czarnymoskit
19.02.13, 18:30
Niedawno zrobiliśmy duże zakupy i po sprawdzeniu paragonu okazuje się że Pan Dyrektor Kauflandu w Ząbkach (bo to on jest za to odpowiedzialny, a nie biedna dziewczyna w POK), który zarządza sklepem chciał mnie naciągnąć na 12 zł (wydałem w sumie ok. 210). Po sprawdzeniu okazało się, że m.in.: bakalie były tańsze o 3 zł i tak się uzbierała ładna sumka. Panie Dyrektorze to nie pierwszy raz kiedy spotykam się w Pana Sklepie z takim podejściem "może nikt nie zauważy". Dla mnie podawanie "zawsze" niższych cen artykułów i wyższa kwota na kasie jest równoznaczna z okradaniem Klientów. Zwalanie winy na jedyną dziewczynę, która jest odpowiedzialna za zmianę cen jest wg mnie co najmniej nieprofesjonalne (bardzo delikatne słowo) ze strony osoby odpowiedzialnej za ten obszar w sklepie i znam lepsze sposoby na zwiększenie przychodów sklepu niż dymanie Klientów.
Niech Pan sobie wyobrazi, że podjeżdża Pan na stację paliw i widzi na tablicy, że koszt 1 l ON wynosi 5,60 PLN, a w kasie okazuje się, że płaci Pan kwotę 6,10 PLN za litr. Co by Pan zrobił Panie Dyrektorze? Nie kupiłby Pan więcej na tej stacji i właśnie ja więcej nie kupię niczego w Kauflandzie w Ząbkach. Dwa razy mnie oszukano. W przeliczeniu na 1000 Klientów wychodzi całkiem ładna sumka, prawda?