dioramaa88
14.02.10, 10:47
Mam 22 lata i życie przestało mnie cieszyć. Do niedawna byłam
wesołą, roześmianą dziewczyną, zajmowały mnie różne ciekawe
rzeczy.Wszystko zmierzało ku dobremu. Teraz jednak coś się stało. Z
dnia na dzień popadam w coraz gorsze stany. Nic mi się nie chce,
chociaż grozi mi zawalenie semestru na studiach. Boję się tego, ale
nie znajduję już sił, żeby walczyć. Potrafię godzinami spać, a jak
się obudzę, marnować każdy dzień na łzach i rozmyślaniu. Rodzice
ciągle mają do mnie wąty, a ja już najzwyczajniej w świecie nie daję
sobie rady z tym wszystkim.
Najgorszy jest ten nagły smutek, który ciągle czai się obok. Napady
agresji i złości, jeśli coś mi nie wychodzi. Niskie poczucie własnej
wartości, czuję się gorsza od moich przyjaciół, taka toksyczna
zazdrość. Myśli samobójcze, oplatające mój umysł niczym trujące
rośliny. Bo nie mam już ochoty żyć, walczyć o coś, co i tak jest
daleko. Na nic moje zamiary i lata starań. Życie jest zupełnie inne
niż młodzieńcze plany. Dlatego nie mam po co żyć. Tyle tylko, że
nawet samobójstwo mi nie wyszło. Odratowali mnie i kazali mi się iść
leczyć.Byłam u psychiatry kilka razy,mam depresję i schizofrenię,
ale potem doszłam do wniosku, że niby po co. I tak codziennie się
niszczę. Marnuję szanse dane mi od uczelni, śpię, piję, obżeram się
strasznie, boję sie wychodzić z domu...
Jednocześnie z każdym dniem pytam samą siebie : czy to normalne ? Za
kilka dni mam sesję poprawkową, a wraz z nią szanse na to, bym
wszystko pozdawała. Tylko czy dam rady?
Jak myślicie, czy mam szansę żyć normalnie? Tak jak kiedyś?