chyba nie potrafię być szczęśliwa...

03.03.10, 15:03
od ponad 4 miesięcy jestem szczęśliwą mężatką... udało mi się. Miałam wyjść za
innego ale odwołaliśmy ślub bo ja zakochałam się w innym... dziś jestem jego
żoną :) ale od 3 tygodni gnębi mnie przeszłość, męczy mnie to ,że gdyby nie to
że mój niedoszły sam odszedł bo się połapał co się dzieje to nie miałabym tego
co mam teraz... owszem, kochałam byłego ale nie tak jak teraz kocham męża,
teraz wiem co to miłość na zabój :) ja nie miałam odwagi odejść od byłego,
czekałam aż on to zrobi żeby nie było na mnie żeby rodzina i bliscy nie byli
zawiedzeni... teraz mnie męczy że przez to że byłam takim tchórzem w
przeszłości mogłam nie mieć tego szczęścia jakie mam teraz.... wyrzucam sobie
to co dnia... kocham męża, chce być szczęśliwa odegnać widma z przezłości ale
ona cały czas wracają... pomocy, proszę....
    • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 03.03.10, 15:28
      o jezu, no tobie to już nie dogodzi...
      bardzo chcesz wszystko spieprzyć i zapał masz taki że niechybnie ci się uda.
      • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 07:33
        nie chce nic spieprzyć... może to faktycznie wpływ pogody... najważniejsze że
        już mija :)
        • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 12:09
          pogoda, hormony, złośliwe przyjaciółki, kłopoty w pracy, stres, niewyspanie.
          Jest na co zwalać.
          • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 13:19
            tak masz rację, stresu mi ostatnio nie brakuje, a i hormony wchodzą w grę ze
            względu na antykoncepcję... dziękuję :)
            • lucyna_n widzę że nie kapujesz 04.03.10, 14:22
              chcialam Ci tak delikatne zasugerować że zamiast szukać przyczyny i
              usprawiedliwień na zewnątrz zacznij od siebie, bo to Ty sama decydujesz o swoim
              życiu, i za swoje wybory Ty powinnaś brać odpowiedzialność a nei zwalać na
              pogodę, hormony, innych ludzi czy okoliczności.
              Jesteś już duża, musisz wiedzieć czego chcesz, a teraz to już trochę nawet
              głupio oglądać się za siebie bo przecież nikt Cię siłą do ślubu nie prowadził,
              sama chciałaś i na dodatek z tym z kim chciałaś.
              Chyba pora zacząć się cieszyć a nei zatruwać życie aktualnemu ukochanemu,
              wystarczy chyba że niepotrzebnie zawrócilaś gitarę i podeptalaś uczucia byłego,
              skoro już poniósł biedaczysko te ofiarę to niech to chociaż nei będzie na próżno.
              • martini-7 Re: widzę że nie kapujesz 04.03.10, 14:27
                hmm... może źle to ujęłam, wiem, że pogoda i hormony to nie wszystko,
                zadziwiające było tylko dla mnie to że pojawiło się to "dziadostwo" w momencie
                gdy odstawiłam tabletki, niemal z dnia na dzień! teraz znowu przyjmuję je i
                czuję, że wracam do życia :)
                życie jest piękne, a ja mam w nim dużo szczęścia, tym zamierzam się cieszyć :)
                • ichnia Re: widzę że nie kapujesz 04.03.10, 20:35
                  martini-7 napisała:

                  > czuję, że wracam do życia :)
                  > życie jest piękne, a ja mam w nim dużo szczęścia, tym zamierzam się cieszyć :)

                  O rany, jak niektórym to dobrze. Popłaczą, pokwilą, normalnie czarna rozpacz i
                  beznadzieja...a za chwilę znów mogą cieszyć się życiem...
                  • lucyna_n Re: widzę że nie kapujesz 04.03.10, 20:50
                    co chcesz, "deprechę" mieli przez ładnych kilka dni.
                    • ichnia Re: widzę że nie kapujesz 04.03.10, 20:53
                      lucyna_n napisała:

                      > co chcesz, "deprechę" mieli przez ładnych kilka dni.

                      Fakt. Godne współczucia.
                      • martini-7 Re: widzę że nie kapujesz 05.03.10, 07:29
                        moje drogie, małe sprostowanie, odważyłam się o tym pisać, ponieważ pewien stan
                        lęków i niepokoju wrócił do mnie po kilku latach. Parę lat temu to nie trwało
                        parę dni, a miesięcy, byłam w tym czasie w zasadzie pozostawiona sama sobie,
                        słysząc że przesadzam i takie tam... wtedy każda, myśl kończyła się na tym, że
                        nie ma sensu żyć dalej...
                        • ichnia Re: widzę że nie kapujesz 05.03.10, 09:07
                          martini-7 nie przejmuj się. Jeszcze parę miesięcy temu nie pomyślałabym, że
                          mogłabym odpisywać komuś w taki sposób. Zawsze byłam skłonna każdego pocieszyć,
                          dawać nadzieję i takie tam. Tylko mnie nie miał kto pocieszyć. Więc muszę robić
                          to sama, mniej zajmują mnie inni. Może to efekt działania leków, zmniejszyła się
                          moja wrażliwość? Nawet jeśli tak, uważam to za efekt pozytywny. Przy takiej
                          nadwrażliwości jest to wielce wskazane. Poza tym na porządku dziennym są na tym
                          forum problemy z niechęcią do życia, siłą rzeczy po pewnym czasie przestaje to
                          ruszać.
                          Pozdrawiam i życzę oby stan poprawy utrzymał się już na stałe :)
                          • martini-7 Re: dziękuję Ichnia 05.03.10, 09:17
                            nie sądzę że Twoja wrażliwość się zmniejszyła, gdyby tak było nie napisałabyś do
                            mnie :) ale faktycznie czasem nadwrażliwoś jest jak bilet w jedną stronę, Ty
                            pomagasz a po Tobie jadą... nie jestem specem ale jeśli któregoś dnia poczujesz
                            że potrzeba Ci pocieszenia pisz śmiało :)

                            pozdrawiam i dziękuję za słowa otuchy :)
    • mskaiq Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 13:08
      Mysle ze to poczucie winy ze moglas nie zrobic tego co bylo dla
      Ciebie wazne. Z tego mozna sie nabawic depresji i stracic meza
      ktorego tak kochasz.
      Nie wyrzucaj sobie, wybacz sobie.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 13:22
        dziękuję te słowa dużo dla mnie znaczą... staram się żyć od nowa... czuję się
        ostatnio z dnia na dzień coraz lepiej... myślę że tu też odgrywają rolę moje
        kompleksy, jestem może nie idealistką ale wymagam sporo od siebie jeśli idzie o
        charakter, ma być "dobry"...

        mam nadzieję że nadejdzie wreszcie słoneczna wiosna... to pomaga żyć :)
        pozdrawiam...
        • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 14:27
          wymagasz sporo od siebie? serio?
          ja zauważylam tylko że idziesz za glosem serca nie bacząc na to że kogoś
          podepczesz, grunt żeby był poryw i mega milość. Żal Ci że tracilaś czas swój,
          ale nie zauważylam żebyś żałowala że kogoś jednak w trąbę puścilaś dając mu
          przedtem nadzieję i zmarnowalaś jego czas. Nie wiem czy to jest znowu taka
          szlachetna cecha charakteru. Nie że potępiam bo pewnie też bym tak zrobiła
          jakbym się zakochała na zabój, ale nie wlewałabym sobie jednocześnie że jestem
          taka nadzwyczajnie dobra.
          • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 14:39
            nie uważam, że jestem dobra, chodziło mi raczej o coś takiego że chciałam tak
            być ale nie udało się... jestem tylko człowiekiem, popełniam błędy... wiesz,
            masz rację zdeptałam czyjeś nadzieje, ale i ktoś zdeptał mnie, nie zauważając że
            jestem, idąc bardziej za karierą... masz rację podła jestem, ale czasu nie
            cofnę... teraz mogę tylko wyciągać lekcje z tego co było... ale zastanawia mnie
            jedna rzecz jak czytam co do mnie piszesz, mianowicie, czy to ja tak mało
            precyzyjnie się wyrażam czy Ty wyciągasz tylko to co chcesz z moich wypowiedzi,
            mimo to fajnie czytać to co piszesz bo daje kopa do działania
            • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 15:35
              stwierdzam że stan zakochania jest stanem godnym pozazdroszczenia
      • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 14:23
        ciekawe czy "były" też ma takie ciepłe i pobłażliwe uczucia w sercu...
        • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 14:30
          o dziwo tak, bardzo szybko znalazł sobie nową miłość, czasem gadamy ze sobą,
          każde z nas odkryło, że teraz jest lepiej
          • lucyna_n Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 15:38
            no to rzeczywiście wyjątkowo szczęśliwy splot okoliczności, ale wiesz że w tym
            Twoja zasługa żadna, dobra kobieto.
            a wogóle to uciekaj stąd i nie szukaj problemow na silę, żyć, cieszyć się,
            kochać, świat zdobywać a nie po forumach dla chorych psychicznie się szlajać i
            epatować taką szczęśliwością, bo to tak jakbyś pokazywała jaka jesteś sprawna
            fizycznie na oddziale dla sparaliżowanych. Rozumiesz.
    • finibilo Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 04.03.10, 15:11
      To naprawdę zabawne, jak obdarzone świadomością aminokwasy walczą o
      zachwanie organicznego stanu równowagi nazywanego obiegowo
      szczęściem. I tak przez stulecia, wszyscy i wszędzie mnożą sie i
      podejmują decyzje w interesie replikatorów.
    • opcja-0 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 09.03.10, 10:43
      żyj teraźniejszością, wyznaczaj tez sobie cele i spełniaj marzenia, to co było
      zostaw za sobą i ciesz się szczęściem
      • martini-7 Re: chyba nie potrafię być szczęśliwa... 09.03.10, 14:05
        masz rację, czytałam to co mi poleciłaś w innym wątku, weszłam na tamtą stronę,
        jest super :)
        ktoś kiedyś powiedział że największym dobrodziejstwem przeszłości jest to, że
        minęła, chyba wezmę sobie to do serca :)
        dziękuję i pozdrawiam
Pełna wersja