m.zabki
09.12.06, 00:21
Witam,
Proszę o potraktowanie mojej wypowiedzi jako ostrzeżenia przed groźnymi psami
bez smyczy i kagańca, które dość często są wypuszczane przez właścicieli.
W dniu dzisiejszym moja żona wychodząc na spacer z małym dzieckiem w
okolicach ulicy Różanej, Andersena o mało nie została zaatakowana przez
groźnie wyglądającego psa, który został po prostu wypuszczony z podwórka (za
wiedzą właściciela). Incydent ten powtórzył się kolejny raz w ciągu ostatnich
kilku tygodni. Niestety policja nie była zainteresowana podjęciem
jakichkolwiek działań (jutro jeszcze będę rozmawiał w tej sprawie z
dzielnicowym). Czy należy czekać, aż zdarzy się jakiś nieszczęśliwy wypadek?
Liczę na pomoc Radnej Małgorzaty Stachery, do niej skierowałem poniższy list
(wysłałem na e-maila):
"Ząbki, 08.12.2006
Pani Małgorzata Stachera
Radna Miasta Ząbki
radna.stachera@zabki.pl
Szanowna Pani Małgorzato,
Zwracam się z uprzejmą prośbą o pomoc. Z informacji udzielonych przez Pani
męża na forum Ząbek dowiedziałem się, że zajmowała się Pani jako Radna
sprawami niebezpiecznych psów zagrażających życiu lub zdrowiu mieszkańców.
Moja żona w dniu dzisiejszym miała bardzo nieprzyjemne spotkanie z groźnie
wyglądającym, dużym psem, który biegał w pobliżu naszego osiedla, tuż przy
placu zabaw dla dzieci, był bez kagańca i smyczy, bez właściciela (okolice
ulicy Różanej, Andersena). Na szczęście żona (z małym dzieckiem, które na
widok zbliżającego się groźnego zwierzęcia bardzo się przestraszyło i
rozpłakało) zdążyli schronić się za bramą osiedla. Pies po pewnym czasie
wrócił na swoje podwórko oddalone kilkaset metrów dalej, właściciel psa nie
zareagował niestety na zwrócenie uwagi, żeby nie wypuszczał psa samego "na
spacer", a jego odpowiedź była mniej więcej taka: "on nie gryzie, nie
szczeka, a na policję może sobie Pani dzwonić". Być może ten pies zgodnie z
założeniami właściciela nie jest groźny, jednak spotkanie z nim bez kagańca i
smyczy na pewno przyjemne dla innego człowieka nie jest, nawet dla dorosłego,
nie chcę nawet myśleć o sytuacji gdyby dziecko wyszło na spacer samo. Gdyby
to dotyczyło mnie, pewnie nie zależałoby mi tak bardzo na rozwiązaniu tej
sprawy, ale nie chcę aby moje dziecko (i inne dzieci, których jest bardzo
dużo na naszym osiedlu i w okolicach) było w przyszłości narażone na takie
niebezpieczeństwo. Dodam, że sytuacja taka powtórzyła się po raz drugi w
przeciągu kilku tygodni z tym samym dokładnie psem wypuszczonym przez
właściciela. Miejsce zamieszkania właściciela tego groźnego psa jest nam
znane (jutro zamierzam osobiście z właścicielem porozmawiać, choć nie liczę
na zrozumienie).
Niestety ze strony policji nie otrzymaliśmy ŻADNEJ pomocy. Zadzwoniłem na
komendę policji do Ząbek (po kilku godzinach, gdy dowiedziałem się o
zdarzeniu), niestety moje zgłoszenie spotkało się z brakiem zainteresowania
ze strony dyżurnego policji, policjant nie chciał mi podać numeru mojego
zgłoszenia (nie zostało najpewniej odnotowane z powodu zbyt błachej wagi
sprawy). Dyżurny zbywając mnie zaproponował mi kontakt z dzielnicowym w dniu
jutrzejszym ("najlepiej osobiście, bo takich spraw nie załatwia się przez
telefon" - słowa policjanta), co uczynię. Czy policjant miał prawo moje
zgłoszenie zlekceważyć? Czy problem psów groźnych dla ludzi nie był w
ostatnich latach przyczyną wielu tragedii, szczególnie z udziałem dzieci?
Jeśli nie na policję, to gdzie należy dzwonić w przypadku powtórzenia się
takiej niebezpiecznej sytuacji z udziałem psa?
Liczę na Pani pomoc w tej sprawie, bo policja raczej nie podejmie żadnych
kroków, aby poprawić bezpieczeństwo, które według mnie jest zagrożone,
szczególnie dla małych dzieci ze strony groźnych psów bez kagańca i smyczy. W
okolicach gdzie mieszkam niestety spotyka się dość często psy bez smyczy,
biegające bez właściciela.
Z poważaniem,
<moje imię, nazwisko>
<adres>
Do wiadomości:
1. Forum Ząbek Gazeta.pl."