ranoma
23.02.09, 13:12
w sobotę wybrałam się z dzieckiem na plac zabaw przy Powstańców 15, przy placu
zabaw jak pewnie większość z Was się orientuje jest górka, z której dzieci
zjeżdżają na sankach...nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że
zjeżdżające dzieci permanentnie wjeżdżają w ogrodzenie placu zabaw; rozumiem,
że dziecko czasem może nie pomyśleć gdzie jedzie, może nie zdawać sobie sprawy
że sanki powiozą je tak daleko, ale z tymi dziećmi przychodzą również
rodzice...czy to tak trudno pomyśleć, że jak się wjeżdża w ogrodzenie z siatki
to się to niszczy? ogrodzenie wygląda teraz jakby było 'podarte' przez
wściekłe psy...założę się, że Ci sami ludzie będą z dziećmi przychodzić potem
w lato na plac zabaw i jeszcze wtedy będą mieli pretensje, że ogrodzenie jest
zepsute...przecież gmina albo osiedle, przy którym jest plac powinni to
naprawić, nieprawdaż?
a już najbardziej mnie zirytowało jak, właśnie w sobotę, "mądry" tatuś
popchnął dziecko z całej siły z górki (dziewczynka może ze 3 latka) i biedne
dziecko wjechało sankami z dużą prędkością w słupek od ogrodzenia, oczywiście
sanki zatrzymały się na słupku, dziecko się na tym słupku "rozpłaszczyło" i
zaczęło niemiłosiernie płakać:((
ludzie, naprawdę myślcie czasami co robicie, nie żyjecie sami na tym świecie,
w tym mieście, i chyba warto zadbać o to co posiadamy i to szanować, to jest
własność wspólna i trzeba się odrobinę poczuwać do tego jak to wygląda i jak
funkcjonuje...
smutne, że dorosłym ludziom trzeba uwagę zwracać częściej niż dzieciom:(