zanecin
27.08.14, 08:53
Dzisiaj rano (7.30) w lasku kawęczyńskim (na południe od ul. Powstańców) zaatakowała mnie sfora psów u podnóża hałdy. Na szczęście byłem na rowerze i zanim się zorientowały miałem 40km/h na prędkościomierzu, po krótkiej pogoni odpuściły (całe szczęście bo zacząłem opadać z sił).
Ostrzegam więc bo długo był spokój.
Przez ten las przejeżdżam lub przebiegam kilka razy dziennie przez cały rok od co najmniej 10 lat.
Zwykle nie ma problemu ale wystarczy raz na kilka lat.
3 lata temu zostałem pogryziony a jeszcze wcześniej uciekłem sforze wirując jak Derwisz i osłaniając się rowerem (jakiś cud, że któryś mnie nie chapnął)
Wożę ze sobą odstraszasz ultradźwiękowy (raz mi tyłek uratował), gaz i hukowca ale nie zawsze jest czas żeby to wyciągnąć użyć.