Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia do p

03.01.10, 11:33
W koncu przelamie sie i pojde do psychiatry. Zastanawia mnie jedna
rzecz, mianowicie czy mieliscie z kim podzielic sie wasza choroba?
Ja wiem, ze nie mam z kim i to mnie troche smuci. Najlepsze, ze moi
bliscy nie maja pojecia ze mam depresje i to wola o pomste do nieba -
jak mozna tego nie zauwazyc. Ja wiem, ze bym zauwazyla. Kiedys moja
siostra skomentowala fakt, ze ktos chodzi do psychologa, ze "gdyby
byl normalny to nie mialby po co chodzic." Ostatnio moja mama (ktora
moim zdaniem sama jest rozchwiana emocjonalnie) stwierdzila, ze do
psychologow i psychiatrow nie ma co chodzic, ze to tylko strata
pieniedzy a psychoterapia to glupota (chyba przy okazji gapienia sie
na rozmowy w toku). Dziw mnie bierze ze mozna miec tak niemadra
opinie. Z tata na pewno tez nie moge rozmawiac o swoich problemach,
z chlopakiem tez, przyjaciolki od serca nie mam. Czy moje leczenie
moze sie udac jesli jedyna osoba ktorej bede mogla powiedziec
wszystko bedzie... obca mi osoba?
    • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 12:38
      Przeczytałam Twój wpis i mam nieodparte wrażenie że rodzina jest chora a Ty się
      będziesz leczyła, Twój wpis brzmi tak sensownie i wyważenie.
      Dobrze jest mieć wsparcie w rodzinie ale przypuszczam że zdecydowana większość
      tutaj go nie miała, nie ma sensu na siłę szukać u nich zrozumienia bo to rodzi
      tylko frustrację i dodatkowe cierpienie.
      Czy leczenie będzie skuteczne czy nie to nie da się w żadnym pzypadku z góry
      powiedzieć bo każdy z nas jest inny i u każdego co innego depresję wywołało,
      nikt nie ma takiego samego życiorysu, do tego jeszcze reakcja na leki to też
      indywidualna sprawa.
      Trzeba mieć nadzieję że leczenie przyniesie rezultat a przynajmniej poprawi
      jakość życia.
      Co do opowiadanie wszystkiego, to raczej na wizycie u psychiatry nie wypowiesz
      się zbuytnio , lekarza raczej interesują dręczące Cię objawy i kilka
      podstawowych informacji oraz dobranie leków, jeżeli czujesz potrzebę wygadania
      się z problemów to lepiej wybrać się też do psychoterapeuty.
      • dala.tata Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:29
        gratuluje latwosci potepiania. szczegolnie ze z twojego postu racej wynika ze ta
        rodzina jest calkiem normalna, co? wiekszosc ludzi nie ma wsparcia u rodziny
        zczegolnie na poczatku. bo coroby psychiczne stygmatyzuja. i nikt nie chce miec
        w domu kogos, ktos sie leczy psychicznie. i moze zamiast potepiac, lepiej
        zasugeorwac psychoedukacje, co?


        lucyna_n napisała:

        > Przeczytałam Twój wpis i mam nieodparte wrażenie że rodzina jest chora a Ty się
        > będziesz leczyła, Twój wpis brzmi tak sensownie i wyważenie.
        > Dobrze jest mieć wsparcie w rodzinie ale przypuszczam że zdecydowana większość
        > tutaj go nie miała, nie ma sensu na siłę szukać u nich zrozumienia bo to rodzi
        > tylko frustrację i dodatkowe cierpienie.
    • berta-live Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 12:45
      Psychiatra nie jest od gadania tylko od leczenia. Traktuj go tak jak każdego
      innego lekarza. Jakbyś miała problemy kardiologiczne to też byś skuteczność
      leczenia uzależniała od zrozumienia choroby przez rodzinę? Podejrzewam, że
      poszłabyś do kardiologa, zażywała przepisane leki i nie przejmowała opiniami innych.
    • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 12:50
      Wypowiem się jako osoba z drugiej strony, tzn. jako partnerka osoby z depresją.
      Z mojej strony wygląda to tak, że to ja czuję się odsunięta od sprawy, od całego
      leczenia, ponieważ to mój partner udaje przede mną, że problemu nie ma, mimo, że
      już prawie rok się leczy. Mniej lub bardziej świadomie odsuwa ode mnie swoją
      chorobę jakby mnie problem nie dotyczył. Czy Ty, ze swojej strony, możesz śmiało
      powiedzieć, że chcesz, ale tak naprawdę mocno, z nimi na temat swoich problemów
      rozmawiać?
      • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 13:05
        co innego rodzice i rodzeństwo co innego partner życiowy.
        jeżeli rodzice którzy znają Cię od maleńkości nic nie widzą a raczej widzieć nei
        chcą, a jeszcze rzucają takei komentarze to rozsądniej jest porzucić nadzieję na
        wyrozumialość i nei dowalać sobei próbami wytłumaczenia dogłębnie faktu bo tylko
        człowieka zaszufladkują jako wariata i już kompletnie przestaną się z nim
        liczyć. natomiast brak zrozumienia u partnera życiowego to już jest inny
        problem. Niechęć do mówienia o problemach psychiczych może być spowodowana
        lękiem przed Twoją reakcją, przed odrzuceniem, niechęcią obarczania Ciebie
        swoimi problemami, niektórzy popełniają tzw humanitarne samobójstwo chcąc
        "odciążyć" rodzinę dla której czują się cieżarem. Powodów może być wiele,
        niektórzy nie bardzo wyrywają się do spowiadania ze woich słabości. Może więc
        nie naciskaj, wspieraj nie za pomocą wywlekania bebechow w rozmowie ale na
        zasadzie doceniania jego postępów, bycia blisko, okazania cierpliwości bo tej
        będzie Ci trzeba dużo. Nie ma sensu oczekiwać że każdy będzie chciał "mocno"
        rozmawiać o najboleśniejszych stronach swej psychiki, jakkolwiek należy być
        gotowym na to że któregoś dnia w sprzyjających okolicznościach będzie chciał
        pogadać i żeby wtedy nie bagatelizować nei zaprzeczać na zasadzie "ale przecież
        świetnie wygląasz, eee nie martw się nei jest z tobą tak źle, albo pojedziemy na
        wczasy to ci minie" Trzeba wtedy przymknąć dzioba z poradami i zwyczajnie
        przyjąć do wiadomości co dana osoba ma do powiedzenia, a tzw zdrowi bliscy
        raczej z milczeniem mają nieco problemow w takich sytuacjach.
        Takie uszanowanie czyjegoś marginesu prywatności w związku i umiejętność trwania
        przy kimś cierpliwie świadczy też moim zdaniem o dużej dojrzałości i nie każdego
        na to stać.
        • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 13:24
          Masz w tym wszystkim absolutną rację. Zarówno jeśli chodzi o najbliższych jakimi
          są krewni jak i partnerów życiowych. W przypadku mojego partnera również jest
          tak, że rodzina nie ma zielonego pojęcia co się z nim dzieje, a niektórzy
          bagatelizują problem. Na wszystkie moje uwagi, że potrzebna mu pomoc uważają, że
          przesadzam. Jeśli chodzi o mnie i mój stosunek do jego choroby przyznaję, że na
          początku popełniłam wszystkie możliwe błędy: mówiłam mu, ze wszystko będzie w
          porządku, że to minie, nawet uważałam, że branie przez niego leków otępia go,
          wszystkie momenty w których zamykał się w sobie odbierałam osobiście sugerując
          mu, że chce po prostu odejść. Dzięki temu forum zrozumiałam ile błędów
          popełniłam i być może teraz płacę za to tym, że mnie od tego odsunął.
          Teraz staram się być blisko, dawać mu poczucie, że jestem i że nie ucieknę, ale
          czasem to wygląda jak rzucanie grochem o ścianę. Staram się cieszyć tymi
          "dobrymi" kilkoma dniami w miesiącu ale jak sami wiecie to trudne. Największy
          problem jest w tym, że dzieli nas prawie 200km...
          • twoja_przelozona Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 13:39
            ktos sie pytal czy naprawde chcialabym rozmawiac z rodzina o moich
            problemach - nie. Z tego powodu, ze wiem jacy sa moi rodzice.
            Oczywiscie chcialabym z nimi o tym porozmawiac ale tylko wtedy,
            gdyby byli to nieco inni ludzie. Zreszta, gdyby byli inni, mozliwe,
            ze nie wpadlabym w depresje, bo wine w tym stanie rzeczy widze w
            ogromnej mierze w wychowaniu, na dodatek bylam zawsze wrazliwym
            dzieciakiem i trzymanie pod kloszem, zakazy i nakazy (nauka) zabily
            we mnie pewnosc siebie i poczucie wartosci. Mimo ze to dobrzy ludzie
            wiem, ze tu nie moge na nich liczyc. Chlopak moze i by zrozumial,
            ale nie chce mu mowic. Zreszta on jest z tych mocno stapajacych po
            ziemi, mowiacych "wez sie w garsc" i idacych dalej. Poza tym i tak
            mam problem z tym zwiazkiem, ale ten brud juz wywleklam na innym
            forum.
            Troche mnie zmartwilyscie ze u psychiatry sie nie wygadam. Nie to,
            ze bym chciala, ale sadzilam, ze wywleczenie niektorych rzeczy
            bedzie w leczeniu konieczne. Zamierzam isc do Krzyzkowiaka (jakos
            tak) z Wawy, wywalic te 150 i miec nadzieje na jakis efekt.
            • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:04
              Jeśli nie chcesz z nimi porozmawiać na tematy, które Cię bolą i udajesz przed
              nimi, że wszystko jest może nie rewelacyjnie, ale znośnie to nie miej do nich
              pretensji, że nie zdają sobie sprawy z tego, że tak naprawdę sobie z tym
              wszystkim nie radzisz. Ja zawsze myślałam, że każdy ma problemy i każdy sobie z
              nimi wcześniej czy później poradzi. Oprzytomniałam dopiero jak mój partner
              zaczął mieć myśli samobójcze. Wierz mi wiedziałam wcześniej, że coś jest nie
              tak, ale nie wiedziałam, że w takim stopniu.
          • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 13:49
            Nie powinnaś mieć do siebie żalu o te "błędy" chyba każdy kto sam nie przeżył
            depresji popełniłby je w najlepszej zresztą wierze.
            Jestem pewna że Twoje bycie jest dla niego ważne, nawet takie na odległość, że
            jest tam gdzieś ktoś dla kogo jest się ważnym, kto o tobie myśli.
            Mam nadzieję że uda sie wam razem przetrwać ciężkie czasy i doczekać poprawy no
            i że ta odleglość wreszcie się zmniejszy.
            • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:08
              Dziękuję za dobre słowo:) Dużo wsparcia daje mi to forum:)
              Jeśli chodzi o tę odległość to czekam aż temat powróci... Staram się być tylko
              cierpliwa;)
              • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:35
                a ta odleglość to wybór czy życiowa konieczność?
                • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:45
                  pochodzimy z dwóch odległych miast.... miałam się przenieść do niego, ale w tym
                  czasie zaczął wpadać w dołek, nie wiedziałam co się dzieje, rozstaliśmy się na
                  jakiś czas... długo by opowiadać... pół roku temu powróciłam do rozmowy,
                  powiedziałam, że skończyłam studia, że mogę się przeprowadzić, ale on z reguły
                  unika tematu, albo mówi, że odejdę, albo, że on mnie zostawi... taka troszkę
                  huśtawka, bo właściwie to nie wiem czy jesteśmy ze sobą czy nie - oficjalnie do
                  siebie nie wróciliśmy :/
                  • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:00
                    hmmm to nie wiem czy to ma sens, ale to już Twoje życie, Ty wiesz najlepiej. ja
                    nie umiałabym tak w niepewności.
                    • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:45
                      uwierz, że nie wiem i że codziennie się zastanawiam czy to ma sens, ale jak na
                      razie inaczej nie potrafię :)
    • dala.tata Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:26
      ty bys zauwazyla, ze twoja siostra ma depresje. ale jak? po czym? a twoje
      podejscie do psychiatry i psychologa bylo zawsze tak otwarte? ludzie sie boja
      chorob psychicznych.mozna nad tym ubolewac, jednak bardzo trudno sie dziwic.
      nadal w klotni wysylamy ludzi do psychiatry, wyzywamy sie od wariatow i czubkow,
      slowo 'shcizofrenia' i pochodne uzywane sa na co dizen rowniez w jezyku
      publicznym. dlaczego twoja rodzina akurat mialaby byc jakas szczegolna? wrecz
      przeciwna, sadzac po literaturze na ten temat, jest calkiem normalna.

      a dlaczego masz sie 'przelamywac' i isc do psychiatry. skoro jestes tak otwarta,
      a psychiatra to taki zwykly lekarz, to dlaczego sie przelamujesz? idac do
      laryngologa tez sie przelamujesz? czy moze jednak jest cos takiego w
      psychiatrze, ze to nie jest taki zwykly lekarz, co? co wiecej, jak sie okazuje,
      sama nie wiesz, czego oczekiwac u psychiatry. dlaczego twoja rodzina ma byc inna?

      to wszystko co pisze, nie ma byc sposobem na usprawiedliwienie, ale na
      zrozumienie tego co sie dzieje. i moze gdy zrozumiesz, bedzie ci latwiej
      porozmawiac z nimi, a im zrozumiec ciebie.

      i tak dla porzadku: skoro nie bylas jeszcze u psychiatry, to nie mozesz
      powiedziec 'mam depresje'. te diagnoze postawi ci lekarz, na razie, jest ci zle.
      • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 14:31
        dużo prawdy w tym jest choć wychodzi na to że trzeba być wariatem żeby wyczuć
        różnicę między dołkiem a depresją?
      • twoja_przelozona Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:00
        dala.tata, piszesz, ze to co napisalas ma byc sposobem na
        zrozumienie, kiedy ja kompletnie nie zrozumialam, co do mnie
        pisalas. Jakies to dla mnie haotyczne i nie obraz sie, bez sensu.
        Zarzucasz mi jakas otwartosc na psychiatrow nie wiadomo dlaczego, o
        co ci chodzi??? I pod jakim wzgledem "moja rodzina ma byc inna",
        jesli chodzi o psychiatrow??? Wogole nie zrozumialas co mialam na
        mysli piszac o tym, ze chialabym, aby moja rodzina byla inna. Nie
        chce, aby byli z psychiartami za pan brat, a zaluje, ze nigdy nie
        mialam z nimi partnerskich stosunkow, nigdy mnie tak nie wychowywali
        ze moje zdanie sie liczy, ze mam cos do powiedzenia w sprawach
        doroslych i taka gowniarzyca czuje sie do teraz, majac 23 lata.
        Nigdy nie rozmawialam z nimi o swoich sprawach, dorastajac nie
        moglam porozmawiac z matka o chlopakach (bo to "zlo" i tylko nauka
        wazna) i teraz tez sie otwierac nie bede, bo wiem, jak zostaloby to
        skwitowane.
        A wiem, ze zauwazylabym depresje u siostry chociazby dlatego, ze juz
        to zrobilam. Tzn wydaje mi sie, ze u niej to wrazliwosc i dolki, ja
        mam wiekszy problem. A mieszkamy osobno. Jak widze, ze ma gorszy
        dzien, staram sie z nia rozmawiac. A moi rodzice, najblizszi, z
        ktorymi do niedawna mieszkalam uwazaja, ze wszystko jest ok mimo, ze
        jestem nie utrzymujaca z nikim kontaktow samotnica dwa razy z rzedu
        spedzajaca wakacje w 4 scianach wychodzac jedynie do okolicznego
        sklepu, prawie w ogole sie nie odzywajaca, ze smutnym wyrazem
        twarzy. No ale studiuje, mam dobre oceny, jak pojde to pracy
        to "wyrobie sie". Jest wiec ok.
        • twoja_przelozona Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:07
          Zapomnialam dodac, ze w oczach chlopaka, z ktorym jestem 6 lat,
          jestem po prostu smierdzacym leniem.
          Nawet jesli nie chce sie po ludziach opowiadac, ze ma sie depresje
          lub inne problemy z psycha, nie rozumiem, jak ci z najblizszego
          otoczenia moga byc tacy... glupi? Niewrazliwi? Slepi? Obojetni??
          • masochist Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:21
            Jesteś niesprawiedliwa w tym co piszesz. Oni nie są głupi, niewrażliwi ani ślepi
            czy obojętni. Po prostu nie wiedzą co się dzieje. Nawet jaki im powiesz, że masz
            depresję nadal nie będą wiedzieć co czujesz. Ja potrzebowałam kilku miesięcy na
            zrozumienie... Nie wyobrażałam sobie, że można tak po prostu nie mieć siły, żeby
            wstać, ubrać się iść do pracy, że można nie wiedzieć nawet tego co się czuje. I
            nie dotarło do mnie co to jest depresja przez jakieś definicje czy fachowe
            książki, a dzięki temu, co przeczytałam tutaj na forum. Obraz tego co siedzi w
            człowieku z depresją przedstawiły mi wypowiedzi osób w tym siedzących. I teraz
            wydaje mi się, że przynajmniej trochę jestem w stanie zrozumieć i mam nadzieję
            pomóc. Nie oceniaj ich więc z góry.
            A swoją drogą może w porozumieniu z rodziną pomoże psycholog albo jakaś
            psychoterapia.
          • berta-live Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:27
            Może sami mają podobne problemy. Może nie są złośliwi, leniwi i mający wszystko
            w głębokim poważaniu, tylko może sami mają jakieś zaburzenia psychiczne i nie
            dają rady podołać dodatkowym obowiązkom i cudzym problemom, nawet jak one
            dotyczą ich dzieci?

            Poza tym jak to Dala.tata powiedział, nadal jest wstyd być chorym psychicznie.
            Nadal ludzie wolą udawać, że wszystko jest OK. Wolą wierzyć, że dziecko jest
            niewychowane niż że ma ADHD, wolą wierzyć, że stara ciotka jest upierdliwa i
            wredna niż że ma depresję albo zaburzenia osobowości. A jak już sprawy posuną
            się tak daleko, że wierzyć się nie da bo delikwent np trafi do szpitala, to
            zaczyna się ukrywanie przed światem tego faktu. Wielka tajemnica rodzinna. I
            najważniejsze, żeby się przyszły zięć czy synowa nie dowiedzieli.
            I mimo przeróżnych akcji mających zmienić ludzkie nastawienie, niewiele się
            zmieniło.
        • berta-live Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:16
          Ale mimo wszystko może mieć to związek z brakiem wiedzy dotyczącej problemów
          psychicznych. Jakby mieli świadomość, że to co się z Tobą dzieje nie jest zdrowe
          to być może by zareagowali. Jakby nie byli pod wpływem negatywnych stereotypów i
          lęków przed psychiatrią, to być może łatwiej by im przyszło samodzielne dojście
          do tego, że być może masz problem i potrzebujesz fachowej pomocy. Takie udawanie
          przed samym sobą, że wszystko jest OK i niedostrzeganie oczywistych
          oczywistości, jest zwykłym chowaniem głowy w piasek albo zamiataniem śmieci pod
          dywan.
        • dala.tata Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 15:27
          ja ci niczego nie zarzucam; pytam, czy zawsze bylas otwarta na psychiatrow? bo
          zarzucasz twej rodzinie, ze nie jest. a chodzi mi o to, zebys sie zastanawila,
          co mowisz.

          ja mysle ze doskonalem zrozumialem, ze chcialabys, by twoja rodzina byla inna.
          ale z tego, co teraz piszesz, to wcale nie chodzi o zauwazenie depresji, tylko o
          inne rzeczy. przeczytaj swoj post.

          no skoro wiesz, ze zauwazylas i ze to byla depresja, to po co ci psychiatrzy?
          ogolnie mam wrazenie, ze ty bardzo duzo juz wiesz i to na dodatek wiesz najlepiej.

          i dala.tata zdecydowanie nie jest kobieta.
          • twoja_przelozona Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 18:51
            dala.tata widze, ze nadal mnie nie zrozumiales, ale nie ma potrzeby
            rozwijac tego dalej. Choc myslalam, ze skoro napisalam, ze nie
            chodzi mi o to, aby moja rodzina byla z psychiatrami "za pan brat",
            to jednak zrozumiesz, ze nie chodzi mi o to ze "moja rodzina nie
            jest otwarta na psychiatrow". Napisalam juz czarno na bialym ze mam
            zal do rodzicow o to, ze zawsze traktowali swoje dzieci zbyt z gory -
            w sensie dziecka zdanie sie nie liczy bo to dzieciak, my wiemy
            najlepiej. Nie moglam zwracac sie do nich z problemami bo nie
            lubilam tego, ze w mojej obecnosci bylo omawiane to inaczej, a
            pozniej, za plecami, jeszcze inaczej. Przez to zamknelam sie na nich
            i nigdy nie rozmawialam o swoich sprawach z nimi a tylko o rzeczach
            typu "co w szkole". Stad tez nie ide do nich po pomoc a chce
            poradzic sobie samej, i pytam jak to jest kiedy nie ma sie komu
            powiedziec o pewnych problemach i dusi sie wszystko tylko w sobie.
            Chodzi mi o otwartosc w rodzinie, wiec jesli znowu mnie zapytasz czy
            zawsze bylam otwarta na psychiatrow to mi rece opadna.
            • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 19:18
              hmm , chyba jednak to Ty nie czytasz uważnie
              zarzucasz rodzinie że nie jest otwarta na informację o leczeniu psychiatrycznym
              a Dala tata zapytał czy Ty sama zawsze uważalaś pojście do psychoatry za
              normalną rzecz skoro jak piszesz mimo zlego samopoczucia musisz się do tej
              wizyty "przełamać" gdybyś nei maila do tego żadnych uprzedzeń to przecież nei
              musiałabyś się przełamywać. Więc chcąc niechcąc jednak w jakimś sensie powielasz
              zachowanie rodziców.
              No i nie wiem skąd takie nerwy, przecież nikt Ci nic złego nie napisał.
              • twoja_przelozona Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 23:50
                Musze sie przelamac bo to nie jest wizyta jak u laryngologa. Jesli
                juz porownujemy psychiatre do innych lekarzy, to moze by tak do
                proktologa - tez trzeba sie przelamywac, moze nawet jeszcze
                bardziej ;))
            • berta-live Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 19:56
              Myślę, że Twoim podstawowym problemem jest nierealistyczne wyobrażenie o
              instytucji rodziny. Takie rodziny jak w mydlanych operach i amerykańskich
              filmach familijnych w rzeczywistości nie istnieją. Poczytaj sobie jakieś
              statystyki i porozmawiaj z ludźmi. W domach nie rozmawia się o problemach. Nawet
              o pogodzie rzadko. Ale to w żaden sposób nie przeszkadza w leczeniu jak ktoś
              jest chory. I większość ludzi nie ma też z tego powodu żadnych traum i całkiem
              nieźle radzi sobie w życiu.
              • lucyna_n Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 20:58
                w Twoim domu może jest statystycznie, w moim nie. To że dużo rodzin jest takich
                to nei znaczy że to jest dobre i normalne.
              • grosik68 Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 21:48
                berta-live napisała:

                > Myślę, że Twoim podstawowym problemem jest nierealistyczne wyobrażenie o
                > instytucji rodziny. Takie rodziny jak w mydlanych operach i amerykańskich
                > filmach familijnych w rzeczywistości nie istnieją.

                Berta-live, ja nie wiem, jakie filmy ogladasz i jak wyglada Twoje zycie
                rodzinne, ale mylisz sie. Nasze zycie, nasze rodziny (przynajmniej te, ktore
                zakladamy) sa takie, na jakie sie chodzimy.
                W moim domu to ja decyduje, czy rozmawiam z moim partnerem o pogodzie, czy o
                tym, co dla mnie istotne. Jezeli skladasz bron i sie na nijakosc godzisz, to i
                nijakosc masz. Nie mowie, ze zycie bedzie idealna bajka, ale moj dom jest
                cieplym i bezpiecznym miejscem, bo to my go tworzymy.
    • lady_morgan Re: Stosunek waszych rodzin do depresji/chodzenia 03.01.10, 16:23
      twoja_przelozona napisał:

      Czy moje leczenie
      > moze sie udac jesli jedyna osoba ktorej bede mogla powiedziec
      > wszystko bedzie... obca mi osoba?

      jeśli czujesz, że nie możesz komuś powiedzieć o leczeniu się i swojej depresji,
      to znaczy, że tak naprawdę jest to dla Ciebie obca osoba

      ale to tylko moja skromna opinia
Pełna wersja