wizyta u psychologa - Arche

16.03.04, 23:36
Chcialam podzielic sie swoimi wrazeniami z wizyty u psychologa M.Borowca we
wspomnianym troche wyzej osrodku Arche w Krakowie. Trafilam do niego w dosc
kiepskim
okresie mojego zycia, szukalam jakiejs pomocy, mialam powazne problemy ze
soba,
stany lekowe i ogolnie b.zle sie czulam. Chcialam, zeby ktos mi pomogl, bylam
zdecydowana na jakas terapie, gdyby okazala sie potrzebna. Tymczasem
uslyszalam
od niego, ze slusznie sie martwie i ze to normalne w mojej sytuacji. Prawie
sie
nie odzywal, pytal tylko czwego oczekuje, gdy powiedzialam, ze jakiejs pomocy
prawie ze wzruszyl ramionami. Wlasciwie to moglabym siedziec tam na jego
miejscu i zadawac te same pytania - bylo to tak schematyczne, az komiczne.
Wyszlam od niego bardzo zdolowana i bez zadnych perspektyw i rad, co robic
dalej.
Wiem, ze rola psychologa nie jest moze glaskanie po glowce, ale ten cyrk jaki
odstawil to byla przesada.
Niedlugo potem wybralam sie na Lenartowicza, spotkalam z kompetentnym i
zyczliwym psychiatra,przeprowadzil szczegolowy wywiad, rozpoznal u mnie
nerwice, zasugerowal, co robic dalej. Nie mowil, ze slusznie sie martwie.
Kolosalna roznica.
Zrazilam sie do wszelkiej masci psychologow i teraz jesli bedzie taka
potrzeba, od razu zwroce sie do specjalisty z prawdziwego zdarzenia.
Jestem ciekawa, jakie byly Wasze doswiadczenia z psychologami, czy komus to
cos tak naprawde dalo, czy wszyscy oni sa tacy bierni?
Pozdrawiam serdecznie
Ania
    • mr_hyde Re: wizyta u psychologa - Arche 17.03.04, 00:58
      Wybrałaś fatalnie.Cóż nie mogłaś wiedzieć.Ja jestem już obtrzaskany i wiem
      dużo o wielu placówkach i gabinetach.Przeczytaj sobie poniższy wątek,jest
      tam i o Arche i o Lenartowicza.Przy okazji napisz kim był ten psychiatra z
      Lenartowicza.Kliknij na czerwone:


      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=99&w=4033057&a=4033057
      • ann9 Re: wizyta u psychologa - Arche 17.03.04, 18:25
        Witaj :)
        Tym psychiatra byl dr Jerzy Sobanski - spokojny, kompetentny, wzbudzajacy
        zaufanie i jakis taki zyczliwy. Polecam go z czystym sumieniem, choc mam
        swiadomosc, ze to bardzo indywidualna sprawa i nie kazdemu musi odpowiadac to
        samo. Mi ten pan bardzo odpowiada psychicznie. Jestem ciekawa, czy ktos z
        forumowiczow sie z nim zetknal i jakie byly Wasze wrazenia?
        Mr_hyde zechcialbys podzielic sie ze mna swoimi doswiadczeniami i napisac cos
        wiecej o tych roznych placowkach i gabinetach - Arche interesuje mnie w
        szczegolnosci, bo tak dalam sie naciac ;). Watek o prof.Aleksandrowiczu
        czytalam, ale odczuwam niedosyt.
        I jeszcze tak sobie mysle, ze psycholog powinien umiec rozpoznac powazniejsze
        problemy i przekierowac ewentualnie do psychiatry, a nie wmawiac ludziom, ze
        slusznie sie zle czuja. Moze w pewnych przypadkach jest to potrzebne i czasami
        trzeba otworzyc komus oczy, ale to sa na ogol delikatne sprawy wymagajace
        duzego wyczucia, wiedzy i doswiadczenia, a wszedzie az roi sie od konowalow.
        Przykre to, bo ktos moze kiedys zaplacic wysoka cene za trafienie na takiego
        psychologa od siedmiu bolesci :(.
    • awanturka Re: wizyta u psychologa - Arche 17.03.04, 18:59
      Spotkałam w swoim zyciu róznych psychologów - dobrych i złych. O tych złych
      wolę nie pamiętac. Może napiszę tylko tyle, że nie majac juz kasy (wizyta o
      psychiatry co 2 mies. - 200zł, wizyta u psychologa - co tydzień 70 zł)
      postanowiłam przenieśc sie do psychologa z podpisanym kontrakten z Kasa Chorych
      Pani była znudzona tym co mówię , bierna, kwesionowała zasadnośc przyjmowania
      leków (cierpie na chorobę afektywna). Sprawiała wrazenie,że nic jej sie nie
      chce. Szybko wróciłam do psychologa za pieniadze (z którego byłam w gruncie
      rzeczy zadowolona, tylko ta kasa!).

      Jeszcze jedna uwaga. Myslę, że po psychologach nie można spodziewac sie cudów,
      sa ludżmi jak wszyscy inni. Ale myśle, że można wymagac pewnego zaangazowania i
      wysiłku wkładanego w kontakt z pacjentem.

      Psycholodzy często tłumacza swoja biernośc tym,że taka ich postawa jest
      elementem terapii i ma za zadanie zmuszenie pacjenta do wykazania inicjatywy.
      Może rzeczywiście to czasami jest dobre, ale myślę, że dużo częściej, niestety,
      używane jest jako zabieg, który pozwala się psychologowi nie poprostu nie
      wysilac.
      • ann9 Re: wizyta u psychologa - Arche 17.03.04, 19:20
        > Psycholodzy często tłumacza swoja biernośc tym,że taka ich postawa jest
        > elementem terapii i ma za zadanie zmuszenie pacjenta do wykazania inicjatywy.
        > Może rzeczywiście to czasami jest dobre, ale myślę, że dużo częściej,
        niestety,
        >
        > używane jest jako zabieg, który pozwala się psychologowi nie poprostu nie
        > wysilac.
        Mam podobne odczucia. Poza tym uwazam, ze byc moze w trakcie wlasciwej terapii
        ta biernosc moze miec jakies uzasadnienie, ale w czasie pierwszego spotkania
        powinni chyba postarac sie czegos o pacjencie dowiedziec. A u mnie wygladalo to
        tak, ze facet nie powiedzial slowa, nie zapytal w czym problem tylko
        siedzielismy w milczeniu dopoki nie zorientowalam sie, ze jak ja jakos nie
        zaczne mowic, to przesiedzimy tak godzine. Moglabym gadac do lustra z podobnym
        skutkiem. I 80zl zostaloby w kieszeni.
    • negatywista moje spotkania z psychologami 17.03.04, 19:58
      Jestem z Warszawy. Pierwszy psycholog - nazwiska nie pamiętam, byłem w takim
      stanie, że nawet nie wiedziałem, gdzie mnie prowadzą, nie pamiętam nazwy
      placówki, wiem, że tylko gdzieś na Mokotowie - 70 zł za godzinę i - już ktoś na
      forum użył tego stwierdzenia - rozmowa dziada z obrazem. Po trzech wizytach,
      podczas których pan psycholog zapisywał na karteczce tajemne wyciągi z moich
      rozpaczliwych monologów, co oczywiście nie dało (bo i dać nie miało) żadnych
      rezultatów, zdecydowałem się przerwać "terapię". Spytałem na odchodnym, jak ma
      mi pomóc wypowiadanie zdań w próżnię, bez żadnego odzewu - usłyszałem coś o
      węzłach energii zaplątanej we mnie, które się same rozwiążą. Dobre sobie!
      Potem trafiłem na dwie wizyty do gwiazdy wśród psychologów, pana z "Rozmów w
      toku", wielce medialnej persony - Andrzeja Komorowskiego. Cena za godzinę - 180
      zł - "lekkie przegięcie" jak dla mnie - studenciaka, poza zasięgiem moich
      finansów jako terapia regularna. No, ale zupełnie nieporównywalna jakość
      usługi - prawdziwy kontakt, pan doktor uważnie i z nabożną miną słuchał każdego
      słowa, bezbłędnie symulował rzeczywiste zaiteresowanie moimi problemami,
      wygłaszał pełne natchnienia perory, na jakiś czas wręcz udało mu się opętać
      mnie iluzją, że moje problemy są mniej skomplikowane niż mi się wydaje,
      usiłował z całych dźwignąć moją samoocenę przez hipnotyzowanie mnie diagnozami
      o mojej rzekomej "wybitnej inteligencji i wrażliwości, która utrudnia mi życie,
      ale bez której cały ten świat jest nic nie wart". Odebrałem to z wrodzonym
      sobie sceptycyzmem - facet chciał mnie uzależnić psychicznie od siebie, takie
      miałem wrażenie, widział, że psychicznie ledwo ciągnę i jak powietrza
      potrzebuję wsparcia - a on natychmiast pospieszył z pomocnym słowem
      wypowiadanym mentorsko-ojcowskim tonem. Pomyślicie, że po to właśnie szedłem do
      psychologa - a właśnie, że nie - chciałem bolesnej, fachowej terapii,
      wyciągania brudów, może jakichś zabiegów behawioralnych, czegoś, co pozwoliłoby
      mi zrozumieć - a nie uzależniających psychicznie słodkości m.in. że jestem
      bardzo przystojny i że to tylko absurdalny przypadek, że nie mam dziewczyny, że
      zaraz mnie napewno któraś "sama zgarnie". A to, że mam patologiczny strach
      przed emocjami i uczuciami towarzyszącymi związkowi z kobietą - tego już nie
      pociągnął, a przecież to musi mieć jakąś przyczynę, nigdy nie uważałem, że mój
      wygląd, z którego nota bene jestem zadowolony, jest jakąś przeszkodą,
      przeszkody są we mnie. Liczyłem na , a nie dozowanie mi jak narkotyku
      zastrzyków lepszej samooceny i poczucia, że ktoś się o mnie troszczy.
      Nadmierna "ojcowskość" tego, jak i senne olewactwo poprzedniego psychologa -
      nie wzbudziły mojego zaufania.
      Teraz zaczynam terapię u p. mgr Ewy Maciochy z ośrodka leczenia nerwic - co
      mnie tam czeka... wielka niewiadoma. Byłem juz dwa razy - na razie chłodno,
      fachowo, bez szafowania, ze skupieniem - to mi się podoba. Wprawdzie 120 zł za
      godzinę to niemało, ale będę kontynuował, bo mam dość już marnowania kolejnych
      lat na ten beznadziejny stan umysłu.
    • anielski_pacjent Re: wizyta u psychologa - Arche 17.03.04, 20:25
      Jak zdrowy człowiek, nie ważne czy magister psychologii czy nie, jest w stanie
      wyobrazić sobie to wszystko, przez co przechodzi ktoś w głębokiej depresji???

      Widzimisię niektórych magistrów, co uważają, że ich na studiach czegokolwiek
      nauczyli, jest zwykłym przejawem arogancji i braku odpowiedzialności za życie
      chorego.
      Miałem okropny ból zęba, nieprzyjemne badania, zabiegi operacyjne, itp. -
      wszystko to przechodzi w niepamięć,
      ale
      tego cholernego niepokoju, czarnowidztwa, tego czegoś co mi cały czas kością w
      gardle stało - tego potwora, który obdziera życie z jakiejkolwiek jakości i
      wartości - nie da się nigdy zapomnieć.

      Psycholodzy bądźcie odpowiedzialni! Opanujcie swoje zdroworozsądkowe zapędy, że
      psychoterapia w depresji ... że coś rozumiecie ... w depresji możecie tylko
      zaszkodzić.
Pełna wersja