rupiowa
04.10.09, 07:38
Odkad wiem, ze moje zachowania wynikaja z depresji mam mieszane uczucia
odnosnie jednostki chorobowej. No bo niby latwiej mi zrozumiec, ze mam
biegunke na dzien przed wyjsciem z domu, ze to tylko objaw choroby. Ale za to
strasznie mnie drazni ze przez ta chorobe nie moge zapanowac np. nad drzeniem
ciala w czasie rozmowy z kims. Pol biedy jak to jest ktos, kogo widze pierwszy
i ostatni raz. Wczoraj bylam na uczelni - musialam rozmawiac z ludzmi, z
ktorymi spedze caly semestr a drzenie jest tak silne, ze nie da sie nie
zauwazyc. Latwiej mi w domu jak nie mam motywacji zeby cokolwiek zrobic -
wiem, ze to znow objaw choroby, nie lenistwo. Ale cholery dostaje jak nie moge
sie zmusic do wyjscia z dzieckiem na spacer bojac sie ze kogos spotkam bo
choroba znow daje o sobie znac. To samo jak musze gdzies zadzwonic - przeciez
nie widze rozmowcy, a i tak sie go panicznie boje.
Podsumowujac: czy swiadomosc ze to depresja pomaga Wam w zyciu czy raczej
utrudnia? Przeciez to TYLKO choroba, nie mozna by w wybranych sytuacjach
wylaczac objawow fizycznych?