grzelas1
10.05.04, 23:35
Cześć. Mam 43 lata, wyższe wykształcenie, jestem kochanym i kochającym mężem
i ojcem 2 córek, mam niezłą pracę na kierowniczym stanowisku. Status
majątkowy określam jako średni, ale w dolnym pułapie. Czasami z życia jestem
naprawdę bardzo zadowolony, jednak od dwóch lat coś się ze mną dzieje. Ma to
pewnie związek z alkoholem, który do 40 roku życia był częstym gościem w moim
życiu, teraz trochę przyhamowałem, ale nie wyrzekłem się go całkowicie.
Czasami przychodzą takie dni (zauważyłem, że po zakrapianej imprezie, albo
jakimś stresującym, negatywnym przeżyciu), że problemy stają się nie do
pokonania. Te same problemy, kiedy indziej widzę jako banalne, nie warte
rozmyślania. Dawniej nazywałem to kacem „moralniakiem”. Teraz, stan
utrzymujący się tygodniami i to nie raz bez wcześniejszego udziału alkoholu,
trudno nazwać kacem. Stres wywołany jakimś przeżyciem w pracy wywołuje u mnie
chorobliwe zachowania. Często myślę, że to początki Alzheimera, zapominam,
czasami jestem nieobecny. Byle drobne uchybienie w pracy, potrafi wyprowadzić
mnie z równowagi. I jeszcze jedna ważna rzecz, o której wcześniej nie
mówiłem. Przestałem ufać ludziom, swoim współpracownikom, zwierzchnikom,
podwładnym. Wszędzie widzę intrygi i zagrożenie. Tak żyć się nie da. Zdaję
sobie sprawę, że jak tak dalej będę postępował, to rzeczywiście utracę
wszystkich swoich przyjaciół. Co robić, jak nie potrafię odróżnić szczerości
od obłudy? Do tej pory takich problemów nie miałem i czułem, że byłem w pracy
lubiany, teraz mam wątpliwości czy moje intencje odbierane są szczerze, czy
też traktowany jestem z dystansem. Coraz częściej borykam się z myślami, że
koniec życia to koniec problemów, ale z drugiej strony wiem, że nie jest to
wyjście. Na razie staram się utrzymywać w jako takiej psychicznej kondycji,
ale cały czas mam obawy żebym nie popełnił jakiegoś poważnego głupstwa, bo
drobnych na swoim koncie notuję coraz więcej.