problem z zyciem

31.05.10, 23:14
chcialabym napisac o moich problemach, moze ktos to przeczyta i sie
wypowie.
Zawsze bylam bardzo aktywna zawodowo. Duzo pracowalam, awansowalam
itp. W miedzyczasie poznalam faceta, zakochalam sie. Praca byla
bardzo stresujaca, ciagle wyjazdy, bylam zmeczona. On powiedzial,
abym ja rzucila, szybko znajde nastepna, on jechal daleko daleko w
delegacje i zaproponowal mi, abym z nim pojechala w ramach podrozy
zycia. Pojechalam, bylo cudownie. Zaraz po powrocie pobralismy sie.
Zaczelam szukac nowej pracy, niestety zaczal sie kryzys. Brak ofert
dla osob z moim doswiadczeniem, pracy nie znalazlam. Nie chcialam
miec dzieci, nie w sytuacji,w ktorej nie mam pracy, nei mam dokad
wrocic. Maz bardzo chcial. Zaszlam w ciaze. Nie komentujcie prosze
tekstami o zabezpieczeniach - pigulek nie moge brac ze wzgledu na
depresje sprzed lat. Dziecko jest slodkie i wspaniale. Maz duzo
pracuje, nie mamy pomocy przy opiece nad dzieckiem, zatem ja sie nim
opiekuje i spedzam caly czas. Od 8 miesiecy 3 razy wyszlam z domu
sama, dla przyjemnosci. Szukam pracy, ale fakt ze mam male dziecko
chyba odstrasza pracodawcow. Z mezem coraz czesciej sie klocimy.
Jestem sfrustrowana, nieszczesliwa, zlamana, czuje sie
bezwartosciowa. Wiem ze to nie tak, ale obwiniam meza o wszystkie
moje niepowodzenia. Mysle, ze jakby sie kiedys w moim zyciu nie
pojawil, to byloby mi lepiej dzis. A on mi mowi, ze ma stresujaca
prace, a ja super zycie i by sie zamienil. A ja pragne do pracy,
wyjsc z domu, rozmawiac z doroslymi ludzmi. Przelewam moje
frustracje na niego, czuje, ze przestaje kochac, a momentami
nienawidze. Chce odejsc, ale to nierealne ze wzgledu na dziecko i
brak finansow. A z drugiej strony widze ze to wspanialy facet,
bardzo mnie kocha i czasem mysle, ze tez go kocham. A potem ta
milosc ze mnie ucieka. Strasznie mi z tym zle, placze, nie spie,
czasem chcialabym umrzec. Niech mi ktos napisze co mam zrobic aby
sie wziac w garsc, pls
    • lubie-zelki Re: problem z zyciem 01.06.10, 16:58
      Witaj,
      to, co uderzyło mnie na początku to Twoja uległość i rezygnacja z
      dotychczasowego życia i "swoich kredek". Całkowicie podporządkowałaś się
      decyzjom Twojego późniejszego męża. Nie mnie to jednak tutaj oceniać, no i czasu
      się przecież nie cofnie. Myślę, że pierwszą reakcją powinna być rozmowa z mężem.
      O tym co czujesz, jak wpływa na Ciebie brak pracy i wieczne zajmowanie się
      dzieckiem. Poza tym, a może przede wszystkim, oboje jesteście jego rodzicami,
      więc Twój mąż powinien choć od czasu do czasu pomóc Ci w opiece nad maluchem.
      Mogłabyś wtedy mieć kilka chwil tylko dla siebie, a to bardzo ważne nie tylko
      dla Ciebie, ale i dla dziecka, które może odczuwać Twoją frustrację. Czekam na
      Twoją opinię co do mojej wypowiedzi i pozdrawiam serdecznie.
    • grosik68 Re: problem z zyciem 01.06.10, 22:20
      O_ren_ishii, bardzo poruszyl mnie Twoj post. Poniekad rozpoznaje siebie w tym, co piszesz. My kobiety jestesmy czesto gotowe w imie milosci zrezygnowac z wlasnego zycia, z pracy, z ambicji i wlasnej niezaleznosci. Smutne to, ze Twoj maz (z pewnoscia w dobrej woli) naklonil Cie do rezygnacji z pracy, w czasie w ktorym on sam sie z pewnoscia realizowal.
      Ale z drugiej strony, to byla takze Twoja decyzja. Nikt nie zmuszal Cie do niczego. Postarajcie sie ze soba szczerze porozmawiac. W miare mozliwosci bez wyrzutow, bez emocji, fakty i mozliwe wyjscia z sytuacji.
      Moze zatrudnijcie nianie do dziecka, moze to bedzie zachecajacym sygnalem dla potencjalnych pracodawcow. Zadbaj tez o siebie, mimo wszystko postaraj sie wychodzic z domu i jakos urozmaicac sobie zycie. Ale na prawde pierwszym krokiem musi byc szczera rozmowa z mezem. Powiedz mu o swoich rozterkach, o obawach i zlosci. Wszystko jedno, jaka ta prawda jest, moim zdaniem, on powinien ja znac.
      Zycze Ci powodzenia.
      • mi64 Re: problem z zyciem 02.06.10, 11:35
        "Zycie ,to nie je- bajka,to je- bitwa."Niestety śpiące królewny się obudziły i wpadają w depresję.
        • grosik68 Re: problem z zyciem 02.06.10, 22:30
          Ale sie obudziy. A z boku bardzo latwo sie ocenia prawda?
          • o_ren_ishii Re: problem z zyciem 18.06.10, 14:34
            to nie tak, że jestem śpiąca królewną. Życie nie raz dało mi
            popalić, przez wiele lat było mi bardzo ciężko, z róznych powodów.
            Czasu nei cofnę, ale wtedy rozwiązania proponowane przez mojego
            przyszłego męża wydawały się najlepszym wyjściem z sytuacji. I
            bardzo nie chciałabym go winić a nie potrafię nad tym zapanować. I
            to mnie najbardziej wkurza. Fakt, on się przesadnie nie angazuje w
            życie domowe, ale pracuje bardzo długo w ciągu dnia i kiedy wraca to
            jest już pora układania dziecka do snu. Szczerze mówiąc to brakuje
            nam czasu na szczerą rozmowę, a kiedy już go mamy, mąż usilnie mi
            udowadnia że powinnam być szczęśliwa i spełniona, bo wiele koleżanek
            naszych chiałoby tak żyć. I wobec takiej argumentacji ja się
            zamykam, bo nie wiem jak mam powiedzieć, że ja nie chciałam nigdy
            tak żyć, jak żyję właśnie teraz. Bo nie trafia do niego. A z drugiej
            strony czuję się strsznie - on się stara, pracuje dużo żeby nas
            utrzymać itp. Chociaż w sumie na tym się to jego staranie kończy. A
            ja stanęłam w miejscu, czuję się pusta i beznadziejna. Szukam pracy
            i ciągle nic.
            • lucyna_n Re: problem z zyciem 18.06.10, 15:07
              Dzieci rosną szybko, szybciej niż się wydaje. Czas spędzony z dzieckiem w domu
              może być zmarnowany a może też być i bezcenny.
              jeżeli mąż już teraz nie ma czasu dla ciebie i dziecka to jak znajdziesz pracę
              prawdopodobny staje się scenarusz że będziesz miała to co masz w sensie
              obowiązkow plus stres związany z pracą. No chyba że jako wybitna szczęściara
              znajdziesz pracę w ktorej będziesz się czula jak ryba w wodzie i rano z pieśnią
              na ustach będziesz szykować dziecko do żłobka/przedszkola, siebie do pracy i
              jeszcze pewnikiem mężowi śniadanie. W pracy będziesz się stresować za każdym
              razem jak dziecko się przeziębi bo prawdopodobieństwo jest ogromne że to Ty
              będziesz chodzić na zwolnienia lekarskie,ponadto nawet jak dziecko będzie cały
              czas zdrowe to i tak po przyjściu z pracy będziesz miała do odwalenia robotę
              domową, no bo mąż długo pracuje, a stęskniony dzieciak nei da Ci odsapnąć.
              Wszystko to z depresją na karku.
              Nie wiem, naprawdę nei wiem czy lepiej żebyś tą pracę już znalazła czy lepiej
              żebyś się najpierw zorganizowała, i ogarnęła to co już masz do ogarnięcia. Nie
              musisz przecież z dzieckiem murem siedzieć w domu. jeżeli teraz zorganizujesz
              życie tak żebyś miała czas i dla dziecka i dla dla siebie,i poczujesz że
              złapałaś w tym jakiś rytm, to jak pójdziesz do pracy będzie Ci to każdego dnia
              procentować. Teraz ta praca to chyba tylko w ramach ucieczki od kieratu. Ja bym
              poszukała najpierw mniej stresujących alternatyw niż robota w korporacji i
              spożytkowała ten czas choćby na naukę, samorozwój, czytanie literatury, uczenie
              językow, jakieś kursy doszkalające związane z ewentualną przyszła pracą. Bo taka
              luka w cv pod tytułem pieluchy i nic poza tym, to dla Ciebie malo
              satysfakcjonujące a także dla pracodawcy mało zachęcające, a jakbyś tam wpisała
              kilka kursów, jakieś prawdziwe zainteresowania a nie fikcyjne byleby była
              rubryka wypełniona to od razu widać że masz inne podejście, otwarty umysł, te
              sprawy.
            • mskaiq Re: problem z zyciem 18.06.10, 15:17
              Mysle ze warto wybrac sie razem z mezem do psychoerapety
              systemowego i opowiedziec co czujesz. Mysle ze sama nie bedziesz
              w stanie przekonac meza ze obecne zycie jest dla Ciebie nie
              do zaakceptowania.
              Jest duza szanasa ze maz zrozumie po paru spotkaniach Twoje
              problemy i razem poszukacie rozwiazania.
              Serdeczne pozdrowienia.
              • lucyna_n Re: problem z zyciem 18.06.10, 15:30
                czy już żadnych problemów w związku nie da się rozwiązać bez psychoterapeuty?
                A własny rozum gdzie? w gabinecie tylko?
                • mskaiq Re: problem z zyciem 19.06.10, 00:04
                  Kiedy dwie osoby nie sa w stanie sie porozumiec ze soba, jesli
                  jedna z osob nie dostrzega problemow drugiej, a druga strona sie
                  zamyka i nie wie co powiedziec to potrzebna jest pomoc.
                  W moim przekonaniu najlepsza pomoc moze zaoferowac psychoterapeuta.
                  Serdeczne pozdrowienia.
    • o_ren_ishii Re: problem z zyciem 22.06.10, 15:29
      przperaszam ze tak długo nie odpisywałam, ale w ostatnich dniach
      wykryto u mnie poważną chorobę tzn śródoperacyjne zakażenie groźną
      bakterią i nie miałam kiedy odpisać. Próbujemy z mężem rozmawiać,
      ale jest trudno. To nie jest rozmowa o pogodzie, a ja wobec kilku
      nieudanych prób unikam tzw trudnych tematów. Mąż drąży, pyta, ale
      nie umie nic zrobić z wiedzą, jaką uzyskuje ode mnie. Stosuje
      zaprzeczenia, wmawia mi że nie jest tak, jak mówię. Dlatego rada z
      psychoterapeutą wydaje się sensowna. Może ktoś zbuforuje to co się
      dzieje pomiędzy nami. Pytanie, czy mąż będzie chciał iść.
      • lucyna_n Re: problem z zyciem 22.06.10, 16:11
        to co piszesz o jego reakcjach i próbach pocieszenia przez zaprzeczenie
        właściwie jest normą, nikt zdrowy nie rozumie depresji, to są lata tłumcaczeń,
        rozmów, itd.
        Nie ciągnęlabym chłopa na siłę, z czasem jak się oswoi z tematem to może
        zrozumie że warto się udać na rozmowę, ale, że będzie się bronił zadnimi łapami,
        to pewne.
        Idź najpierw sama, pogadaj o sobie bez świadków, przy mężu nie będziesz umiała
        być do końca szczera i skończy się na udowadnianiu mu winy.
        • nena22 Re: problem z zyciem 22.06.10, 21:02
          Nie rwij się tak do tej pracy. Może to i pomoże na chwilę ale na
          dłuższą metę pogłębi problemy. Po pracy zapewne Ty będziesz musiała
          wszystko ogarnąć w 2 godziny i zapewniam Cię, ze nie dasz rady, że
          będziesz jeszcze bardziej zfrustrowana, że nawalasz na polu dom i
          praca. Bo to trudno pogodzić jak wszystko jest na 1 głowie. Chyba,
          że stać Was będzie na opiekunkę, która oprócz zajmowania się
          dzieckiem ugotuje, upierze i posprząta. A jak dojdą choroby dziecka
          i nie daj boże twoje to zapewniam, że będziesz miała podwójną
          depresję. Chyba, ze jesteś typem który zupełnie odetnie się od spraw
          domowych zwalając to na opiekunę, sprzątaczkę i męża i będziesz
          czerpała satysfakcje tylko z pracy zawodowej. Póki co pomyśl o
          opikunce na kilka godzin w tygodniu, wyjdź do siłowni, na basen,
          jogę... cokolwiek co pozwoli oderwać się od codziennej rutyny.
          Wytłumacz mężowi, że wariujesz w domu, że tak nie możesz, że musisz
          czasem wyjść z domu SAMA bez dziecka. Pozdrawiam
          • o_ren_ishii Re: problem z zyciem 28.06.10, 00:42
            Bardzo Wam wszystkim dziekuje ze piszecie w moim watku i
            podtrzymujecie mnie na duchu. Te rady ktore otrzymalam od Was sa
            naprawde madre i takie wydawaloby sie proste i logiczne, nic tylko
            je realizowac. A potem przychodzi zderzenie z zyciem i nagle okazuje
            sie ze nic nie jest takie proste. I to jest cholerna
            niesprawiedliwosc losu.
            • lucyna_n Re: problem z zyciem 28.06.10, 15:17
              a nie wiesz że najlepsze rady ma się zawsze dla innych nie dla siebie?

              tak po prawdzie ja podobne uczucia miałam siedząc z małym dzieckiem w domu i też
              sobei myślałam że praca, studia dobrze mi zrobią, wyjdę do ludzi i tak zrobiłam.
              Ogólnie robią dobrze ale zmęczenie mnie zwalało z nóg jednak i skończyło się
              taką deprechą że szkoda gadać. Z moich doświadczeń wynika że trzeba być naprawdę
              dobrze zorganizowanym żeby pociągnąć wychowanie dziecka i pracę tak żeby żadne
              specjalnei nie ucierpiało łącznei z Tobą no i wspolpraca i wsparcie partnera, a
              panowie ciężko się w to wdrażają że zajmowanie się dzieckiem to nei pomoc
              kobiecie tylko ich wspólny obowiązek,
              Każdy sam wie na ile ma siły, jak na co reaguje, z czym czuje się dobrze. Każdy
              musi sam ze swoim życiem się zmierzyć. Wiesz zawsze możesz zrezygnować z pracy
              jak będzie za ciężko,jak glód Cię z domu nie wypędza to możesz na luzie
              spróbować jak to wyjdzie zakladając z gory ewentualna opcję rezygnacji, po
              prostu coś czuję że jak nie spróbujesz zdecydowanie skoczyć na glęboką wodę to
              nic nie zmienisz i będzie takie dreptanie w miejscu i pobekiwanie.
Pełna wersja