Dodaj do ulubionych

Byłem na marszu 11 listopada. Oto co tam zobaczyłe

18.11.22, 07:34
Byłem na marszu 11 listopada. Oto co tam zobaczyłem

Widziałem młodych ludzi w poczuciu osaczenia, strachu przed tym, co dzieje się dokoła. Ludzi nie radzących sobie z rzeczywistością.
Nie, nie jako uczestnik, byłem tam jako widz. Zasadziłem się na moście Poniatowskiego po prawej stronie rzeki i przez godzinę albo dłużej patrzyłem na ludzi, uczestników marszu. Widziałem tych ludzi. Oceniać po wyglądzie – nie jest mądrze. Po wyglądzie i zachowaniach – już lepiej. Wiele wyczytać można z twarzy, jest jak otwarta księga. Mózg ludzki ewolucyjnie przeznaczył dużą pulę neuronów właśnie do rozszyfrowywania oblicz naszych bliźnich.

Co zobaczyłem i usłyszałem? Były plakaty, hasła, okrzyki. Widziałem strach i przerażenie. Krzyczące poczucie permanentnego zagrożenia. Im bardziej przerażony, tym głośniej krzyczy – wiadomo. Jakby chcieli im coś zabrać. Polskę chcą im zabrać, a oni nie dadzą sobie jej zabrać. Gdzieś, oczywiście na zapleczu, są polityczni wyjadacze, którzy inspirują i organizują takie happeningi, mając na uwadze własne polityczne cele. Ale ja widziałem młodych ludzi w poczuciu osaczenia, strachu przed tym, co dzieje się dokoła. Ludzi nieradzących sobie z rzeczywistością.

Rzecz jakby naturalna, tożsamość młodego się kształtuje, więc lęki o własną tożsamość, kim jestem, kim mam być, na co chcą mnie przerobić, to etap rozwoju. Grupa młodych „mięśniaków", po których widać systematyczną pracę na siłowni, krzyczała coś przeciw gejom i lesbijkom. A ja zastanawiałem się, co ich tak boli, czego się boją, dlaczego tak panikują: może, że nie znajdą sobie kobiety, jak wszystkie zostaną lesbijkami, albo że jakiś gej będzie się do nich przymilał, oko puszczał, rączki wyciągał i chciał ich przerobić? Może tego się boją? No bo przecież czegoś się boją, skoro się tak wydzierają.

Inni boją się Ukraińców, co będzie z nami, gdy więcej ludzi będzie mówić po ukraińsku niż po polsku, gdy nie będzie pracy dla nas, bo z każdego rogu wychylać się będzie ukraińska twarz. Przerażające przerażenie.

Strach ma wielkie oczy – wiadomo. Strach nie byłby strachem, gdyby nie przerysowywał. Także nieuzasadnione lęki są prawdziwymi lękami, one już są w przerażonym i musi on sobie z nimi radzić. Choćby wykrzyczeć je na Marszu Niepodległości. Nie chcę wpadać w ton protekcjonalny, choć mój rocznik powoli przechodzi do puli dziadków, a dziadkom prawo do patrzenia z góry należy się jakby z urzędu.

Pamiętam w „Wyborczej" niedawny tekst Andrzeja Brzezieckiego o ekonomicznych podstawach radykalizacji na świecie i domniemywam, że pozycja materialna młodych manifestantów też gra rolę. Nie widać było na moście, gdzie ta młodzież pracuje, ale domyślić się można jeszcze jednej frustracji – finansowej. Odbierana jako policzek, obraza, poniżenie, zwłaszcza w zestawieniu z bogatymi. Poniżenie, które trzeba znosić w milczeniu. Rzecz najbardziej zawstydzająca, o której nie chce się nawet myśleć.

Nasza młodzież, zwłaszcza ta narodowo-radykalna, potrzebuje miłości (choć gdyby o tym usłyszała, może skręciłaby się z obrzydzenia), woła o miłość, krzyczy, by ją usłyszano. Potrzebuje czułego spojrzenia albo nawet czułego narratora, który opowiedziałby o ich świecie. Potrzebuje zrozumienia. Ale tego nie znajduje. Typowa pozycja wyższościowa, pogardliwy ton, przykładanie wszystkich do jednej sztampy – ta rytualna mantra części polskiej inteligencji – powinny ustąpić refleksji.

Odruchy i wrażenia to jeszcze nie myślenie. Także u inteligenta. Strach, paraliżujący strach przed barbarzyńską nawałą prawicowej młodzieży nie jest dobrym doradcą. Jest bezmyślnością. Ton wyższościowy mojej oceny uznaję w tym momencie za adekwatny. Inteligencja bowiem co do zasady nie jest bezbronna wobec krytyki. Nie grozi jej zatopienie w otchłaniach podwodnych czeluści bycia nierozumianym. A tego nie da się powiedzieć o zradykalizowanej młodzieży polskiej Anno Domini 2022.

Tadeusz Bartoś, rocznik 1967, jest filozofem, profesorem AFiB Vistula w Warszawie. Opublikował m.in. „Jan Paweł II. Analiza krytyczna, Wolność, równość, katolicyzm", „Metafizyczny pejzaż", „Klątwa Parmenidesa", „Upadek, niemożliwy" oraz powieść na motywach autobiograficznych „Mnich. Historia życia, którego nie było"

wyborcza.pl/7,75968,29153048,bylem-na-marszu-11-listopada.html#S.opinion-K.P-B.1-L.4.glowka
Obserwuj wątek

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka