Dodaj do ulubionych

Otóż: cierpienie...uszlachetnia.

08.04.04, 10:18
nie sądzicie?
Obserwuj wątek
    • negatywista Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 11:10
      Wiele osób, które przeszło depresję twierdzi, że nie "oddałoby" tej choroby,
      nie zmieniło przeszłości, że to doświadczenie ich zmieniło nieodwracalnie i są
      teraz silniejsi, bardziej zdystansowani i mają bardziej sharmonizowaną
      hierarchię wartości. Ja jeszcze nie wyszedłem z depresji, więc nie wiem czy
      będę miał do tego podobny stosunek w przyszłości. Narazie uważam, że cierpienie
      nie uszlachetnia tylko niszczy, osłabia i upadla. Cierpiący człowiek, oprócz
      tego że cierpi, ponosi jakieś straty moralne również - staje się egoistą, nie
      jest w stanie okazać zainteresowania innym, nie chce pomagać innym, interesuje
      go tylko jak by tu pomóc sobie - jest to zrozumiałe, ale nie mieści się chyba w
      kategorii uszlachetnienia.
      • psychodelic Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 14:04
        Cierpienie baaardzo motywuje do myślenia. Depresja i lęk często zmusza
        człowieka do postawienia zasadniczych pytań o życie. Wielokrotnie.No, może nie
        wszystkich zmusza. ale najbardziej cierpiąca krowa nie postawi sobie
        dramatycznnego pytania o sens. Nie sądzisz, że lepiej rozumiesz innych niz
        przeciętny człowiek? Kasy i podziwu z tego nie ma, ale jest w tym (niechciana
        oczywiście) wartość, na pewno poznawcza.
        • negatywista Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 14:51
          Owszem, przepływają przeze mnie takie strumienie świadomości, że aż nie wiem,
          co z tym robić. Dekonstrukcyjno-analizujące zdolności mojego umysłu ujawniły
          się w całej rozciągłości. Tylko czy to mnie uszczęśliwia, czy pogrąża i
          oddziela od świata żywych jeszcze bardziej? Oto jest pytanie. Mam swoją
          prywatną teorię na ten temat, i wg niej, sam proces rozszerzenia świadomości
          nie ma obiektywnej, nierelatywnej wartości. Innymi słowy: wiedza może cię
          uskrzydlić, a może cię złamać. Właściwością zdrowego umysłu jest, oprócz
          chłonięcia POTRZEBNEJ do zrealizowania postawionych celów wiedzy, blokada
          informacji, które mogą okazać się obciążające, niepotrzebne i destrukcyjne.
          Czasem lepiej nie dekonstruować, czasem lepiej nie wiedzieć. Takie jest moje
          zdanie.
          • awanturka Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 16:17
            Negatywisto!
            Zgadzam sie z Toba i nie zgadzam równocześnie.

            Zbiór tych samych informacji o rzeczywistości można przetwarzac na rozmaite sposoby. I różne z nich wyciagac wnioski. Rzeczywiście "wiedza może Cię uskrzydlic, albo załamac", jak piszesz.

            Mózg chorego na depresję działa tak, ze wiedza go załamuje. I tutaj chyba sie zgadzamy.

            Piszesz:
            > Czasem lepiej nie dekonstruować, czasem lepiej nie wiedzieć.

            I tu się z Toba nie zgadzam.
            Uważam, że wiedziec zawsze warto.
            Ale trzeba koniecznie lekami lub psychoterapia przywrócic "zdrowy sposób myślenia", takiego, które Cię motywuje i pozwala życ.

            -awanturka
          • psychodelic Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 16:41
            Oczywiście, że nikt nie chce cierpieć. Ale chciałem zauważyć że zarówno w
            naukach zen jak i wśród mistyków chrześcijańskich (św. Jan od Krzyża) mówi sie
            o "wielkim zwątpieniu" albo o kryzysie "ciemnej nocy ducha" które poprzedzają
            wyższy etap wglądu w rzeczywistość. Fakt, kryzys nie jest nieprzyjemny. Jest
            straszny. Myslę też, że osoby które z tego już wyszły, mają tu swoje
            kompetencje. Menel ma swoja przyjemność w zaspokojeniu pragnienia piwem, ale
            szczerze: mając taki wybór zawahałbys się, co? Pomimo całego cierpienia i
            poczucia beznadziei.
        • tinu Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 09.04.04, 09:44
          psychodelic napisał:

          > Cierpienie baaardzo motywuje do myślenia. Depresja i lęk często zmusza
          > człowieka do postawienia zasadniczych pytań o życie.

          Cóż z tego, że zmusza. Wiszą nad człowiekiem takie pytania i ilekroć spojrzy do
          góry to mu się w mózg wbijają. Aż trudno oddychać.
          I robi się głupie rzeczy żeby nie myśleć. Albo się śpi.
      • carlabruni Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 17:03
        negatywista napisał:

        > Wiele osób, które przeszło depresję twierdzi, że nie "oddałoby" tej choroby,
        > nie zmieniło przeszłości, że to doświadczenie ich zmieniło nieodwracalnie i

        > teraz silniejsi, bardziej zdystansowani i mają bardziej sharmonizowaną
        > hierarchię wartości. Ja jeszcze nie wyszedłem z depresji, więc nie wiem czy
        > będę miał do tego podobny stosunek w przyszłości. Narazie uważam, że
        cierpienie
        >
        > nie uszlachetnia tylko niszczy, osłabia i upadla. Cierpiący człowiek, oprócz
        > tego że cierpi, ponosi jakieś straty moralne również - staje się egoistą, nie
        > jest w stanie okazać zainteresowania innym, nie chce pomagać innym,
        interesuje
        > go tylko jak by tu pomóc sobie - jest to zrozumiałe, ale nie mieści się chyba
        w
        >
        > kategorii uszlachetnienia.
        Jednak drogi negatywisto nie do końca się z tobą zgodze. Owszem w czasie
        choroby człowiek mysli tylko o sobie, lecz gdy ta zmora nas opuści( mam tu na
        myśli chorobe) to wtedy zaczynamy dostrzegać innych. Stajemy się troch bardziej
        wrażliwi na krzywde innych. Tak jest też w moim przypadku. Zgodzić się więc
        musze, że faktycznie cierpienie uszlachetnia. Śle 1000000000 buziaków.Pa.
    • reemon Cierpienie uszlachetnia ??? 08.04.04, 16:01
      Co za bzdura , tak mogą myśleć tylko Ci , co nie cierpienia nie zaznali !
      Albo uduchowieni prorocy jacyś.
      Co z tego , że myślę inaczej jak inni , co z tego że moja wyobraźnia sięga
      ponad przeciętność...?
      Co mnie uszlachetnia ?
      To , że czuję się jak zdeptane g.... , że choroba doprowadza mnie na dno , że
      zazdroszczę "menelom" z pod budek z piwem dobrego samopoczucia , że tracę
      przyjaciół , znajomych , bo nie potrafię dostosować sie do świata...?

      ...sorry za nerwy...
      reemon
      • carlabruni Re: Cierpienie uszlachetnia ??? 08.04.04, 17:56
        Drogi reemonie. Masz prawo być sfrustrowany. Nie wiem jaka jest przyczyna
        twojej depresji i pewnie sie nie dowiem. Wiedz jedno... menelom pod budką
        pewnie wcale nie jest lepiej na tym świecie i pewnie dla tego piją. Odważny
        jest ten, kto na trzeźw zmaga się ze swoim problemem, a nie ten, kto się z
        powodu swoich niedoskonałości upija. Pamiętaj o tym. Pozdrawiam i życze
        szybkiego powrotu do zdrowia. Pa.
        • vinja Re: Cierpienie uszlachetnia ??? 09.04.04, 00:25
          carlabruni napisała:

          > Drogi reemonie. Masz prawo być sfrustrowany.

          Carlo droga , kobietą jestem ...i niemłodą już



          Nie wiem jaka jest przyczyna
          > twojej depresji i pewnie sie nie dowiem.

          Ja też nie wiem i prawdopodobnie już się nie dowiem



          Wiedz jedno... menelom pod budką
          > pewnie wcale nie jest lepiej na tym świecie i pewnie dla tego piją.

          A tu się z Tobą nie zgadzam .
          Właśnie im jest lepiej .
          A wiesz dlaczego ?
          Bo oni dokonali wyboru , zawsze mieli jakąś alternatywę ...ja jej nie miałam
          Ich picie ma dla nich jakiś sens i zgadzają się na nie ( pijak z reguły nie
          uważa się za pijaka , bo mu dobrze z tym, przynajmniej do czasu )
          Kiedy pijak jest na "dnie" , wie, że zawdzięcza to sobie.
          Mnie choroba nie dopadła na życzenie...
          Nie hoduję jej w sobie - walczę od lat z tym upiorem z mojej głowy




          Odważny
          > jest ten, kto na trzeźw zmaga się ze swoim problemem, a nie ten, kto się z
          > powodu swoich niedoskonałości upija. Pamiętaj o tym. Pozdrawiam i życze
          > szybkiego powrotu do zdrowia. Pa.


          Piękne słowa , ale to Carlo tylko słowa.
          Zmagam się ze swoim problemem na trzeźwo , ale odwagi w tym nie ma ,jest tylko
          strach - jakiś instynkt samozachowawczy jeszcze tli się we mnie i nie pozwala
          zachlać się , zaćpać się i nie myśleć już...

          Dziękuję Carlo za życzenia , doceniam to , niezwykle ciepłą jesteś osobą
          pozdrawiam reemon
          • vinja Re: Cierpienie uszlachetnia ??? 09.04.04, 00:27
            vinja napisała:

            > carlabruni napisała:
            >
            > > Drogi reemonie. Masz prawo być sfrustrowany.
            >
            > Carlo droga , kobietą jestem ...i niemłodą już
            >
            >
            >
            > Nie wiem jaka jest przyczyna
            > > twojej depresji i pewnie sie nie dowiem.
            >
            > Ja też nie wiem i prawdopodobnie już się nie dowiem
            >
            >
            >
            > Wiedz jedno... menelom pod budką
            > > pewnie wcale nie jest lepiej na tym świecie i pewnie dla tego piją.
            >
            > A tu się z Tobą nie zgadzam .
            > Właśnie im jest lepiej .
            > A wiesz dlaczego ?
            > Bo oni dokonali wyboru , zawsze mieli jakąś alternatywę ...ja jej nie miałam
            > Ich picie ma dla nich jakiś sens i zgadzają się na nie ( pijak z reguły nie
            > uważa się za pijaka , bo mu dobrze z tym, przynajmniej do czasu )
            > Kiedy pijak jest na "dnie" , wie, że zawdzięcza to sobie.
            > Mnie choroba nie dopadła na życzenie...
            > Nie hoduję jej w sobie - walczę od lat z tym upiorem z mojej głowy
            >
            >
            >
            >
            > Odważny
            > > jest ten, kto na trzeźw zmaga się ze swoim problemem, a nie ten, kto się z
            >
            > > powodu swoich niedoskonałości upija. Pamiętaj o tym. Pozdrawiam i życze
            > > szybkiego powrotu do zdrowia. Pa.
            >
            >
            > Piękne słowa , ale to Carlo tylko słowa.
            > Zmagam się ze swoim problemem na trzeźwo , ale odwagi w tym nie ma ,jest
            tylko
            >
            > strach - jakiś instynkt samozachowawczy jeszcze tli się we mnie i nie pozwala
            > zachlać się , zaćpać się i nie myśleć już...
            >
            > Dziękuję Carlo za życzenia , doceniam to , niezwykle ciepłą jesteś osobą
            > pozdrawiam reemon


            vinja to mój nowy nick - bardziej damski
    • marleen Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 16:36
      psychodelic napisał:

      > nie sądzicie?

      cierpiec mozna z wielu powodow i w roznych celach
      cierpienie spowodowane przez bol psychiczny i fizyczny wg mnie pozbawione jest
      sensu (pomijam filozoficzne czy religijne podejscie.. mowie o zyciu tu, na
      ziemi)
      nie jest to poswiecenie dla drugiej osoby, spoleczenstwa, ojczyzny
      wrecz przeciwnie - to inni musza sie dla chorego poswiecac i otaczac go opieka
      cierpiacy nie ma wyboru - gdyby go mial, wybralby zycie bez bolu,
      poniewaz dopiero wtedy mialby sile i chec, by realizowac mniej czy
      bardziej "szlachetne" cele

      nigdy nie wiemy, jak nasze zycie by wygladalo w innych okolicznosciach, bez
      choroby, jakimi bylibysmy ludzmi
      dlatego trudno ocenic i wg mnie nie ma wiekszego sensu sie nad tym zastanawiac

      jedyny pozytywny efekt to poznanie siebie, swoich reakcji, mozliwosci
      jest to wynik walki z choroba, skutecznego leczenia
      ale czy tak naprawde aby poznac siebie trzeba chorowac, cierpiec?
      psychoanailze zafundowac moze sobie kazdy zdrowy czlowiek
      i bez cierpienia znalezc w sobie szlachetne pierwiastki

      oczywiscie sila woli jest olbrzymia potega... jesli uwierze, ze choroba ma sens
      i dzieki cierpieniu stane sie lepszym czlowiekiem, mysl ta pomoze mi przetrwac
      kolejne dni, uznam to za element terapii i nie bede zaprzeczac...
      kazda iskierke nadziei, pozytywnego myslenia nalezy przeciez pielegnowac

    • desygnat Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 16:53
      Dlaczego przypisujecie szlachetnosc cierpiacym a juz najbardziej tym z piatego
      kregu? Szlachetnosc jest cecha ktora wynika z wychowania i doswiadczenia
      zyciowego. Nie znaczy to ze musisz cierpiec zeby byc szlachetnym. (znam takich)
      z drugiej strony ten kto cierpi nabywa pewne doswiadczenie ale nie znaczy to ze
      automatycznie jest szlachetny (dobry, wyrozumialy). Moze okazac sie zwyklym
      sq______em.

      Ciekawsze pytanie jakie mi sie nasunelo to: Czy szlachetnosc uszczesliwia?

      Odpowiedz: NIE

      wcale nie chce byc szlachety(i pewnie nie jestem), chcialem byc szczesliwy.

      pzdrw
      • psychodelic Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 17:26
        Fakt, że szlachetność może kierować w tarapaty...Ale nie uważasz, że
        przeszedłszy cierpienie lepiej rozumiesz innych? Zauważ, że lepiej funkcjonują
        społeczeństwa, gdzie jest większy wzgląd na bliźniego. To tam lepiej zyć i tym
        dobrze dostosowanym. Im mniej empatii tym większy koszmar.
        • desygnat Re: Otóż: cierpienie...uszlachetnia. 08.04.04, 17:45
          psychodelic napisał:

          > Fakt, że szlachetność może kierować w tarapaty...Ale nie uważasz, że
          > przeszedłszy cierpienie lepiej rozumiesz innych?

          Moze tak moze nie, nie wiem czy bym lepiej rozumial innych gdybym nigdy nie
          cierpial. Mam nadzieje ze rozumialbym tak samo.
          A sam fakt lepszego rozumienia innych nic mi nie daje (wiem ze jestem egoista i
          jest to swiadomy wybor)
          Lepsze rozumienie innych rozwija w tobie umiejetnosc lepszego rozumienia innych.
          (paragraf-22 - tam bylo o rzutkach.)

          > Zauważ, że lepiej funkcjonują
          > społeczeństwa, gdzie jest większy wzgląd na bliźniego. To tam lepiej zyć i
          tym
          > dobrze dostosowanym. Im mniej empatii tym większy koszmar.

          ??? a jakie to sa te spoleczenstwa? Ktore to? Walizka juz spakowana. Cena nie
          gra roli.
          pzdrw

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka