To jest tak...

08.04.10, 22:01
Tak jakbym miał głowę wypchaną watą a nie mózgiem. Zapadam się w siebie,
zamykam i to co na zewnątrz jest zupełnie nieistotne a to co w środku, ten ból
okazuje się centralną częścią mojego ja. 'Ja' nabiera nowego znaczenia, 'ja'
cierpię, 'ja' mam problem, 'ja' w depresji, ja, ja, ja... Nic dziwnego, że
zarabiam na opinię egoisty - nie potrafię skupić się na uczucach innych, nie
ma na nie miejsca obok mojego opuchniętego, bolącego JA...
Gdyby nie synek zrobiłbym coś głupiego, od wyjścia z domu tak jak stoję i
ucieczki gdziekolwiek aż po bardzo głupie terminalne rozwiązania. Ale jestem
dla niego, może powinienem być też dla siebie, ale na razie bycie dla niego
musi wystarczyć za powód.
Depresja jest niesprawiedliwa, dla bliskich i dla mnie...
I mam tak zawsze - już nie pamiętam jak długo - chyba od liceum, raz lepiej
raz gorzej, czasami całkiem źle. Nie oddczuwam 'joie de vivre': jest źle i
będzie jeszcze gorzej... Coraz bardziej ponuro, nic mnie nie interesuje, w
niczym nie jestem dobry, nic mi się nie chce.
I tylko na marginesie pałęta się myśl, że musi być życie po życiu, które
będzie superfajne, bo inaczej to ciężkie, smutne, nudne i niedorobione życie
wstępne nie miałoby sensu. A jak nie ma życia po życiu to mam przes.ane.

PS I można mieć świetną pracę, której inni ci (podobno) zazdroszczą i fajnego
dzieciaka i mieszkać w stolicy Europy a i tak będziesz się czuł jak worek g.wna...
    • martini-7 Re: To jest tak... 09.04.10, 07:22
      > I tylko na marginesie pałęta się myśl, że musi być życie po życiu, które
      > będzie superfajne, bo inaczej to ciężkie, smutne, nudne i niedorobione życie
      > wstępne nie miałoby sensu. A jak nie ma życia po życiu to mam przes.ane.

      pytanie - jak bardzo w to wierzysz?

      > PS I można mieć świetną pracę, której inni ci (podobno) zazdroszczą i fajnego
      > dzieciaka i mieszkać w stolicy Europy a i tak będziesz się czuł jak worek g.wna

      można mieć wiele rzeczy o których inni sądzą że są ok, a jednak można odczuwać
      jakąś pustkę w sobie,potrzebę jeszcze czegoś w chwilach kiedy zatrzymujesz się i
      patrzysz na życie... każdy Ci mówi że jest OK a TY wierzysz im i mówisz sobie że
      uczucie pustki jest wyimaginowane, poddajesz się i wtedy odnajdujesz to co tę
      pustkę zapełnia... u mnie tak było, dziś nie ma pustki, jest tylko przerażenie
      że mogłam to stracić...
    • pogodyna Re: To jest tak... 09.04.10, 07:49
      A leczysz się?
      Ja mogę wygłosić pochwałę leczenia: nie mam już waty w głowie, nie
      mam "zespołu wypalenia zawodowego", który sama sobie zdiagnozowałam,
      jakaś ładniejsza się zrobiłam ( bo uważałam, że jestem najbrzydsza
      na świecie ), codziennie rano "chodzę" do łazienki, z zapałem uczę
      się angielskiego, w nosie mam psychologizowanie na swój temat, już
      chce mi się rozmawiać i spotykać z ludźmi, umiem się śmiać.
      No i mam poczucie, że zmarnowałam 20 lat, uważając, że taka
      nieszczęśliwa, to ja już po prostu jestem.
      Dziękuję Bogu za medycynę i za fluoksetynę:)
      • robotobibok2 Re: To jest tak... 09.04.10, 13:53
        > I tylko na marginesie pałęta się myśl, że musi być życie po życiu, które
        > będzie superfajne, bo inaczej to ciężkie, smutne, nudne i niedorobione życie
        > wstępne nie miałoby sensu. A jak nie ma życia po życiu to mam przes.ane.

        >pytanie - jak bardzo w to wierzysz?

        martini: no właśnie nie za bardzo...


        Z 'syndromem wypalenia zawodowego' jestem za pan brat od jakichś dwóch - trzech
        lat. Notorycznie zastanawiam się co zrobić, żeby zmienić zawód, którego nie
        cierpię i który nie daje mi satysfakcji, który pochłania nadmiernie dużo mojego
        czasu i powoduje cholerny stres. Ale na razie nie da się - jestem tzw. 'jedynym
        żywicielem' i nie stać mnie na zawodowe skoki w bok... Taki 'lock down'.
        Odnośnie leczenia - w zeszłym roku przeszedłem serię sesji u psychologa, po
        których przynajmniej przestałem obwiniać się o wszystko i nauczyłem trochę
        lepiej rozmontowywać stres, więc z mojego punktu widzenia to były pieniądze
        dobrze zainwestowane. Ale po tych sesjach dopiero przyznałem się sam przed sobą,
        że jestem 'inny'. Kiedyś myślałem że 'czarnowidztwo', melancholia i pesymizm to
        po prostu moja natura a pewne sytuacje życiowe (m.in. truuuudny związek)
        dokładają się do ogólnego negatywnego obrazu i dają doła. No teraz przynajmniej
        mogę sobie powiedzieć, że mam coś nie tak z serotoniną (a np. truuudny związek
        jest po części wynikiem a nie przyczyną) - niby nic a daje nadzieję na poprawę.
        Najchętniej poszedłbym do lekarza, żeby mi to wszystko wyciął w cholerę, bylebym
        tylko czuł się 'normalnie'.

        PS Przy okazji jestem prawie pewien że moja ślubna jest też ze spektrum
        depresyjnego (albo Chad - jak sobie pomyślę jakie akcje robiła na studiach...)
        Ktoś może ma doświadczenia związku dwóch depresyjnych? Jak to wygląda?
        • martini-7 Re: To jest tak... 09.04.10, 14:35
          nie za bardzo powiadasz? no widzisz są w życiu i takie chwile... nie weź mnie za
          fanatyka religijnego bo nim nie jestem sama stoję we mgle i zastanawiam się jako
          właściwie w tym życiu jest... no ale sam się zastanów nie może być tak że tu
          ścierasz się na tym ziemskim padole i nagle gaśniesz tylko po to by Cię robale
          pożarły... wiesz czasem sens pojawia się w momencie kiedy stracimy nadzieję... z
          tego co piszesz jesteś pod dużą presją jeśli idzie o pracę, zmuszasz się bo nie
          ma opcji, to pewnie też ma mega wpływ na wszystko inne...
    • mskaiq Re: To jest tak... 09.04.10, 14:27
      Znam ten bol potrafi byc nieznosny, psuje wszystko, nie da sie wtedy
      byc milym, nie mozna sie usmiechnac, mozna za to nienawidziec, byc
      egoista i przeciwko sobie.
      Mozna to zmienic ale aby to osiagnac trzeba zaakceptowac siebie,
      przestac sie bac, uwierzyc w siebie, w swiat. Trzeba przestac
      krytykowac i wybaczac sobie i innym.
      U mnie wewnatrz sa juz tylko dobre mysli, to moj swiat ktorego
      bronie i ktorego nie zmienilo zadne zlo, obawa o przetrwanie, zlosc
      i nienawisc.
      Gdyby ten dobry swiat we mnie sie zmienil, wtedy znow pojawiloby sie
      pieklo depresji i zupelny bezsens.
      Ciesz sie dzieckiem, kiedy pojawiaja sie zle momenty nysl o nim,
      pomoze Ci sie pozbyc mysli ktore przynosza bol.
      Serdeczne pozdrowienia.
Pełna wersja