyny przekaz i tyle. Z PiS Kościół katolicki ma dobrze, tylko jeszcze trzeba by zlikwidować TVN, "Wyborczą" i jeszcze tam paru. Z tymi autorytarnymi, prawicowymi zawsze Kościół szedł ręka w rękę, bo łatwiej było kontrolować, co ludzie mają w głowach, a trzeba to kontrolować, bo jak ludzie będą mówić co chcą, to mogą sobie pomyśleć nie tak o księdzu czy biskupie, no i co wtedy? Zgroza.

            W systemie PRL też jakoś się Kościół umiał odnaleźć...
            - To wielki temat, kohabitacji Kościoła w PRL, na osobną rozmowę. Ale był to klarowny system, gdzie jest jedna ofiara - Kościół katolicki, no i jest ciemięzca, czyli partia PZPR. A przecież Kościół, szczególnie pod koniec, kwitł, rozwijał się, były pielgrzymki papieskie. A potem się posypało i dalej się sypie.

            Pamiętam mszę, jaką Jan Paweł II odprawiał podczas pielgrzymki w Skoczowie. Byłam tam jako początkująca dziennikarka, pamiętam, jakie wrażenie na podeście dla prasy wywarły słowa papieża o tym, że w Polsce Kościół jest prześladowany. Było to podczas jego V pielgrzymki, 22 maja 1995 roku, to był czas, gdy kolejne rządy i partie polityczne nie wiedziały, jak najlepiej się odwdzięczyć Kościołowi i papieżowi za upadek komuny, oddawane były majątki, poświęcone prawa kobiet do legalnej aborcji, co Kościół wówczas chciał, mógł uzyskać, a jednak...
            - Jan Paweł II nie był przyzwyczajony do najmniejszej krytyki. Był klasycznym wytworem splotu klerykalizmu, gdzie wszyscy mogą tylko chwalić, a dodatkowo system PRL blokował wiarygodność krytyki opinii publicznej. Tej niezależnej opinii publicznej za PRL nie było, a już w ogóle nie było żadnej możliwości, by atakować Kościół, to byłoby absurdalne. Po takiej nadzwyczajnej sytuacji, która trwała przez prawie 60 lat państwa totalitarnego czy autorytarnego, Jan Paweł II jakąkolwiek krytykę znosił bardzo źle. Napisał kiedyś w latach 90. list do "Tygodnika Powszechnego", w takim bardzo płaczliwym tonie, infantylnym, jak dziecko, że już nie jest w "Tygodniku" kochany. Nie można nic powiedzieć, bo się obrażę, trzeba było cały czas chwalić. Dla mnie to było nie do przyjęcia, ale w tym przypadku nie mówimy ogólnie o systemie, raczej o cechach osobowości, o konkretnym człowieku, na podstawie świadectw, które ludzie przekazywali.

            CDN...
            • diabollo Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 08.09.22, 07:21
              W tamtych czasach wielu jeździło do Watykanu i Castel Gandolfo, taki był "most powietrzny" z Polski do Watykanu, odbywały się tam dyskusje. Kiedyś Jacek Woźniakowski w którejś z rozmów delikatnie nadmienił, że może by tej aborcji nie zrównywać z antykoncepcją, bo to jednak dwie różne rzeczy, podzielił się tą myślą z Janem Pawłem II, a on… się obraził, spojrzał chłodno, zakończył rozmowę. To dla niego było charakterystyczne, żadnej krytyki.

              A papież Franciszek? Jak się wydaje, zważywszy jego ostatnie działania, również nie przyjmuje krytyki...
              - A jednak tego papież Franciszek nie ma. Nie przejmuje się krytyką, każdy niech sobie mówi na jego temat co chce. Jan Paweł II przecież nawet miał w latach 80. w Niemczech taki system zbierania donosów z seminariów, kto coś mówi nieprawomyślnego... To był system bardzo zamordystyczny, jeśli chodzi o wolność mówienia w Kościele, ścigania, jeśli ktoś powiedział coś nie tak, od razu było podejrzenie, że być może popełnia herezję, że narusza porządek, ja sam miałem takie podchody władz zakonnych, napisałem w "Gazecie Wyborczej", powiedziałem coś na wykładach, donos kleryka, i już ciała zakonne obradowały, zastanawiały się, czy jakiejś herezji nie było, trzeba było uważać na każde słowo jak w PRL, jak w dyplomacji, jedno słowo za dużo i już można było mieć kłopoty. To był świat Jana Pawła II, partia komunistyczna też taki miała, bo nie można było mówić na zjazdach i po zjazdach, nic, co było sprzeczne z linią partii. Benedykt był krótko, a papież Franciszek to zlekceważył. Jak się nie zwraca uwagi na „heretyckie" wypowiedzi niektórych duchownych, to ich nikt nie zauważa, mijają bez echa, to też jest jakaś strategia.

              A jednak chyba jakaś cenzura czy autocenzura działa. Franciszek opowiada zdumiewające rzeczy o Rosji, wojnie w Ukrainie, o NATO, aż się prosi, żeby w Kościele podnosiły się głosy protestu wobec takich wypowiedzi, a tego jest niewiele lub wcale nie ma...
              - Nie ma, a nawet odzywają się głosy obrony. Dlaczego tak się dzieje, z czego to wynika, nie mam pojęcia. Tego rodzaju wypowiedzi Franciszka są niezrozumiałe, jeśli patrzymy na jego cechy osobowości, taką wrażliwość, poczciwość, empatię. W tym kontekście ten wizerunek, jaki on tworzy, staje się niespójny. Jako „dusza człowiek", wrażliwiec, gdyby to była prawda, to by miał spontaniczne reakcje współczucia dla tych ludzi, dzieci, dla mieszkańców, którym zniszczono Mariupol, zgwałconych kobiet. Opowiadałby o tym, normalny człowiek takie rzeczy robi. Nie chodzi tylko o wojnę i o Putina, jeśli człowiek jest naprawdę wrażliwy, to się przejmuje nieszczęściem ofiar, a jeśli się przejmuje, to mówi o tym. On pozuje na niezwykle wrażliwego, a okazuje się, że to taka poza, że jest prezentowana z rozmysłem. Nie mówi wcale o cierpieniu ukraińskich ofiar...

              Putin i Rosja nie potępiona przez papieża Franciszka
              Nie tylko nie mówi o cierpieniu ofiar, ale nawet gloryfikuje zamieszane w tę wojnę osoby o bardzo wątpliwej moralności, jak patriarcha Cyryl czy córka Dugina, a nawet sam Putin...
              - W przypadku córki Dugina to był odruch, że taka biedna kobieta... Jasne, każdy, kogo wysadzą w powietrze, jest biedny. Ale co się stało, że akurat po jej śmierci Franciszek się wypowiedział, a gdy byli zabijani mieszkańcy Buczy i wielu innych ukraińskich miast i wsi, jakoś nie. Sam sobie wystawia świadectwo i jest to świadectwo negatywne. Potwierdza hipotezę, że jego wizerunek, wygenerowany przez niego świadomie, człowieka wrażliwego, otwartego na każdego nie jest spontaniczny, a właśnie jest wygenerowany.

              Wszystko, co Franciszek robi, brak naturalnej, ludzkiej reakcji na cierpienia Ukrainy pokazuje, że on sobie tak zamyślił i tyle, to wszystko jest aktorska poza, nie ma czegoś takiego jak spontaniczny Franciszek. Nie ma takiej osoby, to jest odegrana rola, ubogi papież to tanie wizerunkowe zabiegi.
              Tak się to robi, tanimi rzeczami kupuje się ludzi, miliony fanów. Grupy docelowe są bardzo różne. Prości ludzie łatwiej się dają nabierać, są łatwowierni.

              Bardzo to przygnębiające...
              - Dla mnie to nie jest przygnębiające, rozczarowanie instancjonalnymi i moralnymi dylematami Kościoła przeżyłem dawno temu. O rozczarowaniu decydują oczekiwania. Brak oczekiwań, brak rozczarowań.

              Jak zatem odnaleźć prawdziwe autorytety moralne, czy jest szansa, by znaleźć je w Kościele katolickim?
              - Oczywiście, tak, ale nie mogą być wyłaniane metodą wskazania przez oligarchiczną grupę. To dzieje się spontanicznie, w życiu prywatnym, w pracy, świecie publicznym, osoby merytoryczne, sprawiedliwe, do których mamy zaufanie, są zauważane. Prawdziwe autorytety się tworzą w świecie w naturalny sposób, a nie przez dekrety grupy oligarchicznej, która wynosi człowieka, przebiera go w specjalne stroje, żeby wyglądał odmiennie, jak chodzący święty obrazek, a on tę rolę świętego obrazka odgrywa. To tylko obrazki, działają, bo ludzie to wzrokowcy, 90 procent informacji dociera do nas w postaci obrazów. To nie jest wiarygodne, całe to przebieranie się. Można zapuścić wielką brodę, przebrać się specjalnie, żeby ludzie się zastanawiali, jaka to mądrość tam się skrywa, a może być tam w środku czysta głupota i niegodziwość.

              ** Tadeusz Bartoś, filozof, teolog, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku, będącej filią Akademii Finansów i Biznesu Vistula, dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii. Były dominikanin i autor książek „Metafizyczny pejzaż. Świat według Tomasza z Akwinu", „Wolność, równość, katolicyzm" i „Jan Paweł II. Analiza krytyczna". Publikował m.in. w Gazecie Wyborczej, Tygodniku Powszechnym, Polityce oraz Newsweeku, a obecnie współpracuje z Tygodnikiem Przegląd.

              Prof. Tadeusz Bartoś jest członkiem Rady Naukowej III. Bydgoskich Spotkań Filozoficznych - Perspektywy Współczesnej Filozofii Religii. Konferencja odbędzie się w dniach 22 września - 24 września 2022 roku w Bibliotece Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, przy ul. Karola Szymanowskiego 3. Wstęp wolny, pełny program konferencji: TUTAJ

              ***

              bydgoszcz.wyborcza.pl/bydgoszcz/7,48722,28876631,czy-mozna-byc-autorytetem-moralnym-stojac-na-czele-niesprawiedliwej.html?_ga=2.208178578.1421755332.1662219009-2069617137.1593408692#S.TD-K.C-B.6-L.2.duzy
              • walmart.ca Re: Czy papież może być autorytetem (moralnym)? 09.09.22, 01:57
                www.jesusandmo.net/comic/latin/

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka