Dodaj do ulubionych

Przełomu w Koszczuju Kat. nie będzie

04.11.22, 07:42
Nie wierzę, że Franciszek zainicjuje przełom w Kościele. Polemika ze Stanisławem Obirkiem

Tadeusz Bartoś

Istnieje precyzyjny sposób badania wiarygodności reformatorskiej katolickich reformatorów. Papierkiem lakmusowym ich faktycznych intencji jest kwestia celibatu
Tadeusz Bartoś – filozof, profesor Akademii Finansów i Biznesu Vistula w Warszawie. Opublikował m.in. „Jan Paweł II. Analiza krytyczna", „Wolność, równość, katolicyzm", „Klątwa Parmenidesa" oraz powieść na motywach autobiograficznych „Mnich. Historia życia, którego nie było".

„Niech się wygadają", „papier cierpliwy, wszystko zniesie", „jakoś trzeba rozbroić tę minę, na której siedzimy" – takie są, podejrzewam, motywy ogłoszenia przez papieża Franciszka drogi synodalnej, czyli dyskusji katolików świeckich o kościelnych problemach. Mój przyjaciel Stanisław Obirek w artykule „Oddolny podmuch przemian wietrzy Kościoły całego świata, także polski" widzi rzecz inaczej, dostrzega nadzieję na zmianę, powiew nowego ducha.

Ja zaś myślę o starym mechanizmie zarządzania oczekiwaniami. Dokumenty synodalne nie są dla papieża wiążące. Wierni się wygadają, opowiedzą o swoich bolączkach i napięcie zmaleje. Jakieś zmiany się wprowadzi, by pokazać owoce synodu. Wszystko to zabiegi wizerunkowe – dobrze zaplanowane ruchy pozorne, z których nic znaczącego nie wyniknie. Jak to mówią – trzeba wiele zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.

Czarnowidztwo? Wiem, że nie są mile widziani posłańcy złych wieści. Ciężko słuchać malkontentów szukających dziury w całym, zapewne zgorzkniałych cyników. Dobrze jest budzić nadzieję, choćby wbrew nadziei, i wypatrywać lepszego jutra.

Z drugiej strony – dobroduszne oczekiwanie lepszego może być naiwnością. Ta zaś kończy się zwykle bolesnym rozczarowaniem. Słyszymy dziś takie głosy rozczarowania klerem, także Janem Pawłem II, z powodu przestępstw pedofilskich i ich ukrywania. Za kilka lat będziemy mogli usłyszeć głosy rozczarowania pontyfikatem obecnego papieża.

Wiele jest powodów, by nie dowierzać Franciszkowi. Ogólny – on jest z kleru wzięty i dla kleru ustanowiony, to wypróbowany człowiek kościelnego aparatu, krew z krwi, kość z kości. Tyle że miły, nienadęty, spontaniczny.

Istnieje precyzyjny sposób badania wiarygodności reformatorskiej katolickich reformatorów. Papierkiem lakmusowym ich faktycznych intencji jest kwestia celibatu. Celibat jest przepisem dyscyplinarnym (nie jest dogmatem), papież może jednym dekretem ogłosić: „Kochani, od dziś celibat jest dobrowolny. Nie chcecie się żenić, to się nie żeńcie, a jak chcecie, to się żeńcie".

Papież jednak tego nie zrobi, mimo że celibat jest współodpowiedzialny za ogrom seksualnych przestępstw kleru. Celibat czyni duchownych w swej masie nieszczęśliwymi, demoralizuje ich, infantylizuje, uniemożliwia dojrzewanie ich związków miłosnych (hetero i homo), które okazują się czystym złem. Celibat sprawia, że w mentalności katolickiej seksualność jest zdemonizowana. Celibat nie jest zachowywany przez większość kleru, dla większości kleru jest wymogiem nie do spełnienia. Zaburza to głęboko świadomość moralną duchownych. Trwale podkopuje ich samoocenę (poczucie winy, które trzeba jakoś racjonalizować i kompensować). Duchowni na co dzień nie respektują tego, czego na co dzień nauczają wiernych. I tak całe życie! A wstręt do siebie przenoszą na potępienie wszelkiego seksu, który staje się grzechem wszystkich grzechów. Ofiarami są świeccy katolicy, poddani od dziecka edukacji seksofobicznej.

Czy papież tego nie rozumie? Powinien rozumieć, jest przecież wrażliwy, empatyczny, zna jak mało kto świat duchownych. A jednak przedkłada swoiście rozumiane dobro instytucji nad dobrostan księży.

Zniesienie celibatu byłoby początkiem uzdrowienia kleru jako grupy społecznej. Zmniejszyłoby kastowość, wsobność, ograniczyłoby samowolę przełożonych, położyłoby kres demonizowaniu seksu.

To jednak nie nastąpi. Żeby zachować status quo kleru w Kościele katolickim, celibat nie może zostać zniesiony. Rozpadłby się mizernie budowany przez setki lat układ. Jorge Mario Bergoglio wybrany został na papieża, by ten układ ocalić, a nie zdemontować. I wiernie spełnia swoje zadanie.

wyborcza.pl/7,75968,29102456,nie-wierze-ze-franciszek-zainicjuje-przelom-w-kosciele-polemika.html#S.opinion-K.P-B.1-L.3.glowka
Obserwuj wątek
    • walmart.ca Re: Przełomu w Koszczuju Kat. nie będzie 04.11.22, 09:59
      Dokładnie tak!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka