Dodaj do ulubionych

takie tam wnioski...

02.04.10, 07:31
przeczytałam wątek "mam doła" następnie przejrzałam wątek "wewnętrzny konflikt
przyczyną depresji", wczoraj rozmawiałam z jedną przyjaciółką (nie tą co
wcześniej pisałam) która wiele w życiu przeszła i od jakiegoś czasu jest na
terapii. Wnioski mam następujące:

1. Freud miał rację pisząc książkę "kultura jako źródło cierpień" - hamujemy
emocje bo przecież "nie tak nas wychowano"

2. byłoby prościej jakbyśmy patrzyli bardziej w głąb siebie a nie na innych i
przestali myśleć o tym że musi być idealnie, nie możemy nic powiedzieć - tu
pojawia się konflikt wewn. między tym co chcemy a tym co powinniśmy a tym co
od nas oczekują

3. Musi istnieć Bóg i przeznaczenie

4. po co ciągle coś próbujemy udowodnić, dlaczego żyjemy w strachu że nie
będziemy akceptowani?

5. to taki już z życia oglądanie się na rodzinę i nie czucie jej wsparcia,
strach że nie zrozumieją i brak zaufania do nich to spora przyczyna większości
problemów

znalazłoby się jeszcze parę ale nudzić już więcej nie będę
Obserwuj wątek
    • onemama Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 08:39
      Martini - eeee? A skąd tak dziwne wnioski? Przepraszam, ale czy już podjęłaś
      leczenie? Bo szczerze trochę dziwne te wnioski. Za bardzo jednak oglądasz się na
      innych, tłumaczysz się jakby, no i nie wiem skąd się takie niektóre wzięły, ten
      Freud (kto nas obecnie wychowuje tak żeby tłumić emocje? Przecież odeszło się od
      tego?), skąd to przeznaczenie i Bóg (nie chcę tu nikogo obrażać ale nie rozumiem
      skąd taka teza). Mam nadzieję że nie uraziłam Cię, ale dla mnie osobiście zbyt
      to abstrakcyjne co napisałaś.
      • martini-7 Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 09:07
        > Martini - eeee? A skąd tak dziwne wnioski?

        czasem człowiek budzi się rano i coś ma w głowie

        >Przepraszam, ale czy już podjęłaś
        > leczenie?

        jeszcze parę dni... i im bliżej tym bardziej się boję.. boję się ruszyć tego
        bałaganu jaki mnie dopadł... z jednej strony cieszę się bo widzę w tym szansę na
        przyszłość a z drugiej się boję, że jeśli zacznę terapię to będzie ciężko że no
        nie wiem co jeszcze ale zaczynam czuć lęk przed zmierzeniem się z tym...

        >kto nas obecnie wychowuje tak żeby tłumić emocje? Przecież odeszło się o
        > d
        > tego?)

        Onemama, ja byłam tak poniekąd wychowana, wychowana na zasadzie to wypada to nie
        wypada,że trzeba się liczyć z tym co powiedzą inni i takie tam... moi rodzice
        nie byli szczęśliwym małżeństwem, ja nigdy nie chciałam być jak oni, moja mama
        jest pamiętliwa i ciężko jej wierzyć w to że ludzie się mogą zmieniać, ja
        chciałam być inna ponad stereotypy, ponad wszystko... mój ojciec pije, pił i pić
        pewnie będzie, ja bałam się choćby piwo powąchać jak byłam nastolatką żeby matka
        nie przestała mnie kochać jak ojca...

        > skąd to przeznaczenie i Bóg (nie chcę tu nikogo obrażać ale nie rozumie
        > m
        > skąd taka teza).

        nie obrażasz nikogo, człowiek od zawsze szukał czegoś w życiu głębszego niż sama
        egzystencja

        > to abstrakcyjne co napisałaś.

        czasem budzisz się rano i samo istnienie wydaje się abstrakcją... mam dziś
        naprawdę ciężki dzień, dusi mnie w klatce piersiowej chce się ryczeć i do tego
        pada deszcz...
        • onemama Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 12:03
          Rozumiem, pewne wnioski wytłumaczyłaś, mniej więcej wiesz skąd co i jak. A że
          dziś czujesz się okropnie? Ja wczoraj miałam wrażenie jakieś nierealności,
          sennego koszmaru którym jest moje życie.Często tak będzie niestety Marnini aż
          wszystko jakoś się poukłada po lekach po terapii (na którą nomen omen nie
          poszłam bo stchórzyłam).
          Dziś też nie jest najlepiej - czuję się złą i brudną osobą, jak nie sobą.
          • martini-7 Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 12:24
            > Dziś też nie jest najlepiej - czuję się złą i brudną osobą, jak nie sobą.

            ja się tak często w życiu czułam kiedy zrobiłam coś wbrew nazwijmy to
            "kodeksowi", był pewien obraz mnie i tego się miałam trzymać, z czasem
            "czyściłam" sumienie żyletką ale było minęło... nie powiem ten "kodeks" uchronił
            mnie trochę przed błędami ale i zaprowadził do obłędu, złamałam go w końcu i
            przez rok byłam najszczęśliwszą istotą na świecie... aż bumerang wrócił i się
            mści, ale dziś już nie cieszy mnie melancholia, dziś chce żyć!
            • lucyna_n Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 13:23
              nic się nei mści, to po prostu tak działa że jak coś było i się człowiek z tym
              nei uporał to wroci, ale nie należy myśleć o tym co się dzieje w życiu w
              kategorii los się mści, bo to paranoja.
        • lucyna_n Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 13:21
          dam ci dobrą radę
          załóż kajecik i wypisuj się w nim na maksa wszystko, wszystko, wszystko co Ci
          chodzi po głowie szczerze do bólu, a potem weź ten kajecik i spal, wyobrażając
          sobei że wraz z dymem ulatują z Twojej głowy wszystkei te przykre myśli
          wspomnienia i emocje. Ewentualnie coś co kiedyś Suchy tutaj opisał i bardzo to
          jest fajne moim zdaniem stań pod prysznicem i wyobraź sobei że wszystkie te
          męczące myśli i emocje spływają z ciebie wraz z wodą. Może Ci pomoże nie myśleć,
          mi pomaga.
          • u.nick Re: takie tam wnioski... 03.04.10, 17:15
            jest fajne moim zdaniem stań pod prysznicem i wyobraź sobei że wszystkie te
            > męczące myśli i emocje spływają z ciebie wraz z wodą. Może Ci pomoże nie myśleć
            > ,

            a wraz w wodą spływają kolory cy szarość?
            cokolwiek byle lżej

            ile Siebie jeszcze zostało i czy zostaje ?
            i po co?

            i czy jeszcze boli?

            takie sobie myśli, infantylne - mówią...
    • mskaiq Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 14:12
      Myslisz Martini-7 ze gdybys przestala hamowac emocje to uniknelabys
      cierpienia.
      Sprobuj, zobaczysz co z tego wyniknie. Zrob awanture mezowi kiedy
      jestes zla, zwymyslaj szefa w pracy kiedy Ci sie nie podoba. Pokloc
      sie z przyjaciolka jesli mysli inaczej niz Ty.
      Zobaczysz sama jak zniknie cierpienie.
      Emocje moga pomagac, ale pod warunkiem ze to Ty nimi kierujresz a
      nie one Toba. Na tym polega interligencja emocjonalna.
      Zlosc mozna uzyc aby zmienic cos co Ciebie zlosci, wtedy Ty nia
      kierujesz i wykorzystujesz. Kiedy wybuchasz zloscia stajesz sie jej
      ofiara.
      Czytajac pierwszy, drugi, czwarty i piaty punkt odnioslem wrazenie
      ze masz problemy z powiedzeniem tego co chcialabys powiedziec.
      Byc moze bierze sie to z Twojego dziecinstwa kiedy takie wypowiedzi
      byly byly zle widziane przez rodzicow i ograniczalas je aby zdobyc
      akceptacje rodzicow. Tutaj na pewno dobry terapeuta moze bardzo
      pomoc.
      Jesli chodzi o Boga to juz zupelnie inna kwestia, powiedzialbym ze
      sa to potrzeby duchowe. Maja olbrzymi wplyw na psychike.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • martini-7 Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 14:44
        > Myslisz Martini-7 ze gdybys przestala hamowac emocje to uniknelabys
        > cierpienia.

        właśnie ich hamowanie zawiodło mnie tutaj, takie "nie korzystanie"z uroków a jak
        już sobie pozwoliłam to potem miałam kaca moralnego :(
        • mskaiq Re: takie tam wnioski... 02.04.10, 15:44
          Napisalas w innym miejscu o sobie
          >aż tak święta nie jestem, ludzie którzy mnie nie znają,widzą mnie
          >jako silną i wiedzącą czego chcę kobietę... ach te pozory... masz
          >rację chcę akceptacji, sympatii, nie lubię być w konflikcie... mam
          >w sobie potwora i jak ktoś zaczyna ze mną walczyć potrafię być
          >okrutna ale potem są gnębiące mnie wyrzuty sumienia, że byłam za
          >ostra czy coś... jest coś takiego że mam jakby dwie natury, jedna
          >to silna i walcząca o siebie,a druga to ta która mówi pierwszej "i
          >widzisz co narobiłaś?
          Mysle ze to jest wlasnie Twoj problem. Musisz wybrac pomiedzy dobrem
          a zlem. Inaczej kazda rzecz ktorej dostkniesz bedzie przynosila
          ambiwalecje uczuc.
          Jesli wybierzesz zlo to bedziesz musiala sie pozbyc milosci i
          radosci, jesli wybierzesz dobro to pozbedziesz sie okrucienstwem i
          nienawisci.
          Sa ludzie Martini-7 ktorzy potrafia wybrac zlo, kiedys stanalem rzed
          podobnym wyborem ale wybralem milosc.
          Od tamtego momentu wiele zla wydarzylo sie w moim zyciu, ale nigdy
          to nie przekonalo mnie to do zmiany mojego stanowiska.
          Serdeczne ozdrowienia.
            • mskaiq Re: takie tam wnioski... 03.04.10, 14:23
              Mysle ze to nie ma nic wspolnego z blokowaniem uczuc. Dazenie do
              dobra czesto przynosi depresje. Spotykasz sie wtedy z negatywna
              opozycja ktora wywoluje depresje. Jest cala masa negatywnych
              energii, sadow, emocji ktore byly u Ciebie od dawna i ktore probuja
              odrzucic Twoja dazenie do dobra.
              Dazenie do dobra wiaze sie z miloscia, ona je wywoluje, bo to jest
              atrybut milosci. To automatycznie uaktywnia Twoje negatywne energie.
              Kiedy ulegniesz tym negatywnym energiom wtedy stracisz milosc, kiedy
              je pokonasz je i odrzucisz to zachowasz milosc i w wyniku tego
              przezyjesz bardzo aktywne i pelne milosci zycie.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • martini-7 Re: takie tam wnioski... 03.04.10, 18:28
                nie wiem... może za którtko żyje... co rozumiesz przez dążenie do
                dobra? ja dążyłam do niego w ten sposób żeby każdy był szczęśliwy,
                żeby nie czuł się olany czy zraniony przeze mnie. I co? i omal nie
                straciłam tym siebei, tego kim jestem. Omal nie wzięłam ślubu z
                człowiekiem którego na jakiś sposób kochałam, ale cały czas czułam
                że coś na mnie czeka w życiu i to nie jest to. Byliśmy razem wiele
                lat obie rodziny i ON czekaly na ślub, więc w końcu ustaliliśmy
                datę. \gotowało się we mnie (poza momentamii gdy mialam kaca
                moralnego) ale starałam się to dusić w sobie. Raz chciałam odejść
                ale rachunek był prosty. Odchodzę on cierpi rodziny się smucą
                znajomi też. Więc łatwiej zostać być na swój sposób szczęśliwą i żyć
                z poczuciem niespełnienia. Przez długi czas czułam że kurcze to nie
                może tak być od jakiegoś czasu czułam potrzebę szukania czegoś.
                kiedyś nawet spowiadając się ksiądz zapytał mnie kiedy termin ślubu
                powiedziąłam mu a w duchu pomyślałam "Boże, spraw żeby to co czuję
                się spełniło,zrób coś" i stało się.Spotkałam człowieka o którym
                mogłam powiedzieć "tak to TY, to przez Ciebie ciągle czułam ze coś
                na mnie czeka bo Ty czekłaeś"(dziś jest moim mężem) Na parę miesięcy
                przed ślubem mój ówczesny narzeczony odszedł zwracając mi wolność
                (wierdział kogo spotkałam). Na początku byłam zrozpaczona przecież
                inni cierpią przeze mnię przecież tańczyłam jak mi grali żeby być
                dobrą dla nich(wypleniałam wszelkie uczucia poza tymi jakie mialam
                do ówczesnego świata, dałam władzę rozsądkowi)... jednak po 2 dniach
                poczuła ulgę że zdjęto ciężar ze mnie.
                Powiedz mi więc Mskaiq czy to że chciałam być dobra dla innych
                czynić dla nich dobro, to że kochałam miłością niepełną nie jest
                tłumieniem uczuć? przez wiele lat msialam wiele w sobie tłumić "bo
                nie tak mnie wychowano" i "przecież my jesteśmy niemal idealni"
                odrzucałam rzeczywistość a dziś cierpię przez to, nie radzę sobie,
                nagłe uświadomienie sobie tego jak błądziłam i jak mogłam
                zaprzepaścić swoje obecne szczęście złamało mnie.. nie wiem może Bóg
                wysłuchał moich modłów i pokazał mi ścieżkę na której się spełniam
                (choć wiem że są tu sceptycy co do tej teorii), a teraz potrzeba mi
                tylko dobrego terapełty żeby mi to w głowie poukladał... nie
                wiadomo... o życiu sąd można wydać tylko po śmierci...
                pozdrawiam
                • mskaiq Re: takie tam wnioski... 04.04.10, 01:34
                  Mysle ze malzenstwo w takim ukladzie jaki opisalas nie ma sensu.
                  Godzac sie na taki zwiazek skrzywdzilabys i siebie i tego czlowieka,
                  ten uklad nie byl dobrem a byl zlem dla Was obojga.
                  Uwazalas inaczej, wedlug Ciebie zrywajac taki zwiazek robisz zle, bo
                  wiele osob na tym ucierpi.
                  Dobro nie zawsze jest tam gdzie wydaje sie ze jest, to wielka
                  madrosc tworzyc dobro. Zwykle kiedy tworzy sie prawdziwe dobro
                  uaktywniaja sie negatywne energie, czesto przynoszace watpliwosci,
                  nawet depresje.
                  To dzieki tym negatywnym energiom pojawilo sie poczucie winy u
                  Ciebie, strach ze zepsujesz zycie Swojemu chlopakowi, ze skrzywdzisz
                  rodziny i przyjaciol.
                  Na szczescie bylo w Tobie wiele intuicji, ostrzegala Ciebie przed
                  tym zwiazkiem i posluchalas jej. Zadzialalas wbrew poczuciu winy,
                  wbrew narzucajacemu sie "dobru".

                  Obecnie pojawilo sie u Ciebie przekonanie ze ta chec czynienia dobra
                  o maly wlos nie zakonczyla sie czyms bardzo zlym dla Ciebie.
                  To powoduje u Ciebie odrzucenie dobra, przekonanie ze robiac dobro
                  dziala sie przeciwko sobie.
                  To przynosi przekonanie ze bycie dobrym dla innych jest przeciwko
                  Tobie, ze nalezy dbac tylko o siebie bo to sie tylko liczy.
                  Takie myslenie wymierzone jest w Twoja wymarzona milosc i w jej
                  przetrwanie.
                  Mam nadzieje ze jest to czytelne co napisalem.
                  Serdeczne pozdrowienia.
                  • martini-7 Re: takie tam wnioski... 05.04.10, 13:09
                    dziękuję, jest jasne :) masz rację co by nie było istoria musiała
                    się tak zakończyć choć nei ja ją zakończyłam a on, bo widział co się
                    ze mną dzieje. Masz rację czasem chcąc dobra robimy źle... wiesz
                    ktoś kiedyś mi powiedział "chcesz szczęścia dla innych? to sama bądź
                    szczęśliwa, inaczej nie dasz szczęścia innym"

                    bardzo dziękuję i serdecznie pozdrawiam

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka