blackamber
31.10.09, 18:49
Jakieś dwa lata temu tu zaglądałam, nawet poznałam kogoś z kim świetnie mi się
rozmawiało i jego słowa były wielką otuchą. Dziś znów jestem w strasznym
stanie, chyba nawet gorszym niż wtedy.Tak bardzo staram się w życiu o
znalezienie miejsca i nic.zawsze odchodzę z kwitkiem. Czasem mam wrażenie
jakby wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie.Brałam leki i nosiłam na gębie
sztucznego banana :/Owszem, tabletki dawały mi siłę żeby iść do przodu i nie
łamać się, ale nie są one tak cudownym wynalazkiem, który naprawiłby nie tylko
mnie.Miałam pracę, nie mam pracy i jak na złość znaleźć nie mogę. Człowiek,
któremu zaufałam i właściwie banalnie to zabrzmi, ale oddałam serce, po prostu
totalnie mnie zrównał z ziemią. To chyba boli mnie w obecnej sytuacji
najbardziej.Nie mam sił i ochoty podnosić się kolejny raz, żreć dalej prochów
i udawać że dam radę odmienić to parszywe życie.Nawet z przyjaciółką już
pogadać nie mogę, bo widzi tylko swoje sprawy. Nie mam nikogo komu mogłabym
się tak po prostu wyżalić i żeby zrozumiał, a nie truł, że wszystko będzie
dobrze, bo zbyt często słyszałam te słowa od samej siebie i już w nie nie
wierzę, tak często przegrywałam...Mogłabym to zakończyć ale panicznie boję się
śmierci.Tkwię w jakimś piekle.Ból jest nie do zniesienia;(