jak postępować z potworem?

15.04.04, 13:46
Tytuł prowokujący, ale oddaje to, co czuje.
Chodzi o moją 49-letnią matkę.
Podaje jej wiek, choć nie ma to znaczenia na jej teraźniejsze zachowanie.
Zawsze tak było, a teraz się jedynie pogłębia.
Chodzi o jej niekontrolowane wybuchy agresji, ferii, szału i wściekłości.
Od najmłodszych lat pamiętam, że chodziliśmy z bratem na palcach, żeby jej
nie wkurzyć i nie zdenerwować.
Jako dziecko miałam jedno życiowe zadanie: obgłaskiwać matkę, działać, jak
balsam na jej nerwy, łagodzić sytuacje, rozładowywać napięcie i podlizywać
się, jak się tylko da, żeby poprawić jej humor.
Ona na nas (sorry za wyrażenie) z mordą, a my, jak trusie.
Wczoraj byłam u brata i przyszła matka z pracy. I znów to samo. Zaczęło się
obrażanie nas, wywoływanie poczucia winy, zastraszanie i wrzaski.
Dawno nie widziałam takiej sceny! Wyprowadziłam się stamtąd tydzień po swoich
osiemnastych urodzinach, uciekłam.
Wczoraj zrobiła scenę, jaką doskonale znam z dzieciństwa. Tak wyglądało moje
dzieciństwo.
W każdym razie, nie wiem, jak mam z taką osobą postępować. Próbowałam już
wszystkiego. Nie zwracałam uwagi na jej bluzgania, stawiałam się,
przekręcałam wszystko w żarty, mówiłam ze łzami w oczach, że nas poniża i
rani. Żaden ze znanych mi sposobów nie działa. Każde działanie wzbudza napad
jeszcze większej furii. Mówienie o uczuciach kończy się zawsze okropnym
poniżeniem, wyzwiskami, wulgaryzmami.

W dzieciństwie miałam nerwice (nikt tego nie leczył), która charakteryzowała
się bólami brzucha, strachem i...moczeniem nocnym, albo robieniem kupy w
majtki.
Potem chorowałam 8 lat na depresję.
Mój brat miał depresję i poważne problemy z narkotykami.
Mój ojciec rozwiódł się z mamą, bo jak miałam 14 lat to go zdradziła i
chciała, żeby on jej to wybaczył.

Problemy zdrowotne moje i brata są już wyleczone. Żadne z nas nie jest już
chore.
Problem polega natomiast na tym, że kompletnie nie wiem, jak mam z nią
postępować. Gdy ograniczam kontakty, to ona zachowuje się tak, żeby wzbudzać
permanentne poczucie winy we mnie, że jestem zła itp. bo jej nie widuje, a
ona jest taka samotna.
Więc od czasu do czasu jadę tam. I prawie zawsze kończy się to taką sceną,
ewentualnie moim kacem moralnym, że znów zrobiła ze mnie szmate, zero, że
znów naubliżała, zwyzywała, poniżyła...

Koszmarne błędne koło.
Co byście zrobili?

    • psychodelic Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 14:07
      Ja tłumacze swojej tesciowej jak przychodzi, ze bardzo cięzko mi sie z nią
      żegnac i nastepnego pożegnania moge nie przezyć. Tak, żeby miała to na
      wzgledzie...
    • sylwia_a_s Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 14:53
      Praxi :)
      ONA MA PROBLEM i MUSISZ to niestety zignorowac. Uwierz mi wiem co mowie...
      Ja wiem jak to wyglada, zeby mamusia czy tatus kochali nas, ale oni swoje - dra
      mordy i to nie wiadomo w jakim momencie. Znam poczucie winy, zawsze i wszedzie,
      mimo, ze to nie ja zawinilam.
      Ja nawet nie zdawalam sobie sprawy, ze cos jest nie tak, dlatego zylam jak
      choragiewka, i dopiero na psychoterapii mi uswiadomiono, ze sytuacja z ktora
      mam do czynienia, nie jest normalna.
      Nauczylam sie, ze chodzbym sie zsikala niczego NIE ZMIENIE. Mozesz wyrazac
      milosc, mozesz robic rozne rzeczy, ale ONA i TAK BEDZIE TAKA SAMA. To ona nie
      umie szanowac dzieci i to jest tylko i wylacznie jej problem. Jak ona panowala
      nad Waszymi emocjami, tak sami musiscie teraz to robic. Olac jej proby
      wywolywania poczucia winy. Trzeba sie na to uodpornic, trzeba na to czasu by
      zrozumiec i nauczyc sie z tym zyc.
      Ja proponuje isc do psychologa skoro sama nie umiesz (zaden to wstyd, bo ja tez
      bym nie wiedziala i w sumie nie wiem jaka recepte musze dac, to sie MUSI STAC w
      TOBIE) i pogadac, przewalkowac ten temat co robic, nauczyc sie czuc inaczej itd.

      Zycze duzo wytrwalosci i pozdrawiam serdecznie :)))
    • negatywista Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 15:07
      Droga Praxi, rozumiem Cię świetnie. Miałem przeróźne cyrki i sceny na przemian
      z matką i z ojcem. Rozwiedli się, jak miałem półtora roku, więc zawsze
      widywałem się z nimi osobno. Wychowywałem się z ojcem (tak zadecydował sąd!) i
      dziadkami z jego strony, później z jego kolejną żoną. W dzieciństwie mój ojciec
      był zawsze strasznie humorzasty, przykry, upierdliwy, z każdego
      najdrobniejszego nieporozumienia robił dramat - na zasadzie, że niszczę mu
      życie i rozwalam małżeństwo, bo np. pokłóciłem się o jakiś bzdet z macochą w
      kuchni. Strasznie krzyczał, a miał donośny głos, a ja się bałem, strasznie
      przeżywałem jako dziecko, czułem się wiecznie winny i nie miałem poczucia
      bezpeczeństwa. Musiałem być zawsze wobec niego absolutnie, wręcz przesadnie
      grzeczny i uprzejmy, bo każda zmiana tonu, nawet zupełnie niechcący, wywoływała
      makabryczną awanturę. Był inwazyjny, czepiał się wszystkiego przy każdej
      okazji, pozwalał sobie na złośliwe żarciki, aż w końcu zawsze musiałem go
      przepraszać. Kiedy miałem 17 lat powiedziałem "stop" - mam też godność,
      prywatność. Zacząłem mu się stawiać - nie żeby go obrażać, ale po prostu
      odważnie i asertywnie domagać się szacunku patrząc mu głęboko w oczy i nie
      opuszczając ich - on po prostu zgłupiał. Puściłem mimo uszu kilka tekstów
      typu: "to się doczekałem syna", dramatycznych jego prób wywołania we mnie
      pokory i poczucia zagrożenia - zniosłem to. A on w końcu zmiękł. Teraz mnie
      szanuje, jest zupełnie inny. Czasami starym (i nie tylko im) trzeba postawić
      zdecydowane granice ich ingerencji w naszą godność.
    • mskaiq Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 15:08
      Mysle ze nie mozesz przestac Jej odeiedzac bo pojawia sie bardzo silne wyrzuty
      sumienia, Twoja Matka je wywola albo Ty sama.
      Jak postepowac, nie piszesz dokladnie jak wygladaja te awantury i jak Ty sie
      zachowujesz podczas ich dlatego napisze jak ja bym sie zachowal.
      Pozwolilbym sie Jej wykrzyczec, niech mnie zbluzga ponizy itp. W czasie takiego
      ataku staralbym sie zachowac obojetnie i bez zadnych emocji. Kiedy skonczy
      zapytalbym spokojnie co chciala powiedzic ale bez prowokowania i zlosci. Moze
      znow wybuchnac, wysluchaj tego ponownie. Chodzi o to aby doprowadzic Ja do
      dialogu. Moze sie to nie udac bo Jej zlosc nie pozwoli na to. Jej zlosc boi sie
      rozmowy o uczuciach, jest to zagrozenie dlatego takie reakcje. Nie mniej trzeba
      probowac. Mysle ze bardzo wazne jest aby ten wybuch nie konczyl rozmowy z Nia.
      Ja nie mam watpliwosci ze Ona Was kocha ale ta zlosc jest silniejsza od Niej,
      Ona jej ulega.
      Serdeczne pozdrowienia.


    • morgana_le_fay Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 15:09
      praxi napisała:
      > Problemy zdrowotne moje i brata są już wyleczone. Żadne z nas nie jest już
      > chore.


      Z całego serca Ci tego życzę, choć mam duże obawy, że nawet jeśli to prawda,
      problemy mogą wrócić. To co opisujesz, sprowadza się do klasycznego
      maltretowania psychicznego. Oczywiste w takich przypadkach jest to, że osoba,
      która wymaga natychmiastowej terapii nie widzi potrzeby poddania się jej. To
      jest jak z nałogiem. Dzieci alkoholików cierpią męki, a ich rodzice nie widzą
      swojego problemu. Uważają się za zdrowych. Maltretowanie psychiczne w
      rodzinie, kiedy tym "potworem" jest współmałżonek, stanowi często problem
      nierozwiązywalny, choć teoretycznie w grę wchodzi rozwód, separacja, czy co tam
      jeszcze. Kiedy sprawcą nieszczęścia jest rodzic, sprawa jest dużo
      trudniejsza. I to nie tylko z tego powodu, że łączą was więzy krwi i żaden
      rozwód nie wchodzi w rachubę. Poczucie winy, narastające od najmłodszych lat w
      ludziach dojrzewających z tym problemem, brak możliwości znalezienia dystansu,
      mieszane uczucia towarzyszące permanentnie wzajemnym stosunkom , to wszystko
      stanowi prawdziwe piekło na ziemi.

      Uważam, że jesteś dzielna. Wyprowadzając się z domu, zrobiłaś bardzo ważny
      krok na drodze ratowania się z sytuacji. Zrozumiałe jest jednak, że całkowite
      zerwanie więzów graniczy z niemożliwością. Tym bardziej, że w rodzinnym domu
      został jeszcze brat. Odnoszę wrażenie, że masz z bratem dobry kontakt. To,
      że jest Was dwoje, stanowi niewątpliwy plus w całej tej sytuacji, pod warunkiem
      jednakże, że będziecie stanowić dla siebie wsparcie.

      Piszesz, że mama ma 49 lat i że to właściwie nie ważne... Ależ to bardzo
      ważne. Przede wszystkim prawdopodobnie dołączyły się jeszcze kłopoty związane
      z klimakterium, a bywa, że nawet kobiety o bardzo łagodnym usposobieniu w tym
      wieku stają się tyranami. Czy pod pretekstem burzy hormonalnej i spustoszeń,
      jakie może poczynić w organizmie, nie udałoby się skierować mamy do lekarza?
      Jeśli nie, poszłabym na twoim miejscu do psychiatry i opowiedziawszy mu to
      wszystko, poprosiła o pomoc zarówno dla mamy, jak i dla siebie i brata, a może
      nawet w odwrotnej kolejności. Można również udać się po pomoc do organizacji
      zajmujących się przemocą w rodzinie. To nie ma znaczenia, czy mama stosuje
      terror fizyczny, czy psychiczny. To, czego nie widać rani nas często
      najdotkliwiej. Ratuj się dziewczyno! Nie namawiam Cię broń Boże, żebyś
      wyrzekła się swojej matki, ale są sytuacje kiedy w pierwszej kolejności musi
      zadziałać instynkt samozachowawczy, którego Tobie ze zrozumiałych względów
      brakuje.

      Kiedyś pewna starsza zła kobieta, opowiadała mi historię samotnego starca,
      który płakał nad swoim losem. Oto opuściły go dzieci, nawet święta spędzał
      samotnie. Poruszona jego opowieścią, oczekiwała, że będę mu zaocznie
      współczuć, odżegnam od czci i wiary jego dzieci. Jej oburzenie sięgnęło
      zenitu, kiedy stwierdziłam, że mogłabym mu współczuć, gdybym wiedziała, że sam
      nie krzywdził swojej rodziny. Zostałam za tę niegodziwą wypowiedź potraktowana
      jak wcielony potwór. Przez kobietę, która złamała życie dwóm swoim synom, ich
      żonom i własnym wnukom. Nie wszystko da się dopasować do schematów. Nawet
      kiedy bardzo się tego pragnie.

      Pozdrawiam Cię serdecznie.
      morgana.
    • praxi Re: jak postępować z potworem? 15.04.04, 17:13
      Dziekuje za odpowiedzi.
      Od wczoraj chodzilam, jak struta. Jak sie "wypisalam" na forum, to jest mi duzo
      lepiej, a odpowiedzi bardzo mnie podniosly na duchu.
      Moja mama za zadne skarby nie chce slyszec o terapii. Jej mama (czyli moja
      babcia) miala epizod ze szpitalem psychiatrycznym, jak zaginal jej syn,
      ukochane dziecko. Byla tam ze 2 miesiace, brala jakies leki i wyzdrowiala. Ale
      moja mama twierdzi, ze babcia po szpitalu nigdy nie byla juz taka sama, wiec
      ona trzyma sie z dala od lekarzy psychiatrow lub psychologow. Zreszta, jak sama
      twierdzi, to my jestesmy nienormalni, a nie ona.
      Tak wiec pomoc specjalistyczna nie wchodzi w gre.
      Co do mnie i mojego brata, to obydwoje jestesmy po gruntownej terapii. Brat
      mial nawrot choroby, ja Bogu dzieki nie. Brat mieszka tam nadal, ale
      koncentruje sie na swiecie zewnetrzynym (szkola, znajomi, praca, jakies
      zajecia). I ma dziewczyne, w ktorej jest szalenie zakochany, wiec to go chyba
      uodparnia na takie traktowanie. On ma 23 lata.
      Ja tam nie mieszkam juz 8 lat. Teoretycznie wszystko powinno byc ok.
      Tylko wiecie co? Kurde szkoda mi, ze to tak wszystko wyglada!!!
      Mam cholera zal, ze nie moge miec takiej fajnej mamy, co to pogada z corka.
      Sama dzieci nie mam, jestem z mezem, mam znajomych, kilka osob z rodziny meza...
      Nie chodzi o to, ze jestem sama jak palec, tylko o to, ze to takie
      niesprawiedliwe.

      Brat jest i zawsze byl wsparciem. Ja dla niego tez.
      To cieszy.
      Szkoda tylko matki, ale coz...

      Czlowiek ma w sobie zakodowane takie cos, jak szacunek do matki.
      I tak trudno jest znosic w sobie niechec do matki. Trudno jest zyc z takim
      uczuciem.
      Bo budzi sie "ty niewdzieczniku". Taki wyrzut wewnetrzny.

      Juz sie uporalam z wczorajsza sytuacja. Mam nadzieje nie dopuscic do czegos
      takiego nastepnym razem.

      Nie wiem jeszcze jak?
Pełna wersja