s1ood3mk4
05.11.09, 00:26
Witam serdecznie!
Będę naprawdę bardzo wdzięczny jeśli ktoś zechce to przeczytać, zrozumieć mnie
i pomóc.
Mam już dość siebie i własnego gó...anego życia. Mam 21 lat, a czuję, że nic
nie osiągnąłem, że jestem jakimś idiotą bez ambicji. Dawno temu straciłem
wiarę w marzenia, Po tym jak zostawiła mnie dziewczyna 2 lata temu
postanowiłem nic nie planować, bo to i tak nie ma sensu-zawsze znajdzie się
ktoś kto to zniszczy. a w dodatku i tak nie jestem pewny co chcę w życiu
robić. Ale po kolei.
1. W podstawówce z kolegami było raz oka raz gorzej. Byłem przezywany -
ignorowałem to, bo nie lubiłem się bić. dokuczali mi koledzy, śmiali się ze
mnie, jeden kradł i rower i koledzy mieli z tego zabawę, bo on się na nim
wygłupiał i np wyrzucał mi go w krzaki, musiałem go wyciągać i to było
śmieszne dla nich. Skargi nic nie pomagały. Mój ojciec zmarł gdy miałem 3,5
roku także nikt nie wstawiał się za mną i nie rozumiał po męsku. Nikt nie
nauczył "męskiego" życia. Do dziś tęsknie za ojcem i nie potrafię zrozumieć
jak mógł umrzeć kiedy był mi tak bardzo potrzebny do życiowego startu. Jakoś
przeżyłem podstawówkę raz z tym raz z tamtym kolegą trzymając się. Oglądając
serial komediowy dla dzieci (bodajże "Tacker Becky i inni")postanowiłem, że
będę zabawny jak główny bohater. Będę rozbawiał ludzi, starał się wymyślić coś
zabawnego, bo sam też lubię się śmiać. Jakoś przeżyłem podstawówkę. Ale nie
ufałem już ludziom. W międzyczasie bracia cioteczni parę razy oszukali mnie na
kasę. Sprzedawali mi coś po zawyżonej cenie, czego później żałowałem.
Pomyślałem, że skoro nawet rodzina potrafi tak oszukać to co dopiero ktoś
znajomy.. Kiedy grupa z klasy przyszła do mojego domu przygotowywać scenkę na
historię, a później we własnym gronie beze mnie ustaliła, że zrobią coś
innego(co okazało się całkowitą klapą)miałem żal, że zaufałem ludziom, a oni i
tak mieli mnie gdzieś. Wiem - ludzie nie są zawsze ok i trzeba się nimi nie
przejmować, ale widocznie nie umiem sobie z tym radzić.
2. W gimnazjum poznałem kolegę z którym złapałem dobry kontakt. Obaj lubiliśmy
się zgrywać i śmiać. To nas połączyło, siedzieliśmy razem, spędzaliśmy dużo
czasu razem. Później jemu spodobała się pewna dziewczyna.. której ja się
spodobałem. To był chyba początek końca naszej przyjaźni. Ja zacząłem spędzać
czas z tą dziewczyną, kolega zaczął spotykać się z innym kolegą z naszej
klasy, do dziś są bardzo zżyci, grają razem w piłkę w jednej drużynie. Myślę,
że on do dziś ma żal do mnie o tamtą dziewczynę, albo tylko sam sobie taką
historię zmyślam. Byłem z tą dziewczyną 3.5 roku.
3. W tym czasie poszedłem do technikum, które było blisko gimnazjum mojej
dziewczyny - chciałem się z nią widywać po szkole po prostu. Ponieważ jej
ojciec był nastawiony anty do wszystkich chłopaków. Chciał widocznie ochronić
córeczkę przed złem całego świata. To śmieszne, bo byliśmy tak długo razem, a
ja nawet nie byłem u niej w domu i nie poznałem jej ojca.. Oczywiście
składałem papiery do innego technikum w innym mieście, ale znów zwyciężyło we
mnie poświecenie dla innych niż własne plany. W technikum siedziałem z kolegą,
z którym znaliśmy się od podstawówki. Mieliśmy dobry kontakt, ale z czasem on
złapał lepszy kontakt z innym kolegą, który zajął moje miejsce. NIe wiem -
zrażam ludzi do siebie? Widocznie tamten był bardziej śmieszny. Brali go na
imprezy, wygłupiali się, a o mnie mieli opinię, że wolę siedzieć w domu i grać
na komputerze i się uczyć(przecież jedno wyklucza drugie). Wszyscy mieli mnie
za kujona, który nie ucieka z lekcji itd podczas gdy ja np wolałem zostać po
lekcjach i poczekać aż moja dziewczyna skończy swoje zajęcia i będziemy mieli
okazję się spotkać. W weekendy nie mogliśmy. W 3ej klasie moja dziewczyna
chciała iść na ognisko swojej klasy. Mi się nie chciało, ale skoro tak rzadko
wychodziła z domu zgodziłem się, aby poszła sama. Tam pocałowała się z kolegą
z klasy. Mój świat się załamał. Wraz z nim zaufanie do ludzi. Rozstaliśmy się
chociaż to było trudne. Ona nie mogła się zdecydować czy chce być ze mną czy z
tym kolegą. Miałem naprawdę ciężki okres może 2 miesięcy. Próbowaliśmy do
siebie wrócić. W międzyczasie ten jej kolega groził mi pobiciem, ja głupi się
bałem, bo jesteśmy z jednej miejscowości, nagadałem na niego dla jednej
dziewczyny, ta mu przekazała i miałem przerąbane. Później inna
koleżanka-dwulicowa nagadała innemu, że go obgaduję. Ten był tym razem
koksiarzem, a że ja nie lubię przemocy nie chciałem się z nim bić i w ten
sposób udowadniać coś - nawet gdybym go pobił to miał znajomości takie, że
przyjechałoby 15 i by mnie pobili w akcie zemsty. Wolałem publicznie dostać z
otwartej niż mieć później mieć przerąbane. I cały czas bałem się chodzić do
szkoły, w oczach innych byłem słabeuszem i frajerem - bo unikałem przemocy?
Kiedy w grudniu ostatecznie rozstałem się z tą dziewczyną postanowiłem, że
skończę szkołę i nigdy nie będę musiał oglądać tych ludzi. Do dziś mam tylko
jakiś lęk, że ktoś mi coś chce zrobić - pobić, wyśmiać czy coś kiedy wychodzę
na miasto.
4. W czasie kiedy było ze mną źle po pierwszym rozstaniu z dziewczyną poznałem
pewną koleżankę. Mieliśmy od początku super kontakt, pisaliśmy do późna w
nocy, śmialiśmy się i żartowaliśmy. Z czasem ona zakochała się we mnie, ja
postanowiłem być z nią i z czasem też się zakochałem. Poszliśmy razem na
studia. I to było chyba coś co nas pogrążyło. Minęły prawie 2 lata jak
jesteśmy razem, ona mnie zostawiła 2 tyg temu. Zaczęliśmy się kłócić coraz
częściej. Nie, żeby o jakieś ważne rzeczy, ale wręcz o błahostki. Nie podobało
mi się to, że była taka szczera z ludźmi(potrafiła powiedzieć coś co ktoś może
przeciwko niej wykorzystać, dlatego też 3 razy w życiu ukradziono jej telefon,
poprzedni chłopak prawie ją zgwałcił). Chciałem jej tego oszczędzić, nie wiem
- zapobiec, nauczyć, żeby była ok z ludźmi, ale w pewnych granicach, bo znów
się przejedzie. Na początku studiów byłem zazdrosny o kolegę, z którym złapała
bardzo dobry kontakt. Lubiłem tego kolegę, jest bardzo mądry i go cenię. On
chciał się jej zwierzać, a ona miała z kim pogadać i lubiła wysłuchać.
Nauczyłem się przestać być zazdrosnym po to, aby było dobrze. I Wy też nie
myślcie, że to jakiś kolega, który chciał mi ją odbić. Później zresztą okazało
się, że jest gay'em zazdrość przeszła już w ogóle.
4. Ta dziewczyna zarzuca mi, że nie mam przyjaciół, że mamy tylko wspólnych
znajomych, bo ona poznała mnie ze swoimi znajomymi. A marzyła, że kiedyś ja ją
zapoznam ze swoimi znajomymi tak jak ona zapoznała mnie ze swoimi, że pozna
moje życie. A tym czasem okazało się, że nie mam planów, ambicji ani
znajomych. Nigdzie jej nie zabieram, nie mam auta, nie szukam pracy na wakacje
i utrzymuje mnie tylko matka(po 60tce). Fakt to nie za fajne, ale też nie
takie proste. Czasem wsydzę się powiedzieć do sąsiada "dzień dobry" a co
dopiero szukać pracy, nie wiem jak niektóre rzeczy się robi, matka mi nie
pokazała. Zawsze narzekała jeśli miałem jakieś jedynki w szkole, mimo, że
miałem więcej dobrych ocen. Nie chwaliła mnie to i uznałem, że po co mam się
starać skoro i tak zawsze będzie widziała te gorsze oceny. Rzadko wyraża
uczucia, jeśli nie pójdę do kościoła potrafi mi wypomnieć cokolwiek z życia i
każe wynosić z domu, A do religii nie można zmusić przecież. Dlatego też ją
oszukiwałem często i nie rozmawiałem nigdy o tym co czuję w środku. O tym, że
miałem dziewczynę 3,5 roku wiedziała od znajomych nie ode mnie. ale wracając
do tego dlaczego ja nie mam znajomych w swojej małej miejscowości. Każdy tu
każdego zna i ulubione zajęcie to "gadam dobrze z Tobą i obgadujemy np Janka,
ale jak przyjdzie do mnie Janek to obgadujemy Ciebie". Zatem z nikim nie byłem
otwarty i nikomu nie dałem się poznać. Zawsze wstydziłem się matki, która
traktowała mnie jak dziecko i nie ufała mi, bo parę razy ją oszukałem. Do dziś
jeśli gdy plan jakoś zmieni się - w trakcie coś innego postanowię to ona
myśli, że pewnie tak już dawn