Mniej wartościowa, co dalej z życiem...

07.01.10, 01:02
Od wielu lat choruję na nerwicę lekową.
Przebrnęłam już przez najostrzejszy jak dotąd etap
kiedy nie byłam w stanie w ogóle normalnie funkcjonować.
Dobrze wiem co znaczy atak leku paniki, zawroty głowy, tiki, bóle brzucha, napady płaczu, agresji spowodowanej bezradnością, bezsenność, strach przed wyjściem z domu albo odwrotnie - uciekanie na ulice oby tylko nie być sama w domu, napady paniki w środku nocy, ataki bóli, duszności itd.... i lęk lęk lęk i niepokój.
I niestety poradziłam sobie z tym sama, ponieważ wizyty u psychologów i psychiatrów nic mi nie dały.
A po lekach nie byłam w stanie normalnie pracować.
Nauczyłam się akceptować nerwicę, żyć z nią i radzić sobie z nią.
Obiecałam sobie że w tym roku zadbam o siebie, i wybiorę się na pchychoterapię, dlatego że ona cały czas jest.
Mam nadzieję że to mi pomoże poradzić sobie z poczuciem bezwartościowości związanym z nerwicą, czasami depresją.
Czasami się czuję bezuzyteczna, i mam wrażenie że powinnam być w śyciu sama żby nikomu nie gmatwać jego życia.
Nie wyobrażam sobie tez obarczania moją nerwicą innej istoty jaką jest dziecko. Na szczęście jeszcze go nie mam.
Ale mam męża. Boję się że nie sprostam jego marzeniom o rodzinie itd...
Zastanawiam się czy nie lepiej takim osobom jak ja iśc w życiu samym.

Nie jestem w stanie wytrzymać normalnie w pracy, nie w każdej.
Dlatego załatwiłam sobie pracę na pół etatu, ale mój mąż ma do mnie trochę pretensje. Bo powiniśmy razem pracować normalnie na naszą przyszłość, a ja po prostu nie mam siły...
Czuję się nie do końca wartościową żoną i kobietą...
    • malte1 Re: Mniej wartościowa, co dalej z życiem... 09.01.10, 00:16
      spoko, dobry tekst. ukladasz sobie zycie z nerwica, masz meza, prace na pol
      etatu, znasz swoje ograniczenia, ale mimo wszystko starasz sie zyc najlepiej jak
      potrafisz. to juz jest solidny fundament. kiedy ktos mowi, ze ma nerwice, ale
      jednoczesnie ze ja oswoil, oznacza to, ze nastapila duza przemiana w sposobie
      myslenia z negatywnego, pelnego konfliktow na pozytywny. i nie ma w tym
      paradoksu. osobiscie takie oswojenie fobii definiuje nie jako wyeliminowanie jej
      symptomow a raczej zanikajaca potrzebe poswiecania im uwagi. nastepny etap
      stanowia uczucia tworzace bardziej subtelna plaszczyzne mysli. kiedys
      przykladowo, jak patrzylem w lustro ciagle nie lubialem siebie za "cos" . z
      czasem zabawa w zwracanie uwagi na "cos" zaczynala mi sie nudzic, az w koncu to
      "cos" ladowalo w koszu. wowczas wynajdowalem sobie inne "cos", co moglo ponownie
      zaabsorbowac moje uczucia i mysli, ale i to do czasu. co ciekawe, do raz
      odrzuconej w kat zabawki juz nigdy nie wracalem. to tylko taki przyklad, bo w
      rzeczy samej chodzi o zrozumienie pewnego negatywnego procesu, jaki ma miejsce.
      z tego co wyczytalem, ty w tej chwili znalazlas sobie zabawe w "czucie sie
      bezwartosciowa". no tez fajna gra! i jaka zajmujaca, zlozona. mozna grac latami
      i sie nie znudzi. ale zobaczysz, ze jak juz osiagniesz mistrzostwo w "czuciu sie
      bezwartosciowa", to gra wyladuje w koszu. moge sie zalozyc, jak bum cyk cyk. na
      razie idzie ci w niej moze srednio, wiec wciaz ja meczysz, doskonalisz sie w
      poczuciu beznadziei, bo na tym polega ta gra. tak czy siak, z czasem
      zaintersowanie nia odpadnie od ciebie jak zab mleczak, i zniknie kwestia
      wartosci lub bezwartosci. w tym miejscu wlasnie przypomniala mi sie piosenka
      johna lehnona "god" - 4 minuty przerwy.

      www.youtube.com/watch?v=jknynk5vny8
      a co do bycia samemu. kazdy jest jest sam, w zwiazku czy bez:-) trzymaj sie!




Pełna wersja