Dodaj do ulubionych

nie ma jak pomoc przyjaciela... :(

30.03.10, 18:29
tyle się mówi o wsparciu bliskich i przyjaciół, więc chciałam
skorzystać ze wsparcia przyjaciólki więc mówię "nie daję rady, mam
dość, męczą mnie te niepokoje, lęki, uparte myśli" na co
przyjaciólka "wmawiasz sobie. pewnie jesteś w ciąży"
wsparcie przyjaciół bezcenne, za całą resztę zapłacisz karą master
card...a ja durna lecę na każdą smutną minkę z pomocą...(ale pewnie
będę miała poczucie winy po tym wątku)
Obserwuj wątek
    • onemama Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 08:28
      Haha skąd ja to znam. Przytaczam słowa które już powiedziałam na tym forum -
      moja przyjaciółka stwierdziła że to najlepszy czas w moim życiu, czas na to żeby
      zmienić się, życie, znaleźć swoją drogę. Wg niej to chwilowa chandra. I tak jak
      Ty Martini leciałam na każde jej słowo, gdy potrzebowała wsparcia. Nie mam
      przyjaciół już.
      Udawanie że jestem zdrowa wyszło mi bokiem. Nie chcę z nikim się spotykać i nie
      chcę "dobrych"rad.
      • martini-7 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 08:55
        ja nie zamierzam nic udawać, nie obnoszę się z niczym, o tym że są u mnie takie
        a nie inne problemy wie tylko mąż i najbliżsi przyjaciele, rodziny nie mieszam,
        nie ma po co, może ewentualnie po wizycie coś im powiem, ale raczej nie...
        zobaczymy jak to będzie, może faktycznie u mnie to długotrwała chandra?
        zobaczymy co i jak. Życie i czas zweryfikują moich przyjaciół - kolejny raz. Nie
        wiem czemu ale w sercu mam jednak nadzieję że ona tak nie myślała, że to gorszy
        dzień u niej... mam chaos w głowie...
        • ichnia Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 10:01
          martini-7 napisała:
          > Życie i czas zweryfikują moich przyjaciół - kolejny raz. Ni
          > e
          > wiem czemu ale w sercu mam jednak nadzieję że ona tak nie myślała, że to gorszy
          > dzień u niej...

          Ja bym się na nią nie obrażała i nie miała pretensji. To nic dziwnego, że ktoś
          nie rozumie czegoś, z czym się nie spotkał lub nie przeżył na własnej skórze...
          • martini-7 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 10:36
            Ichnia, nie chodzi tu o obrażanie, po prostu biorąc pod uwagę jej osobowość to
            co jak co ale ona liczyłam że zrozumie... co do tego co napisałam o weryfikacji
            przyjaciół - pewne zdarzenia z mojego życia pokazały mi że ludzie których
            uważałam za przyjaciół zawiedli lub po prostu nimi nie byli
    • mskaiq Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 11:31
      Twoja przyjaciolka nie rozumie niepokoju, lekow upartych mysli ale
      czy to ze nie rozumie tego oznacza ze nie moze byc Twoja
      przyjaciolka ze nie jestes dla niej wazna.
      Mam przyjaciol ktorzy nic nie wiedza na temat schizofrenii czy
      depresji ale to nie odbiera im zadnej wartosci.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • martini-7 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 11:52
        powiedziałam jej że tego tematu między nami nie ma, od tamtej pory ona nie
        wykazała żadnej chęci na rozmowę czy coś, boli to że jak laska zastanawiała się
        po co żyć, choć nie całkiem rozumiałam jej powody (bo jak to zwykle bywa z
        cudzych problemów łatwiej widzimy wyjście niż z własnych) to wiedziałam, że są
        one ważne dla niej i nie twierdziłam że sobie wmawia dostrzegałam że cierpi i
        czułam tego powagę
        • evee1 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 12:45
          > powiedziałam jej że tego tematu między nami nie ma, od tamtej pory
          > ona nie wykazała żadnej chęci na rozmowę czy coś
          A dziwisz sie? Skad ma wiedziec, ze chcesz o tym rozmawiac. Najpierw mowisz jej,
          ze ma tego tematu nie poruszac, a potem dziwisz sie ze sama go nie drazy. Akurat
          raczej dobrze o niej swiadczy, ze nie chce Ci deptac po odciskach.
        • mskaiq Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 12:51
          Czesto ludzie wola zbagatelizowac sprawe aby uniknac przejscia przez
          emocje drugiego czlowieka, bo sami sobie z nimi nie radza.
          Moga nawet z tego powodu unikac drugiego czlowieka.
          Ty bylas w stanie przejsc przez drugiej osoby emocje, oznacza to o
          wiele wieksza dojrzalosc emocjonalna.
          Napisalas ze nie calkiem rozumialas jej powody. Jej powody biora sie
          z tego jak radzi ona sobie ze swoimi emocjami, jakich uzywa
          mechanizmow obronnych, itp. Moga sie roznic od Twoich i stad jej
          reakcje sa inne niz Twoje.
          Serdeczne pozdrowienia.



    • onemama Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 13:34
      Martini - z Twoich wypowiedzi wydajesz mi się bardzo "układną" kobietą,
      delikatną, nie walczącą o swoje, szukającą akceptacji i miłości, bojącą się
      świata i emocji. Może się mylę, ale wyłania się z tego opisu coś na kształt
      mnie, tylko że ja mam jeszcze ciemną stronę.
      Uwierz mi - złość na przyjaciółkę minie, żal do niej, ale relacje już nie będą
      takie same, choć poprawne - bo ona Cię nie rozumie, bo Ty "dziwujesz". Cóż,
      takie życie.
      • martini-7 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 14:32
        hmmm... aż tak święta nie jestem, ludzie którzy mnie nie znają,widzą mnie jako
        silną i wiedzącą czego chcę kobietę... ach te pozory... masz rację chcę
        akceptacji, sympatii, nie lubię być w konflikcie... mam w sobie potwora i jak
        ktoś zaczyna ze mną walczyć potrafię być okrutna ale potem są gnębiące mnie
        wyrzuty sumienia, że byłam za ostra czy coś... jest coś takiego że mam jakby
        dwie natury, jedna to silna i walcząca o siebie,a druga to ta która mówi
        pierwszej "i widzisz co narobiłaś? co Ci po tym że jesteś zadowolona jak ktoś
        inny nie jest! powinnaś się wstydzić że stawiasz siebie nad innych" no i kulę
        ogon...nie zawsze tak jest ale jest zwłaszcza gdy dotyczy to ludzi którzy są w
        jakiś sposób mi bliscy... często patrzę na to co dobrego dla mnie zrobili żeby
        ich usprawiedliwić gdy mnie skrzywdzą gorzej w drugą str bo gdy patrzę na złe
        rzeczy to potem mam kaca moralnego że źle o nich myślałam, to trochę namieszane
        ale jest i czasem wobec innych niż bliscy też się zdarza... chciałabym być
        jedna... wtedy nie nie byłoby wyrzutów i lęków... hmm.. ciekawe na ile
        zrozumiale to napisałam :/
    • szarodziejka Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 31.03.10, 22:47
      przyjaciele to nie telefon zaufania
      jakiś kontekst?
      jakieś własne g..?
      zazdrość, podziw, próba dorównania?

      czasem niezręczność, albo większa obraza?
      albo ZLEKCEWAŻENIE?

      moi przyjaciele mają mnie w ,,,
      ale pozwalają mi wracać


      chcę wierzyć, że dam się za to pociąć
      ale że odpłacę zrozumieniem?
      kaamaan. święta będę w wielką sobotę.
      • martini-7 Re: nie ma jak pomoc przyjaciela... :( 01.04.10, 14:06
        hmmm... nie bardzo łapię co do mnie piszesz, nie mniej jednak, odezwałam się do
        niej pierwsza... okazało się że nie jest obrażona ale ma problem jakiś w życiu,
        w związku z czym czuję że powinnam jej pomóc... ale jakaś mała ranka w sercu
        jest...
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka