Dodaj do ulubionych

przerazajacy strach przed... smiercia.

05.04.10, 18:04
Znowu wraca. Co jakis czas nachodzi mnie tak straszny strach przed smiercia.
Wiem, ze nie powinnam sie bac bo w koncu wierze w Boga i w zywot wieczny ale
jak sobie pomysle ze ja kiedys czy ze ktos z mouch najblizszych to az dostaje
histerii nie do opanowania. Czemu tak sie dzieje, czemu nie moge normalnie
zyc. Moja psycholog mowi, ze strach bierze sie z tego ze jak bylam nastolatka
w wypadku zginal moj starszy brat - no i ok, ale nastolatka juz dawno nie
jestem a strach pozostal i nie umiem sobie z nim poradzic. Po takim ataku mam
problem ze spaniem bo boje sie ze juz sie nie obudze, mam tez wrazenie jakby
ta smierc miala nastapic za kilka dni a nie za wiele lat. Teraz pisze o tym i
moje cialo znow zaczyna wzdrygac przerazenie...
Obserwuj wątek
    • berta-live Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 05.04.10, 18:46
      Z psychiatrą pogadaj a nie z psychologiem. Oni do wszystkiego potrafią dorobić
      teorię. Jakbyś nigdy nie zetknęła się ze śmiercią nikogo bliskiego, to by
      powiedzieli, że te lęki to dlatego że jesteś nieoswojona z tematyką i boisz się
      nieznanego. Powiedz lekarzowi, że masz napady lęków i natrętne myśli, które nie
      dają ci spać. Na to są leki.
      • mouse13 Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 17.10.13, 21:31
        E tam. Jakość myśli wyznacza biochemia mózgu a biochemię można zmienić prochami. Wystarczy niedobór magnezu czy witaminy B a już chodzisz wnerwiona. A co jeżeli masz niedobór serotoniny? wiesz co sie wtedy dzieje? Ja wiem. Poprosiłam moja doktor o lek który pozwoli mi bardziej realnie myśleć i dała mi Rispolept (lek na schizę) jego działanie jest takie że miedzy innymi obniża poziom serotoniny no i wtedy dopiero zaczęły się koszmary. Znalazłam się w piekle, straszyło mnie wszystko, ludzie na ulicy, zakupy, każda myśl była złem. Powiedziałam o tym mojej doktor i uznała że na likwidację moich problemów jednak przepisze antydepresant. Kiedy serotoninka zaczęła działać koszmary przestały mnie atakować i ten obleśny strach dał mi spokój, a dręczył mnie od dziecka. Co więcej kobiety z rodziny mojej mamy są wiecznie zdołowane i dołują swoich bliskich, to mi podpowiada że stany depresyjne i nerwice mogą być dziedziczone i mieć podłoże organiczne (zaburzenia biochemiczne układu nerwowego) i w takich przypadkach psychoterapia nie odniesie skutków.
    • finibilo Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 05.04.10, 21:37
      Boisz się samotności i opuszczenia związanego z bezpowrotnym
      zerwniem kontaktów z najbliższymi osobami. Wyobraź sobie, że stoisz
      w hali lotniska albo na peronie dworca razem ze znajomymi, rodziną
      dalszą i bliższą, ze wszystkimi ludźmi których znasz. Przyszłaś
      pożegnać osoby z którymi w jakiś sposób byłaś związana emocjonalnie.
      Za chwilę każda z nich podniesie walizkę, zdobęcie się na jeszcze
      jeden gest - mniej lub bardziej przemyślany, podzieli jeszcze jedną
      refleksją - mniej lub bardziej ważną, opowie jeszcze jeden żart -
      mniej lub bardziej głupi, odwróci się i powoli odejdzie a Ty
      zostaniesz sama. Na zawsze. Nigdy więcej ich nie zobaczysz, nie
      porozmawiasz z nimi, nie będziesz mogła na nich liczyć. Chłód i
      pustka taka, jak na biegunie polarnym. Chyba tak mniej więcej od
      wypadku brata kojarzysz śmierć. Natomiast problemy ze spaniem są
      wynikiem paniki w jaką wpadasz, gdy pomyślisz o utracie bliskich. Z
      kolei myślisz teraz sporo o śmierci, ponieważ jako osoba wierząca
      nie mogłaś zignorować głównego motywu mijających świąt.
      • rupiowa Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 05.04.10, 21:58
        heh... w sumie to chyba najbardziej trafny opis moich odczuc od dawna. Faktem
        jest, ze bardzo zaluje ze nigdy mu nie powiedzialam, ze go kocham. Pamietam, ze
        on zginal w sobote, ja w piatek wyjezdzalam na wycieczke szkolna, prosil zebym
        go rano obudzila zeby sie z nim pozegnac, mnie bylo szkoda i tego nie zrobilam,
        nastepnego dnia jak wrocilam do domu dowiedzialam sie, ze nie zyje. Bardzo mi z
        tym zle. To taki drobiazg ale jednak. Dochodze tez do wniosku ze boje sie kochac
        ludzi - w mysl "spieszmy sie kochac ludzi, tak szybko odchodza" ja wole ich nie
        kochac bo moze wtedy nie odejda. Moj maz sie troche zlosci ale ja boje sie mu
        mowic ze go kocham mimo ze zycia sobie bez niego nie wyobrazam. To samo z
        dziecmi - sa takie chwile kiedy az mnie doslownie serce boli z milosci do nich
        ale boje sie i wstydze okazywania im tej milosci. Pamietam, ze pierwszy atak
        paniki mialam po porodzie Zosi, potem wiem, ze jeszcze raz sie pojawil ale nie
        pamietam okolicznosci, kolejny raz po porodzie Przemka no i teraz. Jak to
        mowilam mojej psycholog - boje sie bac - jak czuje, ze pojawia sie ten strach to
        boje sie rozmiarow do jakich on urosnie i juz samo to mnie przeraza a co dopiero
        glebsze mysli. Poruszony zostal na forum temat leczenia przez wiare - zaczynam
        sie zastanawiac czy to nie jest troche jednak na zasadzie opetania - im bardziej
        czuje potrzebe zblizenia sie do Boga tym mam wrazenie ze bardziej lęki mnie
        omotuja. Musze to wszystko przemyslec. Dobrze czasem napisac cos na forum na
        zasadzie przeczytania wlasnych mysli, obrazu sytuacji innych i analizy "danych".
        Dziekuje ze jestescie...
        • lucyna_n Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.04.10, 00:09
          Zamiast zbliżania się do Boga, ja bym Ci radziła zwrocić się do życia, pobądź
          egositycznie dla odmiany tylko zwyklym stworzeniem które jest na świecie tak jak
          zwierzaki. chodzą sobie, patrzą, czują zapachy, smaki,biegają, jedzą, śpią, a Ty
          za dużo tam w głowie kombinujesz. Lepiej się skupić na tu i teraz i dać sobei
          spokój z metafizyką, zwłaszcza kiedy religia nei przynosi pocieszenia i
          wewnętrznego spokoju, lepiej po prostu trochę odpuścić z duchowością i
          przesadnym wczuwaniem się w sens bytu i niebytu. Te rzeczy są dobre dla jakichś
          drewnianych kołów co trzeba ich łopatą w łeb rąbnąć żeby wogóle dostrzegli coś
          więcej niż łyżkę do własnej paszczy. Ty powinnaś nauczyć się cieszyć zwykłym
          życiem, byciem, oddychaniem, leniuchowaniem, słońcem na twarzy albo deszczem
          kapiącym za kołnierz. Poczuj się częścią przyrody i świata tego widocznego ,
          materialnego i odetchnij wreszcie, zostaw ten wielki metafizyczny tobół, do
          niczego nei jest Ci potrzebne to pamiętanie, nikomu nie jest potrzebne.
          I błagam pokaż dzieciom że je kochasz, przytul i powiedz że je bardzo kochasz.
          Nawet jak Ci się to wyda sztuczne, niezdarne, nienaturalne, to jest po prostu
          mega ważne, możesz nic innego nie dać rady ale to zrób. To da im siłę do ich
          życia, niczego lepszego nie możesz im zapewnić na przyszłość, to jest
          najważniejsze i nikt im nigdy tego nie odbierze choćby nie wiem co, a jak nie
          zdolasz to zawsze będą mieć bolesną pustkę w sercu ktorej nei wypełnią nigdy
          niczym. Brzmi patetycznie ale to prawda.
          • mskaiq Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.04.10, 12:56
            lucyna_n napisała:
            >Te rzeczy są dobre dla jakichś drewnianych kołów co trzeba ich
            >łopatą w łeb rąbnąć żeby wogóle dostrzegli coś więcej niż łyżkę do
            >własnej paszczy.
            Tyle ze dla zwyklych zwierzakow najwazniejsza jest wlasnie lyzka do
            wlasnej paszczy. Czyzbys w Swojej pochwale materializmu, probowala
            chwalic duchowsc ?
            > I błagam pokaż dzieciom że je kochasz, przytul i powiedz że je
            > bardzo kochasz.
            Gdzie jest tutaj to egoistyczne, materialne stworzenie ? Milosc i
            egoizm to bieguny.
            Serdeczne pozdrowienia.

            • lucyna_n Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.04.10, 13:38
              może materialistyczne to złe słowo, chodziło mi o poczucie się jednostką
              materialną, przynależącą do świata przyrody itd. Bo jak się ludzie za bardzo w
              swoją duchowość próbują wgryźć to często nei widzą tego co się dookoła nich
              dzieje , chodzą z głową w chmurach, myślą o zmarłych i marrtwią się co oni o
              nich myślą i czy im wybaczyli, albo martwią się o życie wieczne , a nie widzą że
              własne dziecko nie dostaje tego czego mu najbardziej trzeba tu i teraz.
              Przytulanie dzieci i mowienie że się je kocha powoduje że mają niezbędne dla
              ssaków poczucie bezpieczeństwa i oparcia w osobnikach starszych i doświadczeńszych.
              • mskaiq Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.04.10, 15:19
                Myslenie o zmarlych, martwienie sie o zycie wieczne, czy chodzenie z
                glowa w chmurach nie wiele ma wspolnego z duchowoscia.
                To sa problemy ze strachem przed smiercia, czy zamysleniem.
                Duchowosc to wlasnie radosc, milosc, brak strachu przed smiercia,
                szacunek, umiejetnosc cieszenia sie zyciem, szacunek dla innych.
                Serdeczne pozdrowienia.
    • martini-7 Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.04.10, 09:17
      hmm... każdy w pewnym momencie swojego życia odczuwa strach przed śmiercią, że
      nie zdąży czegoś zrobić czy inne takie... piszesz że jesteś wierząca, ja też
      jestem (choć obecnie walczę o swoją wiarę), może to zabrzmi śmiesznie ale wiesz
      leczenie to jedno a drugie to może wybierz się do jakiegoś rozgarniętego księdza
      i pogadaj z nim o tym? może nie wiele to da ale zawsze warto spróbować, nie
      zaboli nie zaszkodzi a jak nie pomoże to przynajmniej zostaje świadomość ze
      próbowałaś...
              • szarodziejka Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 07.04.10, 11:09
                no się uśmiałam

                ale mam nadzieję, że tak daleko bym się nie posunęła
                a przesłanie wyżej takie - że oni mnie znoszą
                nawet taką jaką jestem na co dzień - irytującą i męczącą
                no i pozwalają zawsze wracać. więc oddanie się w potencjalną niewolę
                ma sens w poczuciu przynależności i przypisania do kogoś oddychającego
                  • li-lla Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 30.09.13, 23:39
                    Witam. Minelo sporo czasu odkad toczyla sie tu rozmowa na temat strachu przed smiercia.. Ale mam nadzieje ze osoba ktora wowczas go podniosla przeczyta moj wpis i zareaguje. Chcialabym Cie zapytac, czy uporalas sie z problemem a jesli tak, to w jaki sposob? Mam bardzo podobne lęki a zaostrzyly sie one po urodzeniu mojego synka, 5 miesiecy temu. 2 tygodie Przed jego urodzeniem musialam sie uporac ze smiercia kogos dla mnie waznego... Smierc i narodziny. Normalna kolej rzeczy z ktora tak trudno nam sie pogodzic. Lucyno, bardzo podobaly mi sie Twoje rady dla bohaterki wątku. Uporczywie wmawiam sobie ze tak jest jak piszesz. tym bardziej ze ja jestem ateistka i wierze tylko w TU i TERAZ. A jednak nie zawsze daje rade... Szczegolnie wieczorami, gdy zdarza sie ze jestem sama, dopadają mnie lęki i najchetniej zrobilabym sobie i moim bliskim wszystkie mozliwe badania na markery nowotworowe, usg itp... Przeraza mnie ze nie moge ochronic mojego dziecka przed wszystkim. Przeraza mnie koniec ktory czeka nas wszystkich. Moment rozstania z bliskimi... Zastanawiam sie nad jakas terapia, ale przyznam ze jestem sceptycznie nastawiona...
                    >
                      • zoliborski_goral Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 01.10.13, 08:07
                        Lęk to lęk, czy to przed smiercią czy przed czymś innym. Akurat przykleił się do czegoś na co nikt z natury nie ma ochoty. I tak masz dobrze bo nie boisz się Sądu Ostatecznego i Diabła.To mi przypomina znaną maksymę że niebo to miejsce gdzie każdy chciałby byc ale co dziwne nikomu się nie spieszy...Idź najlepiej do lekarza i weź coś przeciwlękowego. Nawet internista to zapisze.
                        • mouse13 Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 07.11.13, 21:54
                          Sama istota lęku jest tak przerażająca że cokolwiek go budzi jest nie do zniesienia, a jeżeli nosimy lęk w sobie to musimy go zracjonalizować i psychika szuka w miarę sensownych powodów do bania się. Śmierć, choroby, wypadki, fobia społeczna, klaustrofobia, agorafobia.... każdy z tych lęków jest koszmarem, bo o to chodzi psychice żeby czuć się koszmarnie. I nieprawdą jest że jeżeli zapanujemy nad jednym lękiem to będziemy uzdrowieni, lęk jest tylko manifestacją głębszych problemów a dotrzeć do nich jest niewykonalne. Człowiek jest za słaby żeby zmierzyć się z tym co go gryzie.
                      • rupiowa Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 01.10.13, 09:23
                        Li-lla - niestety nie mam dla Ciebie dobrych wieści - lęk cały czas mi towarzyszy.
                        Pod koniec zeszłego roku odstawiłam leczenie, wszystko wyglądało w porządku a w połowie wakacji wszystko wróciło, znów miała atak paniki. Wydaje mi się, że było to związane nieco z takim "oczyszczeniem", przejściem żałoby - w styczniu zeszłego roku po kolei w odstępach 6 tygodni pochowałam 3 dziadków - brata mojego dziadka, mój autorytet, samego dziadka który był dla mnie równie ważny co własny ojciec i trochę dalszego dziadka. Każdy z nich był dla mnie bardzo ważny. Dopiero po ostatnich atakach wreszcie się przełamałam i przestałam nosić się na czarno, zrezygnowałam z żałoby.
                        Myślę, że juz nigdy się nie pozbędę tego lęku, że to jest coś, co będzie ze mną zawsze a im bliżej tym gorzej.
                        Trochę pomaga mi wiara - czasem się zastanawiam czy nie jestem oceniana jako fanatyk ale wisi mi to, mnie Kościół pomaga. W tym roku córka idzie do Komunii więc tym bardziej nam będzie bliżej.
                        Przez te lata od mojego postu nauczyłam się jednej rzeczy - przestałam się bać ludzi, przestałam się nimi przejmować, generalnie wisi mi co kto myśli o mnie.
                          • rupiowa Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 05.10.13, 22:10
                            w tym aspekcie tak. Ale nie ze wszystkim stoję w miejscu - dzięki temu że zmieniła mi się terapeutka jakiś czas temu zaczęłam robić ogromne postępy. Fakt, depresja wróciła, ale szybko to zauważyłam, zdecydowałam się sięgnąć po pomoc od razu i już czuję się spokojniejsza.
                            Nadal brak mi kompletnie pewności siebie ale to chyba się nie zmieni nawet w trzy lata...
                            • lucyna_n Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 06.10.13, 22:40
                              szkoda że ten lęk przed śmiercią jednak się nie osłabił, bo widzisz to jest wlaściwie podstawa każdej nerwicy i fobii.
                              pozbycie się go równa się skutecznemu pozbyciu się nerwicy.
                              Możesz sobie tam pomniejsze sprawy niby pchać do przodu, ale po prawdzie nic tak na serio nie ruszy jak tego tematu nie oswoisz.
                              Wiara w życie pozagrobowe niestety utrzyma cię w tym miejscu w ktorym jesteś aż do ... hm no właśnie - śmierci, bo w filozofii którą przyjęłaś za odpowiadającą Tobie nie ma miejsca na niebanie się, masz się bać i zawsze będzie to w Tobie wzmacnianie, taki jest system, na tym to polega i na tym wszystko jest zbudowane. W naszym kręgu kulturowym jesteśmy wychowywani i dyscyplinowani głównie za pomocą lęku i to wlaśnie lęku przed śmiercią. Do śmierci mamy odnosić każdy nasz dzień, każdy czyn, wybór a nawet myśl. To właściwie cud że tak niewielu ludzi na co dzień nie jest owładnięta paraliżyjącym strachem. Ale większość ludzi to wogóle ma jakąś betonową konstrukcję psychiczną, Trzeba walnąć młotem żeby coś w nich drgnęło.
                              Nie piszę tego dlatego żeby Ci filozofię życiową wyznaczać, czy krytykować ale dlatego że tak wlaśnie widzę powody dla ktorych mimo wielu starań tak wiele osób nie może wyczołgać się z lęku.
                              • rupiowa Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 07.10.13, 10:22
                                lubię Cię czytać, masz takie mądre przemyślenia i tak głęboko zakorzenione w codzienności.
                                A do tematu - patrząc na moją wiarę, to przecież "wierzę w żywot wieczny". I jak się teraz zastanawiam to chyba mój lęk pojawia się wtedy, kiedy zaczynam filozofię - a co, jeśli jednak ta wiara się myli. Bo dla mnie ok jest to życie wieczne, ale nie ok jest to "nic" które jest na końcu.
                    • lucyna_n Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 04.10.13, 22:02
                      trzeba dopuścić do swojej świadomości że śmierć jest normalna, że tak- wszyscy umrzemy, że to los wspólny dla wszystkich bez wyjątku, i cieszyć się tymi chwilami kiedy jesteśmy, kiedy są obok nas ci których kochamy, a nie marnować te cenne chwile na pusty lęk. Kiedyś tych zmarnowanych chwil może Ci być bardzo żal. Przeżywasz coś na kształt żaloby zawczasu. Zapanuj nad swoimi myślami bo cale życie zmarnujesz sobie na śmierć.
    • zoliborski_goral Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 04.10.13, 11:00
      Powiem szczerze że zadziwiające jest dla mnie dlaczego znakomita większość ludzi lęku przed śmiercią, przynajmniej przez większość życia, nie odczuwa. Przecież taki brak lęku przed nieuniknionym to jest kompletny absurd. Śmierć (na pewnym poziomie rzeczywistosci, oczywiście) jest pewna jak dwa razy dwa jest cztery a pomimo to ludzie w irracjonalny sposób mają ją w nosie i sobie robią dobrze na potęgę. Zdumiewająca sprawa.
    • bie_dron83 Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 09.12.13, 16:33
      Mam kilka problemów ze sobą, do których doszedł ostatnio lęk przed śmiercią- swoją i najbliższych, rzecz jasna. Co najmniej 1 raz dziennie dopada mnie myśl, że moi rodzice umrą, że mają już "bliżej niż dalej", albo że ja zachoruję i umrę. Mam 30 lat, generalnie cieszę się dobrym zdrowiem, ale mam jakąś obsesję związaną z nowotworami. Podświadomie wychwytuję historie o cudzych chorobach nowotworowych (gazety, opowieści rodzinne, inne media) i nabieram powoli przeświadczenia, że w końcu każdy na to zachoruje, bo to jakaś epidemia XXI wieku. A rak, to od razu wyrok, i to w męczarniach.

      Te koszmarne myśli (do spółki z innymi) zabijają radość życia. Takie memento mori zawsze i wszędzie z pewnością nie jest wskazane, tak samo, jak niewskazana jest bezrefleksyjność. Naprawdę mnie to męczy, szczególnie przed snem. Gdy zamykam oczy w łóżku, niemal z automatu napadają mnie czarne myśli, które czasem wywołują panikę. Efektem (choć zapewne nie tylko tego) są permanentne nocne koszmary, które mam właściwie codziennie.

      Jest to z pewnością przyczynek do terapii, niestety z kasą u mnie różnie bywa (nie mam ubezpieczenia), kilka tyg. temu byłam u terapeutki na pierwszej sesji, ale drugą musiałam już anulować, bo zabrakło mi pieniędzy. Teraz znowu czekam na przypływ gotówki, bo mam świadomość, że sama sobie nie poradzę.
      • perceptivity Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 09.12.13, 22:35
        Myślę że z lękiem przed śmiercią można sobie poradzić stosując trening zen/vipassana/jakikolwiek z tych kierunków medytacji. Wiem co mówię. Nie trzeba chodzić na żadne spędy, zebrania, wyznawać cokolwiek- wbrew róznym mistrzom mniejszym i większym, Boże broń! Chyba że ktoś ma potrzebę w grupie - ja nie. Mozna to robić korzystając z prostej technicznej instrukcji. Zrozumiesz na czym rzecz polega to się uspokoisz.
        • bie_dron83 Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 10.12.13, 11:37
          Też myślałam o jakiejś medytacji... nie wiem tylko, czy sama dam się radę uspokoić, z tą moją nieustanną gonitwą negatywnych myśli. Właśnie, jak zmienić ten beznadziejny, ograniczający sposób myślenia- negatywny, pesymistyczny?

          Moja siostra radzi sobie ze swoim, również bardzo niewesołym, życiem poprzez religię, ale dla mnie to niepojęte i raczej nie wchodzi w grę. Ja z kolei uprawiam dużo sportu, ale to pomaga tylko na krótką metę.

          Nie wiem, jak sobie poradzę, gdy będę się naprawdę musiała skonfrontować ze śmiercią.
      • deadgirl Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 09.12.13, 23:43
        > Mam kilka problemów ze sobą, do których doszedł ostatnio lęk przed śmiercią- sw
        > oją i najbliższych, rzecz jasna. Co najmniej 1 raz dziennie dopada mnie myśl, ż
        > e moi rodzice umrą, że mają już "bliżej niż dalej"

        Ja sie boje o najblizszych, czesto mnie ta mysl przygnebia. Na szczescie o swojej smierci nie mysle, nie boje sie jej, kiedys nawet na sile wyszukiwalam sobie choroby...
    • rupiowa Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 12.01.14, 23:44
      no ale co w sytuacji kiedy stosowanie diety niskotłuszczowej nie jest fanaberią a koniecznością? Wydaje mi się, że twierdzenie że do depresji może doprowadzić taka dieta to trochę stwierdzenie nad wyrost. Tak naprawdę to można o wszystkim powiedzieć że może powodować depresję. Nawet moje tabletki na depresję miały napisane że mogą powodować depresję.
    • marcin_szy Re: przerazajacy strach przed... smiercia. 30.06.20, 10:39
      Smutne to bardzo;(. Wiesz co, czytałam świetną książkę o tym, jak walczyć ze strachem przed śmiercią, bo moja bliska osoba miała podobny problem. Ta książka bardzo nam pomogła, ale obecnie ciężko ją zdobyć na rynku. Jeśli się uda — to byłoby super. Nazywa się „Patrząc w słońce”. Na podstawie tej książki powstał artykuł jak ukoić lęk przed śiercią więc gdybyś nie mógł zdobyć książki, to przynajmniej przeczytaj to.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka