Dodaj do ulubionych

Formacja nieżywych schabów.

29.09.22, 09:36
wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,28930460,byly-kleryk-w-seminarium-wpaja-sie-glownie-posluszenstwo.html?_ga=2.11201079.228917858.1663147260-2069617137.1593408692#S.TD-K.C-B.7-L.1.duzy
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Formacja nieżywych schabów. 30.09.22, 07:53
      Były kleryk: W seminarium wpaja się głównie posłuszeństwo oraz przekonanie, że ksiądz to nadczłowiek
      KOŚCIÓŁ
      29.09.2022, 06:42
      Ewa Wilczyńska

      Przez sześć lat w seminarium nie zostałem nawet przeszkolony, jak odprawić mszę czy udzielić ostatniego namaszczenia, nie mówiąc o zarządzaniu parafią. Najważniejsze było cały czas wpajanie nam posłuszeństwa wobec przełożonych - mówi Robert Samborski, który po sześciu latach opuścił seminarium i napisał o nim książkę.
      Ewa Wilczyńska: Od października nowi klerycy nie mogą kształcić się już w Legnicy, a jedynie we Wrocławiu. Zdziwiła cię decyzja o likwidacji seminarium?

      Robert Samborski: Tylko trochę. Tąpniecie powołań obserwujemy od blisko 10 lat i jest skorelowane ze wzrostem społecznej świadomości o nadużyciach w Kościele, a także większej otwartości na homoseksualizm. Kiedyś kapłaństwo było drogą ucieczki dla gejów przed ostracyzmem, teraz takiej potrzeby już nie ma. Po co więc utrzymywać tyle seminariów, jeżeli nie ma wystarczająco chętnych, którzy by do nich wstępowali.

      Ale trochę zdziwiony jednak jesteś.
      – Bo nie spodziewałem się, że to stanie się tak szybko. Wielu kościelnych dostojników byłoby skłonnych utrzymywać seminarium tylko dla kilku osób, byleby się móc pochwalić, że mają je w swojej diecezji. Dlatego uważam, że nie jest przypadkiem, że zamknięto je niedługo po tym, jak Zbigniewa Kiernikowskiego na stanowisku biskupa legnickiego zastąpił Andrzej Siemieniewski. Potrzeba było świeżej głowy, by taka decyzja została podjęta. Ale i tak nie sądziłem, że nawet trudna sytuacja pokona pychę, która każe utrzymywać seminaria. Ta instytucja jest przecież kompletnie oderwana od realnego życia.

      W książce „Sakrament obłudy. Wspomnienia z seminarium" napisałeś: "Prawa logiki tam nie obowiązują, a cały zdrowy rozsądek trzeba zostawić przed drzwiami". Ty swój zostawiłeś?
      – Kiedy wstępowałem do seminarium, miałem w sobie „magiczną moc", czyli wiarę chrześcijańską. Byłem swego rodzaju ofiarą powrotu religii do szkół, pierwszym albo drugim rocznikiem, którego indoktrynowano od małego. Jedna pani uczyła mnie matematyki, polskiego czy przyrody, druga była od religii. Tak jakby nauka o Bogu była równoważna całej reszcie.

      Poza tym nigdy w swoim środowisku nie poznałem nikogo niewierzącego. Bóg w wydaniu katolickim był oczywistością, której się nie zaprzecza.

      Dla mnie to była też forma ucieczki. W moim domu się nie przelewało, a bogatsi koledzy potrafili być okrutni. Bóg wydawał się jedynym, do którego można było się zwrócić.

      Pod koniec podstawówki wstąpiłem do Ruchu Światło-Życie. Namówił mnie ksiądz, który zaczął prowadzić u nas zajęcia. Długo mnie namawiał, nalegał, więc w końcu dałem się przekonać. I to był mój gwóźdź do trumny, bo oaza jest taką wewnątrzkościelną sektą z bombardowaniem miłością, elitaryzmem i złym patrzeniem na osoby, które chciałyby odejść. Mogłem być albo z nimi, albo iść na zatracenie, tak wtedy myślałem. Przez to nie utrzymywałem nawet kontaktów ze znajomymi z liceum, dopiero na studniówce przekonałem się, że to naprawdę fajni i inteligentni ludzie. Ale wtedy było już za późno na jakiekolwiek głębsze relacje. Jedyną stałą w moim życiu był Kościół, a seminarium wydawało się naturalnym wyborem.

      I to nie tak, że nie zauważyłem na początku absurdów, które się tam działy. Tylko po prostu przyjmowałem, że tak musi być.

      Czyli jak?
      – Seminarium jest jak koszary, surowy dom kształtowania umysłów. Studia teologiczne są tylko dodatkiem, i to niespecjalnie ważnym. Przez sześć lat nie zostałem nawet przeszkolony, jak odprawić mszę czy udzielić ostatniego namaszczenia, nie mówiąc o zarządzaniu parafią.

      W seminarium najważniejsza była „formacja", a największym walcem, który przerabiał nasze umysły – codzienność. Kluczowe było posłuszeństwo wobec przełożonych. Nieważne, czy ich polecenia miały sens – trzeba było je wykonać. Ciągle mówiło się o posłuszeństwie. Regularnie słyszałem, że jeżeli klerykowi nawet zaświta myśl, że chce się sprzeciwić poleceniu przełożonego, choćby był nim starszy kolega delegowany do koordynowania jakiegoś zadania, to powinien się zastanowić, czy nadaje się na księdza.

      W seminarium byliśmy darmową siłą roboczą. Sprzątaliśmy albo na przykład segregowaliśmy paczki z Caritasu, z których dużą część przejadała kuria biskupia, sam biskup i seminarium.

      Ale bywały też prace, które zupełnie nic nie wnosiły. Przerzucaliśmy na przykład sterty piachu z jednego miejsca na drugie, albo przenosiliśmy 200-kilogramowe głazy. Różne były tego typu zajęcia, ale łączyło je to, że nie miały żadnego celu. Ale jakikolwiek protest wiązał się z naganą do akt. Myślałem wtedy, że przecież wiele osób w zakładach pracy też wykonuje absurdalne czynności, bo nie chce stracić zatrudnienia. Trzeba więc zacisnąć zęby i iść dalej.

      CDN...
      • diabollo Re: Formacja nieżywych schabów. 30.09.22, 07:55
        Posłuszeństwo jest w seminarium ważniejsze niż wiara w Boga. Tam nawet krzywo patrzono, jak ktoś chciał się modlić poza wyznaczonymi na to godzinami. Ksiądz może być nawet niewierzący, ale ma być dobrym wyrobnikiem. Odprawić mszę, którą ma w głębokim poważaniu, wziąć za nią pieniądze i wysłać dolę biskupowi. Nazywam to „ksiądz BMW": Bierny, Mierny, ale Wierny. A idealistów, którzy chcieliby coś zmienić, ulepszyć, szybko się temperowało.

        Seminarium to jest jedno wielkie przykręcanie sprężyny. Tylko że kiedy się skończy i kleryk zostaje wikarym, a potem proboszczem, to ta sprężyna bardzo łatwo może odbić. Ekscesy z udziałem duchownych, o których regularnie słyszymy, w ogóle mnie więc nie dziwią.

        Z drugiej strony rygor uczy kombinowania. Była na przykład zasada, że klerycy muszą gasić światło o 22. W czasie egzaminów wielu chciało się jednak dłużej pouczyć i ten nakaz ignorowali. Przełożeni mieli na to sposób – wychodzili na zewnątrz budynku, patrzyli, gdzie się świeci, i potem takich delikwentów karali. Ale klerycy szybko znaleźli rozwiązanie i zaklejali okna czarnym kartonem. Zabawy w kotka i myszkę to była codzienność w seminarium.

        Nic więc dziwnego, że potem księża próbują stosować tego typu żałosne gierki wobec policji czy sądu. Seminarium ich nauczyło, że to może się udać.

        Czego jeszcze uczy seminarium?
        – Że ksiądz jest kimś wyjątkowym. Teologia kościelna podkreśla, że sakrament święcenia kapłańskiego jest momentem, kiedy Bóg działa w niesamowity sposób i przemienia człowieka. Ksiądz ma przecież władzę stanąć przy ołtarzu z hostią i wypowiedzieć słowa, które czynią ją ciałem Chrystusa. To tworzy przepaść między nim a zwykłym śmiertelnikiem, którą pieczołowicie się pielęgnuje.

        Kształtowanie tego poczucia jest subtelne. Seminarium trwa sześć, czasem siedem lat, więc jest czas, by drobnymi rzeczami i uwagami ugruntować w przyszłym księdzu przekonanie o jego wyjątkowości. Zaczyna się już na samym początku. Już do 19-letniego kleryka, który nie ma nawet prawa do koloratki, zakonnice czy świeckie kucharki muszą mówić „proszę księdza". Niby nic, ale taki młody chłopak zaraz czuje się ważny.

        Przed pierwszym wyjazdem do domu na Wszystkich Świętych długo nas pouczano, że jesteśmy teraz klerykami, a nie osobami prywatnymi, i musimy swoim postępowaniem godnie reprezentować Kościół. Takich uwag, że ludzie będą patrzeć i nas oceniać, wysłuchiwałem zresztą regularnie. Szczególnie na trzecim roku, kiedy zaczęliśmy nosić sutanny.

        To, że ksiądz jest w kościelnej optyce nadczłowiekiem, pociąga za sobą konsekwencje. Może na przykład zażądać pieniędzy od wiernych, bo przecież jako komuś wyjątkowemu należy mu się godne życie.

        Mam poczucie, że ta metafizyczna strona po to zresztą została wymyślona. Że nawet kiedy wyniosłość duchowieństwa przybiera karykaturalną postać, to świętość urzędu wszystko tłumaczy i racjonalizuje. Zauważyłem przy tym, że o ile księża często mogą już nie wierzyć w samego Boga, o tyle w swoje święcenia wierzą bardzo. Uważają się za nadludzi.

        Nie przemawia przez ciebie gorycz? W końcu sam chciałeś zostać księdzem, ale wyrzucono cię z seminarium.
        – Jestem bardzo szczęśliwy, że tak się stało. Zresztą wtedy też się cieszyłem, ale z zupełnie innego powodu. Uważałem, że tak naprawdę doznałem zaszczytu, bo przecież cierpienie jest podstawą wiary chrześcijańskiej. Teraz należę zresztą do przeciwników stwierdzenia, że chrześcijaństwo jest takie świetne, a to Kościół instytucjonalny tworzy patologię. Ta patologia nie powstała w opozycji do ewangelii, ale właśnie dzięki niej. Ta gloryfikacja cierpienia, wyrzekanie się samego siebie jest według mnie systemem myślowym niszczącym ludzką godność.

        Wtedy jednak uważałem, że tak musi być. Myślałem, że odpokutuję rok, a potem dostanę święcenia. Powód wyrzucenia nie był przecież poważny. Pisaliśmy z kolegą anegdotyczne historie inspirowane wykładowcami, które dostały się w ręce naszych przełożonych. Po roku okazało się jednak, że powrotu dla mnie nie ma. Nie raz słyszałem wcześniej, że z seminarium można wylecieć ot tak, ale nie do końca w to wierzyłem. Aż sam znalazłem się w takiej sytuacji. Nagle, po latach, musiałem zacząć dorosłe życie od nowa.

        Jak sobie poradziłeś?
        – Już wkrótce ukaże się moja nowa książka na ten temat: „Kościoła nie ma. Wspomnienia po seminarium". Cały proces był bardzo długi i delikatny. Musiałem dużo przeżyć i dużo przeczytać. Bardzo pomogła mi książka „Bój urojony" Richarda Dawkinsa. Zadawałem sobie różne pytania, szukałem odpowiedzi i tak krok po kroku rozprawiałem się z tym, co mi wpajał Kościół. Dziewięć lat zajęło mi dojście do momentu, w którym miałem odwagę sobie powiedzieć, że już nie wierzę i jestem wrogiem tej rzeczywistości, bo widzę jej niegodziwość.

        CDN...
        • diabollo Re: Formacja nieżywych schabów. 30.09.22, 07:56
          Zrozumiałem, że byłem niewolnikiem. I to takim, który niewolę traktował jak wolność. Ba, uważałem, że to inni są zniewoleni przez własne popędy, zezwierzęcenie.

          Kiedy otrzeźwiałem, zacząłem studiować biologię. I to z nią wiążę przyszłość.

          Miałem bardzo wiele szczęścia i dzięki temu, a także dzięki nielicznym ludziom, którzy mnie wspierali, poradziłem sobie. Wiele jest tragicznych historii, kiedy to byli klerycy zostawali zupełnie sami, bo bliscy się od nich odwrócili, a oni nie potrafili zainstalować się w świeckim życiu. Zdarzały się próby samobójcze.

          Wchodząc do seminarium, człowiek uzależnia się od tej instytucji. Nie można mieć telefonów komórkowych, wychodzi się na godzinę, trudno więc utrzymywać kontakty ze światem zewnętrznym. A im dłużej ktoś jest księdzem, tym bardziej staje się zależny. Nie zna innego życia, nic innego nie potrafi. Nie dziwię się więc, że ludzie, którzy są już w tym systemie, tak bardzo się go trzymają. I są w stanie nawet się upodlić, byleby w nim przetrwać. Bo bez niego zginą.

          Poczułeś satysfakcję, kiedy zamknięto seminarium, które tak bardzo skrytykowałeś w swojej książce?
          – Tylko co z tego, że zamykają jedno czy drugie seminarium, kiedy w pozostałych dalej będzie się działo to samo. Bardziej by mnie ucieszyła wiadomość, że nie uczy się już religii w szkołach i nie wpaja dzieciom bzdur o jakimś nadzorcy z nieba, który patrzy, co one robią, kontroluje ich moralność, a jak źle się zachowają, to skaże je na potępienie. Póki Kościół może żerować na młodych, to nic się nie zmieni.

          I oczywiście społeczeństwo się laicyzuje. Ale Kościołowi zawsze zostanie bardzo radykalna i fanatyczna grupa wyznawców. Może niewielka, ale zwarta. I ona nadal będzie zaciekle walczyć, by w Polsce nigdy nie powstało prawdziwie nowoczesne społeczeństwo, wolne od władzy duchownych.

          wroclaw.wyborcza.pl/wroclaw/7,35771,28930460,byly-kleryk-w-seminarium-wpaja-sie-glownie-posluszenstwo.html?_ga=2.11201079.228917858.1663147260-2069617137.1593408692#S.TD-K.C-B.7-L.1.duzy

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka