olobolo20
17.10.09, 21:14
Witam!
Ok. 4 lata temu zacząłem mieć wizje, w których znajome mi osoby były
masakrowane (to były nasuwające się obrazy, zdawałem sobie sprawę z
ich nierzeczywistości i mnie niepokoiły). Teraz miewam myśli, aby
zabić ludzi wokół mnie, wyobrażam sobie, jak ładnie wyglądaliby z
poderżniętymi gardłami (chociaż nie chciałbym tego zrobić)...
Później miałem także mnóstwo myśli natrętnych na temat mojego stanu
zdrowia, które zaczęły przeradzać się chyba w urojenia (wydawało mi
się, że zjadają mnie od wewnątrz pasożyty, że zanikają mi mięśnie
itd.) - wiązało się to z bardzo dużym wychudzeniem, z którego nie
mogłem wyjść. Przeszedłem w związku z tym także wiele niepotrzebnych
badań, które w dużej mierze. Dopiero na lekach antydepresyjnych
udało mi się utyć. Poza tym mam bardzo duże problemy z nawiązywaniem
kontaktów międzyludzkich i z mobilizacją do pracy. Mam skłonność
do "filozofowania" i rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze,
zastanawiania się nad rzeczami, które inni puszczają mimochodem, nad
wieloma wydarzeniami rozmyślam latami (to coś w rodzaju, jak
czytałem, "anankazmu"), natomiast realne życie zupełnie "przecieka
mi między palcami"...
Byłem już u paru psychiatrów, którzy podtrzymują diagnozę -
depresja, natręctwa (poza tym psycholog stwierdziła u mnie
osobowość - pomiędzy anankastyczną, a schizotypową)... Biorę leki i
nie widać wyraźnej poprawy... Obawiam się, że jednak mogą się mylić,
bo opierają się na diagnozie pierwszego lekarza, u którego byłem, a
który cieszy się dużym poważaniem w środowisku medycznym (choć sam
się co do niej wahał)... Moje obawy wiążą się z tym, że wiele osób w
mojej rodzinie choruje na schizofrenię z natręctwami. Zamierzam
wrócić do pierwszego lekarza, u jakiego byłem, i z nim to omówić...
Ech... Nie wiem, czy to tylko natręctwa, czy też schiza... A moje
życie to powolne staczanie się w przepaść...