Dodaj do ulubionych

Jak się leczycie?

27.10.09, 17:52
I czy wogóle się leczycie?
Ja chyba ze dwa lata barowałam się z moim smutkiem, myślałam, że tak
musi być, a myśl o pójściu do lekarza nawet mi nie zaświtała.
Teraz, od ponad miesiąca biorę fluoksetynę i jest lepiej, chociaż -
może na szczęście - żadnej euforii nie odczuwam. Po prostu już nie
jestem zdołowana, ale stresuję się po staremu. Przejmuję się pracą,
terminami, kontrolami. To chyba normalne? A może nie?
Lekarz mówi, że nie jest ze mną tak źle, ale nie bardzo wiem, jak
mam to rozumieć:)) Na następnej wizycie zapytam...
Obserwuj wątek
    • al_bundy123 Re: Jak się leczycie? 27.10.09, 22:05
      Więc u mnie smutek, dystymia, kłopoty ze snem, olbrzymie z koncentracją, ciągłe rozdrażnienie, widzenie wszystkiego w czarnych barwach że się nie uda że będzie źle, że ja jestem beznadziejny, że wszyscy są przeciwko mnie itd Potem gwałtowne rozstanie i wtedy to już było praktycznie jak ból fizyczny w ogóle to trudno opisać i pierwsze poważne myśli samobójcze. Więc poszedłem do lekarza. Niestety NFZ mała miejscowość , żadna poważniejsza rozmowa, mnóstwo leków . 1x1 Lerivon, 3x3 periazin (po tym to jest niezła jazda), 3x1 propranol niby na serce, 3x1 tegretol.Zacząłem brać. Na drugi dzień praktycznie cały czas spałem, brało mnie na wymioty, kłopoty z wymową a że tak powiem jednak nie chciałem się z tym obnosić (bo jednak z mojej rodziny wiedzą o tym tylko 2 osoby które mają dość specyficze podejście do tej choroby) to kolejna wizyta zmniejszenie leków. Periazin wyrzucilem. No i tak pobrałem 4 miesiące. Zero poprawy a przynajmniej ja żadnej nie widzę. Niestety nie rozwiązałem żadnych problemów życiowych które mnie w to wpędziły więc trudno oczekiwać poprawy. Zresztą ciężko się szuka w takim stanie pracy. Dałem sobie spokój z psychiatrą. Jak będę miał możliwość pojdę do innego ale napewno nie teraz. Jakoś się trzymam. Bywają gorsze dni no ale cóż. No i niestety świadomość tego że to choroba wcale mi nic nie ułatwia. Jakoś się egzystuje bo trudno to nazwać życiem.
    • mskaiq Re: Jak się leczycie? 27.10.09, 23:00
      Mysle ze warto probowac zwalniac stres. Najlewpszyn sposobem sa
      cwiczenia fizyczne. Wart rowniez nie przejmowac terminami i
      kontrolami. Zamiast myslec o terminach i kontrolach lepiej skupic
      sie nad praca co pozwala wykonac ja szybciej i bez stresu.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • tadzionalepa Re: Jak się leczycie? 28.10.09, 19:18
        nie obrazcie sie , bo mam podobnie nota bene, ale wydaje mi sie ze
        nic nie pomoze nam z lekow. Tak naprawde mysle ze kazdy ma problemy -
        mysle o tych zdrowych psychicznie - tylko ze sobie lepiej z nimi
        radza i to jest nasz najwiekszy problem = "brak umiejetnosci
        radzenia sobie w zyciu, zzawywzone ambicje wzgledem mozliwosci" - to
        prowadzi do frustracji - depresji etc.
        tym malo pozytywnym ackentem koncze swoj wywod.
        pozdrawiam
        • mm-cc Re: Jak się leczycie? 28.10.09, 20:00
          A mnie się właśnie wydaje, że leki są konieczne. Nie uważam żebym
          miała "zawyżone ambicje względem możliwości". Żadne ambicje mnie nie
          zżerają. Cieszę się, że wreszcie zdecydowałam się na leczenie,
          chociaż nie wykonuję wszystkich zaleceń lekarza. Strasznie trudne są
          te leki na początku. Ale jednak pomagają. Natomiast nie
          zdecydowałabym się na żadną psychoterapię. Wszelkie teksty
          psychologiczne śmieszą mnie swoją naiwnością. A już te ćwiczenia,
          typu "stań przed lustrem i śmiej się do siebie"... jeszcze nie
          zwariowałam ( mam nadzieję:)...
          • maggie233 Ja bym powiedziała inaczej!!! 28.10.09, 20:20
            Ja zaś mam inny pogląd i jeśli chodzi o leki i psychoterapię, myślę,
            że i to i to jest potrzebne, zależy jeszcze od nasilenia
            choroby.Jednemu wystarczy krótsza, kilkumiesięczna farmakoterapia,
            ja niestety leczę sie kilka lat, a lat nie mam wiele.Jeszcze raz
            polecam rozmowę jako terapię, z psychologiem, kimś doświadczonym,
            może poleconym przez znajomego, osoba ta nie zna Cię na codzień,
            dlatego ma dystans do tych spraw, do Twych problemów.Dlatego patrzy
            obiektywnie.A dlaczego nie możesz czasem zmusić się do uśmiechu
            przed lustrem?Czasem to co wydaje nam się szalone, najbardziej
            pomaga...
            • mm-cc Re: Ja bym powiedziała inaczej!!! 28.10.09, 20:30
              Ale ja uśmiecham się do siebie w lustrze, jeśli mam taki nastrój, a
              moimi najlepszymi psychologami są siostra i mąż. Nawet teraz kiedy o
              nich myślę, to jakoś lepiej mi się robi na duszy:)
              • maggie233 nomm.. 28.10.09, 20:41
                Oczywiście, nic na siłę,,,to jedynie moja sugestia,z której nie
                musisz korzystać.
    • mskaiq Re: Jak się leczycie? 28.10.09, 22:32
      tadzionalepa napisal
      >Tak naprawde mysle ze kazdy ma problemy - mysle o tych zdrowych
      >psychicznie - tylko ze sobie lepiej z nimi radza i to jest nasz
      >najwiekszy problem = "brak umiejetnosci radzenia sobie w zyciu,
      >zzawywzone ambicje wzgledem mozliwosci" - to prowadzi do frustracji
      >depresji etc. tym malo pozytywnym ackentem koncze swoj wywod.
      Mysle ze to pozytywny akcent. Ty tez mozesz nauczyc sie lepiej
      radzic ze Swoimi problemami. Popatrz gdzie sa Twoje problemy i
      zastanow sie co mogloby Ci pomoc.
      Ci ktorzy potrafia lepiej radzic sobie z problemami nauczyli sie juz
      tego, Ty mozesz zrobic to samo.
      Dobry psychoterapeta moglby Ci bardzo pomoc. Czasem najlepszym
      psychoterapeuta jaest ktos bliski jak to napisala mm-cc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • evee1 Re: Jak się leczycie? 29.10.09, 00:02
        > Czasem najlepszym psychoterapeuta jaest ktos bliski jak to
        napisala mm-cc.
        Nie zgadzam sie - ktos bliski jest na ogol zaangazowany emocjonalnie
        w Twoje zycie. To znaczy jezeli chodzi tylko o wygadanie sie, to
        moze byc, ale fachowej pomocy taka osoba nie jest raczej w stanie
        udzielic. Taka "bliska" osoba niekoniecznie ma wystarczajaca wiedze
        i nie zawsze potrafi dobrze poprowadzic w poszukiwaniach przyczyn
        depresji czy nerwicy. Niestety "fachowcy" tez (podobno) bywaja rozni
        i czasem trzeba poszukac, zeby trafic na takiego, ktory nam
        odpowiada.

        Ja lecze sie farmakologicznie i psychoterapia. Same leki mi
        pomagaja, sama psychoterapia niestety nie.
    • tenisistka0-4 Re: Jak się leczycie? 28.10.09, 23:36
      Jezeli to nie jest nic powaznego to weż zacznij brać L 72 i
      ew.Pasiiflora.Brała moja siostra i po 7 dniach było duzo lepiej a
      mozna brać długi i jest tani
      • mm-cc Re: Jak się leczycie? 29.10.09, 07:57
        Czasami depresja wynika z sytuacji życiowej i wtedy myślę, że pomoc
        psychologiczna może być potrzebna. Ale akurat u mnie, to raczej
        jakiś inny problem. Dzisiaj zadzwonię do endokrynologa i przebadam
        jeszcze dokładnie tarczycę. W końcu ktoś lub coś musi mi pomóc.
        Trochę wierzę w postęp medycyny i farmacji, natomiast psychologia,
        to takie bardziej wróżenie z fusów, nowoczesna magia. Nie mam do
        tego zaufania.
        • mskaiq Re: Jak się leczycie? 29.10.09, 08:59
          Ostatnio rozmawialem z psychiatra ktory powiedzial ze ludzie ktorzy
          przychodza do szpitala kierowani sa na psychoterapie ale bardzo
          wielu odmawia.
          Zamiast pracy nad soba wybieraja pigulke szczescia tak jak to
          okreslil psychiatra a ktora nie istnieje.
          Aby byc szczesliwym trzeba miec do tego powody, trzeba nauczyc sie
          kontaktow z ludzmi, rozumiec i akceptowac siebie, rozwiazywac
          problemy, itp.
          Jesli chodzi o pomoc bliskiej osoby, to jej cieplo, zrozumienie i
          oparcie jakie moze przynosic jest bezcenne.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • evee1 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 00:16
            > Aby byc szczesliwym trzeba miec do tego powody, trzeba nauczyc sie
            > kontaktow z ludzmi, rozumiec i akceptowac siebie, rozwiazywac
            > problemy, itp.
            > Jesli chodzi o pomoc bliskiej osoby, to jej cieplo, zrozumienie i
            > oparcie jakie moze przynosic jest bezcenne.
            No dobra, a co jak juz ktos to wszystko osiagnal i nadal jest chory?
            • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 00:44
              evee1 napisała:

              > > Aby byc szczesliwym trzeba miec do tego powody, trzeba nauczyc sie
              > > kontaktow z ludzmi, rozumiec i akceptowac siebie, rozwiazywac
              > > problemy, itp.
              > > Jesli chodzi o pomoc bliskiej osoby, to jej cieplo, zrozumienie i
              > > oparcie jakie moze przynosic jest bezcenne.
              > No dobra, a co jak juz ktos to wszystko osiagnal i nadal jest chory?

              O! Wlasnie! To tak jak ja? Super teraz kobitka jestem, pracjue jako nauczycielka
              niemieckiego w renomowanej szkole w Szwajcarii, mam przekochanego meza, z ktorym
              sie wzajemnie wspieramy, jestem mila i lubiana, dowcipna, calkiem dobrze
              wygladam, mam bardzo dobre kontakty z rodzina, sasiadami i kolezankami i
              kolegami w pracy, akceptuje moj wyglad, moja wrazliwosc i moj charakter - to
              graniczy prawie z zarozumialoscia - ale depresje i tak mam. Aha, regularnie
              uprawiam sport i bardzo zdrowo sie odzywiam. No, moze powinnam wiecej spac ;)
              CO WTEDY?
              • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:02
                według teorii mskaiq prawdopodobnie nie istniejesz:)
                • grosik68 Re: Jak się leczycie? 01.11.09, 20:16
                  Sprawdzalam, szczypalam sie i bolalo i meza pytalam, czy na pewno jestem;
                  sprawidzil i powiedzial, ze tak :)
                  • evee1 Re: Jak się leczycie? 24.11.09, 07:12
                    Grosik, ja tez tak mam. Ja nie mam problemow w zyciu i jestem ogolnie bardzo
                    zadowolona z mojego zycia, rodziny, przyjaciol i pracy. I nie to jest powodem
                    mojej nerwicy. Wlasciwie jedynym moim zyciowym problemem jest to, ze mam nerwice
                    o nieznanym podlozu. Sztanca Maska niestety do mnie nijak nie pasuje.
        • nudzesieee Re: Jak się leczycie? 29.10.09, 10:30
          mm-cc napisała:

          > Nie mam do
          > tego zaufania.
          to nawet zdrowe podejście

          nie powinno się mieć pełnego zaufania do czegoś o czym nie ma się pojęcia


          a może zaryzykujesz i poczytasz o tym czym jest psychoterapia?

          "pani domu" i telewizja śniadaniowa to jednak nie jest najlepsze źródło
          pozyskiwania wiedzy, a Twoja, z tego co piszesz, opiera się na stereotypach i
          mitach, które wyrosły wokół psychologii i psychoterapii
    • al_bundy123 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 10:55
      Więc ja się zapytam czy miał ktoś taki zestaw 1x1 Lerivon, 3x3 periazin, 3x1 propranol, 3x1 tegretol, jak długo to przyjmował i jakie były skutki. U mnie to nie pomogło poza tym że sen wydłużył się do minimum 10h praktycznie bo przy krótszym (powiedzmy że mnie ktoś obudził) nie mogłem się zebrać z łóżka. Po odstawieniu powróciły objawy, sen się skrócił , śpię niespokojnie, nie mogę zasnąć, budzę się w środku nocy i nawet wcześniej niż mam budzik nastawiony czyli poniżej 7h snu także widać dużą różnicę. Więc jedyne na co wpłynęło branie tych leków to sen. Poza tym nie zauważyłem żadnych zmian. Trochę mnie to dziwi że tyle leków a czytam tu że niektórzy biorą tylko jeden lek. Czy taki zestaw jest normalny ?? Wiem takie głupie pytanie ale czy to jest norma tyle leków ??
      • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:06
        ja po takim zestawie zasnęłabym na tydzień, o ile nei na zawsze, ale ja
        nadwrażliwa na leki jestem.

        Tak ogólnie to często lekarze zapisują więcej niż jeden lek czyli np
        antydepresant + stabilizator + coś pacyfikującego doraźnie. Czy taki zestaw jest
        dobry dla Ciebie, to nie wiem, jeżeli masz wątpliwości powinieneś obgadać to z
        innym lekarzem. Innego wyjścia nie ma, a po co się niepotrzebnie psychotropami
        ładować, wątroba w końcu wysiądzie i klops.
      • mm-cc do al_bundy123 30.10.09, 19:24
        Przyznam, że Twój zestaw leków zrobił na mnie wrażenie, ale nie
        jestem lekarzem, więc nie mogę się wypowiadać na ten temat.
        Mnie też lekarz przepisał więcej niż jeden lek, ale biorę tylko
        bioxetin. A dostałam: 1x1 bioxetin, 1x1 perazin i 1/2x2 xanax.
        Perazinu się przeraziłam ( bo trzeba brać długo i skołowana po nim
        byłam), a xanax może mnie uzależnić, więc też nie biorę.
        Został bioxetin.
        Nie polecam mojego postępowania, bo lekarzom trzeba wierzyć.
        Gdybym źle się czuła, to wzięłabym wszystko co zalecają.
        Pozdrawiam:)
        • lucyna_n Re: do al_bundy123 30.10.09, 21:59
          a ja polecam Twoje postępowanie bo bardzo roztropnie uczyniłaś zwlaszcza w
          sprawie xanaxu. (czemu oni wciąż wypisują ten drogi xanax, kiedy jego
          odpowiedniki kosztują kilka złotych?)
        • al_bundy123 Re: do al_bundy123 31.10.09, 18:56
          no właśnie mnie taka góra leków przeraziła, zresztą mój żołądek dał szybko o tym znać. Poza tym diagnoza lekarska postanowiona została bardzo szybko. Właściwie to ja powiedziałem psychiatrze wszystko co miałem w głowie. Ona zadała kilka zdawkowych pytań i taka fura leków. W domu się tym nie chwaliłem ponieważ mamy znajomą z tak okropną depresją leczoną szpitalnie, 20 kilka lat i po prostu no ciesze się że naprawdę dużo mi do niej brakuje to boję się że na samo słowo depresja wszyscy by uciekli. Poza tym siostra pielęniarka przestrzegała mnie przed perazinem bo jak to ona powiedziała dostają go w szpitalu starsi ludzie z konkretnymi omamami, i do tego tylko 1 tableteczkę a ja miałem brać 9 dziennie (wime moglby byc inne dawki). Więc dałem sobie spokój w perazinem. Po 4 miesiącach nie zauważyłem poprawy i poza tym wypadła mi wizyta u psychiatry więc skończyłem brać leki. Trochę mi się pogorszyło (ale nie był to aż taki stan który doprowaidzł mnie do psychiatry aczkolwiek jest ciężko i znowu się sen zrobił przerywany)więc będę brał 2 dziennie perazinu bo jak to pani doktor powiedziała kiedyś moge go sobie brać w takich sytuacjach (tzn. doraźnie jako uspokajający ). Narazie więc rezygnuję z psychiatry zresztą nie tak sobie wyobrażałem wizyty u psychiatry no ale czego się można spodziewać po publicznej służbie zdrowia. Narazie głównym problemem jest to że nie rozwiązałem żadnych problemów które mnie wpędziły w taki stan więc tu jest trochę niewesoło. Chociaż nie wiem czy to tak działa ??. Jak będę miał możliwość to pójdę do innego psychiatry i postaram się to jakoś ułożyć od początku. Bo wizyty w stylu co tam u Pana a wszystko dobrze i powtarzamy to jednak nie jet to no chyba ze to tak wygląda ale nie wiem :] Najgorsze w tym wszystkim jest to że ja jestem całkowicie tego świadomy ale nie panuję nad swoimi zachowaniami po prostu nie umiem się skupić nad czymś i nie myśleć o tych złych stronach. I tak przychodzi taki stan i po prostu wracają wszystkie złe myśli i tak w kółko.
          Pozdrawiam i dziękuję że ktoś czyta moje wypociny :] czasami mnie ponosi i pisze że tylko egzystuje zamiast że żyję ale no cóż tak to narazie odbieram może kiedyś się zmieni.
    • mskaiq Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 12:15
      Grosik68 napisala
      >O! Wlasnie! To tak jak ja? Super teraz kobitka jestem, pracjue jako
      >nauczycielka niemieckiego w renomowanej szkole w Szwajcarii, mam
      >przekochanego meza, z ktorym sie wzajemnie wspieramy, jestem mila i
      >lubiana, dowcipna, calkiem dobrze wygladam, mam bardzo dobre
      >kontakty z rodzina, sasiadami i kolezankami i kolegami w pracy,
      >akceptuje moj wyglad, moja wrazliwosc i moj charakter - to
      >graniczy prawie z zarozumialoscia - ale depresje i tak mam. Aha,
      >regularnie uprawiam sport i bardzo zdrowo sie odzywiam. No, moze
      >powinnam wiecej spac ;) CO WTEDY?
      Sa ludzie ktorzy maja wszystko i maja depresje. Mozna nie miec nic i
      nie miec depresji.
      To nie polega na atutach i na tym co sie ma ale na tym jak ktos
      potrafi cieszyc z tego co ma i jak potrafi tego uzywac.
      Bardzo wiele zalezy od reakcji na swiat wokol kazdego z nas. Co on
      oznacza dla nas? Czy budzi radosc, czy niepokoj, czy budzi obojetnosc
      czy milosc.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 12:44
        To nie jest do konca tak. Nie mam wszystkiego, a to co mam to sobie
        wypracowalam, juz w depresji robilam studia, bardzo dlugo szukalam pracy, przez
        rok nie mialam nic - nowy kraj, zero przyjaciol. Bylo ciezko, ale przetrwalam.
        Cenie to, co mam, ciesze sie, gdy cos osiagne. Ale ta radosc jest bardzo krotka,
        to tak jakbym chciala sitem wode czerpac. Tym co mam chetnie dziele sie z
        innymi, mysle ze dobrze zyje, nie jestem zapatrzona w siebie egoistka, staram
        sie byc dobra dla siebie i innych.
        Ale mimo wszystko ciagle mam w sobie ten ciezar, ten bol istnienia. Nie potrafie
        z tego wyjsc.
        • mskaiq Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 12:55
          U mnie ta radosc dotyczy wszystkiego, wystarczy wyjrzec za okno i
          zobaczyc za oknem jesien, usmiechnac sie do mijanego czlowieka.
          Czego dotyczy u Ciebie ten bol istnienia, co go wywoluje ?
          Serdeczne pozdrowienia.
          • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:15
            U mnie nie jest inaczej, ciesza mnie kolorowe liscie, wzrusza mnie mgla,
            usmiecham sie do ludzi, zagadam, pozycze milego dnia, mam to w sobie, chetnie
            przytulilabym moich niektorych slabych uczniow.
            Ale bol jest w srodku, to jest stan staly, ciag ktory potrafi trwac kilka
            tygodni. Czasem jest ok, ale czasem musze sobie przywolywac do swiadomosci, ze
            rzeczywiscie wszystko jest ok, nie jestem nieszczesliwa, tylko mam depresje.
            Ale jak mi sie cos nie powiedzie, to ten bol jest wiekszy i trwa potem dlugo,
            nie potrafie zapomniec niepowodzen. We srode mialam na wieczornym kursie ciezka
            lekcje, nie bylam przygotowana na to, ze uczniowie sie nie przygotowali i nie
            moglam isc dalej z programem, myslalam ze sie zamecze i teraz mecze sie
            zwyczajnie dalej.
            I to nie jest tak, ze sobie nie potrafie tego wybaczyc, bo w sumie to sobie
            dobrze poradzilam. Ale to ciagnie w dol.

            Wiem, ze to zakrecone. I wlasnie to jest to, wszystko (no prawie) jest ok, a
            boli. Ide upieke sernik :)
        • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:09
          jak tak Ciebie czytam rto też dochodzę do wniosku że Ty bez sensu masz te
          depresję, jesteś pewna że to nei anemia?
          • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:26
            na pewno
            • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 13:34
              Ja juz siebie zdefiniowalam jako wyleczona, ale kuleje tak od lat. Jak juz
              pisalam, pare miesiecy kliniki, 7 lat z przerwami leczenia farmakologicznego w
              tym czasie 3,5 roku psychoterapii nie pozostaly bez sladu. Radze sobie, ale jak
              dol zlapie, to tylko swiatlo wylaczyc.
              • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 15:46
                nie, no wierzę że to depresja, ale sama przyznasz że Twój opis jest wręcz
                promienny, wydawałoby się że jesteś ostatnią kandydatką do depresji no nie?
                • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 18:54
                  No wydawaloby sie. Ale jestem tez DDA, mam za soba kilkuletnie, bezowocne
                  leczenie nieplodnosci, i pare innych urozmaicen. Troche sie nazbieralo i nawet
                  jak juz sobie dobrze z zewnetrznym zyciem radze, to ten bol i nastroje, uczucia
                  depresyjne zostaly.
                  • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 19:17
                    Czyli generalnie jednak masz powody i uchwytne przyczyny, jest szansa że
                    uporanie się z pewnymi sprawami i czas w ktorymś momencie pozwolą wyzdrowieć,
                    czego Ci życzę serdecznie.
                    • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 19:51
                      Dzieki stokrotne, bedzie dobrze, musi byc. Wszystko niby przerobione i
                      poukladane, glowa przez mur nie przeleze i przebytego ani niemozliwego nie
                      zmienie. Na dzisiaj i przyszlosc mam jako taki wplyw i doloze wszelkich staran.
                      • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:12
                        masz pozytywne nastawienie i widać że wskrzesalaś w sobei dużo energii i
                        ruszylaś do przodu, dlaczego nie mialoby być dobrze?
                        • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:23
                          No wlasnie, dlaczego? Bo to ciagla walka, kazdy dzien, kazde wstanie z lozka, bo
                          wszystko w srodku polamane i zuzyte? Bo w sumie nie mam sily. Dzialam i to
                          dobrze, ale srodek znam tylko ja. Dziwne to i zakrecone.
                          Dol jakis zlapalam. Wyjde z tego, wiem o tym!
                          Jak to bylo? Yes, you can! :)
                          • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:28
                            No wiesz, czasem też trzeba i popłakać i poużalać sie nad sobą, twardzielstwo
                            nie polega na nieodczuwaniu smutku i niepopadaniu w doły ale na tym że się
                            zbiera te poobijaną dupę i jednak wstaje i idzie i potem jest się zadowolonym że
                            się tego dnia dało radę to czy tamto, że się udało, że dzień nie został zmarnowany.
                            a czasem się nie udaje, wtedy udaje się następnego dnia. jednym skokiem na gorę
                            nei wskoczysz, ale krok po kroku wejdziesz.
    • mskaiq Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 14:12
      Ten bol to wedlug mnie pozostalosc tego przez co przeszlas. On z
      czasem zniknie i nastapi to tym szybciej im mniej bedzie powodow do
      tego aby go tworzyc.
      Napisalas ze uczniowie w szkole sie nie przygotowali i wywolalo to u
      Ciebie tak silna reakcje.
      Mysle ze tutaj jest wlasnie problem, wedlug mnie jest wiele sytuacji
      ktore potrafia wywolac u Ciebie taka reakcje.
      Bierzesz to bardzo personalnie i odnawiasz stare emocjonalne rany.
      Trzeba sie nauczyc dystansu do tego ze ucznowie sie nie przygotowali,
      ze ktos cos zrobil przeciwko mnie, ze masz do czynienia z dzialaniami
      ktore uwazasz za zle. Nie mozna wywolywac uczuc typu krzywda bo sa
      bardzo bolesne i bardzo rania.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 14:27
        "On z czasem zniknie" brzmi bardzo kojaco...
        To rzeczywiscie moj problem, ze biore wszystko osobiscie, tego tez jestem swiadoma.
        Tylko ja tam musialam 2 godziny prowadzic zajecia, na ktore nie bylam
        przgotowana, nie moglam pojsc dalej z programem, ktory przygotowalam, bo
        towarzystwo nie bylo w stanie, a ja ich nie chcialam zasypac nowym materialem,
        gdy sobie ze starym nie radzili.
        Byc moze gdybym miala ta moja stara lekkosc, to skwitowalabym to jakims dowcipem
        i robila swoje.
        Ale jednak powinnam inaczej na to popatrzec, bo przeciez juz moge stanac przed
        grupa ludzi i ich cos uczyc, gdy jeszcze 7 temu nie byam w stanie przeprowadzic
        rozmowy telefoniczniej, juz nie mowiac o przeczytaniu strony czy o metodycznym
        przygotowaniu zajec.
        ZDROWA JESTEM! KONIEC MARUDZENIA! IDE W KONCU ROBIC TEN SERNIK :)
        • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 15:48
          jak się nie nauczyli ich problem, ja bym zrobila to co zaplanowałam, i to w
          ostrym tempie żeby się trochę wystraszyli i nabrali pokory:)
          • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 18:59
            Ja oczywiscie winy szukalam w sobie, probowalam naprawiac i byc mila. Do tego
            polityka szkoly jest taka, ze program jest dla uczniow (placacych klientow), a
            nie oni dla programu. A ze dopiero w tym miesiacu zaczelam, to jak bede wredna i
            bezwzgledna to wylece z hukiem.
            Do tego az taka super woman to nie jestem, daje sobie rade, ale kuleje w tym
            wszystkim.
            • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 19:18
              od dawna uczysz?
              • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 19:38
                No wlasnie nie, udzielalam korepetycji z jezyka w czasie studiow i uczylam pol
                roku w szkole, w ktorej sama robilam dyplom tlumacza. Brak doswiadczenia i
                niepewnosc robia swoje :(
                • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:20
                  podejdź do tego ze spokojem, z czasem już takie sytuacje nie będą Cię wytrącały
                  z rownowagi, póki co to dobrze o Tobie świadczy że się tak przejęłaś, ale
                  podstawowa zasada jaką wbito mi do glowy na metodyce, ktora mi sie sprawdzała
                  jak niegdyś uczyłam to taka że na początku nie można być za dobrym, potem już
                  można trochę odpuścić i jest się najlepszą nauczycielką, ale na początku ordnung
                  must sein czy jak to się tam pisze. Muszą poczuć że jesteś serio i trzymasz się
                  zasad, i nieważne płacą czy nie płacą, przyszli po to żeby się uczyć, no to
                  proszę bardzo niech się uczą:) partnerskie uklady z uczniami to można wdrożyć
                  po jakimś czasie kiedy się człowiek ugruntuje i uczniowie przywykną reguł, bo
                  tak na dzień dobry to to się sprawdza tylko w amerykanckich filmach. Tak więc z
                  sympatią acz stanowczo i zobaczysz, pójdą jak te owieczki:)
                  • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:39
                    Dzieki wielkie!!! A pisze sie: Ordnung muss sein :)
                    Sprobuje zastosowac i zobacze, co bedzie.
    • mskaiq Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:15
      Nie mozna byc wrednym bo wtedy i uczniowie stana sie wredni i wtedy
      ich zachowanie moze sie okazac nie do zniesienia dla Ciebie. Nie
      mysl rowniez w kategoriach ze wylecisz z hukiem bo to tez nie jest
      prawda a wywoluje w Tobie wiele stresu.
      Mysle ze w tej chwili to taki okres konfrontacji z nauczycielem i
      mozesz go wygrac. Ono nie bierze sie na tym etapie ze zlosci do
      Ciebie bo tej nie maja jeszcze, bardziej z niepokoju i obawy przed
      Toba.
      Podstawa jest nie reagowanie na prowokacje. Kiedy nikt nie odrobil
      lekcji, to mozesz spokojnie rozpoczac nowa lekcje a jesli to nie ma
      sensu to odrob zalegla razem z nimi.
      Najwazniejsze zeby nie bylo widac po Tobie stresu, abys umiala sie
      usmiechac i zartowac z nimi a jest to mozliwe tylko kiedy nie
      bedziesz brala ich dzialan personalnie do siebie, nie bedziesz
      widziala w nich wroga.
      Ja kiedys, zaraz po studiach uczylem, i przez dluzszy czas na
      studiach utrzymywalem sie z korepetycji.
      Nie mialem problemow z uczeniem ale tak jakos sie dzialo ze zawsze
      bylem z klasa a nie przeciwko niej i to wedlug mnie jest
      najwazniejsze.
      Mysle rowniez ze warto poczytac o uczeniu, jak dzialac w trudnych
      momentach jak sobie radzic w takich problemach jak opisujesz.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:25
        Co innego korepetycje a co innego lekcje z całą klasą czy większą grupą.
        guzik sie znasz na metodyce nauczania
        wrednym nie wolno być, trzeba być sprawiedliwym acz stanowczym i trzymać się
        ustalonych reguł inaczej jest to męka dla nauczyciela a dla uczniow strata
        czasu. Z postaw uległych i nie reagowania w odpowiedni sposób na zachowanie
        uczniów to potem się biorą kosze na głowie.
        Grosik wogóle nie pisała że wzięła coś personalnie do siebie, stwierdziła
        jedynie fakt że uczniowie byli nieprzygotowani i przez to rozwalil sie
        przygotowany plan lekcji i czuła się niekomfortowo w tej wielkiej improwizacji.
        Co jest zresztą całkowicie zrozumiałe.
      • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:35
        Dzieki! Wiesz co? Dokladnie tak zrobilam; usmiechalam sie, tlumaczylam, bylam
        mila i dowcipna. Ja z natury i charakteru jestem mila i lagodna, wredna byc nie
        potrafie (tez chyba dlatego, ze sie boje :) Powtarzalam z nimi, robilismy domowe
        zadania, tlumaczylam i na koniec zrobilam powtorke z juz znanych rzeczy.
        Ale to byla improwizacja, ja nie naleze do spontanicznych, nie lubie
        niespodzianek i improwizacji. Te dwie godziny wyssaly ze mnie energie i sily.
        A metodycznie sie rzeczywiscie troche douczam i bedzie dobrze, oni moze nawet
        nie zauwazyli mojego stresu.

        Mskaiq, zauwazyles, ze juz w kilku postach (nie tylko tych do mnie) podchodzisz
        do ludzi osobiscie, tak do ich specjalnych problemow i ze fajnie to dziala? (to
        byl szczery wyraz uznania)
        • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:37
          jak dłużej go poczytasz to zobaczysz że wygrał osobiście nawet z depresją
          poporodową:)
          • grosik68 Re: Jak się leczycie? 30.10.09, 20:41
            Ale z czyms z pewnoscia wygral, inaczej by sie na takie forum nie wybieral.
    • roberciak3456 Re: Jak się leczycie? 21.11.09, 18:10
      mrfire.pl/sekret-polskie-napisy-pelna-wersja/ - jak obejrzysz to
      napisz ;] - robo1994-12@o2.pl
    • edytunia86 Re: Jak się leczycie? 23.11.09, 22:52
      Ja chyba także od jutra dam sobie spokój z psychiatrą , bo również
      leki nawet w ciągu 2 miesięcy brania różnych leków nic nie pomogły
      • vento_p Re: Jak się leczycie? 24.11.09, 09:55
        no to teraz ja. Od 19 lat praca b. wymagająca - kontkat z ludźmi non stop,
        stres, szalone wymagania. Dom - dzieci , mąż alko. Dorażnie brany coaxil,
        prozac. Kilka dni wolnego w hotelu żeby odpocząć.
        I nagle dół, zjazd w ciemność. Myśli i zamiary samobójcze, autoagresja i
        agresja.JA jako człowiek nie istnieję. Nie pamiętam nic z życia, kiedy było
        lepiej. Nie pamiętam , kiedy się śmiałam, kupiłam sobie coś dla przyjemności.
        Chyba kiedyś tak było... Brak okresu, nadciśnienie, niedoczynnośc tarczycy to
        dodatki do mojej depresji. Po lekach obojętność, nie chęć do życia ale
        obojętność, którą uważam za sukces. Terapia - efekt taki sobie, to inna osoba
        chodzi tam i mówi, ja ją obserwuję, gdzieś z czeluści moejej obojetności .
        Leczenie trwa 4 m-ce a ja na razie nie myślę o śmierci ale gdyby przyszła nie
        broniłabym się
        • lucyna_n Re: Jak się leczycie? 24.11.09, 14:19
          4 miesiące to cholernei mało, daj sobie wiecej czasu. Dużo więcej.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka