lellapolella
22.12.10, 11:57
fotorelacja z placu boju:)
zagniatamy ciasto z mąki i wody, bez dodatków. Nie musi to być majstersztyk, wystarczy, że się będzie dobrze trzymało w kupie. Ważne: mąki muszą być takie same.Na zdjęciu ciasto z trzech kilo, dla początkujących: najlepiej zaczynać od dwukilowej kluchy
następnie, bierzemy powstałą bryłę, zalewamy zimną wodą i oddalamy się w sobie tylko znanym kierunku, przynajmniej na pół godziny a można i na trzy:)
kiedy znów mamy czas, chęć i możliwości, zabieramy się do płukania ciasta. Optymalna jest zimna woda ale ja robię w letniej i tak jest zima, nie ma potrzeby aż tak się krzyżować...no, chyba, że zbroiliśmy- można ten moment wykorzystać jako pokutę za grzechy
Gluten wypłukuje się z ciasta, sprawiając, że woda robi się biała, samo zaś ciasto zmienia konsystencję na śliską i elastyczną. Może, acz nie musi, nadejść moment, że nam się kompozycja nieco rozłazi i pojawiają się wątpliwości: czy aby nie zostana nam w misce luźno pływające strzępy?! To jedyny moment, kiedy nie można przerywać płukania, bo poza tym, w każdej chwili możemy zalać wszystko wodą i iść na kielicha, ukoić skołatane nerwy
i nagle okazuje się, że cudownym sposobem kanguranga się zrobiła:)

Trzeba ją teraz ugotować w tzw.esencjonalnym rosołku. Ja robię to w takim garnku, żeby ledwo się mieściła, wtedy jest zwarta i ma dobry kształt do krojenia. Kroję kluchę na cztery części

i wrzucam do gotującego się wywaru,gdzie sobie pyrka najmniej z pół godziny. W trakcie gotowania obracam chociaż raz.

Zazwyczaj zaczynam po obiedzie, kończę (z przerwami!!!) wieczorem, więc zostawiam w wywarze na noc do naciągnięcia.
Tak wygląda pokrojona

tak, usmażona bez panierki
Oprócz tego można ją jeszcze marynować i wędzić
no, ale to już jutro:)