Historia jednej przypadlosci...

30.11.09, 16:50
Siedzę w domu...
Myślę.
Wszystko zaczęło się u mnie jakieś 8 lat temu (Boże,to już osiem lat!!!)
Musiałem odejść od żony, bo nie mogłem i nie chciałem jej oszukiwać.
Miałem wielkie wątpliwości odnośnie mojej seksualności. (Dziś z akceptacją siebie jako osobę homoseksualną nie mam żadnego problemu).
Od tego czasu zaczęła sie w moim życiu gehenna...
Mój stan psychiczny uległ totalnie uległ degradacji.
Nie mogłem sobie wybaczyć, nie mogłem zrozumieć...Ona też nie mogła.
Kiedy odchodziłem od niej, czułem się chyba tak, jak mogli czuć się Zydzi siłą wyciągani ze swoich domów i rozłączani od swoich rodzin. W dodatku świadomi, ze nie ma powrotu...

Dziś już minęło od tamtego czasu ponad 7 lat. Zaraz bedzie 2010 i to już będzie 8 lat.
Osiem lat, jak nie potrafię się w sobie zebrać się, otrząsnąć...
Osiem lat, jak nie potrafię cieszyć się życiem.
Kilka miesięcy temu , czytając pamiętnik zdałem sobie sprawę, że od tamtego czasu połknąłem już kilka tysięcy pastylek (antydepresantów). Przeraziłem się, bowiem zdałem sobie sprawę,że ten stan trwa i trwa... i niszczy moje życie.
Ze stracilem przyjaciół. Bo albo nie miałem sił na utrzymywanie kontaktu i świadomie zawieszałem znajomości, (nie chcąc być dla nikogo ciężarem, ciągle smutnym i pesymistycznym).
Niektórzy sami odeszli, mimo że tak bardzo na nich mi zależało. Pewnie po części dlatego, że nie potrafiłem, za ich „cennymi poradami” wziąć się w garść. No i im było za ciężko także. Mieli swoje problemy, swoje troski pewnie...
( Dziś już wiem, że pomimo faktu,iż czyta się tudzież wie się coś o depresji, to mimo tego wiele osób nie rozumie jej tak naprawdę). Nie rozumieją, że próbowałem wszystkiego.
Ostatnio osłyszałem, że to ja kieruję swoim życiem i że ode mnie zależy, czy jutro będę miał depresję czy też nie. ( to od gorącej wyznawczyni NLP, której doświadczyłem także, a którą to uważam za oszukańczą i zwodniczą w przypadku próby wyjścia z depresji z dnia na dzień...).

Przez te osiem lat moi przyjaciele osiągnęli coś, rozwinęli się, pozakładali rodziny itd. Przynajmniej trochę, jak nie zawodowo, to w życiu prywatnym...
A ja ? Straciłem jedną pracę, z której dosłownie uciekłem po pierwszym dniu (dobra praca a przynajmniej z perspektywami na rozwój).
Straciłem inną pracę, bo nie dałem rady udźwignąć wyzwania finansowego ( praca w szkole za 800zł netto w wielkim mieście).
Pomimo dwóch kierunków wykonuję pracę, której nikt nie chce robić.
Mieszkam w UK, bez żadnej rodziny, sam. Jak pustelnik.
Nikt do mnie nie dzwoni, większość ważnych osób odeszła. (Również z mojej winy. Wstyd mi byłoby przed nimi, gdyby zapytali co robię...)

Od roku prawie chodzę (czy robię) psychoterapię, z której nie do końca jestem dziś zadowolony.
Nie potrafię dziś już nawet zawalczyć o małą rzecz.

W zamian kolejne tony leków, samotność i totalny brak chęci do czegokolwiek. I ucieczka w świat książek, by nie myśleć o swoim stanie, by uderwać sie, by nie zwariować.
Nawet nie potrafię znaleźć sobie partnera. ( Faceta). Taki ze mnie nieudacznik.

Idą święta a ja uciekłem przed nimi do pracy, by rodzina nie widziała co się ze mną dzieje...
Ostatnio mam w głowie myśli o przygotowaniu sobie pogrzebu. Sprawdzałem koszty spalenia zwłok, w głowie mam piosenki, które chciałbym, aby zostały puszczone ...
Nawet chyba mam w głowie zaproszenia za ową „imprezę”.

Piszę nie dlatego, by prosić o pomoc. Piszę, by się podzielić swoim doświadczeniem.
By pokazać, że depresja w moim przypadku już wyrządziła tyle szkód, tyle złego, że żaden czas już tego nie jest w stanie odkręcić.
Depresja dla mnie to tak jakbym był chory na raka. Raka duszy.
I nie wiem, czy wygram walkę, czy przegram. Póki co przegrywam.

No i moj nick. Jedyna pozostalosc po tamtych czasach...
    • berta-live Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 17:09
      Najwyraźniej jesteś źle leczony. Nic nie pomoże nawet tona leków, jak jest źle dobrana. Poszukaj jakiegoś sprawdzonego lekarza, najlepiej z polecenia.
      I nie sądzę, żeby Twoja orientacja miała coś wspólnego z chorobą. A jak się nudzisz i chcesz z kimś pogadać to spróbuj np tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/f,11207,S_lon_Odrzuconych_O_.html
      • stichdzonas Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 17:46
        Też jestem homoseksualistą, też mam problemy z depresją i dziś wielkiego doła :(. Trzymaj się, głowa do góry, ale absolutnie nie zmuszaj do wyczynów nad miarę swoich możliwości, nikomu nic się nie stanie jak jeden dzień przeleżysz w łóżku. To przez nasze pier***one społeczeństwo które za nic ma sobie takich ludzi. Nic nie zrobiłem, nie pije, nie rozbijam rodzin, nie zabijam ludzi a mimo wszystko czuje się jak największe gó... na świecie. Musisz znaleźć grono ludzi, którzy obdarzą cię akceptacją, może osobę, którą będziesz kochał. Po mimo depresji nie poddawaj się, jeśli to jest warte to przetrwa. Znajdź sobie odpowiednie tabletki i spróbuj pokochać życie, ludzi, a przede wszystkim siebie, myślę, że jak jesteś dobrym człowiekiem, natrafisz na dobrych ludzi. Zamiast złości i smutku w depresji, przytul się czasami do kogoś, to na prawdę pomaga. Dużo czekolady, bananów, odpoczynku, przyjaciół, ulubionej muzyki, pomóż sobie... trzymam za ciebie kciuki, no i oczywiście za twojego lekarza. :] Spraw aby twoje łapy czyniły więcej dobrego niż złego, trzymaj się.
        • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 18:07
          stichdzonas napisał:
          > Musisz znaleźć grono ludzi, któr
          > zy obdarzą cię akceptacją, może osobę, którą będziesz kochał

          Jak on ma poszukać nowych zmnajomości jak on nie potrafil w tym stanie poddtrzymać starych??? Znajomi mu ludzie chcieli się z nim spotykać, a on nie był w stanie więc będzie wstanie szukać nowych??? To zupełnie nierealne, do tego trzeba jako tako się czuć!!!

          > Dużo czekolady,
          > bananów, odpoczynku, przyjaciół, ulubionej muzyki, pomóż sobie...

          To trochę tak jakby leczyć nowotwór wywarem z koperku.....

    • elzbieta007 Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 18:03
      > By pokazać, że depresja w moim przypadku już wyrządziła tyle
      >szkód, tyle złego, że żaden czas już tego nie jest w stanie
      >odkręcić.
      Wręcz przeciwnie. Depresja pozwoliła Ci na przeżycie tych lat. Gdyby nie ona,
      gdybyś musiał się bez żadnego usprawiedliwienia skonfrontować z rzeczywistością
      - zabiłaby Cię ona. A tak, w półśnie, obojętności, mając usprawiedliwienie -
      żyjesz.

      >d roku prawie chodzę (czy robię) psychoterapię, z której nie
      >do końca jestem dziś zadowolony.
      Robisz wszystko, żeby ta terapia była nieskuteczna. Ale też masz poczucie, że
      usiłujesz. Się wyleczyć, poprawić, usprawnić.

      Albo się otrząśniesz z marazmu, albo polegniesz.

      > Ostatnio osłyszałem, że to ja kieruję swoim życiem i że ode
      > mnie zależy, czy jutro będę miał depresję czy też nie. ( to
      > od gorącej wyznawczyni NLP, której doświadczyłem także, a
      > którą to uważam za oszukańczą i zwodniczą w przypadku próby
      > wyjścia z depresji z dnia na dzień...).
      Masz rację, NLP to oszustwo. Ale prawdą jest, że Ty kierujesz swoim życiem.
      • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 18:24
        elzbieta007 napisała:

        >Robisz wszystko, żeby ta terapia była nieskuteczna. Ale też masz >poczucie, że
        >usiłujesz. Się wyleczyć, poprawić, usprawnić.

        A to ciekawe, skąd ten wniosek - jak psychoterapia nieskuteczna to napewno winny jest sam chory! Jakiś dogmat czy co? Nie masz żadnych podstaw, żeby tak pisać!!


        krzywdzisz człowieka bo jest kilka innych przyczyn powodujących, że psychoterapia jest nieskuteczna a Ty nie mając żadnych podstaw by twierdzic to co twierdzisz.

        Jestem autentycznie oburzona tym co napisałaś!!!

        Ciekawe, iście filozoficzne stwierdzenie - przecież to to samo jakby powiedzieć "albo wyzdrowiejesz albo będziesz chory", świetne i odkrywcze !!

        > Depresja pozwoliła Ci na przeżycie tych lat. Gdyby nie ona,
        > gdybyś musiał się bez żadnego usprawiedliwienia skonfrontować z rzeczywistością
        > - zabiłaby Cię ona. A tak, w półśnie, obojętności, mając usprawiedliwienie -
        > żyjesz.

        Skąd wiesz, że tak jest??? A może on jest własnie bardziej godny szacunku niż większość ludzi??? I zasługuje na uznanie, że przeżył, borykając się z depresją 7 lat?

        - zapewniam Cię, że życie z ciężką i przewlekłą depresją wymaga dużo, dużo więcej odwagi i woli walki niż to co nazywasz "konfrontacją z rzeczywistością".

        Skąd Ty w ogóle bierzesz takie poglądy??? Sama wymyślasz, czy gdzieś przeczytałaś???

        > Masz rację, NLP to oszustwo.

        Tu się akurat zgadzam.


        > Ale prawdą jest, że Ty kierujesz swoim życiem.

        a i tu już niekoniecznie - ludziom zdarzają się rzeczy na jakie nie mają wpływu (np. nowotwór), na zapadnięcie czy wyjście z depresji ma się jakiś wpływ ale może być on ograniczony lub wręcz zredukowany do zera (szczególnie jeżeli tkwi się już w depresji, która trwa już tyle lat).



      • lucyna_n Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 20:11
        wiesz co elka, no już naprawdę ręce opadają jak się czyta te bzdury
        nie chce mi się nawet komentować, zresztą Awanturak już dość celnie wszystko ujęła.
        Tylko nei ciągnij biedaka na ten swój zlid czasem.
        • elzbieta007 Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 21:47
          > wiesz co elka, no już naprawdę ręce opadają jak się czyta te bzdury

          Szkoda, że tak rozumiesz to, co napisałam.

          Jeśli człowiek ma w sobie dramatyczny, nierozwiązywalny konflikt, a w każdym
          razie tak go odczuwa - ucieka od niego. W nerwicę, w depresję... W chorobę, bo
          ta daje poczucie zewnętrzności przyczyn. W gigantyczne cierpienie, ale i tak
          mniejsze niż to, które przeczuwa że będzie miało miejsce w efekcie konfrontacji
          ze swoimi konfliktami.

          Tak widzę przyczynę depresji smutnybelga. Jasne, że możesz się nie zgodzić z
          moją oceną. Najważniejsze jest to, co z dyskusji na forum wyniesie autor posta.

          Nie zamierzam autora ciągnąć nigdzie. Wystarczy, jak pomyśli.
          • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 22:49
            Autor owego posta mysli juz od 7 lat. Przeczytal dziesiatki stron o depresji, o
            homoseksualizmie... Rozmawial z wieloma madrymi osobami...
            Zastanawial sie swiadomie i chyba podswiadomie takze.

            I wie, ze nie za wiele rozumie.

            Nie sprowadzajcie prosze mojej depresji do owego, jakze nosnego i tutaj watku.

            Moja depresja wynika z wielu, bardzo wielu rzeczy, ktore daly znac, w momencie,
            w ktorym pojawil sie wiekszy problem. Iaki wybuch wulkanu, ktorego erupcja trwa
            do dzis i nie wiadomo, co dalej moze sie przydazyc.
      • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 17:39


        Nie odpisywalem na ow komentarz od elzbiety007, bo rozmyslalem.
        Ja, w przeciwienstwie do Ciebie, nie widze tylko rzeczy w czarno lub bialych
        barwach.
        Twoje niektore uwagi sa conajmniej dyskusyjne.
        Ale dziekuje i za nie.
    • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 30.11.09, 18:48
      Przeczytałam z uwagą Twój post.

      Na pewno rozstanie z żoną było ciężkim, traumatycznym przeżyciem i pewno to to wyzwoliło depresję (sam to pewnie przeczuwasz skoro o tym piszesz).

      Problem w tym, ze depresja najwyraźniej uległa "uendogennieniu", ze tak się wyrażę, czyli w tej chwili żyje swoim własnym życiem, niezależnie od tego co dzieje się w Twoim zyciu.

      Takie depresje z trudem albo w ogóle nie poddają się psychoterapii bo nawet jak już sobie pewne rzeczy poskładasz to nie jesteś i tak w stanie z depresji się podnieść.

      Jednym słowem - nie jest dobrze. Tym bardziej, że to co opisujesz to początek myśli samobójczych....

      W tym wypadku (to znaczy Twoim) stawiałabym na leki. Piszesz, że zjadłeś ich tony i nie pomagają. Jeżeli jesteś pewny, że Twój lekarz jest kompetentny i leczy Cię zgodnie z kanonami sztuki a nie ma poprawy to zastanów się (to nie będzie żart, piszę poważnie!) nad elektrowstrząsami.

      Elektrowstrząsy wyciągnęły mnie z trwającej 5 lat lekoopornej depresji i bardzo żałuję, że się na nie prędzej nie zdecydowałam.
      Z tym, ze ze mną było pewnie gorzej bo nie mogłam pracować, a Ty możesz.


      Ale fakt, że pojawiły się takie myśli krążące wokół śmierci
      (będące zapowiedzią myśli samobójczych) wskazuje na to, że sytuacja jest bardzo poważna. I myślę, że dojrzała do tego rodzaju terapii. jeżeli jest rzeczywiście tak jak piszesz to jak najbardziej do terapii elekrowstrząsowej się kwalifikujesz(wieloletnie, lekooporna depresja).

      Tak widzę tę sprawę.

      O straconych latach nie myśl. Przejdzie depresja to wprawdzie pewnie nie nadrobisz strat, ale będziesz mógł wieść satysfakcjonujące życie (pod warunkiem, że nie będziesz rozważał tego co straciłeś tylko patrzył do przodu - ale to, gdy już wyjdziesz z depresji przy pewnej pracy nad sobą powinno się udać).



      I nie porównuj się z innymi ludźmi - być może o wiele więcej znaczy to, że mimo depresji zyjesz i walczysz (na ile Ci depresja pozwala)niż wszystkie osiągnięcia innych razem wzięte).

      • pavlo_111 Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 10:52
        a ja też jestem homo i sobie z tym nie radzę i też mam straszne doły kiedyś
        (2lata) temu to latałem oszalały dyskoteki towarzystwo ale teraz widzę że to
        bagno znajomi byli tylko do piwa i jak coś potrzebowali, czuje się bardzo nie
        szczęślwiy ..świat homo nie jest taki jak na pradach to jest polityczny motłoch
        co zbija kapitał polityczny nikomu nie życze wejść w to towarzysto geje potrafią
        tylko zdradzać i zmieniać kolesi jak rękawiczki ... nie potrafią być wierni są
        infatylni takie "piotrusie pany" zero odpowiedzialności ... ja tak nie chcę żyć
        :( ten ciągły wyścig szczurów.... eh:( ciągle o tym myśle rano wstać dla mnie to
        maskra jeszcze jak się kogo straciło ... bo poprostu się znudziło i się miała
        ciągoty na innych kolesi ...zero wiernosci zero szacuny bagno...
        • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 11:10
          Niestety o tym aspekcie subkultury gejowskiej się nie mówi. Może dlatego, że póki co trzeba dbać o społeczną tolerancję dla homoseksualizmu a to utrudniło by to zadanie, więc się to środowisko wybiela... Nie wiem...

          W każdym razie wiem, że normalnie, dojrzali emcjonalnie i osobowosciowo homoseksualiście trudno się w tym środowisku znaleść.

          Współczuję i rozumiem, wiem, że może być cholermie ciężko. Jak myślisz, dlaczego tak jest - takich jak Ty jest mniejszość? A może żyją w rozproszeniu i nie potrafią się odnaleść???

        • blue1977 Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 14:28
          Niestety masz rację. To co się widzi w TV to tylko fragment pewnej
          całości. Moim zdaniem bardzo przekłamany. Widać tylko ludzi, którzy
          na problemie homoseksualizmu chcą zbyć kapitał, np. polityczny. Mam
          na myśli chociażby pana Biedronia.
          Jakiś niewielki procent czy nawet promil ludzi zorientowanych
          homoseksualnie próbuje skierować na siebie uwagę ludzi, którzy o
          całym problemie nic nie wiedzą. Co wtedy widzi Kowalski? Ludzi
          zbuntowanych, krzyczących o jakieś prawa - m.in. o równouprawnienie
          czy nawet adopcję.
          Dlaczego nikt nie mówi jakim nieszczęściem dla wielu osób jest
          homoseksualizm. Tak wiele osób nim dotkniętych nie potrafi sie z tym
          pogodzić, nie wie jak żyć, nie potrafi znaleźć sobie w życiu celu.
          Stąd potem depresje. Człowiek zastanawia się po co żyje, komu jest
          potrzebny.
          Niestety stałe związki wśród tzw. gejów to rzadkość. Zdrady są na
          porządku dziennym. Nie ma nic co mogłoby ludzi ze sobą połączyć na
          dłużej. Liczy się kult młodości, atrakcyjność. Mężczyzna, który
          skończy 30 lat o tej orientacji już wie, że "schodzi ze sceny".
          W tym świecie musisz do 30-ki się wyszaleć ale co potem ?! Po
          ulicach europejskich miast chodzą tabuny mężczyzn, którzy mają po 40-
          50 lat i nie wiedzą po co żyją. Przestali być atrakcyjni, już nie
          mogą nikogo uwieść, za seks pozostaje tylko płacić.
          Smutne to wszystko.
          W Polsce jest bardzo wielu młodych, nieszczęśliwych
          homoseksualistów. Dlaczego nikt nie wyciągnie do nich pomocnej
          dłoni?
          Wszyscy są święcie przekonani, że to nie choroba - no bo skoro
          święte krowy z WHO wykreśliło tą skłonność z listy chorów to musi
          tak być.
          Błąd - WHO to tylko ludzie, którzy też popełniają błędy i niestety w
          tym temacie też się pomylili.
          Dlaczego tak mało albo wcale nie mówi się o tym, że są na świecie
          organizacje, ludzie, naukowcy, którzy próbują homoseksualistom
          pomagać ?
          Nawet w języku poslkim jest kilka publikacji nt. tego zjawiska. W
          razie zainteresowania mogę podać źródła.
          Pavlo_111 doskonale Cię rozumiem, nawet nie wiesz jak bardzo. Miałem
          okazję poznać wiele takich osób jak TY. Są zagubione, nie wiedzą jak
          mają dalej żyć, co zrobić ze swoim życiem.
          Homoseksualizm dla mężczyzny, który jest dojrzały i mądry życiowo
          jest wielką targedią, której nie życzyłbym nawet wrogowi.
          Moim zdaniem większość tzw. gejów to chłopcy, którzy w pewnym sensie
          nie dorośli. Są emocjonalnie niezrównoważeni, niedojrzali
          psychicznie i bardzo poranieni. RZucają się w wir rozrywki i seksu
          póki młodzi. Tylko co potem?

          • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 15:54

            Homoseksualizm to nie jest choroba. Nie uwazam sie,zebym byl chory na te
            przypadlosc. Szczerze mowiac, gdybym mial wybrac ponownie, gdyby tak mozna, to
            nie chcialbym nic zmieniac odnosnie mojej seksualnosci.

            Niewiernosc... Przepraszam. A w zwiazkach hetero to niby wszystko takie cacy? W
            co drugim malzensttwie dochodzi do zdrady.No nawet jesli nie fizycznej, to
            mentalnej. (Flirtowanie na czacie przez kamerke z laska z cycami podczas gdy
            zona juz spi albo pracuje, to nie zdrada?)
            To prawda, ze swiat homo jest czasem okrutny. I ze wymagania co do
            urody,wieku...Ale czy nie jest tak i w swiecie hetero?

            Ja wiem kim jestem i wiem, ze jesli dane mi bedzie poznac kogos, kogo pokocham
            ze wzajemnoscia, to zrobie wszystko, by bylo dobrze.
            I takich gejow jest duzo. Tylko o nich sie nie mowi, bo to nie sa oszolomy z tv
            z parady, ktorzy beda swietnym newsem dla gawiedzi...

            Idac twoim tokiem myslenia, to ludzie w WHO to banda kretynow.
            Ja rownie dobrze moglbym powiedziec (twoj tok myslenia),ze rak to nie jest
            choroba i ze mozna ja wykreslic, bo przeciez jest tyle znachorow...
            Co do leczenia homoseksualizmu...Sa szarlatani, sa organizacje, ktore robia
            wiecej szkod w tym temacie niz pozytku.
            Nazw nie chce podawac, bo nie ma sensu.W Polsce dziala w Lublinie taka jedna,
            chrzescijanska, ktora probuje przerabiac na hetero...
            Dziwi mnie tylko, jak to mozliwe, ze skoro tak mozna, to dlaczego wsrod ksiezy
            co drugi, to gej???? Nie "przerobiono" ich.
            JA wiem, jedno. W zwiazku hetero bylbym nieszczesliwy i nie spelnialbym sie w
            ogole. Lubie dzieci ale przez dzien, dwa. Pozniej mnie zaczynaja irytowac..

            Moja depresja jest skladowa wielu rzeczy. Mysle, ze cierpialem na ukryta
            depresje juz w LO, tylko nikt tego nie wiedzial. A ze natrafila sie okazja
            (odejscie od zony) i ona ukazala sie w calej swej okazalosci...

            Cierpie z wielu powodow. Jednym z nich jest wlasnie to, kiedy widze, swiadectwa
            nienawisci i podlosci ludzkiej. Wtedy chce uciekac od tego i zamykam sie w swoim
            bezpiecznym swiecie. Kiedys chcialem zmieniac swiat, wierzylem w niego.Dzis
            chcialbym znalezc sile zeby zmienic tylko siebie. Swiata nie zmienie calego...
            Gdybym zmienil siebie, gdybym przestal cierpiec, mialbym sile i checi, by pomoc
            innym. Zmienilbym czastke chociaz na lepsze...
            Dzis nie mam sil nawet na wstanie z lozka. Pic mi sie chce od godziny i probuje
            sie zmusic, by wstac po szklanke wody...
            Jakos mi nie zalezy...Pewnie wstane i sie napije.Ale o normalnym obiedzie to
            dzis moge zapomniec.

            Moim postem chcialem zwrocic uwage na to, ze DEPRESJA to RAK DUSZY XXI wieku.Ze
            takich ludzi jak ja jest coraz wiecej.
            Ze sa pozostawieni sami sobie. Ze sie ich osmiesza nawet (robi z nich idiotow,
            jakichs psychicznych, ktorzy powinni zostac zamknieci w psychiatrykach).
            Ze sa tysiace ludzi cierpiacy na te chorobe, ktorzy nie maja zadnej szansy w
            Polsce na leczenie, bo nie ma mozliwosci porzadnego leczenia sie, jesli nie masz
            pieniedzy. Na wizyte do psychiatry w ramach ubezpieczenia zdrowotnego nie ma co
            liczyc. A jak juz sie dostaniesz, to nastepna wizyta mozliwa, moze za 4 miesiace
            albo i pol roku... A o psychoterapii i jej kosztach nie wspomne. O lekach
            rowniez nie. Zeby leczyc sie z depresji, trzeba byc troszke majetnym jednak.
            Wiem to z wlasnego doswiadczenia.
            O depresji nie ma w tv newsow tak czesto jak o homoseksualistach...
            No bo z tego nie bedzie newsa. I mniej reklam.
            Chyba,ze firm farmaceutycznych.
          • lucyna_n Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 17:24
            no szczęka mi opadła, forumowa pani doktor właśnie uznała że homoseksualizm to
            choroba
            klękajcie narody........
            teraz pewnei każe się autorowi wątku poddać elektrowstrząsom żeby się "wyleczył"
            • smutnybelg od smutnego... 03.12.09, 17:35


              poczulem sie ponizony nawet tym stwierdzeniem.
              Jakis ciemnogrod doslownie. Przeczytalem wszystko odnosnie homoseksualizmu w
              swoim czasie ( szukajac "lekarstwa", by sie "przerobic" na hetero... Naczytalem
              sie bzdur... niemalo.

              O elektrowstrzasach mysle jednak. Ale tylko jako o srodku, ktory pomoglby
              zwalczyc moja depresje. Bo zmieniac swojej seksualnosci nie mam zamiaru. Bycie
              kim jestem jest przeze mnie akceptowane.
              Jesli komus to sie nie podoba i widzi w tym jedyny powod mojej depresji, to
              trudno. Przeciez nie pisze o wielu innych kwestiach tutaj, ktore maja wplyw na
              moj stan, bo przeciez to jest miejsce publiczne, dostepne dla kazdego... Moja
              depresja to zbiezna wielu rzeczy,wielu problemow, pytan, przezyc...
              I podciaganie jej tylko pod moja seksualnosc jest nieporozumieniem.
              Znam rowniez wielu heterykow, zdradzonych i samotnych, ktorzy rowniez cierpia na
              depresje...Niektorzy juz nawet nie cierpia. Popelnili samobojstwo.

              • lucyna_n Re: od smutnego... 03.12.09, 18:02
                Ja powiem tak, na tym forum to chyba jedyna osoba ktora coś tak kuriozalnego
                napisała, naprawdę nie rozumiem jak wogóle mogła taką bzdurę wysmażyć.
                To oczywiste że zdrady są we wszystkich związkach tak samo hetero jak i homo.
                Nie ma recepty na szczęście, a już napewno bycie hetero niczego nei gwarantuje w
                tym zakresie, tak samo można trafić na kogoś kto Cię zdradzi, oszuka.
                Życzę Ci żebyś się uporał z depresja, pouklądał na nowo życie i znalazł
                prawdziwą miłość, ja wierzę że to jest możliwe dla wszystkich.
                • smutnybelg Re: od smutnego... 03.12.09, 18:18

                  Dziekuje Lucyna n

                  Mam nadzieje, ze sie uda. I ze gdzies, ktos, kiedys...

                  W koncu chyba ludzi samotnych i czekajacych na kogos, jest pewnie z pol
                  swiata... Moze sie kiedys uda. Choc, tak jak mowisz, nie ma zlotych srodkow...
                  Nie ma nic pewnego.
                  Ale nadzieja gdzies tam na dnie mego serca jeszcze jest.Jeszcze.

                  lucyna_n napisała:

                  > Ja powiem tak, na tym forum to chyba jedyna osoba ktora coś tak kuriozalnego
                  > napisała, naprawdę nie rozumiem jak wogóle mogła taką bzdurę wysmażyć.
                  > To oczywiste że zdrady są we wszystkich związkach tak samo hetero jak i homo.
                  > Nie ma recepty na szczęście, a już napewno bycie hetero niczego nei gwarantuje
                  > w
                  > tym zakresie, tak samo można trafić na kogoś kto Cię zdradzi, oszuka.
                  > Życzę Ci żebyś się uporał z depresja, pouklądał na nowo życie i znalazł
                  > prawdziwą miłość, ja wierzę że to jest możliwe dla wszystkich.
                  • blue1977 Re: od smutnego... 03.12.09, 20:50
                    też Ci tego życzę kolego ale c tu dużo gadać powiedzmy sobie to szczerze; maren
                    szanse na to są.
                    • blue1977 Re: od smutnego... 03.12.09, 20:51
                      ja uważam, że pójście w tą stronę, w którą Ty zmierzasz jest jak ddalanie się od
                      światełka w tunelu. Albo życie albo śmierć, a wybór należy do Ciebie.
                      • lucyna_n Re: od smutnego... 04.12.09, 08:15
                        co ty bredzisz???

                        • blue1977 Re: od smutnego... 04.12.09, 09:30
                          "bredzę", że w życiu albo wybierzesz światło = życie albo śmierć i
                          autodestrukcję.
                          Życie czyli to do czego zostaliśmy powołani - rodzina, dzieci,
                          wnuki, dom, poczucie bezpieczeństwa i spełnienia.
                          Śmierć to wkroczenie na ścieżkę aktywnego homoseksualizmu. To
                          nieuchronnie musi skończyć się degeneracją człowieka, wyniszczeniem,
                          opuszczeniem, zdradą, samotnością, poczuciem pustki. Dobrze pisze
                          Pavlo_111.
                          Nie da się zbudować szczęścia na nieszczęściu. Homoseksualizm to
                          m.in. poszukiwanie przez mężczyznę cech, których człowiek wydaje się
                          nie znajdować u siebie. Jak takie dwa nieszczęścia mogą dać sobie
                          szczęście ?
                • blue1977 Re: od smutnego... 03.12.09, 20:46
                  Nikt nie twierdzi, że zdrad nie ma w związkach hetero ale niestety w homo to
                  zjawisko nagminne i nie do uniknięcia.
                  Trzeba znać istotę sprawy, możliwe przyczyny powstania takiej orientacji,
                  czynniki, które wplywają na jej rozwój; ludzi którzy mają podobne problemy aby
                  zabierać głos w sprawie. Reszty nie komentuje bo jest poniżej mojego poziomu.
                  Usmaz sobie Lucynko ale naleśniki lepiej :)
                  • lucyna_n Re: od smutnego... 04.12.09, 08:14
                    człowieku, kompromitujesz się każdym swoim wpisem coraz bardziej i bardziej.
                    Jeżeli naprawdę jak twierdzisz jesteś lekarzem w co chyba nikt nie wierzy to
                    należaloby zgłosić to co tu wypisujesz do Izby Lekarskiej bo z takimi poglądami
                    to ja bardzo przepraszam ale do ciemnogrodu a nie do leczenia ludzi.
                    • blue1977 Re: od smutnego... 04.12.09, 08:20
                      Czym niby się kompromituję ?
                      Uważasz się za taką oświeconą i wyznającą nowoczesne poglądy ?
                      Ja bym raczej powiedział, że jesteś mocno zmanipulowana, głownie
                      przez media.
                      Do prawdy jest zawsze najtrudniej sięgnąć bo ta może być zwycajnie
                      niewygodna dla wielu.
                      Co nazywasz ciemnogrodem poza tym, możesz wyjaśnić?
                      Sama się kompromitujesz swoją niewiedzą, bardzo mi przykro.
                    • blue1977 Re: od smutnego... 04.12.09, 09:24
                      To nie jest forum lekarskie. Ma charakter wolny i dlatego każdy może
                      wypowiadać swoje opinie i poglądy, niezaleznie od tego czy ma dyplom
                      czy też nie.
                    • blue1977 Re: od smutnego... 04.12.09, 09:55
                      "należaloby zgłosić to co tu wypisujesz do Izby Lekarskiej "

                      doktor zaleca mniej "Klanu" IoI
                    • smutnybelg dziekuje Lucyna 04.12.09, 15:30


                      to co pisze Blue, to nawet nie nadaje sie,by komentowac.
                      Jsli jest lekarzem, a co trudno uwierzyc, to musi byc albo szalona (y) albo ???

                      Wlasnie. Blue tak sie skompromitowala,ze szok.
                      Droga smierci to droga homoseksualizmu...czy odwrotnie... i nieszczescia?
                      Czyli droga heteroseksualizmu nie jest droga smierci, lecz zycia i szczescia tak?
                      Filozofii tej nawet srednio rozwiniety nastolatek nie kupi.

                      Wstyd mi. Ale nie za to, ze ide, czy tez jestem na "drodze smierci
                      (homoseksualizm), lecz dlatego, ze ktos, kto rzekomo ma medyczne wyksztalcenie
                      moze byc tak prostacki w swoim pogladzie odnosnie powyzszego tematu.
                      • blue1977 Re: dziekuje Lucyna 04.12.09, 15:47
                        To, że ktoś ma inne poglądy od Twoich nie znaczy, że jest w nich
                        prostacki.
                        Następny, który wmawia mi, że jestem kobietą IoI
                        Nie wiem gdzie i co czytałeś nt. o którym tutaj piszę.
                        Żeby nie być gołosłownym, sięgnij po lektury, które sa już od
                        jakiegoś czasu dostępne w języku polskim: "Terapia reparatywna
                        męskiego homoseksualizmu - Nowe podejście kliniczne" Josepha
                        Nicolosiego, "Walka o normalność" Gerarda van den Aardwega, "Wyjść
                        na prostą" Richarda Cohena, "Podróż ku pełni męskości" Alana
                        Medingera, "Prawda o homoseksualizmie" Johna F.
                        Harveya, "Homoseksualizm i nadzieja" Gerarda van den Aardwega i
                        kilka innych, w tej chwili nie pamiętam.
                        Może to spróbuj poczytać zanim zaczniesz pisać o czyimś
                        kompromitowaniu się na forum. Wtedy będziemy mogli podyskutować
                        mając na względzie inne punkty widzenia.
                        Przypomniao mi się co napisałeś o Lublinie. Też najwyraźniej nie
                        masz o tym pojęcia niesety. Tam nikt nikogo nie przerabia na siłę.
                        Są tam ludzie, którzy sami rozumieją, że homoseksualizm to droga do
                        nikąd. Oni niekoniecznie chcą się "przerabiać" jak to określiłeś.
                        Oni nie chcą wkraczać na drogę do nikąd.
                        Homoseksualizm to trudny i bardzo skomplikowany problem.




                        • smutnybelg Re: dziekuje Lucyna 04.12.09, 16:19

                          Z toba naprawde cos zlego blue.

                          Wybraz sobie, ze na mojej polce w domu jest okolo 14 pozycji dot.homoseksualizmu...
                          Polecasz mi takie lektury, jak np. Pana "Gerarda van den Aardwega , ktore czynia
                          tylko szkode. A takim jak ty, to robia wode z mozgu.
                          Polecasz takze wspolnote z Lublina...

                          Wiesz? To wszystko jest mi znane. I te ksiazki i ta wspolnota.

                          I wyobraz sobie, ze ten Gerard van den Aardweg, to manipulator. Do tego swiecie
                          przekonany, ze homoseksualizm jest spowodowany li tylko
                          problemami na lini syn ojciec ( o tym jest ta ksiazka, ktora czytalem z wielka
                          nadzieja,zeby sie moze "przerobic" na hetero i uszczesliwic te przytlaczajaca
                          wiekszosc homofobicznego spoleczenstwa polskiego.

                          Wspolnota w Lublinie... Boze...Wyslij tam ksiezy... (Dla niewtajemniczonych
                          powiem, ze ich "leczenie z homoseksualizmu", polega na probie wyparcia go i
                          zastapienia modlitwa do Boga i powrotu na lono kosciola...na droge Chrystusa...).

                          Czytales moze jakies raporty o takich "zabiegach"? Pewnie nie, skoro mi takie
                          cudowne metody polecasz. Poszukaj troche w czasopismach naukowych.Zrob wiekszy
                          wysilek,zanim polecasz te ichnie metody.
                          ( Znow dla tych, ktorzy nie chca babrac sie w temacie, a ktorzy chca wiedziec,
                          powiem,ze byly robione badania czy obserwacje, ktore wskazuja, ze po takim
                          leczeniu modlitwa itd... I owszem. Dochodzi do oslabienia popedu
                          homoseksualnego... Ale tylko na krotko. Po roku od takiej cudownej terapii,
                          ponad 98 procent osob homosekualnuch powraca do swoich wczesniejszch praktyk.)

                          A poza tym. Blue. Ja nie chce zadnej innej seksualnosci...Chcialem kiedys. Dla
                          mamy i taty i dla sasiada...Z obawy przed "linczem", jaki moze i dzis zafundowac
                          kazdemu innemu (gejowi, osobie o innym kolorze skory itd.) nasze spoleczenstwo.
                          I tacy ludzie jak ty miedzy innymi.
                          Wez pod uwage, ze ja pisze na forum o depresji, nie o homoseksualizmie. I o niej
                          chcialem rozmawiac glownie. A ty sprowadzasz moja depresje do jednej rzeczy. I
                          do tego, ze zrodlem jej jest TYLKO I WYLACZNIE moja seksualnosc, ktora wg.
                          ciebie jest wynaturzeniem i droga ku smierci i zagladzie.

                          A skoro polecasz mi ksiazki, to tobie tez polece jedna. Przeczytaj koniecznie.
                          Moze cie w koncu "oswieci". Bo chyba zgodzisz sie ze mna i z powiedzeniem, ktore
                          mowi, ze tylko krowa nie zmienia pogladow?

                          autor/ Torren Real
                          Nie chce o tym mowic. Jak przerwac dziedziczenie meskiej depresji.
                          Jesli masz malo czasu zacznij od rozdzialu 6.


                          • blue1977 Re: dziekuje Lucyna 04.12.09, 17:21
                            "Polecasz mi takie lektury, jak np. Pana "Gerarda van den Aardwega , ktore czyni
                            a tylko szkode. A takim jak ty, to robia wode z mozgu.
                            > Polecasz takze wspolnote z Lublina..."

                            Hmm nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że cokolwiek bądź kogokolwiek polecam. Nie
                            napisałem, że polecam. Podałem przykłady innego spojrzenia na problem
                            homoseksualizmu ponieważ wydawało mi się, że możesz nie być świadom, że takie
                            istnieją.

                            "I wyobraz sobie, ze ten Gerard van den Aardweg, to manipulator. Do tego swiecie
                            > przekonany, ze homoseksualizm jest spowodowany li tylko
                            > problemami na lini syn ojciec ( o tym jest ta ksiazka, ktora czytalem z wielka
                            > nadzieja,zeby sie moze "przerobic" na hetero i uszczesliwic te przytlaczajaca
                            > wiekszosc homofobicznego spoleczenstwa polskiego. "

                            Nie wiem skąd przekonanie, że ten człowiek to manipulator. Pozostali też wg
                            Ciebie nimi są?
                            A może największym manipulatorem są dzisiaj media. Słyszałeś o tym, że kłamstwo
                            powtarzane wiele, wiele razy staje się prawdą? Dzisiaj nikt nie chce oficjalnie
                            przyjąć do wiadomości innej opinii o homoseksualiźmie niż ta, że takim się
                            człowiek rodzi i skoro tak to tak juz musi być.
                            Ja podałem przyklady lektur, które naświetlają inną naturę problemu. Jeśli
                            przeczytać to wszystko ze zrozumieniem można w jak sądzę wielu przypadkach
                            zrozumieć genezę swojego homoseksualizmu. Pojąć o co tak naprawdę w tych
                            sklonnościach chodzi.

                            "I wyobraz sobie, ze ten Gerard van den Aardweg, to manipulator. Do tego swiecie
                            > przekonany, ze homoseksualizm jest spowodowany li tylko
                            > problemami na lini syn ojciec ( o tym jest ta ksiazka, ktora czytalem z wielka
                            > nadzieja,zeby sie moze "przerobic" na hetero i uszczesliwic te przytlaczajaca
                            > wiekszosc homofobicznego spoleczenstwa polskiego. "

                            Cohen w "Wyjść na prostą" podaje mnóstwo innych przyczyn. Generalnie bardzo
                            upraszczasz sprawę.

                            "zytales moze jakies raporty o takich "zabiegach"? Pewnie nie, skoro mi takie
                            > cudowne metody polecasz. Poszukaj troche w czasopismach naukowych.Zrob wiekszy
                            > wysilek,zanim polecasz te ichnie metody. "

                            Owszem znam wyniki raportów. Trochę je nagiąłeś ale nie o tym przeciez w tym chodzi.

                            Cala sprawa polega na tym, żeby zrozumieć czym jest homoseksualizm, skąd się
                            wziął i dlaczego osoba czuje to co czuje.
                            Nie twierdzę, że cos da się leczyć albo kogoś można przekręcic na drugą stronę.
                            Uważam, że świadomość, jaką dają człowiekowi informacje zawarte w takich
                            pozycjach jw. pozwala inaczej spojrzeć na cała sprawę, zrozumieć swój problem.
                            To co zrozbi ktoś kto taką wiedzę posiądzie to już jego sprawa. Wiele osób
                            dzięki temu przestało brnąć ślepo przed siebie i zaczęło żyć inaczej.

                            "A poza tym. Blue. Ja nie chce zadnej innej seksualnosci...Chcialem kiedys. Dla
                            > mamy i taty i dla sasiada...Z obawy przed "linczem", jaki moze i dzis zafundowa
                            > c
                            > kazdemu innemu (gejowi, osobie o innym kolorze skory itd.) nasze spoleczenstwo.
                            > I tacy ludzie jak ty miedzy innymi.
                            > Wez pod uwage, ze ja pisze na forum o depresji, nie o homoseksualizmie. I o nie
                            > j
                            > chcialem rozmawiac glownie. A ty sprowadzasz moja depresje do jednej rzeczy. I
                            > do tego, ze zrodlem jej jest TYLKO I WYLACZNIE moja seksualnosc, ktora wg.
                            > ciebie jest wynaturzeniem i droga ku smierci i zagladzie".

                            Wiem, że nie chcesz innej seksualności i szanuje to. Do niczego przecież Cię nie
                            namawiam. Przede wszystkim jak sięgniesz do mojego pierwszego postu to
                            zobaczysz, że odpowiedzialem na żale Pablo-111 i to do niego kierowałem swoje
                            uwagi. Potem rozpętała się burza. Zupełnie niepotrzebnie zresztą.
                            Trochę wydaje mi się, że ta Twoja depresja może być jednak związana z
                            orientacją. Nie wiem jak było wcześniej, czy byłeś szczęśliwy z zoną? Pisałeś,
                            że odejście było traumatyczne. Ja nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie mam za
                            sobą tego typu przeżyć. Wyobrażam sobie tylko jak musiało byc to dla Ciebie trudne.

                            Żeby było jasne, bo wydaje mi się, ze moje wypowiedzi tutaj nie są dobrze
                            interpretowane: ja nie mam nic do ludzi zorientowanych tak, a nie inaczej. Nie
                            twierdzę, że homoseksualiści są czemuś winni albo, że idą drogą smierci.
                            Odczuć tego typu się nie wybiera. Uważam tylko, że same praktyki homoseksualne
                            nie są czymś dobrym i prowadzą do destrukcji.
                            • smutnybelg Re: dziekuje Lucyna 04.12.09, 17:46
                              Odnosnie twoich ponizszych wypowiedzi.

                              Jakbys pomyslal, to bys wywnioskowal,ze jakbym byl szczesliwy z zona, to bym od
                              niej nie odszedl.

                              Po drugie.

                              Jesli chodzi o wiedze o homoseksualizmie, nie kieruje sie tym, co mowia o tym
                              media. Wlasciwie to one nic nie mowia. A jak mowia, to tylko w kontekscie Parad
                              i marszow rownosci.

                              Po trzecie.

                              Nie naginam zadnych faktow odnosnie tego, co robi lubelska Odwaga.
                              Podaj mi prosze dokladnie tytul owego raportu, ktory znasz. Zobacze czy
                              przeginam fakty.

                              Po czwarte.

                              Tak naprawde to na dzis dzien nie wiadomo skad sie wzial homoseksualizm...
                              Powinienes o tym wiedziec,zanim mi polecasz lektury. W dodatku lektury dobrze mi
                              znane.
                              Wiekszosc ksiazek snuje hipotezy odnosnie przyczyn...


                              Po piate

                              Masz racje,ze nie potrafisz sobie wyobrazic takiego rodzaju przezyc.
                              I nie potrafisz zrozumiec przeto takze...

                              Po szoste.

                              Z tego, co wnioskuje, nie jestes gejem. Wiec moze nie zajmuj glosu na temat
                              "tych praktyk", ktore wg. ciebie prowadza do destrukcji.
                              Chyba,ze wiesz o nich cos i lubelska grupa pomogla tobie i stales sie hetero i
                              teraz krzewisz te pseudo wywody.

                              I tak na koniec.

                              To ty myslisz czesciowo o homoseksualizmie tak, jak to podaja media.
                              O owych "praktykach". Zycie geja bowiem nie polega na 24 pieprzeniu sie i
                              nierobieniu nic ponadto... I masz racje, ze tobie to wszystko jest sobie tak
                              trudno wyobrazic.


                              I tak na koniec. Dla wyciszenia tego halasu. Przemysl sobie ten ponizszy cytat w
                              kontekscie homoseksualizmu.
                              Moze dzieki mnie w koncu sobie cos wyobrazisz wiecej odnosnie tego tematu.
                              Love is the answer - but while you're waiting for the answer, sex raises some
                              pretty interesting questions.
                              Woody Allen




                              blue1977 napisał:

                              > "Polecasz mi takie lektury, jak np. Pana "Gerarda van den Aardwega , ktore czyn
                              > i
                              > a tylko szkode. A takim jak ty, to robia wode z mozgu.
                              > > Polecasz takze wspolnote z Lublina..."
                              >
                              > Hmm nie rozumiem dlaczego twierdzisz, że cokolwiek bądź kogokolwiek polecam. Ni
                              > e
                              > napisałem, że polecam. Podałem przykłady innego spojrzenia na problem
                              > homoseksualizmu ponieważ wydawało mi się, że możesz nie być świadom, że takie
                              > istnieją.
                              >
                              > "I wyobraz sobie, ze ten Gerard van den Aardweg, to manipulator. Do tego swieci
                              > e
                              > > przekonany, ze homoseksualizm jest spowodowany li tylko
                              > > problemami na lini syn ojciec ( o tym jest ta ksiazka, ktora czytalem z w
                              > ielka
                              > > nadzieja,zeby sie moze "przerobic" na hetero i uszczesliwic te przytlacza
                              > jaca
                              > > wiekszosc homofobicznego spoleczenstwa polskiego. "
                              >
                              > Nie wiem skąd przekonanie, że ten człowiek to manipulator. Pozostali też wg
                              > Ciebie nimi są?
                              > A może największym manipulatorem są dzisiaj media. Słyszałeś o tym, że kłamstwo
                              > powtarzane wiele, wiele razy staje się prawdą? Dzisiaj nikt nie chce oficjalnie
                              > przyjąć do wiadomości innej opinii o homoseksualiźmie niż ta, że takim się
                              > człowiek rodzi i skoro tak to tak juz musi być.
                              > Ja podałem przyklady lektur, które naświetlają inną naturę problemu. Jeśli
                              > przeczytać to wszystko ze zrozumieniem można w jak sądzę wielu przypadkach
                              > zrozumieć genezę swojego homoseksualizmu. Pojąć o co tak naprawdę w tych
                              > sklonnościach chodzi.
                              >
                              > "I wyobraz sobie, ze ten Gerard van den Aardweg, to manipulator. Do tego swieci
                              > e
                              > > przekonany, ze homoseksualizm jest spowodowany li tylko
                              > > problemami na lini syn ojciec ( o tym jest ta ksiazka, ktora czytalem z w
                              > ielka
                              > > nadzieja,zeby sie moze "przerobic" na hetero i uszczesliwic te przytlacza
                              > jaca
                              > > wiekszosc homofobicznego spoleczenstwa polskiego. "
                              >
                              > Cohen w "Wyjść na prostą" podaje mnóstwo innych przyczyn. Generalnie bardzo
                              > upraszczasz sprawę.
                              >
                              > "zytales moze jakies raporty o takich "zabiegach"? Pewnie nie, skoro mi takie
                              > > cudowne metody polecasz. Poszukaj troche w czasopismach naukowych.Zrob wi
                              > ekszy
                              > > wysilek,zanim polecasz te ichnie metody. "
                              >
                              > Owszem znam wyniki raportów. Trochę je nagiąłeś ale nie o tym przeciez w tym ch
                              > odzi.
                              >
                              > Cala sprawa polega na tym, żeby zrozumieć czym jest homoseksualizm, skąd się
                              > wziął i dlaczego osoba czuje to co czuje.
                              > Nie twierdzę, że cos da się leczyć albo kogoś można przekręcic na drugą stronę.
                              >
                              > Uważam, że świadomość, jaką dają człowiekowi informacje zawarte w takich
                              > pozycjach jw. pozwala inaczej spojrzeć na cała sprawę, zrozumieć swój problem.
                              > To co zrozbi ktoś kto taką wiedzę posiądzie to już jego sprawa. Wiele osób
                              > dzięki temu przestało brnąć ślepo przed siebie i zaczęło żyć inaczej.
                              >
                              > "A poza tym. Blue. Ja nie chce zadnej innej seksualnosci...Chcialem kiedys. Dla
                              > > mamy i taty i dla sasiada...Z obawy przed "linczem", jaki moze i dzis zaf
                              > undowa
                              > > c
                              > > kazdemu innemu (gejowi, osobie o innym kolorze skory itd.) nasze spolecze
                              > nstwo.
                              > > I tacy ludzie jak ty miedzy innymi.
                              > > Wez pod uwage, ze ja pisze na forum o depresji, nie o homoseksualizmie. I
                              > o nie
                              > > j
                              > > chcialem rozmawiac glownie. A ty sprowadzasz moja depresje do jednej rzec
                              > zy. I
                              > > do tego, ze zrodlem jej jest TYLKO I WYLACZNIE moja seksualnosc, ktora wg
                              > .
                              > > ciebie jest wynaturzeniem i droga ku smierci i zagladzie".
                              >
                              > Wiem, że nie chcesz innej seksualności i szanuje to. Do niczego przecież Cię ni
                              > e
                              > namawiam. Przede wszystkim jak sięgniesz do mojego pierwszego postu to
                              > zobaczysz, że odpowiedzialem na żale Pablo-111 i to do niego kierowałem swoje
                              > uwagi. Potem rozpętała się burza. Zupełnie niepotrzebnie zresztą.
                              > Trochę wydaje mi się, że ta Twoja depresja może być jednak związana z
                              > orientacją. Nie wiem jak było wcześniej, czy byłeś szczęśliwy z zoną? Pisałeś,
                              > że odejście było traumatyczne. Ja nie umiem sobie tego wyobrazić. Nie mam za
                              > sobą tego typu przeżyć. Wyobrażam sobie tylko jak musiało byc to dla Ciebie tru
                              > dne.
                              >
                              > Żeby było jasne, bo wydaje mi się, ze moje wypowiedzi tutaj nie są dobrze
                              > interpretowane: ja nie mam nic do ludzi zorientowanych tak, a nie inaczej. Nie
                              > twierdzę, że homoseksualiści są czemuś winni albo, że idą drogą smierci.
                              > Odczuć tego typu się nie wybiera. Uważam tylko, że same praktyki homoseksualne
                              > nie są czymś dobrym i prowadzą do destrukcji.
                              • blue1977 Re: dziekuje Lucyna 04.12.09, 18:25
                                "Jakbys pomyslal, to bys wywnioskowal,ze jakbym byl szczesliwy z zona, to bym od
                                > niej nie odszedl.

                                Tak myslę i myślę i wnioskuje jedynie, że skoro 8 lat temu odszedłeś i do tej
                                pory nie możesz się pozbierać, straciłeś sens zycia itp. to może jednak to nie
                                do końca tak jak próbujesz mi przekazać. Wcześniej będąc w małżeństwie nie byłeś
                                chyba aż tak nieszczęśliwy jak teraz. No chyba, że się mylę.
                                Nie wiem sam już, zbyt skomplikowane to wszystko niestety. Może to tylko psycha
                                powoduje, że w jakiejbyś się nie znalazł sytuacji wciąż masz wrażenie, że nie
                                potrafisz zaznać szczęścia.

                                "Tak naprawde to na dzis dzien nie wiadomo skad sie wzial homoseksualizm...
                                > Powinienes o tym wiedziec,zanim mi polecasz lektury. W dodatku lektury dobrze m
                                > i
                                > znane.
                                > Wiekszosc ksiazek snuje hipotezy odnosnie przyczyn..."

                                Zgadza się. Wiele dziedzin nauki opiera sie jednak o teorie i
                                hipotezy. A jednak powstają na ten temat dzieła, wywody naukowe itd.

                                "Z tego, co wnioskuje, nie jestes gejem. Wiec moze nie zajmuj glosu na temat
                                > "tych praktyk", ktore wg. ciebie prowadza do destrukcji.
                                > Chyba,ze wiesz o nich cos i lubelska grupa pomogla tobie i stales sie hetero i
                                > teraz krzewisz te pseudo wywody".

                                Nie będę poruszał tutaj tematu swojej osoby. Ciekawe jednakże z czego takie
                                wnioski wysnułeś ...

                                "To ty myslisz czesciowo o homoseksualizmie tak, jak to podaja media.
                                > O owych "praktykach". Zycie geja bowiem nie polega na 24 pieprzeniu sie i
                                > nierobieniu nic ponadto... I masz racje, ze tobie to wszystko jest sobie tak
                                > trudno wyobrazic. "

                                Niestety mylisz się. Absolutnie nie sugeruję się tym co mówia media i wcale nie
                                twierdzę, że to pieprzenie przez 24h.
                                Powiem Ci tak, już się negatywnie nastawileś i cokolwiek bym nie pisał i tak
                                będziesz anty.
                                Nie chcę już dłużej kontynuować tego tematu.
                                Życzę powodzenia.
            • blue1977 Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 21:08
              Dlaczego wkladasz w moje usta coś czego nie powiedziałem? Dlaczego poza tym
              usilnie zwracasz się do mnie jak do kobiety ? Cos Ci się musialo pomylić.
              Po prostu fakt, że cos jest jednostką chorobową lub nie to kwestia umowna. Grupa
              ludzi na podstawie szeregu czynników ustala, że od dnia tego i tego takie a
              takie objawy będą sugerowały np. gruźlicę. Kumasz?
              WHO to oranizacja zrzeszająca m.in. lekarzy. Oni też się umówili, że do roku
              takiego a takiego homoseksualizm uważany był za jednostke chorobową, a od
              takiego i takiego przestał być za nią uważany.
              Dzisiaj wiele z tych osób, które wtedy się wahały czy były nawet za wykreśleniem
              homoseksualizmu z listy chorów uważa, że to była błędna decyzja.
              Mniejsza z tym. Nikomu nie chcę udawadniać, że jest chory na to czy na cos
              innego. Po prostu omoseksualizm jest swoejgo rodzaju zaburzeniem, odstępstwem od
              normy, udziwnieneim. Ile by nie krzyczeli ci wszyscy obroncy tzw. gejów i tak
              nie zrobią wody z mózgów ludziom, którym nie podoba się taki styl życia.
              Poza tym smutnybelgu w żadnym wypadku nie chciałem zrobić Ci przykrosci ani
              sprawic abyś poczuł się urażony. To Lucyna - królowa forum depresji sprytnie
              manipuluje i przekręca informacje. To takie małe zachowania mi na szczęście obce.
              Pozdrwiam Cię smutnybelgu i obyś pokonał tą swoją deprechę.
              • snajper55 Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 22:06
                blue1977 napisał:

                > Po prostu omoseksualizm jest swoejgo rodzaju zaburzeniem, odstępstwem od
                > normy, udziwnieneim.

                Podobnie jak umiejętność komponowania symfonii ?

                S.
              • lucyna_n Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 07:59
                a to mnie zabiŁEŚ byłam na sto procent przekonana że jesteś kobietą.
                no ale w końcu Kopernik też była, więc nei ma się zaraz o co tak denerwować.
                Trzeba było wcześniej sprostować a nie brnąć przez tydzień, przecież nei
                zrobiłam tego na złość tylko przez pomyłę bo mi się nik wydał żeński.
                W obliczu tego co myślisz o homoseksualizmie to faktycznie masz problem:) bo już
                nei wiem co musisz sądzić o transwestytach.
              • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 13:05
                Chciałam zauwazyć, że w społecznosciach zwierzą, szczególnie tych bardziej zorganizowanych homoseksualizm występuje (nie mówię o niby- homoseksualiźmie pojawiającym się wtedy gdy osobnik nie mam dostępu do samicy)i nie jest zaburzeniem - osobniki homoseksualne pełnią istotne funkcje społeczne (na przykład u wilków pomagają wychować potomstwo heteroseksualnym parom jako "ciotki" i "wujkowe").

                Generalnie sex, nie jest jak się powszechnie uważa tylko po to by się rozmnażać - w społecznościach zwierząt pełni wiele funcji

                np. utrzymywanie więzi społecznych, tworzenia więzi międzyosobniczych, które dają poczucie wsparcie i bezpieczeństwa, zwiększając szanse przeżycia itd... I te funkcje seks może pełnić nie tylko w u osobników hetero ale i homoseksualnych.

                Więc może u ludzi też jest podobnie (tego nie wiadomo, ale tego też nie można wykluczyć).

                Byłabym ostrożna z tym arbitralnym traktowaniem homoseksualizmu jako zaburzenia - to nie jest ani proste ani oczywiste.
              • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 19:47


                Tak. Masz racje. Nastawilem sie anty.Od czasu, kiedy przeczytalem o Aarenbergu i
                lubelskiej grupie "pomocy gejom". Wyobraz sobie, ze obie rzeczy sa mi az zbyt
                dobrze znane. Wolalbym o nich juz nawet nie wiedziec i nic nie slyszec.
                Zwlaszcza o tej grupie lubelskiej. W imieniu Chrystusa robia duzo zlcyh rzeczy.
                Moze nieswiadomie, ale robia. Daja zludne nadzieje ludziom homoseksualnym i tyle.

                I masz racje. Chodzilo mi o to, bys sie zamknal.
                I ja TEZ SIE ZAMKNE, bo twoje niektore wywowody i idee doprowadzily mnie do
                skrajnej rozpaczy. I wyczerpania.

                Jak pomysle, ze tacy ludzie (rzekomo lekarz) maja takie zaopatrywanie sie na
                temat naszej dyskusji, to juz nie wiem, co myslec i dalej ze soba robic. Kto
                wie, czy moj psychiatra nie jest homofobem i za moimi plecami szydzi ze
                mnie...kasujac za kazda wizyte duza kase.


                Dla mnie nie ma tylko czarnego i bialego. Nie ma tylko zlcyh i tylko dobrych
                ludzi...

                I nie jest tak, ze wszystko jest proste i ze jak za odjeciem czarodziejskiej
                rozdzkdi wszystko sie zmieni na dobre.



                • lucyna_n Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 19:56
                  zamiast niepotrzebnie się dolować bluem policz w wątku życzliwych i zastanów się
                  czy warto widzieć świat przez pryzmat jednego durnia czy zauważyć kilka osób
                  ktore Cię rozumieją lub przynajmniej starają się.
                  Tak jak napisała Awanturka, pewnie jest wielu ludzi myślących podobnie jak Ty
                  ale każdy siedzi zamknięty sam w domu bo boi się rozczarowania, konfrontacji z
                  realem, bo wydaje mu się że sam jeden tylko tak się czuje itd.
                  • blue1977 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 20:11
                    o forumowy troll sie pojawił ...﷯﷯
                    ﷯﷯﷯﷯﷯﷯﷯﷯     
                    jak się nie ma argumentów to jedynie obrażanie pozostaje lucyna.
                    Wstyd. Kisz się dalej we własnym forumowym sosie.
                    • smutnybelg Przestancie siebie obrazac 04.12.09, 20:31

                      wystarczy ze zycie samo w sobie niesie pelno problemow.
          • awanturka Re: Historia jednej przypadlosci... 03.12.09, 20:15
            Chyba nie do końca zostałam dobrze zrozumiana.

            Chciałam napisać, ze wiem o tym, ze srodowiska gejowskie borykają się z takimi właśnie problemami. I bardzo trudno się żyje w nich osobom psychicznie dojrzałym szukającej głębszej relacji i trwalszego (lub nawet trwałego) związku.

            Wiele przyczyn się złozyło na to, ze jest tak jak jest (i nie podejmuję się tego analizować). Wydaje mi się ogromnym uproszczeniem twierdzenie, ze przyczyną jest orientacja homoseksualna....

            Jak się przeanalizuje się całą historię dyskryminacji homoseksualistów, to, ze przez wieki musieli się ukrywać i ukradkiem organizować sobie jakieś schadzki to nie ma się co dziwić, że w tym srodowisku dzieje się tak jak się dzieje.

            Osoby heteroseksualne mają wzorce i normy zachowań przekazywane z pokolenia na pokolenie, które były "testowane" przez wieki - homoseksualiści są tego pozbawieni - moim zdaniem to wiele tłumaczy...

            Raczej dopatrywałabym się przyczyn tego stanu rzeczy w
            zepchnięciu osób seksualnych "do podziemia" z powodu nagonki na nich niż w bezpośredno w ich orientacji seksualnej.

            blue1977 napisał:


            > Dlaczego nikt nie mówi jakim nieszczęściem dla wielu osób jest
            > homoseksualizm. Tak wiele osób nim dotkniętych nie potrafi sie z tym
            > pogodzić, nie wie jak żyć, nie potrafi znaleźć sobie w życiu celu.
            > Stąd potem depresje. Człowiek zastanawia się po co żyje, komu jest
            > potrzebny.

            Jak widać akceptujących swoją orientację tez depresja dopada więc przyczyna nie leży w tym, że nie mogą swojej orientacji zaakceptować.

            >Człowiek zastanawia się po co żyje, komu jest
            > potrzebny.

            Wielu ludzi stawia sobie to pytanie - heteroseksualnosć nie gwarantuje poczyucia sensu i spełnienia jak i homoseksualnosć jej nie wyklucza.

            > Niestety stałe związki wśród tzw. gejów to rzadkość. Zdrady są na
            > porządku dziennym.

            Za to związki lesbijskie są raczej trawałe - widać jak na dłoni, że rzecz nie tyle tyle zalezna od orientacji seksualnej ile od płci.


            > Nie ma nic co mogłoby ludzi ze sobą połączyć na
            > dłużej.

            A czemu by miało nie być? Przecież powody bycią z sobą "na dłużej" czy nawet na zawsze mogą być identyczne jak u osób heteroseksualnych.

            Liczy się kult młodości, atrakcyjność. Mężczyzna, który
            > skończy 30 lat o tej orientacji już wie, że "schodzi ze sceny".
            > W tym świecie musisz do 30-ki się wyszaleć ale co potem ?! Po
            > ulicach europejskich miast chodzą tabuny mężczyzn, którzy mają po 40-> 50 lat i nie wiedzą po co żyją. Przestali być atrakcyjni, już nie > mogą nikogo uwieść, za seks pozostaje tylko płacić.
            > Smutne to wszystko.

            Dokładnie takie same zjawiska występują masowo w pewnych określonych środowiskach wśród osób heteroseksualnych. Też "schodzi się ze sceny" z wiekim, przestaje być się atrakcyjnym seksualnie. I też wiele osób płaci za seks.

            > W Polsce jest bardzo wielu młodych, nieszczęśliwych
            > homoseksualistów. Dlaczego nikt nie wyciągnie do nich pomocnej
            > dłoni?

            To akurat prawda - tyle tylko, ze wiele osób chce pomagać według własnej wizji, według własnego pomysłu jak ta pomoc miałaby wyglądać. ja myslę, ze najlepiej rozwiązaliby je sami z czsem sami zainteresowani..

            > Homoseksualizm dla mężczyzny, który jest dojrzały i mądry życiowo
            > jest wielką targedią, której nie życzyłbym nawet wrogowi.

            Dla jednych dorzałych i mądrych zyciowo jest, dla innych nie jest, różnie to bywa.


            > Moim zdaniem większość tzw. gejów to chłopcy, którzy w pewnym sensie nie dorośli.


            Są emocjonalnie niezrównoważeni, niedojrzali
            > psychicznie i bardzo poranieni. RZucają się w wir rozrywki i seksu
            > póki młodzi. Tylko co potem?

            Osoby niedojrzałe, niezrównoważone są często poranione i nie ma tu nic do rzeczy orintacja. Wielu ludziom, żyją wyłącznie podbojami seksualnym można by zadać pytanie - "i co potem"


            Nasilenie tych zjawisk w środowiskach gejowskich rzeczywiście występuje (co przyznają sami geje) i tego nie da się ukryć ale dopatrywanie się przyczyny wyłącznie w orientacji seksualnej jest ogromnym uproszszczeniem (a jeżeli to uproszczenie stosuje się celowo - to naduzyciem i nieuczciwoscią).


            • awanturka do smutnybelg-a 03.12.09, 20:27
              Przepraszam, że przy okazji Twojego wątku ucięłam sobie dyskusję z blue1977, przepraszam też, że mój post został przez blue1977 został rozwinięty w taki właśnie sposób.

              Cierpisz i chciałam to uszanować, ale mój poprzedni post był przez blue1977 najwyraźniej nadinterpretowany więc musiłam to wyprostować. A Ci którzy mnie znają to już wiedzą, ze jak zacznę pisać, to nie wiem kiedy skończyć...

              Jescze raz przepraszam. I rozumiem.

              A tak przy okazji - to cała sytuacja, która sprowokowała moją ostatnią wypowiedź jest wręcz modelowa dla zobrazowania pewnegpo zjawiska

              - osoby o orientacji homoseksualnej ani słowkiem nie mogą pisnąć o problemach tego srodowka i o ty, ze nie mogą się w tym wszystki tzw. kulturze gejowskiej znaleść bo to woda na młyn pewnych środowisk....

              No to zostają (oni sami i całe środowisko) z tymi problemami samo, nie pozosaje nic innego jak grać wiecznie młodego, szczęśliwego geja - to jedyny sposób by nie usłyszeć przy okazji jakich kolwiek zwierzeń - "to wszystko przez homoseksualizm"
    • mskaiq Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 05:22
      smutnybelg napisał:
      > Osiem lat, jak nie potrafię się w sobie zebrać się, otrząsnąć...
      > Osiem lat, jak nie potrafię cieszyć się życiem.
      A co zrobiles aby cieszyc sie zyciem ? Co zrobiles aby sie zebtrac w
      Sobie.
      Takie pytania zwykle wywoluja zlosc, niechec, poczucie winy, zarzut
      ze sie nie rozumie depreski.
      W depresji trzeba sie mocno wziac w garsc aby zmusic sie do pojscia
      do lekarza. Bez tego wziecia sie w garsc nie pojdzie sie do lekarza.
      Napisales
      >Dziś już wiem, że pomimo faktu,iż czyta się tudzież wie się coś o
      >depresji, to mimo tego wiele osób nie rozumie jej tak naprawdę).
      >Nie rozumieją, że próbowałem wszystkiego.
      A czy Ty rozumiesz depresje ? Skad wiesz ze probowales wszystko ?
      Kiedys tez mialem depresje i tez uwazalem ze nikt tak ciezkiej
      depresji nie przeszedl.
      Napisales
      > By pokazać, że depresja w moim przypadku już wyrządziła tyle
      > szkód, tyle złego, że żaden czas już tego nie jest w stanie
      > odkręcić.
      Da sie odkrecic tylko trzeba dzialac wbrew depresji a nie wspierac
      ja. Wiem ze to Cie moze zranic ale zobacz co robisz:
      > Pomimo dwóch kierunków wykonuję pracę, której nikt nie chce robić.
      > Mieszkam w UK, bez żadnej rodziny, sam. Jak pustelnik.
      > Nikt do mnie nie dzwoni, większość ważnych osób odeszła. (Również
      > z mojej winy. Wstyd mi byłoby przed nimi, gdyby zapytali co robię.)
      > Idą święta a ja uciekłem przed nimi do pracy, by rodzina nie
      > widziała co się ze mną dzieje...
      > Ostatnio mam w głowie myśli o przygotowaniu sobie pogrzebu.
      Tez przez pewien czas wykonywalem prace ktora malo kto chcial
      wykonywac i tez poza Polska. Tyle ze nie wstydzilem sie tego, kazda
      prace mozna wykonywac dobrze nawet taka ktorej nikt inny nie chce.
      Tez myslalem o samobojstwie nawet puszczalem kierownice samaochodu
      ale w ostatniej chwili uciekalem.
      Mysle ze potrzebujesz pomocy, bo zupelnie nie radzisz sobie z
      depresja. Robisz wszystko aby stawala sie coraz silniejsza.
      Mozesz pozbyc sie depresji, ja sie jej pozbylem, wiele innych osob
      zrobilo to samo ale nie mozna sie izolowac, przezywac wlasnego bolu,
      wstydu, zyc w przekonaniu ze nic sie nie da zrobic aby pozbyc sie
      depresji...
      Rak duszy polega na utracie milosci i zastapieniu jej strachem,
      zalem, zloscia, wstydem, duma, itp.
      Pewnie nie dotre do Ciebie, ale napisalem, moze cos zobaczysz.
      Serdeczne pozdrowienia.




      • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 15:55
        Dziekuje za post.

        Probuje wszystkiego, co mozliwe...
        Leki jedne,drugie,trzecie...
        Psychoterapia,
        rozmowy, czytanie ksiazek, w poszukiwaniu odpowiedzi...
        Wsluchiwanie sie w siebie samego...Niemyslenie uporczywe o tym, co sie dzieje w
        moim zyciu...
        Probuje nawiazywac przyjaznie, probuje je podtrzymywac, probuje robic cos dla
        innych i zyc nie tylko dla siebie...
        Robie to... Nawet probuje sie usmiechac...
        I raz na jakis czas wychodzi nawet.

        Piszesz...

        Rak duszy polega na utracie milosci i zastapieniu jej strachem,
        zalem, zloscia, wstydem, duma, itp.

        Masz racje. Utracilem milosc. I do siebie i te, ktora moglem dac drugiej osobie...
        I na jej miejsce pojawilo sie to, co jest. A co jest, to juz wiadome.

        Nie jest tak,ze nic nie robie zupelnie...
        Kto wie, moze zdecyduje sie nawet na te elektrowstrzasy...Musze najpierw
        dowiedziec sie wiecej, psychiatra moj musi oczywiscie rozwazyc te mozliwosc i
        porozmawiac ze mna... W koncu to ona moze przepisac taka terapie.

        Elektrowstrzasami sa tez dla mnie niektore wypowiedzi (blue), z ktorych,
        pomiedzy slowami wyczytuje ignorancje, brak zrozumienia tematu czy nawet probe
        wywolania we mnie winy za to, ze jestem taki a nie inny... Ciekaw jestem, czy
        gdybym mial kolor skory i ta konwersacja toczylaby sie 50 lat temu, czy tez
        mialbym sie wstydzic za to kim jestem.
        Mysle, ze jedna z przyczyn mojej depresji jest nie to,ze siebie nie akcpetuje
        takim, jakim jestem. Bo akceptuje. Problemem jest tylko to, ze jak pomysle, ze
        tacy ludzie, jak blue, ktorzy to rzekomo maja wyzsze wyksztalcenie medyczne,
        przedstawiaja takie niedorzecznosci i przy okazji probuja pomiedzy slowami
        dokopac wszystkim za to, ze sa przedstawicielami takiej a nie innej mniejszczej
        czesci spoleczenstwa, jesli chodzi o seksualnosc, to rece opadaja. I wtedy
        zaczyna sie u mnie jazda...Bo idac dalej, moglbym sobie pomyslec, ze taki blue,
        ktory jest lekarzem *tak pisze, jest moim psychiatra, ktory probuje mi pomoc, a
        ma taka a nie inna wiedze (raczej niewiedze)i tak jednostronny sposob
        postrzegania wszystkiego (biale i czarne), to wtedy juz nie chce sie nic...I
        przestaje sie nawet juz ufac tzw. autorytetowi.
        • berta-live Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 19:36
          Może zmień psychiatrę. Może najzwyczajniej w świecie jesteś źle zdiagnozowany i
          może nie jest to depresja? Nie ma sensu doszukiwać się przyczyn wszechrzeczy,
          trzeba się leczyć. Taka nadmierna skłonność do filozofowania, analizowania
          przeszłości i użalania się nad sobą też nie jest objawem zdrowia i wbrew pozorom
          nie zawsze oznacza depresję.

          A co do wszechobecnej homofobii i przeróżnej maści idiotów chodzących po
          świecie, to nie ma innego wyjścia jak się do tego przyzwyczaić i nauczyć olewać
          towarzystwo. Dałam Ci w pierwszym poście linka do forum, którego założyciel jest
          zdeklarowanym gejem. Forum oczywiście nie jest gejowskie, jest ogólnodostępne i
          na każdy temat. Tylko, że niektóre z piszących tam osób też miały różne
          przejścia w życiu.
          • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 19:53
            Jestem bardzo dobrze zdiagnozowany i to nie tylko przez jednego lekarza.
            (Wszystkie inne objawy lacznie z testem Becka tylko potwierdzaja diagnoze).

            Nie chce zyc w wirtualnym swiecie. Chce miec normalne i w miare udane zycie w
            realnym swiecie. Kontakty internetowe nigdy nie dadza mi akurat tego, co dla
            mnie najwazniejsze. Zwyklego ludzkiego kontaktu i osobistego kontaktu.

            Dziekuje bardzo jednak za wsparcie i rady.


            • lucyna_n Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 19:57
              test becka to najzdrowszemu ciężką depresję wykaże.
              • blue1977 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 20:14
                hehe dobre ...
                kolejny hit
            • berta-live Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 20:19
              Niekiedy dopiero kilkunasty lekarz z rzędu trafia z diagnozą i lekami. Nie ma
              sensu kurczowo się trzymać specjalisty, którego terapia jest nieskuteczna, nawet
              jak jest to n-ty lekarz z kolei.

              Poza tym te Twoje stany depresyjne mogą być tylko objawem towarzyszącym jakiejś
              innej przypadłości, co wyjaśniałoby nieskuteczność leczenia antydepresyjnego. A
              jak tak, to też wypadałoby to sprawdzić. I to nie tylko u psychiatry. Nie
              zaszkodzi jak skonsultujesz się z internistą.

              A co do forów, to jasne, że nie zastąpią towarzystwa w realu. Ale póki co, to
              lepiej chyba siedzieć na jakimś forum towarzyskim (niekoniecznie tym, które
              zalinkowałam ani nawet gazetowym) niż gapić się w sufit i rozmyślać o swoim
              nieudanym życiu. Nawet nie wspomnę o tym, że czasem nawet w sieci można spotkać
              całkiem sensowne osoby.
          • blue1977 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 20:16
            "A co do wszechobecnej homofobii i przeróżnej maści idiotów
            chodzących po
            świecie"

            Homofobia, a czy ty kobieto w ogóle wiesz o czym piszesz ?
    • smutnybelg Moja prosba. 04.12.09, 20:38

      Przestancie na siebie najezdzac i wzajemnie sie obrazac.
      Dosc tych podlosci na swiecie. Blue jaki jestw swoich przekonaniach taki jest.
      Ale ani de facto ani razu nie obrazil mnie... Jego poglady sa inne i nikt nie
      musi sie z nimi godzic.
      Swiata sie nie zmieni.Zawsze bedzie ktos, kto inaczej mysli...

      Chcialbym zamknac te dyskusje i was wszystkich prosic o nie pisanie w tym
      watku. Gdybym wiedzial,ze wywola on taka reakcje, to w ogole bym nic nie napisal...

      Wystarczy juz.Prosze.

      Dziekuje za wszystkie opinie. Nawet blue'owi.

      Smutny (jak cholera dzis) Belg.
    • mskaiq Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 21:49
      smutnybelg napisał:
      >Wsluchiwanie sie w siebie samego...Niemyslenie uporczywe o tym, co
      >sie dzieje w moim zyciu...
      Mysle ze trzeba myslec co sie dzieje w Twoim zyciu. To bardzo wazne
      dla Ciebie. Unikanie takiego myslenia tworzy lek i chaos emocjonalny.
      Nie mniej lepiej nie wsluchiwac sie w siebie. Lepiej wypisac sobie
      to co chcialbys zmienic w Swoim zyciu.
      Mozesz zaczac od zmiany pracy, od pojscia do klubu gdzie moglbys
      spotkac kogos kto moglby byc z Toba.
      Zacznij zmieniac wszystko co przynosi Ci bol emocjonalny i
      zastepowac to czyms co mogloby cieszyc. To dluga i mozolna praca
      budowanie sobie zycia w taki sposob aby przynosilo radosc,
      satysfakcje i zadowolenie.
      Mysle ze nie jest wazne co pisze blue1977. To jest jej pumkt
      widzenia, tysiace ludzi ma inny punkt widzenia niz ja ale sie tym
      nie przejmuje. Punkt widzenia innej osoby nie jest dla mnie
      elektrowstrzasem chocby ten punkt widzenia byl falszywy od samych
      podstaw.
      Ktos mysli w taki sposob a ktos inny inaczej. Moge czuc sie
      pokrzywdzony i zraniony tym co ktos mysli homoseksualizmie, ale po
      co przezywac te emocje. Te emocje sa przyczyna bolu emocjonalnego
      tworza silny epizod depresyjny.
      Nie jestem w stanie zmienic sposobu myslenia innej osoby ale moge
      ignorowac takie wypowiedzi.
      Mysle ze bardzo wazne jest rowniez nawiazywanie nowych kontaktow,
      bycie z ludzmi, pomaganie. To przynosi wiele satysfakcji i radosci,
      wtedy powraca milosc....
      Serdeczne pozdrowienia.
      • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 22:00


        Dziekuje...

        (i sie usmiecham, bo ilu ludzi,tyle opinii. Moj najlepszy przyjaciel gani mnie
        za to, ze za duzo rozmyslam... a tutaj inny punkt widzenia.

        Uwazam podobnie. By swiadomie przejsc przez zycie nalezy rozmyslac. Inaczej z
        zycia robi sie wegetacja albo taka papka...
        Szczerze mowiac, gdybym mial wybierac pomiedzy zyciem osoby myslacej i w
        cierpieniu a niemyslacej i w szczesciu i blogosci, to wybralbym i tak to pierwsze.
        A czy cos sie zmieni w moim zyciu. Mam nadzieje. Przygotowuje sie do
        jakichkolwiek zmian. I decyzji i konkretnych dzialan.

        I tylko szkoda,ze odeszli niektorzy przyjaciele...
        • mskaiq Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 22:26
          smutnybelg napisał:
          > I tylko szkoda,ze odeszli niektorzy przyjaciele...
          Wedlug mnie lepiej nie myslec kategoriami straty, zalu bo to zawsze
          przynosi bol emocjonalny, podwaza wartosc zycia.
          Ludzie odchodza, pojawiaja sie nowi, maja wiele do zaoferowania,
          mozna stworzyc nowe przyjaznie i relacje.
          Serdeczne pozdrowienia.

        • grosik68 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 22:28
          Skoro sam piszesz, to i ja sie dolacze.
          Chce Ci tylko powiedziec, ze nie jestes sam, czuje z Toba. Wiem az za dobrzec,
          co to depresja, wykonywanie pracy, do ktorej lepiej sie nie przyznawac, wiem co
          to samotnosc i tesknota za spelnionym zyciem.
          Trzymaj sie cieplutko i dzielnie.
          • smutnybelg Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 23:07

            chyba takich niespelnionych, wykonujacych prace, do ktorej nie chce sie nikomu
            przyznawac, takich samotnych, i cierpiacych jest pol swiata.
            Tylko ze jest jedno ale. Zycie mija i zaden dzien juz sie nie poworzy. Nie
            bedzie drugiej szansy.
            • grosik68 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 23:18
              Ja dostalam druga i wykorzystalam ja. Staram sie nie ogladac za siebie i nie
              rozmyslac nad tym, co przeszlo obok mnie, czego nie mialam i czego nadal nie mam.
              Staram sie skupiac na tym, co mam. Jakos idzie.
          • grosik68 Re: Historia jednej przypadlosci... 04.12.09, 23:14
            I jeszcze dodam, ze z tego da sie wyjsc. Ja po wyprobowaniu czworki terapeutow i
            paru roznych lekow po niespelna dziewieciu latach z najgorszego wyszlam. W
            miedzyczasie skonczylam studia i mam dobra prace. Tez mialam czasy jak Ty, ze
            chcialam ze soba skonczyc, ze nie wierzylam, ze jeszcze kiedykolwiek sie
            usmiechne i ze zycie moze nie bolec.
            Zycze Ci z calego serca, zebys wyszedl na prosta i znalazl i utrzymal przy sobie
            bliskich Ci ludzi.
Pełna wersja