poradnia-zabki
10.05.13, 22:46
Ratunku! – Bajka dla nieśmiałego dziecka
Na skraju Zielonego Lasu rosło wielkie drzewo. Bardzo podobne do innych - tak samo zielone, o grubym konarze i z wieloma dziurami przy korzeniach. Było wyjątkowe, gdyż było domem dla wielu zwierzęcych rodzin. Na parterze, tuż przy ściółce leśnej mieszkała Królicza rodzina. Tata Królik, Mama Królik i cztery małe króliczki. W pierwszej dziurze mieszkała rodzina Wiewiórek. Tata Wiewiór, Mama Wiewióra i dwie nastoletnie Wiewiórki. Na drugim piętrze z dwiema dziurami mieszkała rodzina Dzięciołów. Mama Dzięcioł, Tata Dzięcioł i mały Dzięcioł. Na ostatnim piętrze wśród konarów drzew mieszkała rodzina Sów. Tata Sowa, Mama Sowa, pięć dorastających Sów i ich mała siostra Sówka.
Wszystkie dzieci mieszkające w drzewie chodziły do tej samej szkoły, dlatego znały się bardzo dobrze. Większość zwierzątek bawiła się razem, tworząc zgraną paczkę. Jednak ciągle z boku trzymała się najmłodsza z Sówek. Za każdym razem, gdy Króliki, Wiewiórki i Dzięcioł szli do szkoły lub pobawić się na podwórku, pytali małą Sówkę, czy nie chce z nimi spędzić trochę czasu biegając, skacząc, czy grając w piłkę. Jednak mała Sówka nigdy nie powiedziała, że chce się z nimi bawić, tylko odlatywała lub chowała się. Mimo to każdej zabawie przyglądała się z uwagą zza konarów drzew. W głębi swojego serduszka bardzo chciała bawić się z nimi.
Pewnego dnia Króliki, Wiewiórki i Dzięcioł szybko wracali ze szkoły, bo chcieli jeszcze przed zmrokiem pograć w piłkę. Policzyli się i stwierdzili, że jest ich za mało. Postanowili zapytać małą Sówkę, czy nie weźmie udziału w meczu.
- Cześć Sówko – zagadnął Królik – może pograsz z nami dzisiaj w piłkę? Brakuje nam jednego gracza…
Jednak Sówka na te słowa spłoszyła się. Nie domyślała się, że ktoś widział, że idzie za nimi. W mgnieniu oka oderwała się od ziemi i poleciała wysoko, nie zwracając uwagi na nic. Nagle wpadła w gąszcz gałęzi, których nie zauważyła i zaklinowała się. Sówka utknęła w dziwnej pozie wśród gałęzi. Próbując wydostać się, dziobem zaczęła przegryzać gałązki i trzepotać skrzydełkami.
Po chwili mała Sówka z impetem spadła na ziemię. Tak niefortunnie upadła, że gdy otrząsnęła się z nieplanowanego lotu, poczuła mocny ból w nóżce. Spojrzała na nią. Była ułożona inaczej niż zawsze, a przy dotyku, nawet lekkim, bardzo bolało. Zaczęła płakać, malutkie łzy spływały po jej piórkach. Nie wiedziała, co robić, a do domu był jeszcze spory kawałek drogi. Nagle usłyszała śmiech i krzyki z pobliskiego boiska. Przecież to Króliki, Wiewiórki i Dzięcioł mieli grać dziś w piłkę! Nóżka coraz mocniej bolała, co przeszkadzało jej w długim rozmyślaniu nad sytuacją. Muszę poprosić kogoś o pomoc, bo inaczej nie dam sobie rady, pomyślała Sówka.
- Ratunku! – cichutko wołała Sówka, jednak nikt jej nie słyszał. Kolejnym razem spróbowała troszkę głośniej, jednak też nikt nie usłyszał. Nóżka bolała coraz bardziej. Wszystkie emocje zebrały się w Sówce, która w jednym momencie wydała z siebie głośny krzyk.
Zawodnicy na boisku przerwali grę i nasłuchiwali, z której strony dochodzi wołanie, jednak nastała cisza. Wspólnie zastanawiali się, jak rozdzielić się w poszukiwaniach, kiedy nawoływanie powtórzyło się. Wszyscy zgodnie biegiem ruszyli w stronę wielkich drzew i krzaków.
Tam zobaczyli małą Sówkę. Zapłakaną, roztrzęsioną i smutną. Dzieci wiedząc, że Sówka nie lubi rozmawiać, bez pytania skonstruowały z patyków nosze, na których ją posadziły i zaniosły do domu.
Rodzice małej Sówki bardzo zmartwili się tym wypadkiem i od razu polecieli do szpitala, gdzie miły Pan Doktor Borsuk założył Sówce zielony gips. Na dodatek miała spędzić jeszcze dwa tygodnie w domu.
Następnego dnia, kiedy Sówka leżała w łóżku, odwiedzili ją goście. Byli to jej wybawiciele – Króliki, Wiewiórki i Dzięcioł. Mama Sowa przyniosła wielki dzbanek ciepłej herbaty i ciastka. Na początku mała Sówka była onieśmielona, jednak pod wpływem rozmowy postanowiła opowiedzieć o niefortunnym zdarzeniu. Wszyscy obecni słuchali z uwagą i zapewniali ją o swojej przyjaźni.
Od tej pory mała Sówka miała nowych przyjaciół. Bardzo lubiła chodzić z nimi na spacery oraz grać w piłkę. Musiała jeszcze oszczędzać nóżkę, dlatego dzielnie stawała na bramce. Okazało się, że w tej funkcji bardzo dobrze sobie radzi i odkryła, że przydatne są skrzydła, które rosły razem z nią.
aut . Malwina Musiałek