Dodaj do ulubionych

Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy PKB?

05.11.22, 09:18
Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy PKB? Poproszę dowód. Matematyczny

Robert Drachal

Matematyk Robert Drachal: Ktoś zdolny, kto umie coś zrobić lepiej, szybciej i inteligentniej, postrzegany jest jako cwaniak, oszust
„Wyobraźnia ważniejsza jest od wiedzy" czy „Ora et labora"? Słowa Alberta Einsteina oraz świętego Benedykta z Nursji mówią o zupełnie odmiennym rozumieniu celu i istoty pracy.

Jest oczywiste, że gospodarka przyszłości będzie oparta na intelektualnej wyobraźni, nie na prostych, addytywnych parametrach, a społeczny dobrobyt i siła ekonomiczna państwa nie są i nie będą rosnącymi funkcjami czasu pracy.

Niedawno PO zaproponowała pilotażowy program czterodniowego tygodnia pracy. Po kilku krytycznych i powierzchownych uwagach temat nie doczekał się ani wnikliwych analiz, ani przedyskutowania relacji z poszczególnymi obszarami teorii i praktyki ekonomicznej. Dyskusja skupiła się na twierdzeniu, że krótszy czas pracy generuje straty. Nikt z adwersarzy nie pokusił się o dowód i nie zauważył, że debata na temat długości czasu pracy oznacza w istocie dyskusję o tym, jaka powinna być nowoczesna gospodarka przyszłości.

Przede wszystkim oznacza jednak dyskusję, czy i w jaki sposób możemy gospodarczo i cywilizacyjnie dogonić wysokorozwinięte kraje Zachodu, których dziś PKB jest trzy razy wyższy niż polski i różnica cały czas się powiększa.

Wynik braku logicznej i matematycznej kultury
Sentencja Einsteina ilustruje istotę błędu w rozumowaniu krytyków pomysłu Platformy. Kierują się schematyczną wiedzą i z istoty rzeczy ograniczonym poznawczym doświadczeniem. Nie przeprowadzają dowodów swojego rozumowania. Prezentują wiarę. Używanie wyobraźni postrzegają jako czynność zbędną. Ten sposób dyskutowania nie jest w Polsce niczym nowym. To wynik braku logicznej i matematycznej kultury. Od lat stan taki przekłada się na poziom debaty publicznej i na rezultaty politycznych wyborów.

Padają ogólniki o szkodliwości i infantylności pomysłu i ironiczne stwierdzenia, aby członkowie Platformy, wśród których mamy przedsiębiorców, sami wdrożyli w swoich firmach czterodniowy tydzień pracy. Mówi się też o wzroście inflacji, bo ponoć im dłużej pracujemy, tym większy generujemy PKB. Nie pada ani jeden argument, dlaczego model, którym objaśniamy ten proces, miałby być rosnącą, w tym może liniową, funkcją czasu pracy.

W takim porządku myślowym każdy wyjątek ma potwierdzać z góry założoną tezę, którą przeważnie jest jakaś powszechnie przyjęta i obowiązująca opinia. Tutaj jest nią błędne przeświadczenie, że im dłużej pracujemy, tym lepsze osiągamy wyniki.

Oczekiwanie dowodów jest zresztą utopią. Gdzie bowiem, poza bardzo nielicznymi wyjątkami, w polskim systemie edukacji i tradycji debaty publicznej pojawiają się dowody? Odnoszę wrażenie, że większość osób tak powierzchownie krytykujących postulat krótszego tygodnia pracy nie rozumie, czym jest dowód, nie tylko formalny, ale również rozumiany potocznie.

A przecież wystarczy banalne znalezienie ekstremów dla pewnej liczby elementarnych funkcji jednej zmiennej. Różnych funkcji dla różnych przypadków.

Długotrwała, żmudna praca na propsie
W „Sztuce pianistycznej" Henryk Neuhaus, nauczyciel Richtera i Gilelsa, objaśnia, na czym polega twórcza praca nad utworem. Praca pianisty kojarzy się z wielogodzinnymi, monotonnymi ćwiczeniami. Jednak Neuhaus dowodzi, że decydujące są nie sprawne dłonie i maraton ćwiczeń, lecz głowa.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy P 05.11.22, 09:20
      W Polsce aktywność umysłowa nie jest na ogół doceniana. Ilustracją może być stosunek do zawodu nauczyciela – rzekomo pracuje tylko 18 godzin tygodniowo, zatem nic nie robi. Gdyby tak 40, to co innego. A naprawdę pracuje często znacznie dłużej niż 40 godzin.

      Kto twierdzi, że nauczyciel nic nie robi, pewnie to samo myśli o nauczycielach akademickich, koncentruje się bowiem na pensum. I to samo może sądzić o całej sferze nauki. Intelektualna bystrość, wysiłek umysłowy nie są doceniane ani rozumiane. Ktoś zdolny, kto umie coś zrobić lepiej, szybciej i inteligentniej, postrzegany jest nie jako człowiek wartościowy, ale jako cwaniak, oszust, kombinator, aferzysta albo złodziej. Stąd bierze się podatność na polityczne szczucie i tępą agitację.

      W takiej atmosferze ludzie wierzą, że do sukcesu prowadzi nie inteligencja, pomysłowość, odwaga oraz wyobraźnia, lecz wewnętrzna i społeczna, prymitywnie rozumiana dyscyplina, posłuszeństwo i podległości, kierat i rutyna, brak pytań i wątpliwości, połączone z długotrwałą, żmudną, niekoniecznie twórczą pracą.

      Matematyka nauczana jako ciąg gotowych formułek
      W polskiej gospodarce wyczerpał się już dawno pozytywny rezultat zmian ustrojowych po 1989 roku. Śladowo działa jeszcze czynnik relatywnie taniej siły roboczej i gdzieniegdzie efekt tradycji bardzo dobrego wykształcenia, sięgającej poprzedniego wieku. Dotyczy to matematyki, fizyki, związanej z nimi informatyki i paru innych dziedzin na kilku wydziałach.

      Rzadko kto docenia potencjał intelektualny, często numer jeden w świecie, polskich szkół: matematycznej i fizycznej czy wiodącą rolę kilku wybranych polskich akademickich kierunków informatycznych.

      Profesor Kazimierz Kuratowski, jeden z największych matematyków XX wieku, we wspomnieniach "Pół wieku matematyki polskiej 1920-1970" opisuje, jak ogromną rolę w światowej nauce odegrała polska szkoła matematyczna i ilu jej reprezentantów działało naukowo i kształciło matematyków z całego świata na amerykańskich uczelniach. A dziś matematyka, fizyka i informatyka nadają ton we wszystkich obszarach ludzkiej działalności: w technice, przemyśle, ekonomii, biologii molekularnej, onkologii.

      Mamy w kraju unikalne źródło, które może być kołem napędowym gospodarki przyszłości. Tymczasem z powodu braku rozeznania rządzący przykładają nieproporcjonalnie dużą wagę do archaicznych i absurdalnych parametrów, takich jak czas pracy, wtłaczając społeczeństwo polskie w kult rzemiosła i rutyny.

      Skuteczne nawiązanie do rodzimej tradycji naukowej wymaga jednak natychmiastowej i gruntownej reformy w szkolnictwie powszechnym. Tymczasem działania aktualnej władzy ze względów ideowych i politycznych prowadzą do katastrofy intelektualnej i cywilizacyjnej. Poza paroma wiodącymi liceami nauczamy matematyki i fizyki na poziomie niższym niż przed 1989 rokiem. Przekłada się to na brak elementarnej matematycznej kultury, rozumienia znaczenia matematyki i jej fundamentalnej roli dla gospodarki, dobrobytu i komfortu życia obywateli, dla ich codziennej aktywności. Stąd bierze się brak umiejętności wnioskowania, budowania ciągów przyczynowo-skutkowych i powszechne postrzeganie matematyki jak trochę mądrzejszych rachunków. Żałośnie niski poziom nauczania spowodował, że nawet te osoby, o których mówi się, że są dobrze wykształcone, za tekst stricte matematyczny uważają ten, w którym odnajdują tak zwane obliczenia. Dowody absolutnie fundamentalnych dla cywilizacji twierdzeń Goedla o niezupełności i o niedowodliwości niesprzeczności byłby dla nich... niematematyczne.

      CDN...
      • diabollo Re: Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy P 05.11.22, 09:22
        Odbija się to na poziomie nauk społecznych, ekonomicznych, politycznych, prawnych i humanistycznych. Matematyka, nauczana jako ciąg gotowych formułek, skutkuje utrwalaniem bezmyślności i zgody na brak argumentacji, podatnością na najgłupszą nawet demagogię. Kiedy słyszę o jednej godzinie fizyki tygodniowo w liceum, włos staje mi na głowie. Kiedy widzę, że na studiach społecznych i humanistycznych, na wykładach statystyki, każe się przyjmować na zasadzie wiary wartości współczynników prostej regresji, zamiast je porządnie wyprowadzić oraz wytłumaczyć za pomocą metody najmniejszych kwadratów, korzystając z banalnej pochodnej funkcji wielu zmiennych, jestem przerażony.

        Ale tak właśnie „owocuje" rachityczny program matematyki w szkole średniej, który zamiast być od lat znacznie poszerzany, choćby właśnie o elementarną analizę funkcji wielu zmiennych, nie przystaje do współczesnych czasów, przez to prawie niczego ze współczesnego świata nie objaśnia.

        Dlatego tutaj, a nie w rozmiarze czasu pracy, znajdują się kolosalne rezerwy.

        Projekt czterodniowego tygodnia pracy nabiera zasadniczego znaczenia, jeżeli równolegle zachęcimy pracowników do kształcenia się i podnoszenia kwalifikacji. Załóżmy, że tylko 50 procent osób zdecyduje się na studia lub inne zajęcia podnoszące kwalifikacje. Te 50 procent przysporzy więcej korzyści gospodarce niż istniejący obecnie piąty dzień pracy.

        Zarazem protektorat finansowy i organizacyjny państwa dla edukacyjnych inicjatyw byłby inwestycją o wysokiej stopie zwrotu i prawie zerowym ryzyku.

        Długość pracy jako fundament dobrobytu?
        W ostatnich stu latach nie rozmiar czasu pracy był decydującym elementem gospodarczego wzrostu. Rozwoju nie zawdzięczamy też jedynie zaplanowanym i szczodrze finansowanym potężnym programom naukowo-badawczym. Elementem cywilizacyjnego rozwoju w równej mierze są te obszary wiedzy, które nigdy nie były postrzegane głównie jako koło napędowe technologicznego i ekonomicznego postępu. Chodzi o teoretyczną matematykę i fizykę.

        Przykładem są rezultaty Goedla, Tarskiego, Turinga, Boole’a czy Hilberta, prace z zakresu fizyki teoretycznej czy teorii liczb, nazywanej często królową teoretycznej matematyki, które wstępnie były niemal wyłącznie efektem badawczej ciekawości. Kiedy powstawały, mówiło się o nich często, że nie będą miały praktycznego zastosowania, a są fundamentem współczesnej cywilizacji. Chodzi na przykład o teoretyczne wyniki leżące u podstaw elektroniki, informatyki, kryptografii, kryptologii, biologii molekularnej czy inżynierii genetycznej. Historia nauki pokazuje, że w miarę upływu czasu teoretyczne obszary przynoszą najbardziej spektakularne cywilizacyjne, gospodarcze i finansowe korzyści.

        W Polsce teoretyczne dyscypliny nie są doceniane ani odpowiednio finansowane. A tu należy upatrywać prawdziwego postępu, nie w kuriozalnej obronie pięciodniowego dnia pracy jako symbolu rzemiosła, rutyny i cywilizacyjnego zacofania.

        Często przywołuje się anegdotę dotyczącą wybitnego uczonego, chemika Friedricha Augusta Kekulé von Stradonitza, który ponoć dokonał przełomowych odkryć dotyczących budowy węglowodorów, śniąc o wężu i o małpach. Ale kto chciałby dziś w Polsce płacić za spanie, nawet gdyby skutkowało najbardziej spektakularnym postępem w nauce.

        Schematy szkodzą rozważaniom
        Oczywiście istnieje niemała liczba stanowisk, gdzie wykonywana jest praca prosta i typowa i istnieją ustalone, sztywne ramy czasowe pracy. To w większości stanowiska, gdzie nie są wymagane wysokie kwalifikacje. Choć oczywiście istnieje też spora liczba takich, gdzie istnieje sztywna stała liczba godzin pracy, a jednocześnie potrzebne są tam najwyższe kwalifikacje.

        W grupie pierwszej w miarę rozwoju automatyzacji, robotyzacji, sztucznej inteligencji i informatyzacji prostych stanowisk będzie ubywać. W ich miejsce powstawać będą w mniejszej liczbie te, które wymagają wysokich kwalifikacji. To proces nieunikniony. Toteż i na tych stanowiskach już teraz skrócenie tygodniowego czasu pracy mogłoby się przyczynić do nabywania kwalifikacji, które będą za moment niezbędne.

        Ta władza lubi pięciodniowy tydzień pracy
        Krótszy tygodniowy czas pracy sprzyjać będzie pogłębianiu demokracji i rozwojowi społeczeństwa obywatelskiego. Znaczna część obywateli spożytkuje wolny czas na aktywność społeczną na różnych poziomach i szczeblach. Więcej wolnego czasu sprzyja zarówno biernej obserwacji politycznych wydarzeń, jak i czynnemu włączaniu się w działalność instytucji demokratycznych. Im więcej demokracji, tym korzystniejsze środowisko do rozwoju inicjatyw gospodarczych. Osiągniemy wyższy poziom parametrów korzystnych dla gospodarki w porównaniu z rezultatami, jakie dawałby dzisiejszy piąty dzień pracy. Co do zasady, więcej dojrzałej demokracji sprzyja długofalowemu i stabilnemu wzrostowi gospodarczemu. Więcej wolnego czasu to również szansa na szerszą edukację ekonomiczną i polityczną obywateli. Skutkowałoby to mądrzejszymi politycznymi wyborami.

        Brak politycznego rozeznania znacznej części społeczeństwa wynika w dużej mierze z faktu, że większość czasu poświęcają oni na codzienne, bytowe, głównie zarobkowe, sprawy. Z braku czasu na naukę i refleksję rodzi się podatność na polityczną demagogię, proste, błędne rozwiązania oraz płytkie hasła. Aktualna władza to wykorzystuje. Prowadzi to do głosowania na mało kompetentne ugrupowania, pod których rządami kraj zmierza do gospodarczej katastrofy. Przykładem znacznie wyższa niż gdzie indziej inflacja czy plany tworzenia zarządzanych centralnie niewydajnych molochów gospodarczych. Widać to w bankowości, energetyce czy sektorze paliwowym, a plany dotyczą też handlu i żywności.

        Obecny rozmiar czasu pracy z powodów politycznych, psychologicznych i społecznych jest niezmiernie wygodny dla dzisiejszej władzy.

        Było 1629 dolarów na głowę, jest 17 815. Dzięki transformacji
        Polacy pracują średnio około 40 godzin tygodniowo, obywatele Niemiec, Francji, Danii oraz Szwecji prawie 36, zaś Holendrzy nieco mniej niż 30.

        W Stanach to około 34 godzin, w Japonii 40, w Korei Południowej 52, w Chinach i w Singapurze 44 godziny. I wszędzie mamy tendencję prowadzącą do coraz mniejszej liczby godzin pracy.

        Dlaczego, jeżeli nie postawimy decydowanie na naukę, edukację i organizację pracy, zamiast celebrować pięciodniowy tydzień pracy, nigdy nie dogonimy krajów wysokorozwiniętych? Przyjrzyjmy się danym.

        Stosunek nominalnego PKB per capita w roku 2021 do roku 2020 wynosił: dla USA 1,1 (w latach 1990-2021, 2,90), dla Japonii 0,98 (1,52), Korei Południowej 1,1 (5,26), Chin 1,17 (35,6) czy Singapuru 1,2 (5,70). Biorąc pod uwagę dodatkowo dane dla Polski oraz wysokorozwiniętych krajów europejskich - są one niżej - następuje spadek tempa rocznego przyrostu nominalnego PKB na głowę. W przypadku Chin i Polski – w każdym z tych przypadków z różnych powodów - bardzo wyraźny.

        Rozpatrzymy również tempo wzrostu nominalnego PKB na głowę w latach 1990- 2021 w wymienionych wcześniej wysokorozwiniętych europejskich państwach.

        CDN...
        • diabollo Re: Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy P 05.11.22, 09:24
          Ponieważ rozważamy PKB nominalny per capita, powinniśmy odnieść nasze obliczenia do poziomu inflacji. Jednak po dokonaniu skorygowanych obliczeń istota trendu pozostanie ta sama.

          W Polsce w roku 1990 nominalny PKB na głowę wynosił 1629 dol., w Niemczech 20 249 dol., we Francji 22 432 dol., w Danii 26 921 dol., Szwecji 30 254 dol. i w Holandii 21 582 dol.

          Natomiast w roku 2021 było ono równe: w Polsce: 17 815 dol., w Niemczech 50 795 dol., we Francji 44 853 dol., w Danii 67 758 dol., Szwecji 60 029 dol. i Holandii 58 292 dol.

          Zatem w latach 1990-2021 tempo wzrostu nominalnego PKB na głowę wynosiło w Polsce 10,94, w Niemczech 2,51, we Francji 2,00, w Danii 2,52, Szwecji 1,98 i w Holandii 2,70.

          W przypadku Polski widać wyraźnie efekt ustrojowych przeobrażeń w jego początkowym okresie, malejący jednak z roku na rok.

          Jeżeli wzięlibyśmy pod uwagę procesy inflacyjne i rozważyli realny PKB, to wysoka inflacja w Polsce w pierwszym okresie zmian ustrojowych uczyniłaby ten trend mniej wyrazistym, jednak kierunek zmian pozostałby ten sam.

          W roku 2000 w Polsce nominalny PKB na głowę wynosił 4485 dol., w Niemczech 23 925 dol., we Francji 23 149 dol., w Danii 30 799 dol., Szwecji 29 589 dol. i w Holandii 26 328 dol.

          Toteż w latach 2000-21 tempo wzrostu nominalnego PKB na głowę było równe: w Polsce 3,97, Niemczech 2,12, we Francji 1,94, w Danii 2,20, Szwecji 2,03 i Holandii 2,24. W okresie tym różnica pomiędzy Polską a wymienionymi krajami była więc istotnie mniejsza aniżeli w okresie zaprezentowanym wyżej.

          W roku 2010 w Polsce nominalny PKB na głowę wynosił 12 620 dol., w Niemczech 42 380 dol., we Francji 42 100 dol., w Danii 58 177 dol., Szwecji 56 659 dol. i w Holandii 51 166 dol.

          Zatem w latach 2010-21 tempo wzrostu nominalnego PKB na głowę było równe w Polsce 1,41, Niemczech 1,20, we Francji 1,07, w Danii 1,17, Szwecji 1,06 i w Holandii 1,14. Różnica pomiędzy Polską a wymienionymi krajami stała się więc jeszcze mniejsza.

          Można oczywiście porównać stosunek PKB z roku 2000 do roku 1990, a potem 2010 do 2000 oraz 2021 do 2010, biorąc pod uwagę średnią geometryczną, czyli w pierwszych dwóch okresach pierwiastek dziesiątego stopnia. Jednak wnioski będą takie same.

          Obecnie różnice pod względem tempa wzrostu nominalnego PKB per capita pomiędzy Polską a analizowanymi krajami niemal się zatarły.

          Widać to bardzo wyraźnie, porównując dane z lat 2020 i 2021.

          Dla Polski było to bowiem 17 815 do 15 718 , czyli ponad 1,13. Dla Niemiec 50 795 do 46 216, zatem prawie 1,1, dla Francji 44 853 do 40 162, czyli prawie 1,12, dla Danii 67 758 do 61 154, czyli prawie 1,11, dla Szwecji 60 029 do 52 170, zatem ponad 1,15, a dla Holandii 58 292 do 52 456, czyli ponad 1,11.

          Chińczyk pracuje całą dobę siedem dni w tygodniu
          Zobaczymy jeszcze, jakie było tempo wzrostu PKB per capita w wymienionych krajach liczone według parytetu siły nabywczej w latach 2010-18.

          Dla USA to 1,29, dla Japonii 1,26, dla Korei Południowej 1,39, dla Chin 1,96, dla Singapuru 1,42, dla Niemiec 1,29, dla Szwecji 1,26, dla Danii 1,24, dla Holandii 1,24, dla Francji 1,23 i dla Polski 1,51.

          Jeżeli jednak rozważymy okres 1990-2018, otrzymamy: dla USA 2,63, Japonii 2,23, Korei Południowej 5,47, Chin 18,42, Singapuru 4,50, Niemiec 2,53, dla Szwecji 2,65, dla Danii 2,45, dla Holandii 2,66, dla Francji 2,33 i dla Polski 4,85.

          Spektakularnym przykładem błędnego przykładania zasadniczej wagi do długości czasu pracy są Chiny. Gdy rozważymy tygodniowy czas pracy w tym kraju, okaże się, że - biorąc pod uwagę absurdalne założenie dotyczące tempa wzrostu PKB per capita liczonego według parytetu siły nabywczej jako rosnącej funkcji liniowej czasu pracy - Chińczycy, bazując wyłącznie na długości czasu pracy i uzyskując przedstawione wyniki, musieliby pracować siedem dni w tygodniu przez całą dobę bez snu i bez jedzenia, a to i tak do uzyskania takich rezultatów by nie wystarczyło.

          Jakie wnioski? W Polsce konieczna jest od zaraz całkowita zmiana filozofii pracy, zakrojone na szeroką skalę innowacje w zakresie naukowym, technologicznym, edukacyjnym i organizacyjnym. Nauka i inteligencja muszą wyraźnie górować nad rzemiosłem i wyrobnictwem, a intelektualna aktywność nad brakiem zaangażowania i rutyną.

          Ponieważ rozważamy związek nominalnego PKB per capita z czasem pracy, istotnego znaczenia nabierają dodatkowe aspekty tej metodologii. Chodzi o brak uwzględnienia uzupełniających parametrów, takich jak rozmiar wolnego czasu, efekty zewnętrzne, a więc zanieczyszczenie środowiska, wartość dóbr wytworzonych przez wolontariuszy, zwiększenie antydóbr, czyli koszty biurokracji czy wydłużenie czasu dojazdu do pracy, oraz jakość dóbr i usług. W każdej z tych kategorii wypadamy gorzej niż porównywane z Polską wysokorozwinięte kraje zachodnioeuropejskie. Jeżeli weźmiemy to pod uwagę, okaże się, że rzeczywiste tempo wzrostu PKB per capita jest u nas istotnie niższe niż w tych wyżej wymienionych krajach, przy wyraźnie dłuższym tygodniowym czasie pracy w Polsce.

          Różnica między Polską a Zachodem będzie się powiększać
          Chociaż tempo wzrostu PKB per capita staje się podobne, to różnica w nominalnym PKB na głowę w oczywisty sposób musi rosnąć.

          Pracując w taki jak obecnie sposób, nie tylko nigdy nie dogonimy państw wysokorozwiniętych, ale też różnica w kolejnych latach będzie się powiększać.

          Z końcem 2021 roku dochód narodowy na głowę w wysokorozwiniętych europejskich krajach był około trzech razy wyższy niż w Polsce. Nominalnie przy takiej samej wartości procentowej przyrostu PKB dla tych krajów i dla Polski w każdym kolejnym roku wartość przyrostu PKB będzie w tych krajach trzy razy wyższa niż w Polsce. Toteż nominalnie na koniec roku różnica wyniesie P(1+r), gdzie P jest różnicą na początku roku, zaś r stopą wzrostu w ciągu roku przy założeniu, że będzie jednakowa w Polsce oraz w wymienionych krajach.

          W Polsce w 2021 roku przyrost PKB per capita wynosił 17 815 - 15 718 = 2097, w Niemczech 50 795 - 46 216 = 4579, we Francji 44 853 - 40 162 = 4691, w Danii 67 758 - 61 154 = 6604, w Szwecji 60 029 - 52 170 = 7859 i w Holandii 58 292 - 52 456 = 5836.

          Widać, że na początku roku, na przykład dla gospodarek niemieckiej i polskiej, różnica wynosiła 30 498, a na koniec roku już 32 980.

          Jeżeli rozpatrywalibyśmy tę różnicę na podstawie realnego PKB, to w pewnych okolicznościach i przy pewnych szczególnych zewnętrznych założeniach sytuacja mogłaby ulec zmianie. Mianowicie wtedy, gdyby w danym roku poziom inflacji w porównywanych krajach był na tyle wysoki, że zniwelowałby odpowiednie wzrosty nominalnego PKB per capita. Wówczas różnica w realnym PKB, przy pewnych warunkach, mogłaby nawet maleć.

          Załóżmy, że na starcie w Polsce realny PKB wynosi 100 jednostek, a w pewnym kraju zachodnioeuropejskim - 300. Różnica wynosi 200. Jeżeli w obu krajach roczne tempo wzrostu wyniosłoby 5 procent, to po roku mamy w Polsce 105, a w porównywanym kraju 315 jednostek. Przy inflacji równej zero różnica wzrosła do 210 jednostek. Jednak przy inflacji równej 5 procent w każdym z tych krajów różnica pozostaje taka sama, zaś przy większej inflacji różnica w realnym PKB maleje.

          Praca nakierowana na cele, nie na parametry
          To, że dzisiaj obywatelom wymienionych europejskich krajów wystarcza od 75 do 90 procent czasu, jaki potrzebny jest w Polsce, aby wypracować trzy razy większy PKB oraz osiągnąć takie samo tempo wzrostu nominalnego PKB na głowę, wynika z nowoczesności.

          CDN...
          • diabollo Re: Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy P 05.11.22, 09:25
            Oczywiście te kraje są otwarte na świat, korzystają z szerokiej wymiany gospodarczej, korzystają z przejrzystego i przewidywalnego systemu prawnego, który stabilizuje zaufanie inwestorów. W Polsce, przy aktualnej władzy, żaden z tych elementów nie występuje.

            Ale też gospodarki tych krajów w znacznie większym stopniu oparte są na wiedzy, a praca nakierowana jest na cele, nie na wypełnienie niczego niewnoszących parametrów, takich jak długość czasu pracy.

            Robert Drachal - matematyk, wykładowca Collegium Civitas

            wyborcza.pl/magazyn/7,124059,29089584,im-dluzej-pracujemy-tym-wiekszy-generujemy-pkb-poprosze-dowod.html
    • diabollo Re: Im dłużej pracujemy, tym większy generujemy P 05.11.22, 09:34
      Ojtam, ojtam...

      Najważneijsze, żeby w Polsce rządziła ideologia katolicka sprowadzająca się do katoginekologii janiepawlej.

      Dobrze, żeby "ciemny lud" łyknął trochę nacjonalistycznych bajeczek i swoje frustracje kierował w stronę Niemców, LGBT+ czy co akurat rzuci mu katolickie kierownictwo w danym sezonie do nienawidzenia.

      A tymczasem katolicka oligarchia napasie się trochę na spółkach skarbu państwa, to już nie czasy zbijania europalet na eksport, to czasy kokosów w dystrybucji bezyny...

      No i żebyśmy zdrowi byli, jak to drzewiej mądrzy przodkowie mawiali.

      I żadnych zachodnich szaleństw ani zachodnich eksperymentów!

      Dał nam przykład Władimir Władymirowicz jak urządzać nasze katolickie państwo mamy!

      Tak to nasza katolicka inteligencja i katolickie elity poukładały III RP i umeblowały głowy społeczeństwa, które w każdych wyborach oddaje 90% głosów na katoprawicę.

      Tak trzymać!

      Kłaniam się nisko.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka