Ze mna to jest tak...

08.01.04, 22:29
Jesli mialabym podac swoja najgorsza ceche, wade, ktora doprowadza mnie do
wscieklosci i kompleksow, przez ktora czasami strasznie zle sie czuje i sama
ze soba (przez siebie) nie moge wytrzymac... Nawet wtedy, kiedy czuje sie
nazwijmy to dobrze, stabilnie i pewnie w jakiejs sytuacji, grupie osob,
wszystko jest ok do momentu, kiedy ktos zartem nie powie czegos na moj
temat. Nie to, ze w ogole nie posiadam poczucia humoru. Draznia mnie
specyficzne "teksty" pewnych osob z mojego otoczenia, czasami ironiczny ton
wypowiedzi. Najgorsze jest to, ze jedna z tych osob (z rodziny), z ktora
spotykam sie prawie codzien ma tendencje do takich zachowan. Nie wiem, z
czego tak na prawde one wynikaja w stosunku do mojej osoby, czy sama sie o
nie prosze. Staram sie puszczac je mimo uszu, ale czasami az mnie nosi, zeby
poslac jakas celna riposte. Drazni mnie pewnosc siebie tej osoby. Wiem,
prawdopodobnie mam niskie poczucie wlasnej wartosci, ze od takich "rzeczy"
zalezy moje samopoczucie.I choc w gruncie rzeczy wiem, ze jestem
bardziej "wartosciowa" od np tej osoby, ze moze jej zachowanie wynika
wlasnie z jakichs kompleksow, nie mniej mam sobie do zarzucenia, ze nie
potrafie jej troche "utemperowac". Tak w ogole to jestem nieodporna
psychcznie i najlepiej czuje sie w towarzystwie osob milych, jak mnie
doceniaja itp. Ta cecha, o ktorej pisze strasznie mi przeszkadza w zyciu.
Jak podniesc swoja samoocene? Dlaczego ja nie potrafie krzywdzic innych?
Zawsze staram sie byc fair w stosunku do wszystkich, jestem mila az do bolu,
ale czy warto? Jak to zmienic w sobie? Jak z tym walczyc? Wiem, ze to w
skrocie jest przyczyna moich problemow emocjonalnych. Pzdr
    • michaell13 Re: Ze mna to jest tak... 09.01.04, 20:28
      O właśnie,też to mam.Nie urazić nikogo,być kulturalnym,nie kłamać.A iini tego
      nie mają i pozwalają sobie na więcej niż wypada..Trzeba ich ripostowwać,bo cię
      zjedzą.Ja jestem taki,że nie atakuje nikogo(nie mam potrzeby być złoślwy),ale
      gdy mnie ktoś wkurzy nie pozostaję mu dłużny.Jak mnie wkurzy bardzo zaczynam być
      taki dla niego jak on próbuje być dla mnie,to go studzi.I jeszcze jedno
      zauważyłem:tacy złośliwcy wyczuwają,że jego słowa sprawiają ci ból i celowo
      powtarzają takie uwagi.A oprócz tego stosuję różne sposoby,żeby jakoś radzić
      sobie w kontaktach interpersonalnych,ale to jest wszystko kontrolowane,a kiedy
      tracę kontrolę zaczynam mieć problemy.
    • rumiankowa Re: Ze mna to jest tak... 09.01.04, 21:17
      siewypowiem napisała:

      > (..) Draznia mnie
      > specyficzne "teksty" pewnych osob z mojego otoczenia, czasami ironiczny ton
      > wypowiedzi. Najgorsze jest to, ze jedna z tych osob (z rodziny), z ktora
      > spotykam sie prawie codzien ma tendencje do takich zachowan.

      A nie bylo odwrotnie, tzn czy NAJPIERW ta osoba z rodziny swoimi pseudo-zartami
      nie spowodowala, ze boisz sie tego typu "zartow".

      > (..) Staram sie puszczac je mimo uszu, ale czasami az mnie nosi, zeby
      > poslac jakas celna riposte. (..)

      ODPOWIEDZ CHOC RAZ, A POCZUJESZ SIE ZNACZNIE LEPIEJ. Tulac uszy po sobie dajesz
      pozywke dla dalszego, fatalnego samopoczucia w podobnych przypadkach.
      To tak bywa, ze najpierw ktos nas "urobi", a potem nie umiemy sie znalezc we
      wszystkich sytuacjach o takim charakterze.
      • siewypowiem Re: Ze mna to jest tak... 10.01.04, 01:24
        Z tym ripostowaniem to jest tak, ze czasami chocbym chciala ja poslac, to
        jednoczesnie wychodze z zalozenia, ze jak zaczne sie odgryzac, to moze za
        bardzo pokaze, ze zostalam zraniona, ze jestem taka biedna i pokrzywdzona. Po
        prostu staram sie w takich sytuacjach ignorowac, udac, ze nic takiego nie
        zostalo powiedziane, normalnie dalej rozmawiac, ewentualnie poslac
        jednoznaczny ironiczny usmiech, ktory niech daje do myslenia. A w chwili,
        kiedy sie ta druga strona nie spodziewa, zaatakowac delikatnie i sklonic te
        osobe do prob ripostowania. Ale najgorsze jest to oczekiwanie na dobry moment,
        zeby "wyrownac rachunek". I to jest chore, bo po takiej przykrej dla mnie
        uwadze ja czekam mniej lub bardziej swiadomie, na okazje, zeby sie
        zrewanzowac. Analizuje swoje zachowanie, czemu ta osoba tak powiedziala,
        zarzucam sobie, ze jednak moglam tak a tak zareagowac. Najlepiej bylo by
        powiedziec cos takiego nie za bardzo raniacego, inteligentnego, na zawsze
        zamykajacego zlosliwe usta. Super pomysly mam, ale niestety po czasie. A
        przestac o tym myslec jest ciezko.
        • michaell13 Re: Ze mna to jest tak... 10.01.04, 11:34
          Niektóre osoby wcale nie docenią twojej delikatności,przeciwnie uznają cię za
          słabą,mało inteligentną i żywią się tym jak pasożyty.Ten typ tak ma:wygrać
          potyczkę słowną.Fakt,że czasami jesteśmy skazani na towarzystwo takich
          toksycznych person i trudno sobie z nimi poradzić.Czasami trzeba się zniżyć do
          ich mało wrażliwego poziomu,żeby poczuły przed tobą respekt.Wiem,że to trudne,bo
          wtedy musisz zrezygnować ze swoich wartości.Ale ludzie są różni,wcale nie mają
          takich przemyśleń jak ty,ich system wartości znajduje się na innej płaszczyźnie
          niż twój i nigdy nie docenią tego,że ty po prostu nie chcesz być
          niekulturalna.Trzeba pokazać mu,że ty też jesteś "mocna w gębie". Następnym
          razem zanim on ci dotnie,to pomyśli,że ty też możesz mu dociąć i nie będzie miał
          już na tyle odwagi,żeby to robić.To co piszę to moje chałupnicze,nienaukowe
          wywody.Nie mówię,żebyś zaczęła postępować jak ja,bo u ciebie to może wcale nie
          podziałać.Przecież nie jesteś taka jak ja,twoje układy też są inne od moich,ale
          może to będzie jakąś wskazówką jak możesz sobie poradzić.Pozdrawiam.
        • rumiankowa Re: Ze mna to jest tak... 10.01.04, 14:28
          siewypowiem napisała:

          > (..) wychodze z zalozenia, ze jak zaczne sie odgryzac, to moze za
          > bardzo pokaze, ze zostalam zraniona, ze jestem taka biedna i pokrzywdzona.

          Alez skad :) Mozna to zrobic asertywnie, z siła, a nie z pozycji ofiary.

          > (..) staram sie w takich sytuacjach ignorowac, udac, ze nic takiego nie
          > zostalo powiedziane

          Zaklamywac rzeczywistosc.

          > jednoznaczny ironiczny usmiech, ktory niech daje do myslenia.

          Nie licz na to, ze dajesz do myslenia. Ludzie 'gupi som' ;) Wszystko lepiej
          jasno i wprost w takich sytuacjach. Ech liczyc na domyslnosc i przeniklowisc
          innych.. to sie mozna do smierci nie doczekac ;)

          > (..) Ale najgorsze jest to oczekiwanie na dobry moment,
          > zeby "wyrownac rachunek".

          Dobrze mowisz. I jeszcze (dla mnie) najgorsze jest udawanie, pozwalanie by nas
          raniono (bo to niby drobiazg, jakas malutka zlosliwosc, ale to MA w nas godzic,
          dotyka nas, czujemy sie zle potraktowani). Nie wolno pozwalac by nas raniono
          bezkarnie, bez naszej obrony.
          A to, ze pozniej sama powiesz jakas zlosliwostke to nie zmieni tego, ze
          pozwolilas sie ranic wczesniej. To nie wyrownuje rachunkow, tylko wpedza w
          jakies chore gry - kto celniej, kto bardziej.. Jesli odpowiedziec to od razu -
          i niekoniecznie wciagajac sie w "przerzucajac sie" zdaniami jak pileczka
          pingpongowa, ale lagodnie, zdecydowanie odpowiedziec nt "nie wydaje mi sie to
          zabawne", a w przypadku kontynuowania "nie czuje potrzeby rozmawiania o tym" -
          masz do tego prawo. I mozna to powiedziec jasno, otwarcie, ale wcale nie z
          napuszona, obrazoną miną - wazne by nie dac sie ranic, zadbac o siebie.

          > (..) Aalizuje swoje zachowanie, czemu ta osoba tak powiedziala,

          A nawet mozna o to zapytac! A co, jak szalec to szalec ;)
          "Dlaczego tak do mnie mowisz?"
          • lachate Re: Ze mna to jest tak... 11.01.04, 20:05
            no to ja tak praktycznie powiem jak sobie z taka poradzilam
            oczywiscie nie gwarantuje ze w twoim wypadku poskutkuje ale zawsze mozesz
            sprobowac
            zalozmy ze ta "jedna" nazywa sie basia
            jak cie znowu zaatakuje to poprostu powiedz
            tak,tak basiu, mozesz sobie darowac te uwagi bo juz wszyscy wiemy ze jak nie
            masz nic ciekawego do powiedzenia to schodzisz na innych

            a jeszcze lepiej skierowac sie nie wprost do basi tylko do reszty towarzystwa i
            z usmiechem na ustach zaczac rozmowe na temat: "zauwazyliscie ze jak basia nie
            ma o czym rozmawiac to mowi o wadach innych..."
            i w ten sposob stanie na tym ze z basia nie ma o czym rozmawiac

            najwazniejsza zaleta tego typu gotowych wtracen jest to ze nie trzeba czekac na
            okazje do rewanzu
            no i na koniec, postaraj sie jednak nie przejmowac, wyobrazam sobie ze to
            trudne ale dla takich beznadziejnych zlosliwcow lekka panika w oczach ofiary to
            woda na mlyn i zacheta na wiecej

Pełna wersja