rzeznia_nr_5
08.05.04, 16:50
Koniec i kropka.Więcej jej tam nie puszczę.Od razu byłem przeciwny ale że
teraz muchy w nosie,życiowe nieudacznictwo i ruskie lenistwo nazywa się
chorobą i leczy no to się zgodziłem i jeszcze za to zapłaciłem(8 dych na
tydzień).Nagle dowiedziałem się że to ja jestem wszystkiemu winny,że niby
ją bije,wyśmiewam,nie pozwalam skrzydełek rozwinąć itp.To że nie ma pracy
a ja mam to także oczywiście moja wina.Przez to zaczeły się awantury,żona
zaczęła się stawiać aż w końcu podczas ostatniej akcji nie wytrzymałem i
zlałem ostro suke smyczą.Od tej pory chodzi jak w zegarku.Zadziało lepiej
niż wizyty u lekarzy.Od razu jej się poprawiło.Czy naprawdę leczenie
depresji polega na zwalaniu winy na innych?U was też to tak wygląda?No w
każdym razie ja już jej więcej tam nie puszcze to napewno.