depresja czy... realna ocena sytuacji(?)

11.09.09, 18:06
Mam dość...
Dość słuchania, że do mnie też się szczęście uśmiechnie...
Bo się nie uśmiechnie(!) przez 28 lat się nie uśmiechnęło więc już nie ma na
to szans...
Do wszystkiego musiałam dojść sama... o wszystko musiałam walczyć...
nieustannie musiałam udowadniać, że jestem lepsza niż inni...
A teraz... już zwyczajnie nie mam siły...
Próbuję wszystko jeszcze układać... próbuję znaleźć w sobie coś... znaleźć coś
w otaczającym świecie... ale nie ma niczego... niczego nie dostrzegam...
żadnej przyszłości...
Nie chcę już tak...
    • dala.tata witaj w klubie. 11.09.09, 18:58
      to odpowiedz na to, ze to wszystkiego musialas dojsc sama, ze musialas
      udowadniac. to los wiekszosci ludzi na swiecie. nie ma zadnego powodu, by
      'szczescie sie mialo usmiechac'. szczescie to godziny ciezkiej pracy.
      • another_story Re: witaj w klubie. 11.09.09, 20:33
        > szczescie to godziny ciezkiej pracy.

        Godziny ciężkiej pracy to sukces. Szczęście leży często na zupełnie
        inej półce.
        • another_story Re: witaj w klubie. 11.09.09, 20:34
          powyżej: n x 2
        • dala.tata Re: witaj w klubie. 11.09.09, 23:48
          ja rozumiem, ze autorka watku mowila o szczesciu w znaczeniu fart, nie w
          znaczeniu zadowolenie z zycia. to pierwsze zwiazane jest z praca. to drugie to
          zupelnie inna sprawa.
      • grosik68 Re: witaj w klubie. 11.09.09, 21:30
        dala.tata napisał:

        > to odpowiedz na to, ze to wszystkiego musialas dojsc sama, ze musialas
        > udowadniac. to los wiekszosci ludzi na swiecie. nie ma zadnego powodu, by
        > 'szczescie sie mialo usmiechac'. szczescie to godziny ciezkiej pracy.
        >
        Godziny ciezkiej pracy to harowka :)
        A szczescie to iluzja, najwyzej chwile.
        Ale mozna w kazdym dniu znalesc cos pozytywnego, cos co sprawi radosc, spowoduje
        usmiech na Twojej twarzy.
        Nie musisz byc lepsza niz inni, nie musisz miec wielkich osiagniec. Staniawie
        sobie wysokich celow jest dobre, osiaganie tych celow jest jeszcze lepsze, ale
        kiedys musi tez nastapic nagroda. Jezeli swiat Ci jej nie daje i szczescie sie
        nie usmiecha do Ciebie, to musisz zrobic to sama.
        Musisz zadbac o siebie i swoje samopoczucie. Negatywne myslenie prowokuje
        negatywne wydarzenia, negatywne slowa psuja Ci nastroj i odbieraja sile i
        motywacje. Robi sie wiec bledne kolo.
        Zacznij wiec nagradzac sama siebie, dbac o siebie i chwalic siebie sama, nie
        zmieni to swiata, nie sciagnie usmiechu losu czy szczescia, ale pomoze uczynic
        dni odrobine jasniejszymi.
        Ale jezeli to depresja, to potrzebujesz pomocy - sama z tego dolu nie wyjdziesz.
        Ja wyciagnelam reke po pomoc i taze pomoc otrzymalam.
        Pozdrawiam i zycze powodzenia.
      • aglajaaa Re: witaj w klubie. 12.09.09, 19:25
        Nie... Szczęście to nie są godziny ciężkiej pracy...
        Szczęście to coś co dostajemy niezasłużenie... To taki prezent...

        Ja zazwyczaj mam inne podejście do definiowania elementów rzeczywistości ale
        uważam, iż tzw. fart w życiu nie jest związany z ciężką pracą... Praca to znój,
        nie ma w tym szczęścia... Oczywiście można mieć satysfakcję, że się coś
        osiągnęło własnymi siłami, bez niczyjej pomocy, można się cieszyć zdobywaniem
        kolejnych szczytów... ale to nie szczęście... Zadowolenie z życia(?) owszem, ale
        nie szczęście (nie ten fart o którym wspominasz)
        • dala.tata Re: witaj w klubie. 12.09.09, 22:57
          no to zle uwazasz. fart to jest to na co zaslugujemy. jesli z kolei ty 'masz
          depresje', bo nie dostalas tego, na co nie zaslugujesz, bo nie masz tego
          farta.... to, tak szczerze mowiac, nie chce mi sie z toba gadac.
          • aglajaaa Re: witaj w klubie. 13.09.09, 11:41
            "ty 'masz depresje', bo nie dostalas tego, na co nie zaslugujesz, bo nie masz
            tego farta...."
            Cóż za dedukcja...

            "tak szczerze mowiac, nie chce mi sie z toba gadac"
            I po co to(?) Jeśli z kimś nie chcesz wymieniać myśli to tego nie robisz i tyle,
            ciązy nad Tobą jakis nakaz tłumaczenia się z kim i dlaczego (nie)rozmawiasz(?)
            Haaaaa(!) dziś jestem skłonna uwierzyć we wszystko:D

            Ale ktos tu myli pojęcia... Owszem, można zapracować na swoje szczęście, ale nie
            szczęście pojmowane jako synonim słowa "fart".
            • dala.tata Re: witaj w klubie. 13.09.09, 12:39
              po to, bo ja nie rozumiem zalu w stylu: do wszystkiego musialam dojsc sama. no i
              bardzo dobrze! i swietnie ze doszlas!i tyle, dziekuje za rozmowe.
    • mskaiq Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 12.09.09, 02:58
      Nie mozna udowadniac ze jest sie lepszym aby zostac dostrzezonnym
      czy otrzymac awans. Walka o uznanie to strata energii i dzialanie
      dezadaptywne.
      Liczy sie to co masz do powiedzenia i zaoferowania ludziom. Wazne
      jest to czy sie jest lubianym, czy ludzie ufaja Tobie i czy Ty
      umiesz im zaufac. Trzeba nauczyc sie przeprowadzic swoje zamierzenia
      bez ranienia innych, liczy sie elastycznosc, zaradnosc, umiejetnosc
      wzbudzania u innych porzadanych reakcji, itp.
      Niezwykle istotna jest praca nad inteligencja emocjonalna. Im wiecej
      jej posiadasz tym mniej stresu, tym wiecej radosci, satysfakcji z
      tego co sie robi, z kontaktow z ludzmi.
      Depresja jest bardzo czesto wynikiem dezadaptywnych, dzialan,
      filozofii czy sposobu myslenia.
      Serdeczne pozdrowienia.


    • ilquad Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 12.09.09, 11:27
      E tam. Mi sie usmiechlo jak mialem 30-ke i pojechalem do Wielkiej
      Brytanii i przestalem miec klopoty finansowe i tak dalej. Co prawda
      pojawily sie nowe problemy...
    • bertrada Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 13.09.09, 12:24
      Pewnie jedno i drugie.

      W życiu są tylko 3 opcje. Albo człowiek dochodzi do wszystkiego sam drapiąc się
      pazurami po szczeblach kariery, albo korzysta z czyjejś protekcji i wszystko ma
      podane na tacy, albo decyduje się na prowadzenie spokojnego życia bez
      wygórowanych ambicji. I każda z tych osób ma realny powód do frustracji. Nr
      jeden ma prawo być wkurzony, że na wszystko musiał ciężko zapracować a w efekcie
      i tak nie osiągnął ani 1/10 tego co osiągnęli pociotkowie jakiś wpływowych i
      nadzianych osób, mimo że nawet palcem nie kiwnęli. Pociotkowie mogą czuć się
      sfrustrowani tym, że są uzależnieni od wpływowych krewnych, nie mają nic do
      gadania i muszą znosić chamstwo, poniżanie, agresję, itp. Natomiast opcja nr 3
      może spowodować, że człowiek będzie się czuł kimś gorszym wobec tych, którzy
      mają pieniądze, stanowiska, wysoką pozycję społeczną i wpływy.

      Ale większość osób potrafi olać te wszystkie niedogodności i cieszyć się z tego
      co ma. Co najwyżej mogą od czasu do czasu podyskryminować osoby z innych grup i
      tym samym dowartościować się. Natomiast jak ktoś zaczyna dostrzegać, że jest mu
      źle i jeszcze nie potrafi sobie z tym poradzić i wpada w coraz większego doła,
      który uniemożliwia mu funkcjonowanie w życiu, może to oznaczać że ma depresję. A
      to się leczy.
    • jael53 Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 14.02.10, 17:55
      Owszem, rozumiem. także to, jak bardzo wpieniają rady typu "ciesz się tym, co
      masz". Bo cieszyć może to, co czujesz, że jest na Twoją miarę. Osiągnięcia?
      Zwłaszcza za cenę własnej ciężkiej pracy? Owszem - pod warunkiem, ze nie ma
      poczucia, że wystarczy działać na pół gwizdka; więc że i tak nie realizujesz
      swoich możliwości.
      Z realną oceną sytuacji to jest tak: kiedyś np. wierzyłam, że warto trenować
      inteligencję emocjonalną, empatię e tutti quanti duperele numerali.
      Wytrenowałam, niech to jasny szlag: legion takich różnych, którzy się do tej
      mojej empatii lepili, jak im było potrzeba; a jak mnie coś dogryzło, no to
      przecież "jesteś taka silna, poradzisz sobie". Zaufanie do bliźnich, starych
      kumpli, paru krewnych wyrobiło mi reputację ciężkiej frajerki, którą można z
      różnych okazji oskubywać. Ocknęłam się z paskudnym bilansem - koniecznością
      urealnienia życiowej postawy wobec nader konkretnych strat. Paskudnie mi z tym;
      bo istotnie - ponad 30 lat pracy na niezłe sukcesy, ale też ta reputacja... No,
      nawet pani terapeutka "podbudowała", ze przecież wiedzie mi się fajnie, radzę
      sobie jak trzeba, więc straty, choć faktycznie drobne (w mamonie jakieś 180
      tys.)winnam zbyć wytwornym machnięciem łapki. Znaczy - ak się to do roboty
      przykłada, to już nie ma prawa spodziewać się, że go nie będą kantować. Jednak
      bądźmy realistami - na tych przegięciach z empatią itd. tak się najczęściej
      wychodzi.
      • mskaiq Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 15.02.10, 08:17
        Mysle ze masz zal do ludzi ktorzy Cie okantowali. Jaki ma to zwiazek
        z empatia ? Empatia to umiejetnosc doswiadczania stanow
        emocjonalnych innych ludzi, uczuc, potrzeb i wyznawanych wartosci.
        Tego sie nigdy nie traci, wlasna krzywda pozwala tylko lepiej
        rozumiec krzywde innej osoby.
        Serdeczne pozdrowienia.

        • jael53 Re: depresja czy... realna ocena sytuacji(?) 15.02.10, 23:42
          Związek jest taki, że strasznie dużo było chętnych do bycia rozumianym. Ba, do
          ustanowienia mnie jako instytucji rozumiejącej, wspierającej, wybaczającej,
          itd., itp. Żal mam tylko do siebie - że przegięłam z tą empatią - za dużo
          rozumiałam, za mało wymagałam. A że zawsze będą chętni to wykorzystania
          frajerstwa? No, będą. Więc nie należy w żaden "matkoteresizm" popadać. BTW,
          najwięcej o tych pięknych właściwościach - podobnie jak o wybaczaniu - mają do
          powiedzenia akurat nie ci, którym się zdarza to praktykować, tylko ci, którzy na
          korzystanie z tych praktyk liczą.
Pełna wersja