a1772
22.02.10, 00:42
Od wielu lat cierpię na krótkie okresy bardzo złego samopoczucia psychicznego.
Trwają zwykle od kilku godzin do paru dni, jednak w ciągu ostatniego roku
zaczęły się wydłużać (raz nawet do kilku tygodni). Moje złe samopoczucie w
takich przypadkach jest zwykle wywołane jakimś drobnym, ale nieprzyjemnym
wydarzeniem. W trakcie takiego „napadu” jestem smutna, zrezygnowana, nie mam
na nic ochoty, nic nie chce mi się robić, dużo płaczę, zdarzało mi się
samookaleczać pod wpływem alkoholu. Ale jednocześnie funkcjonuje w życiu w
zupełnie normalny sposób, moje otoczenie i najbliżsi nie są w najmiejszym
nawet stopniu świadomi moich problemów, a ja nie mam potrzeby dzielenia się z
nimi tymi problemami, czuję wręcz paniczny lęk, że ktoś z bliskich mógłby się
o nich dowiedzieć. Ponadto nawet w okresach ogromnego smutku i zniechęcenia
jestem w stanie zmobilizować się do pracy, nauki, wykonania zadania dobrze i w
terminie itp. Jednocześnie te napady smutku wydłużają się i nasilają.
Przeglądałam wiele stron dotyczącyh depresji i podobnych schorzeń i czytając
opisy chorób depresyjnych nie znajduję u siebie większości jej objawów –
funkcjonuje normalnie, wstaję z łóżka, nie mam problemów z apetytem, moje
poczucie wartości nie jest zatrważająco niskie, a, przede wszystkim, przez
większość czasu czuję się zupełnie dobrze i normalnie. Nawet jeśli pojawiają
się, któreś z objawów depresji to mam silne wrażenie, że doszukuję się ich w
sobie na siłę, żeby dopasować sobie jakąś etykietkę, w jakiś sposób
zdefiniować tę dziwną rzecz, która się ze mną dzieję.
Czy uważacie, że to mimo wszystko depresja? A może coś innego?