niewazne-ze
15.04.11, 22:33
Nie umiem sobie z tym poradzić, nie wiem jak mam dalej żyć i w którą stronę iść.
Zaczęło się ok. rok temu. Miałam wówczas ułożone, stabilne, rozwojowe życie zawodowe. Trafiła mi się szansa zmiany pracy na inną - bliżej i za lepszą kasę. Zgodziłam się. Zaczęłam nowy etap z entuzjazmem i powerem. Niestety te wszystkie pozytywne emocje w nowym miejscu dość szybko opadły...Okazało się, że atmosfera jest fatalna, a ja się nie mam żywcem do kogo odezwać. Nie dało się wejść w klikę i stać się jedną z nich, nie dopuścili mnie i zaszufladkowali. Byłam pomijana, jakikolwiek rozpoczęty temat, chęć kontaktu z mojej strony - trafiało na beton. Jestem taka, że mam swoja dumę, nie wchodzę nikomu w tyłek na siłę, nie przymilam się (chyba, że kogoś lubię). Nie, to nie - poradzę sobie. Okazało się też, że zakres obowiązków jest nagle diametralnie inny od omawianego ze mną na rozmowie. Wprawdzie stanowisko nazywa się ciągle tak samo, jednak rok wykonywałam coś, czego nienawidziłam i czego nie potrafiłam i nie zgodziłam się na to przecież - nie byłam świadoma tych czynności podejmując pracę, zostałam zaskoczona, nie posiadałam kwalifikacji, nie interesowało mnie to. Miałam zajmować się czym innym. Tylko mojego pracodawcę taki "szczegół" nie interesował. Od tego czasu dzień w dzień chodziłam zdołowana jak na skazanie, byłam totalnie niespełniona i nie pracowałam tak dobrze, jak oczekiwano ode mnie..., zblokowałam się i czułam strasznie. Efektem tego po jakimś czasie dyrektorka na mnie wsiadła, zaczęła mnie negatywnie oceniać , "butować" jako człowieka i pracownika i wmawiać, że ja się do niczego nie nadaję, że ona się dziwi jak ja sobie u byłego pracodawcy tyle czasu radziłam, że po mnie nie widać, że studia skończyłam, że awansowałam pewnie dlatego, że szefem był facet, a "mężczyzn łatwiej zauroczyć" itd.
To także przeżyłam bardzo - jeszcze nigdy nie usłyszałam takich słów pod swoim adresem, to bardzo bolało. I nie mogłam się zwolnić - powód prosty - trzeba za coś żyć . Nawet niczego dyrektorce nie mogę udowodnić, bo wszystko załatwiała w czterech ścianach, nie cierpiała kontaktu mailowego, a przy innych była oczywiście miła. Wywaliła mnie tak naprawdę z pracy - powodu podawać nie musiała - umowa się po roku kończyła i nie uległa zwyczajnie przedłużeniu. To był ogromnie trudny rok, do tego umarła moja mama. A pozostałe kwestie sprawiły, że dałam się złamać psychicznie.
Nie jest mi żal utraty tej właśnie pracy, będącej dla mnie męczarnią. Pojawiły się po prostu skutki tego wydarzenia, mające wpływ na mnie i moje dalsze życie, z którymi nie potrafię sobie poradzić:
1. czuję się wyprana - jakbym była pusta w środku i bardzo skrzywdzona, potraktowana nie w porządku przez durną, agresywną babę, która nie miała prawa przekraczać granic. Cały czas płaczę - dzień w dzień i nie potrafię się powstrzymać
2. czuję się nic nie warta, nie wyobrażam sobie nowej rozmowy kwalifikacyjnej, na której miałabym wymieniać swoje atuty oraz walory. Bardzo chcę podjąć nową pracę, ale mam jakąś traumę zawodową- nie wiem jak ją wyeliminować, nie wiem gdzie się widzę (właściwie nigdzie na tą chwilę)
3. schrzanił mi się związek - facet z którym jestem, widząc mój smutek, potrafił jedynie reagować agresją, dokuczał mi ( ze strachu, że sam będzie ciągnął wózek), bardzo dużo spraw między nami się zepsuło, zawiodłam się na nim, ponieważ przez ten cały czas nie było go ze mną - był przeciwko mnie, albo obok. A jak już miał moment, że mnie wysłuchał, stać go było jedynie na "nie wiem co ci powiedzieć, nie umiem ci doradzić".
3. mam niesamowicie duży lęk o przyszłość i nie wiem co ze mną zawodowo i z nami dalej będzie
4. chcę coś zrobić, walczyć, ale nie mam pojęcia jak, zgubiłam się i czuję jedynie, że mam straszny życiowy kryzys - na tą chwilę, nie do rozwiązania
5. nie potrafiłam wydusić słowa przed psychoterapeutką twarzą w twarz. Zacięłam się na maxa i to było silniejsze ode mnie - nie mogłam, nie mogłam, nie mogłam! Miałam opór przed rozklejeniem się. Ona mi zaczęła tłumaczyć, że ja nie wiem na czym jej praca polega i jakie ona ma zadania i że jak się nie otworzę, to ona odmawia współpracy. Ale nie umiałam obcej kobiecie widzianej pierwszy raz powiedzieć o tym, co mnie tak strasznie boli - tylko mnie zdenerwowała, sorry. Poszłam też do lekarza, dostałam Seddam 3, działa jak witamina C..., może tylko lepiej się po nim zasypia. Problemów mi nie rozwiąże, muszę sama. Ale nie wiem jak.