Dodaj do ulubionych

Korek, worek i rozporek, czyli Kopernik i...

07.09.22, 13:54
... katolictwo.


wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,28809128,jak-robic-swoje-w-zlych-czasach.html
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Korek, worek i rozporek, czyli Kopernik i... 07.09.22, 17:33
      Nowa biografia Mikołaja Kopernika. Był Polakiem, ale z wyboru. Starał się robić swoje w Polsce donosicieli
      KSIĄŻKI
      30.08.2022, 05:59
      Wojciech Orliński
      Astronom trzymał rękę wprost na dźwigniach, którymi mógł przestawiać zwrotnicę dziejów

      W pięćsetlecie urodzin Mikołaja Kopernika byłem dzieckiem. Był rok 1973, gierkowska propaganda sukcesu wchodziła w szczytową fazę, jubileusz celebrowano więc z gigantyczną pompą, bo wpisywał się w hasło ówczesnego reżimu: „Polak potrafi".

      Człowiek, który zatrzymał Słońce, był wtedy wszechobecny. Jego oblicze widniało na banknotach tysiączłotowych. W telewizji nadawano serial Ewy i Czesława Petelskich, w których grał go Andrzej Kopiczyński (tytułowy „Czterdziestolatek" w innym serialu z tej epoki). Kopernik występował w komiksie o Tytusie, Romku i A’Tomku i w najrozmaitszych dziełach z pogranicza popkultury i popularyzacji.

      Wydawałoby się, że powiedziano o nim wtedy wszystko, co jest do powiedzenia. I to nawet w pewnym sensie jest zgodne z prawdą.

      Szwedzkie archiwa po angielsku
      Poza oprawą propagandową nie szczędzono wysiłków na badania naukowe. Organizowano międzynarodowe projekty badawcze i sympozja.

      Szwedzi udostępnili polskim historykom to, co zrabowali podczas potopu. Amerykański historyk Owen Gingerich odnalazł i przebadał wszystkie zachowane do naszych czasów egzemplarze pierwszych dwóch wydań „De revolutionibus".

      W ramach tamtych obchodów jeden z czołowych autorytetów od historii Prus Królewskich, Marian Biskup, zebrał wszystkie materiały źródłowe dotyczące Kopernika i opublikował je jako „Regesta Copernicana". Wydano je po polsku i po angielsku, żeby wszyscy badacze świata mogli z tego korzystać we własnych poszukiwaniach.

      I tutaj zaczyna się problem. To nie jest obszerna książka – raptem 224 strony. Tylko tyle da się o Koperniku powiedzieć, jeśli będziemy się trzymać ścisłej wiedzy historycznej.

      Każda książka grubsza od „Regestów" będzie nieuchronnie zawierać hipotezy i spekulacje.

      Nie unikniemy ich, nawet jeśli będziemy ściśle trzymać się tylko tego, co jest w źródłach. Część z nich to na przykład donosy – Kopernik uwikłany był w kościelną politykę, która za jego czasów bywała bardzo brutalna.
      U schyłku jego życia w kapitule warmińskiej starły się dwie polityczne frakcje, skupione wokół dwóch liderów: Tiedemanna Giesego i Stanisława Hozjusza. To była walka dosłownie na śmierć i życie, stawką bowiem (to spotkałoby przegranego) były proces o herezję i uwięzienie w lochach Watykanu, z których mało kto wychodził żywy (wylądował tam np. przyjaciel i polityczny towarzysz Kopernika, kanonik Aleksander Sculteti – udało się go po latach przepychanek uwolnić, po czym czmychnął do protestantów).

      Korek, worek i rozporek
      Głównym orężem politycznej walki w Kościele były wtedy – zresztą nie tylko wtedy – donosy. A te donosy, oczywiście, dotyczyły zazwyczaj trzech głównych tematów: korek, worek, rozporek.

      Pije? Kradnie? Prowadzi się rozpustnie? Kopernikowi nie zarzucano w donosach niczego z pierwszych dwóch kategorii, ale mamy kilka smakowitych źródeł dotyczących trzeciej. Jeśli wierzyć donosicielom, astronom ostatnie kilkanaście lat życia spędził na namiętnym romansie ze znacznie od siebie młodszą gospodynią z jego kurii, niejaką Anną Schilling. Ale czy można wierzyć donosicielom?

      Każdy autor piszący o Koperniku musi tu dokonać jakiegoś arbitralnego wyboru. Ja im wierzę, bo adresat większości tych donosów, biskup Jan Dantyszek, całą swoją karierę oparł na budowie siatki wiarygodnych informatorów. Ta siatka nie zawodziła go w innych sprawach, zakładam więc, że nie zawodziła go i w tej. Dantyszek dużo wiedział o wszystkich korkach, workach i rozporkach, dlatego potrafił niszczyć, pozyskiwać lub rozbrajać tych, którzy stawali mu na drodze.

      Udało mu się pozyskać ludzi, których Kopernik uważał za przyjaciół, na przykład kanonika Feliksa Reicha. Pozyskał go przez korek.

      Reich był alkoholikiem, ale wybrednym. Pijał wino wyłącznie „czyste, wyklarowane i łagodne, najchętniej węgierskie, z grona muskatowego lub małmazyjskiego". Piwo interesowało go wyłącznie piotrkowskie – to „codziennie popijał z lubością", gardził natomiast mazowieckim, bo „cuchnęło lawendą, jego zdrowiu przeciwną".

      To też oczywiście wiemy z donosów. Widać w nich, że Reich odczuwa dyskomfort związany z tym, że musi kapować na swojego przyjaciela, no, ale czego się nie zrobi dla dobrego wina? Wszelkie dyskomforty, jak wiadomo, znikną po odpowiednio dużym łyku.

      Kopernikologia przypomina proces lustracyjny. Najciekawsze materiały źródłowe to kwity pisane przez ludzi, których Kopernik uważał za przyjaciół, a którzy jednak nimi nie byli.

      Adresaci byli różni: wielki mistrz krzyżacki, jeden biskup, drugi biskup. Czy Kopernik wiedział, że jest inwigilowany, i to przez różne instytucje? Niektóre z tych donosów robią wrażenie „przecieków kontrolowanych", jakby Kopernik był w komitywie z tym, kto go szpiegował – czyli jakby doszło do odwrócenia agenta.

      A może sam Kopernik był szpiegiem? To by wyjaśniało, dlaczego na jego temat mamy tak mało materiałów źródłowych.

      Zacieranie śladów
      W tamtych czasach wykształceni ludzie podróżujący po Europie po zobaczeniu po raz pierwszy na własne oczy Alp, Rzymu czy Wenecji pisali z tej okazji poematy, a przynajmniej listy do przyjaciół. Dziś też mało kto powstrzyma się przed zrobieniem przynajmniej selfika na Insta.

      Kopernik odbył kilka ciekawych podróży, ale materiały źródłowe na ich temat są wyłącznie pośrednie. Ktoś go gdzieś widział, ktoś mu przesłał pieniądze, ktoś odnotował jego obecność w jakichś aktach urzędowych.

      Zostały tylko takie ślady w dokumentach, których nie mógł uniknąć. Jeśli na to spojrzeć całościowo, przez większość życia jakby starał się celowo ich unikać, dlatego więcej wiemy o ludziach z jego otoczenia niż o nim samym.

      Chociaż więc o Koperniku bardzo dużo powiedziano i pokazano z okazji obchodów jubileuszowego roku 1973, wciąż mamy dużo niewyjaśnionych zagadek.

      CDN...
      • diabollo Re: Korek, worek i rozporek, czyli Kopernik i... 07.09.22, 17:34
        Zacznijmy od chronologicznie najwcześniejszej: kim był właściwie jego ojciec?

        Wiemy na pewno, że też miał na imię Mikołaj, gdy bowiem Kopernika przyjmowano w poczet studentów krakowskiej akademii, zapisano go jako „Mikołaja, syna Mikołaja z Torunia" (Nicolaus Nicolai de Thuronia). Na temat ojca mamy kilkanaście źródeł – w najstarszym (1448) jest „Mikołajem Kopernikiem z Krakowa" („Niclos Koppernik von Crocaw"). Dziesięć lat później jest „obywatelem Torunia" („Niclas Koppernig, mitburger von Thorun").

        To nie byle jaka przeprowadzka. Trwa właśnie wojna trzynastoletnia (1454-66), w której Polska przetrąciła kręgosłup zakonowi krzyżackiemu i zyskała dostęp do morza.

        Ojciec astronoma brał w niej udział w ciekawej roli. W kilku dokumentach widzimy go jako osobę przekazującą fundusze na opłacenie polskich wojsk.

        Z kolei jego przyszły teść, Łukasz Watzenrode starszy (dziadek astronoma po kądzieli), gromadził pieniądze na ten sam cel wśród toruńskich mieszczan. Prawdopodobnie zbliżyły ich te finansowe operacje, trudno bowiem inaczej wyjaśnić, czemu jeden z czołowych toruńskich patrycjuszy dał córkę za żonę krakowskiemu przybłędzie, który nie posiadał żadnego majątku (ale za to miał w Krakowie znakomite koneksje – był agentem do specjalnych poruczeń wszechpotężnego kardynała Zbigniewa Oleśnickiego).

        Naszego astronoma sprowadziły więc na ten padół pośrednio tajne operacje w służbie Jego Królewskiej Mości. Szpiegostwo miał, można rzec, w genach. Może więc kontynuował dzieło swego ojca?

        Pod jednym względem na pewno poszedł w jego ślady: ojciec też zostawił po sobie niewiele papierowych śladów. Na dobrą sprawę nawet nie wiemy, czy to prawdziwe nazwisko – w tym pierwszym dokumencie z 1448 r. jest przedstawiony jako drobny kupiec handlujący miedzią. Co za dziwny zbieg okoliczności, że handlarz miedzią ma miedź (copper, cuprum) w nazwisku!

        W różnych książkach możemy napotkać całe drzewo genealogiczne Kopernika, ale to domysły bazujące na poszlakach. Po prostu wcześniej inni Mikołajowie Kopernikowie pojawiali się w krakowskich kronikach, tradycyjnie więc zakłada się, że to byli przodkowie astronoma, nie ma na to jednak choćby cienia dowodu.

        Czy Kopernik mógł wymówić „w Szczebrzeszynie"
        A szkoda, bo gdybyśmy coś więcej wiedzieli o ojcu, moglibyśmy wnioskować na temat stopnia jego polonizacji. Niemiecki był wtedy standardowym językiem polskich mieszczan, bo miasta w królestwie zazwyczaj lokowano na niemieckim prawie, dla przyciągnięcia osadników z cesarstwa. W kolejnych pokoleniach ulegali polonizacji.

        Przodkowie astronoma po kądzieli (czyli klan Watzenrode’ów) z całą pewnością na co dzień mówili po niemiecku. Ale co z przodkami po mieczu? Nic nie wiadomo, pozostają nam tylko spekulacje.

        Czy Mikołaj Kopernik był Niemcem, czy Polakiem – o to spory wybuchają do dzisiaj. Można odpowiedzieć tak: z całą pewnością był Polakiem w sensie „lojalnego poddanego polskiego króla". Walczył o sprawę polską jawnie, ostrzeliwując się przed Krzyżakami z murów olsztyńskiego zamku. Walczył też z nimi niejawnie, realizując misje dyplomatyczne, a może i szpiegowskie.

        Czy był też Polakiem w znaczeniu etnicznym? Czy umiał powiedzieć „chrząszcz brzmi w trzcinie" albo „soczewica, miele, młyn"? Tutaj nie mamy już pewności, choć są pośrednie przesłanki sugerujące, że był z językiem polskim przynajmniej osłuchany.

        Wprawdzie językiem, którym zawodowo posługiwał się na co dzień, była łacina (urzędowy język państwa polskiego aż do rozbiorów), ale pełniąc obowiązki administracyjne w kapitule warmińskiej, musiał fonetycznie zapisywać polskie imiona i nazwiska. Radził sobie z różnymi „Szczepanami Cichocińskimi", co sugeruje niezły poziom znajomości języka.

        Zdecydowanie ważniejsze i ciekawsze wydaje mi się tutaj kryterium polityczne. Niemcy włożyli swego czasu sporo wysiłku (zwłaszcza za Hitlera), żeby znaleźć jakiś dowód na prokrzyżackie czy chociaż antypolskie sentymenty Kopernika.

        Nie było to takie całkiem bez sensu, wielu ludzi bowiem w bezpośrednim otoczeniu astronoma żywiło takie sentymenty. Wuj Mikołaja Kopernika, biskup warmiński Łukasz Watzenrode (imię też miał po ojcu), snuł z państwem krzyżackim korespondencję na temat rozbioru Prus, w którym Krzyżacy odzyskaliby te miasta, na których im najbardziej zależało (Malbork i Elbląg), a Gdańsk oddzielono by od Rzeczpospolitej jako wolne miasto.

        Niektórzy historycy (Fryderyk Papée) wprost nazywają to zdradą. Inni (Karol Górski) szukają okoliczności łagodzących. No, ale co dzisiaj powiedzielibyśmy o kimś, kto by korespondował z Putinem na temat przyłączenia Elbląga do obwodu kaliningradzkiego?

        Gdyby tak udało się odnaleźć w krzyżackich archiwach choć jeden tego typu kompromitujący list Kopernika, Niemcy mieliby swój koronny dowód na jego niemieckość. Poszukiwania dały jednak odwrotny rezultat, znaleziono wyłącznie dowody na to, że Krzyżacy inwigilowali Kopernika jako wroga, a w dodatku sam Kopernik w liście do króla Zygmunta (przechwyconym przez Krzyżaków, a więc zachowanym w ich archiwum) deklarował gotowość oddania życia w obronie polskiego Olsztyna.

        Jako dowódca fortecy Kopernik mógł w bardzo prosty sposób zademonstrować prokrzyżackie sympatie, gdyby takie miał. Mógł oddać zamek w ręce wroga.

        W wojnie pruskiej, w której uczestniczył, obie armie były za słabe na zadanie sobie decydującego ciosu. Kluczyły od zamku do zamku, a jeśli jakiś udało się zdobyć, to praktycznie tylko przez zdradę. Krzyżacy hojnie wynagrodziliby tego, kto by im oddał Olsztyn – to by przesądziło o losach wojny (ostatecznie ją, jak wiemy, przegrali, co się skończyło hołdem pruskim).

        Warmia parlamentarna
        Ale jak to w ogóle się działo, że skromny kanonik warmiński dowodził tak ważną fortecą? To nie jest żadną zagadką ani tajemnicą, ale ten aspekt niechętnie poruszano w czasach Gierka, zwłaszcza w dziełach popularyzatorskich, bo skojarzenia polityczne nawet dziś brzmią wywrotowo.

        W wyniku kończącego wojnę trzynastoletnią pokoju toruńskiego Warmia stała się księstwem-biskupstwem, mającym wiele atrybutów niepodległego państwa. Utrzymywała je aż do rozbiorów.

        Głową państwa był biskup wybierany przez szesnastoosobową kapitułę. Ta łączyła swoją rolę kościelną z czymś, co dziś nazwalibyśmy parlamentem.

        CDN...
        • diabollo Re: Korek, worek i rozporek, czyli Kopernik i... 07.09.22, 17:36
          Kapituła wyłaniała administratora, czyli kogoś w rodzaju premiera. Kopernik pełnił tę funkcję w latach 1516-23 (z przerwami).

          Nie był to parlament w tym sensie, że nie można było tak po prostu wystartować w wyborach. Do kapituły można było być tylko dokooptowanym za zgodą biskupa i pozostałych konfratrów.

          Ale kapituła przypominała parlament w tym, że pełniła podobne funkcje (np. prawodawcze), a także jej skład odzwierciedlał polityczne wpływy w Prusach. Czasy Kopernika przypadają na rozkwit i upadek frakcji związanej z Gdańskiem.

          Posada kanonika była bardzo atrakcyjna. Oznaczała praktycznie dożywotnie komfortowe życie. Jedynym problemem mógł być celibat, ale też niewielkim (w czasach Kopernika przymykano oczy na to, że kanonicy mieszkali z konkubinami, z którymi nawet wspólnie wychowywali dzieci).

          Co za tym idzie, była to atrakcyjna synekura dla potomków patrycjuszowskich rodzin. Zwłaszcza bratanków czy siostrzeńców, zbyt daleko stojących w kolejności dziedziczenia, żeby uszczęśliwiać ich posadą burmistrza, ale zbyt wysoko, żeby ich całkiem pominąć.

          Najbogatszym patrycjatem ówczesnych Prus był ten w Gdańsku, stąd więc dominacja gdańskich bratanków i siostrzeńców w kapitule. Ich szczytowa faza wpływów to czasy biskupa Maurycego Ferbera (1521-37), wywodzącego się z najznamienitszej gdańskiej rodziny, spokrewnionego z każdym, kto w Gdańsku był kimś.

          Gdańszczanie odgrywali rolę antykrzyżackich jastrzębi. Jako reprezentanci Warmii w pruskim i polskim parlamencie domagali się twardego kursu wobec zakonu, a gdy wybuchła wojna – by nie rozmawiać z Krzyżakami o pokoju, dopóki Polska nie zajmie Królewca.

          Było blisko. Polskie wojska stacjonowały już dwie mile od krzyżackiej stolicy. Zmęczony wojną król Zygmunt przyjął jednak obłudny hołd pruski jako namiastkę zwycięstwa.

          Gdyby posłuchano wtedy gdańskich jastrzębi, trudno sobie wyobrazić, jak ciekawa alternatywna ścieżka historii mogła się z tego wyłonić. Polska zajęłaby całe Prusy, a więc nie miałby jej kto rozbierać 250 lat później. Nie byłoby Bismarcka, pierwszej wojny światowej, więc zapewne i Hitlera...

          Biografia Kopernika wręcz prowokuje do rozważania alternatywnych ścieżek historii, bo nasz astronom często trzymał rękę wprost na dźwigniach, którymi mógł przestawiać zwrotnicę dziejów. Wspominamy go jako astronoma, ale przede wszystkim był politykiem – jednym z liderów „frakcji gdańskiej" w kapitule, reprezentującym ją także na forum krajowym i międzynarodowym.

          Wywiad w czasach Borgiów
          Tak wracamy do domniemanych motywów płaszcza, szpady i pseudonimu operacyjnego. Czy Kopernik mógł być szpiegiem?

          Na pewno bywał dyplomatą, bo do tego sprowadzało się reprezentowanie Warmii na przykład podczas negocjacji z Krzyżakami. Warmia miała jednak także reprezentację w Stolicy Apostolskiej, bo od decyzji papieża sporo zależało w polityce quasi-niepodległego księstwa-biskupstwa.

          Mieli ją tam również Krzyżacy, ponieważ bez papieskiego zezwolenia całe ich państwo nie miałoby racji bytu. Papieskie wsparcie dla zakonu było jedną z przyczyn, dla których Polska nie mogła wykorzystać militarnej przewagi – zbyt gwałtowny podbój ściągnąłby na polskiego króla gniew papieża, ekskomunikę i sformowanie antypolskiej koalicji w obronie biednych zakonników.

          Polska na szczęście była też bogatsza. A w tamtych czasach nie było w Stolicy Apostolskiej modlitwy skuteczniejszej od brzęku złotych monet w sakiewce (z ostrożności procesowej zaznaczę, że teraz z pewnością jest zupełnie inaczej, ale mówimy o czasach Borgiów).

          To oznacza jednak, że reprezentanci Warmii i Polski musieli bardzo uważnie obserwować ruchy reprezentantów zakonu. I vice versa. Sięgano po podwójnych agentów, jak Jerzy Pranghe, osobisty sekretarz biskupa warmińskiego i zarazem krzyżacki szpieg.

          Jak wszyscy wiemy, Kopernik studiował we Włoszech. Te studia są jednak pełne tajemnic. Nie wiadomo, dlaczego zaczął w Bolonii, potem przeniósł się do Padwy, potem do Ferrary. Był też w Rzymie – nie wiadomo, w jakim charakterze.

          Wiadomo jednak, że jego wyjazd na studia zbiega się z wyjazdem do Rzymu wspomnianego krzyżackiego szpiega. Prawdopodobnie podróżowali razem. Czy podczas tej podróży doszło do próby przewerbowania?

          Czy wuj-biskup Łukasz Watzenrode młodszy wysłał Kopernika tylko na studia, czy też powierzył mu jakieś inne misje? Na przykład: wiedział, że sekretarz go zdradza, więc chciał, żeby ktoś zaufany go obserwował albo podrzucał mu fałszywe informacje?

          To by tłumaczyło, dlaczego Kopernik starał się we Włoszech nie tworzyć śladów w dokumentach. Na przykład musiał się liczyć z tym, że ktoś przechwyci jego korespondencję, więc nie pisał prywatnych listów do przyjaciół w Polsce (skądinąd wiemy, że miał ich sporo).

          Jak wiemy, dla tajnych służb nie ma informacji nieistotnych. Przecież nawet drobny detal, na przykład to, że ktoś woli piwo piotrkowskie od mazowieckiego, może posłużyć jako narzędzie do zwerbowania agenta.

          Włochy z czasów Kopernika rozsadzała wojna, która wybuchła rok przed jego przyjazdem, a zakończyła się po jego śmierci. Wojował każdy z każdym w zmieniających się konfiguracjach: Wenecja, Mediolan, Państwo Kościelne, Ferrara...

          Co najmniej dwa potężne włoskie rody miały związki z Polską: Borgiowie i Sforzowie. Możemy sobie więc wyobrazić hipotetyczny scenariusz, w którym książę biskup Watzenrode, jedna z najważniejszych osób w państwie polskim, wysyłając siostrzeńca na studia do Italii, przy okazji powierza mu niejawną misję, żeby przewiózł dyskretnie jakieś papiery albo miał na kogoś oko, i to dlatego Kopernik przerywał studia w jednym mieście, by je wznawiać w drugim.

          Moja szpiegowska hipoteza jest tylko domysłem, ale w źródłach nie ma żadnych informacji, dlaczego właściwie Kopernik przenosił się z miasta do miasta, zamiast trzymać się prestiżowej Bolonii. Niektórzy przypuszczają, że robił to z oszczędności, ale nie przekonuje mnie ta hipoteza – za studia płacił mu bez szemrania wuj-biskup, a poza tym wędrówki po ogarniętym wojną Półwyspie Apenińskim były zbyt ryzykowne dla tak błahego uzasadnienia.

          Nieśmiertelna opcja niemiecka
          Jedno jest pewne: gdy mowa o Koperniku, nie można pominąć polityki. Polityczne zbliżenie Torunia z Krakowem sprowadziło go na świat, bo za jego sprawą poznali się jego rodzice. Z przyczyn politycznych wuj-biskup wysłał go na studia, bo chciał wychować następcę. Również z przyczyn politycznych Kopernik zdradził swojego dobroczyńcę, przechodząc na stronę „partii gdańskiej", której z kolei wiernie służył do końca życia, gdy upadła pod naporem kanoników i biskupów, których – mówiąc dzisiejszym językiem – „przywożono w teczce" ze stolicy.

          Za Gierka niezbyt chętnie poruszano te polityczne aspekty, bo cały powyższy akapit jest dla cenzury polem minowym. Buntowniczy Gdańsk był tematem, którego lepiej wtedy było w ogóle nie poruszać – jeden trójmiejski bunt wyniósł Gierka do władzy, drugi go obalił.

          W przedrozbiorowej Polsce Gdańsk odgrywał paradoksalną rolę miasta, które z jednej strony prowadziło politykę zdecydowanie propolską, bo wszyscy w nim rozumieli, że bardziej się opłaca być głównym portem wielkiego mocarstwa niż prowincjonalnym pruskim miastem, w cieniu Królewca, w cieniu Hamburga. Rozbiory to dla Gdańska okres upadku, tak jak dla wielu miast Rzeczpospolitej.

          Jednocześnie gdańszczanie mieli poczucie swojej wartości. Domagali się tolerancji religijnej i światopoglądowej, domagali się swobód gospodarczych. W ich obronie potrafili się zbrojnie buntować, jak w 1525 i 1576 r.

          To były tematy niewygodne w czasach PRL, ale czy dziś jest inaczej? Obecna rządowa propaganda też przecież demonizuje polityków związanych z Gdańskiem, przedstawiając ich jako jakichś neo-Krzyżaków, co to wszystko zrobią „für Deutschland".

          Tymczasem paradoks jest taki, że Gdańsk był bardziej antykrzyżacki od Krakowa. Pruscy mieszczanie buntowali się przeciwko zakonowi, bo chcieli dołączyć do Polski – relatywnie bardziej tolerancyjnej, nowocześniejszej, zamożniejszej (w czasach Kopernika – aż trudno uwierzyć – faktycznie tak było).

          Kopernik
          • diabollo Re: Korek, worek i rozporek, czyli Kopernik i... 07.09.22, 17:38
            Kopernik jako polityk działał na rzecz takiej właśnie Polski, którą kojarzymy z późnojagiellońską złotą erą. Jeśli jeszcze dodam, że opowiadał się też przeciw emisji pustego pieniądza, to lada chwila IPN zacznie obalać jego pomniki.

            „Układ gdański", z którym się związał, nie był oczywiście ruchem liberalnym czy też demokratycznym. Te pojęcia byłyby anachronizmem w XVI stuleciu. Można jednak powiedzieć, że był ruchem wolnościowym, choć była to wolność dla warstw uprzywilejowanych, a nie dla chłopów pańszczyźnianych.

            Do bitki i do...
            Kopernik dożył pierwszych oznak jego upadku. Wśród kandydatów przywiezionych na Warmię w teczce jeszcze za jego życia był Stanisław Hozjusz – przyszły kardynał i jeden z filarów kontrreformacji.

            Hozjusz rozpoczął przykręcanie śruby kanonikom. Skończyło się przyzwolenie na korespondowanie z wolnomyślicielami, czytanie i pisanie heretyckich ksiąg oraz utrzymywanie konkubin, cała ta rozpusta rodem z luterskiego Gdańska. Post, modlitwa, posłuszeństwo! – na szczęście Mikołaj Kopernik zmarł, zanim Hozjusz sięgnął po pełnię władzy, i nie musiał tego oglądać.

            Dziś ten temat jest więc równie niezręczny jak w czasach PRL, choć wektor propagandy ma przeciwny zwrot. Wtedy niezręcznie było mówić o warmińskiej polityce, bo Kościół wyglądałby zbyt sympatycznie dla ówczesnej propagandy. Dla obecnej wygląda z kolei za bardzo niesympatycznie.

            Jedno w tej opowieści wygląda niezmiennie od 500 lat. To afirmacja samorządności – jednym z możliwych morałów jest to, że politycy miejscowi zazwyczaj są lepsi od przywożonych w teczkach ze stolicy. 500 lat temu jednych nazywano „indygenami", a drugich „koroniarzami", dziś nazwy są inne, ale problem ten sam.

            Kopernik żył niby w innej epoce, a przecież tak podobnej do naszej. Ze strachem spoglądał w stronę Braniewa, bo zaraz za nim zaczynała się granica wrogiego państwa. Z obawami też patrzył w stronę stolicy, a właściwie dwóch stolic: krajowej i apostolskiej, bo zbyt dużo wiedział o tych, którzy tam rządzili.

            Gdy trzeba było walczyć – stawał do walki. W wolnych chwilach, na boku, po prostu robił swoje. Nikt mu za to nie płacił. Ale tylko tak powstają rzeczy naprawdę wielkie – z miłości, nie z żądzy zysku.

            Raczej nie osiągniemy jego geniuszu. Możemy jednak postępować tak jak on: oddawać papieżowi, co papieskie, królowi, co królewskie, biskupowi, co biskupie, a potem robić swoje. Cokolwiek to będzie. Niezły wzorzec na ciężkie czasy, prawda?

            <<Reklama>> Ebook "Kopernik. Rewolucje" Wojciecha Orlińskiego jest dostępny na Publio.pl >>

            "Kopernik. Rewolucje", Wojciech Orliński, Agora, Warszawa, PREMIERA: 26 października


            wyborcza.pl/ksiazki/7,154165,28809128,jak-robic-swoje-w-zlych-czasach.html

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka