Czy już jest bardzo źle?

10.05.04, 23:35
Cześć. Mam 43 lata, wyższe wykształcenie, jestem kochanym i kochającym mężem
i ojcem 2 córek, mam niezłą pracę na kierowniczym stanowisku. Status
majątkowy określam jako średni, ale w dolnym pułapie. Czasami z życia jestem
naprawdę bardzo zadowolony, jednak od dwóch lat coś się ze mną dzieje. Ma to
pewnie związek z alkoholem, który do 40 roku życia był częstym gościem w moim
życiu, teraz trochę przyhamowałem, ale nie wyrzekłem się go całkowicie.
Czasami przychodzą takie dni (zauważyłem, że po zakrapianej imprezie, albo
jakimś stresującym, negatywnym przeżyciu), że problemy stają się nie do
pokonania. Te same problemy, kiedy indziej widzę jako banalne, nie warte
rozmyślania. Dawniej nazywałem to kacem „moralniakiem”. Teraz, stan
utrzymujący się tygodniami i to nie raz bez wcześniejszego udziału alkoholu,
trudno nazwać kacem. Stres wywołany jakimś przeżyciem w pracy wywołuje u mnie
chorobliwe zachowania. Często myślę, że to początki Alzheimera, zapominam,
czasami jestem nieobecny. Byle drobne uchybienie w pracy, potrafi wyprowadzić
mnie z równowagi. I jeszcze jedna ważna rzecz, o której wcześniej nie
mówiłem. Przestałem ufać ludziom, swoim współpracownikom, zwierzchnikom,
podwładnym. Wszędzie widzę intrygi i zagrożenie. Tak żyć się nie da. Zdaję
sobie sprawę, że jak tak dalej będę postępował, to rzeczywiście utracę
wszystkich swoich przyjaciół. Co robić, jak nie potrafię odróżnić szczerości
od obłudy? Do tej pory takich problemów nie miałem i czułem, że byłem w pracy
lubiany, teraz mam wątpliwości czy moje intencje odbierane są szczerze, czy
też traktowany jestem z dystansem. Coraz częściej borykam się z myślami, że
koniec życia to koniec problemów, ale z drugiej strony wiem, że nie jest to
wyjście. Na razie staram się utrzymywać w jako takiej psychicznej kondycji,
ale cały czas mam obawy żebym nie popełnił jakiegoś poważnego głupstwa, bo
drobnych na swoim koncie notuję coraz więcej.
    • abdon Re: Czy już jest bardzo źle? 11.05.04, 00:01
      Czy to aby nie jest syndrom mężczyzny po 40-ce?
      • rzeznla_nr_5 Re: Czy już jest bardzo źle? 18.05.04, 01:30
        abdon napisał:

        > Czy to aby nie jest syndrom mężczyzny po 40-ce?
    • mskaiq Re: Czy już jest bardzo źle? 11.05.04, 04:11
      Moim zdaniem nie jest jeszcze bardzo zle ale przestan pic alkochol calkowicie.
      To jest najwazniejsza rzecz. To co piszesz o braku ufnosci do ludzi, niepokju
      ktory siedzi w Tobie, poddenerwowaniu to problemy ktore wymagaja rozwiazania.
      Niepokoj i poddenerwowanie to kwestia emocji a emocje daje sie kontrolowac ale
      trzeba chciec to zrobic. Emocje sa przenoszone przez Twoje cialo i im jest
      slabsze tym latwiej emocje decyduja o naszym zyciu. Potrafia byc tak silne ze
      nie sposob sie temu oprzec. Slabosc ciala bierze sie z alkocholu, papierosow,
      duzej ilosci kawy czy herbaty a takze nie zwracania uwagi na diete, czesto
      owoce i warzywa jemy przypadkowo albo wcale a za to bardzo wiele miesa.
      Poza tym nie przywiazujemy albo mala wage do cwiczen fizycznych i bycia na
      swierzym powietrzu.
      Jesli zaczniesz na to zwracac uwage Twoje niepokoje i strachy bardzo sie
      zmiejsza, bedziesz mogl je kontrolowac.
      Jesli chodzi o brak ufnosci to rowniez duzo latwiej bedzie Ci kontrolowac
      nieufnosc bez emocji. Nie mniej trzeba przelamywac nieufnosc za kazdym razem
      kiedy sie pojawi. Nie martw sie ze zostaniesz oszukany a nawet jesli to lepiej
      byc raz czy dwa oszukanym niz stracic z tego powodu prace i wszystkich
      znajomych.
      Mysle rowniez ze warto abys jak najwiecej byl ze Swoja Rodzina, milosc do
      Dzieci i do Zony ma wprost nie oceniona wartosc w pozbywaniu sie tych stanow o
      ktorych piszesz.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • grzelas1 Re: Czy już jest bardzo źle? 11.05.04, 14:07
        Dziękuję Mskaiq za trafne, mam nadzieję, zdiagnozowanie przyczyn moich
        problemów, a szczególnie za cenne życiowe rady. Może przechodzę kryzys wieku
        średniego, o którym mówi abdon, tylko trochę w bardziej złośliwszej formie.
        Trzeba przez niego przebrnąć z jak najmniejszymi stratami. Z rad postaram się
        skorzystać, chociaż z reguły tylko w teorii jestem mocny. Jak przyjdzie wdrożyć
        je w życie będą problemy. Znając siebie, szczególnie w dniach z dobrym
        samopoczuciem, zapominam o życiowych słabościach. Nikt do tej pory nie zwrócił
        mi uwagi, że może to być zwyczajna kolej rzeczy, przez którą muszę przebrnąć.
        Być może jeszcze otoczenie (poza rodziną) niczego nie zauważyło, tylko ja
        mocuję się z myślami. Fajnie, że znalazłem się na forum, bo już zmobilizowałem
        się do poszerzenia swojej wiedzy na ten temat i dzisiaj wyczytałem taką
        myśl: „Kryzys wieku średniego jest w istocie kryzysem tożsamości mężczyzny.
        Jeśli wie, jaką rolę chce dalej odgrywać, wychodzi z niego cało, jeśli pozwala,
        by wszystko było płynne, kończy tragicznie albo staje się pośmiewiskiem" -
        napisał psycholog Rollo May, autor m.in. "Miłości i woli". To jest chyba to, po
        prostu trzeba się kontrolować i nie pozwalać, aby emocje brały górę, jak
        napisał Mskaiq. Fakt bezsporny, że alkohol w tym nie pomoże, a mnie nawet
        szkodzi zdecydowanie.
        Pytanie jeszcze na koniec: ile potrzeba czasu, aby kryzys ten zażegnać?
        Z pozdrowieniami.
    • carlabruni Re: Czy już jest bardzo źle? 11.05.04, 14:24
      Grzelas przede wszystkim radziłabym Ci udać się do specjalisty. Sam sobie z tym
      nie poradzisz. Już samo to, że pojawiłeś się na forum świadczy o tym, że
      szukasz i potrzebujesz pomocy. Piszesz, że masz kochającą rodzinę. To już
      połowa sukcesu. W pracy staraj się nie brać na siebie tyle obowiązków.
      Rozdzielaj to jakoś,. Powinieneś także znaleźć czas na odpoczynek Jeszcze nie
      jest dla Ciebie za późno. Z tego co piszesz wnioskować można, że masz lekkie
      zachwianie nastroju tak więc głowa do góry i ruszaj do lekarza. Pozdrawiam Cię
      serdecznie i wierze, że będzie dobrze.
      PS. Napisz coś czasami.Pa.
      • grzelas1 Re: Czy już jest bardzo źle? 11.05.04, 15:06
        Dzieki za zainteresowanie Carlabruni. Mimo wszystko postaram się jeszcze nieco
        sam powojować. Sam to trochę niewłaściwie powiedziane, mam wspaniałą rodzinę.
        Jak wcześniej pisałem, te zachwiania widzę u siebie od 2 lat. Dokładnie 2 lata
        temu miałem poważniejsze przeżycie i skończyło się to wizytą u lekarza
        rodzinnego. Trochę odpoczynku wspomagania farmaceutycznego i wróciło wszystko
        do normy. Jak lepiej się poczułem i stan taki trwał rok, zacząłem ponownie
        czerpać z życia „po staremu”. Jak było bardzo źle poszedłem do lekarza. Na
        razie z usług psychiatry ani psychologa jeszcze nie korzystałem. Myślę, że za
        całość odpowiedzialna jest gorzałka, trochę ten kryzys średniego wieku i
        rozchwiana przed dwoma laty psychika. Jak wezmę się w garść powinienem się z
        tym uporać. Jak nie dam rady, poszukam pomocy u specjalisty.
        Pozdrowienia
    • greta_30 Re: Czy już jest bardzo źle? 12.05.04, 04:21
      Cholera, nie jest dobrze, ale z tą depresją to nie przesadzaj. ja też pół
      swojego dorosłego życia miałam "moralnieki" (a alkohol dużym problemem się
      okazał i swój udział miał, i owszem) a na koniec do tego wszystkiego zostawił
      mnie mąż i dostałam depresji klinicznie leczonej. amen. U Ciebie może to być
      związane z tym, że przechodzisz w wiek, kiedy raczej się już powinno odcinać
      kupony (duże dzieci, itp) a Ciebie może to po prostu nie przekonywać. Pewnie
      czujesz się jak 20latek, chciałbyś zmieniać Swiat (bo coś Ci dalej nie pozwala
      go w pełni zaakceptować), a tu: życie ułożone, określone, poukładane...
      teoretycznie sielanka. Dlaczego więc ten niepokój i napięcie? No właśnie.
      Poczytaj sobie na Forum, ostatnie wątki. Było tam na przykłąd o tym, że jak
      człowiek żyje w zgodzie ze sobą i światem - trudniej mu się pochorować. Może to
      Cię jakoś zainspiruje. Tak czy siak mam nadzieję, że nie będzie źle, czego
      serdecznie Ci życzę
      greta
    • mskaiq Re: Czy już jest bardzo źle? 12.05.04, 06:39
      Mysle ze czas potrzebny na przezwyciezenie tego zalezy od Ciebie. Jesli
      bedziesz konsekwentny i postawisz sobie zadania ktore besziesz realizowal
      codziennie i nie pozwolisz na to aby slabosci braly gore nad Toba to dosc
      szybko poczujesz roznice.
      Ja biegam, codziennie 5 km bez wzgledu na pogode, robie silowe cwiczenia pare
      razy dziennie i jestem starszy od Ciebie. Czesto mi sie nie chce. Czesto kiedy
      wstawalem czulem sie zmeczony ale pierwsza rzecz kiedy wstane to pompki, robie
      ich teraz okolo 70 (zaczynalem od 2) a potem bieg. Zmeczenie znika. Pracuje
      okolo 70 godzin tygodniowo ale mam pelno energi. Nie pozwalam aby zmeczenie
      decydowalo za mnie. W tej chwili juz je kontroluje.
      Jesli chodzi o te podejrzenia wobec wszystkich to wydawalo mi sie ze otoczony
      jestem siecia intryg ale to juz bardzo odlegla przeszlosc. Wyzbylem sie tego
      strachu bo to strach to kreuje.
      Jesli opanujesz emocje pozbedziesz sie tych wszystkich dolegliwosci i zaczniesz
      duzo bardziej doceniac zycie. Jest ono piekne i warto je zyc.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • greta_30 Re: Czy już jest bardzo źle? 12.05.04, 13:34
        mimo pewnego rodzaju mesjanizmu, bardzo lubię Ciebie słuchać. Mi takie pozytywne
        gadanie całkiem dobrze robi ;) odpisałam na mailika i czekam na więcej. Odezwij
        się do mnie, dobra?
        pozdrawiam
        greta
      • grzelas1 Re: biorę sprawy w swoje ręce 12.05.04, 16:32
        Witaj i dzięki Mskaiq. To, o czym piszesz, zachęca do zmiany trybu życia. To,
        że życie jest piękne i warto żyć nie ulega wątpliwości. Bywają jednak takie
        chwile, że wszystkiego się odechciewa. Jeżeli są to tylko chwile, nie ma
        problemu, ale jeżeli proporcje drastycznie się zmieniają?... W każdym razie,
        czytając Ciebie, bardziej optymistycznie zaczynam patrzeć na świat i swój
        problem. Dzisiaj u mnie jest wszystko OK., ale wiem, że sielanka nie będzie
        trwać wiecznie. Jakieś stresujące zdarzenie zburzy dobry nastrój. Jednak tym
        razem będę trochę lepiej na to przygotowany. Już miałem napisać, że alkoholu
        też 0, ale...zadrżała mi ręka. Mimo wszystko „dane słowo” ma dla mnie wartość i
        chyba jeszcze do tego nie dojrzałem. W każdym razie, mogę powiedzieć, że nie
        pojawi się „on” na mojej drodze zbyt szybko, a już na pewno nie w takich
        ilościach. I zabieram się za ćwiczenia. Już umówiłem się z bratem, (też
        czterdziestolatek, ale jego tryb życia bardzo przypomina Mskaiq). Zobaczę, co z
        tego wyjdzie. Dzisiaj jestem ustawiony do wszystkiego na TAK. Właśnie wybieram
        się na rower.
        Pozdrawiam wszystkich
        • psychodelic Re: biorę sprawy w swoje ręce 12.05.04, 17:04
          Tylko wiesz, stopniowo, bo się zniechęcisz. Wiem z własnej praktyki, ze jeśli
          zaczynasz szarżować z ćwiczeniami, to zaraz spękasz. Powodzenia.
    • polo-piryna Re: Czy już jest bardzo źle? 12.05.04, 19:04
      Cześć.Jestem częstym gościem na forum,a szczególnie upodobałam sobie watek
      depresji i dzieki temu czytam bardzo mądre i szczere wypowiedzi, tak jak Twoja.
      Jesteś w bardzo dobrej kondycji psychicznej, malo kto chory potrafi tak trafnie
      opisac swoj stan. Znasz etiologie, przebieg i skutki swoeje choroby, jestes dla
      siebie najlepszym lekarzem,nie szukaj pomocy u konowałów, to bezduszni
      szarlatani.
      Zanlazłam pewna analogię w Twoich przezyciach, alkohol, praca, ludzka zawiśc,
      apatia.
      .
      Pół roku temu nasiliły sie problemy w pracy, zatrułam życie swoje i mojej
      rodzinie, wpadlam w kolosalna depresje, kolejną,w końcu straciłam pracę,miesiąc
      leżałam w lożku, zmuszające sie do podstwowego wysiłku. Kolejny miesiąc
      spedziłam w książkach i internecie. Przestudiowałam relacje miedzyludzkie w
      poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego?Gdzie popelniłam błąd???
      Zgubiła mnie moja szczerość, otwarość, ufność i pogarda dla obłudy.

      Teraz uczę się być zła, z satysfakcją manipuluje ludzmi, oszukuje, pomijam
      prawde.Dzieki temu od niedawna stoje twardo na ziemi, znalazłam równie dobra
      pracę. Jestem zyczliwa, pomocna i koleżeńska, ale nikogo nie wpuszczam na swoje
      terytorium. Szybko wyczuwam intrygę.Dystansuje sie od wszystkiego, nie zwracam
      uwagi na krytykę, nie czekam na pochwały.Z ludzmi tylko obcuje, nic mnie nie
      obchodzą, to co mowia rejestruje na krotko i z usmiechem odchodzę.Sama siebie
      nie poznaję.

      Czuje sie świetnie, rzeczywiście sport pomaga,rower, zawsze o kilometr dalej,
      zajęłam się relaksacja, szczegolnie podoba mi sie wizualizacja. Potrafie
      wyłaczyć się w każdej, nawet najtrudniejszej chwili i odgonic mysli zblizające
      sie do alkoholu.
      Mam opracie w mezu, to moja kotwica i pionizator.Niepowoedzenia to nasze prawo
      do pomyłek i błędów.


      • grzelas1 Re: Czy już jest bardzo źle? 12.05.04, 20:23
        Cześć Polo-pirynko. Przeczytałem z uwagą post i muszę przyznać, że Twój obecny
        sposób na życie jest nie dla mnie. A dlaczego?... Z prostej przyczyny,
        musiałbym robić coś, co teraz budzi we mnie odrazę. Takie zachowanie przekracza
        moje możliwości, bo z natury kocham ludzi. Jak inni są szczęśliwi, ja jestem
        tym bardziej (mowa o najbliższych, rodzinie, znajomych). Mówiąc o tym, że
        wszędzie widzę intrygi i zagrożenie, nie miałem na myśli, że one są w
        rzeczywistości. Gdyby były, to nie miałbym sobie nic do zarzucenia. Jak dotąd
        nie miałem nigdy powodu, aby zwątpić w lojalność mojego otoczenia. I dlatego
        źle się z tym czuję, że im nie ufam. Całe szczęście, że nie dotyczy to rodziny,
        (nie jestem chorobliwie zazdrosny o żonę). Może ma to też związek z tym, że
        świat w ogóle jest zakłamany. Ciągle słyszy się tylko o coraz to nowych
        aferach. Jak dotąd, dużą przyjemność sprawiało mi sprawianie przyjemności
        innym. Bardzo lubię zabawy towarzyskie, turystykę, lubię przebywać z innymi i
        nie chcę się tego pozbawiać. Nie można dobrze się bawić, a jednocześnie myśleć,
        że Ci wszyscy wokół mnie, tak w gruncie rzeczy to banda czyhająca aż mi się
        noga podwinie. Chcę, aby było jak dawniej i nic więcej nie chcę zmieniać.
        Jeżeli nie zwalczę tej podejrzliwości to schrzanię wszystko i tego się obawiam.
        • polo-piryna Re: Czy już jest bardzo źle? 13.05.04, 07:39
          Przyznam się anonimowo, że obecna postawa jest sprzeczna z moja prawdziwą
          naturą.Wyniesione z rodzinnego domu wychowanie w poczuciu szacunku, milosci i
          szlachetności do drugiego czlowieka, okazało sie dla mnie zgubne. Przez lata
          skupialam sie na jak najlepszej opini srodowiska,nie dopuszczając mysli o
          nieuczciwości i zlych zamiarach otoczenia. Nic bardziej zgubnego.
          Ufalam bezgranicznie kazdemu.
          Obecnie zupełnie nie interesuje mnie, co inni o mnie myślą.Nie staram sie za
          wszelka cene uzyskac uznania, nie zważam na zlosliwosci, zyje tak jakby nikt w
          nie nie wierzyl. Wyłączyłam wyobraźnie, nie buduje wimaginowanych idealnych
          związków(z wyłączeniem rodziny)
          Ja zabiegam o to czego Ty sie chcesz pozbyć,na tym polega zlozonośc
          swiata.Choroba podobna, leczenie rózne.
    • morgana_le_fay Re: Czy już jest bardzo źle? 13.05.04, 09:48
      drogi Grzelasie1,

      Z zainteresowaniem śledzę rozwój twojego wątku. Temat jest mi szczególnie
      bliski, bo przypomina mi problem z mojego najbliższego otoczenia. Wyłączając
      alkohol, i parę szczegółów, to co piszesz znam i obserwuję z dojmującym
      poczuciem niemocy właściwie codziennie.

      Z moich obserwacji wynika, że problem leży w poczuciu niedopasowania swoich
      emocji do otoczenia i na nerwowych, wprost desperackich często próbach
      sprostania atmosferze pracy. Demony rosną w siłę, bo założona w życiu
      zawodowym maska nijak się ma do tego, jacy na prawdę jesteśmy, a
      odhumanizowanie stosunków w życiu zawodowym rzutuje tragicznie na ogólne
      poczucie bezpieczeństwa, na poziom samoakceptacji i samoidentyfikacji. Tak
      zwani pracoholicy, którzy jakkolwiek gdzieś wewnętrznie pragną bezpiecznego
      rodzinnego życia, faktycznie odmawiają sobie do niego prawa, tęskniąc za
      miłością i stabilizacją, "chorują" w weekendy, lub uciekają już w sobotnie
      południe od rodziny do biura...

      A w tym biurze dziesiątki takich samych masek, takich samych ludzi wstydzących
      sie przyznać do tego, jacy naprawdę są. Grają ludzi sukcesu, wyzutych z
      wszelkich emocji twardzieli i patrząc tak jeden na drugiego, wierzą z
      narastającą frustracją, że tylko oni udają, tylko oni muszą sprostać, bo cała
      reszta jest tak twarda naprawdę. Odsłonić swoją prawdziwą naturę, gdy z
      pietyzmem zbudowało się taki obraz swojego JA to śmierć. To ryzyko, na które w
      dobie bezrobocia już pozwolić sobie nie można.

      Problem w tym, że odrzucenie emocji, zaprzeczenie swojej naturze na użytek
      pracy, zostaje wsześniej czy później przeniesione na dom. I w tym domu zaczyna
      się być też "na kierowniczym stanowisku", żona zostaje osobistą sekretarką,
      dzieci podwładnymi, od których się tylko wymaga, bo przecież dostają "wikt i
      opierunek". I tak jak nie pobłaża się pracownikom, żeby ich nie rozpuścić, a
      nie przytula sekretarki, tak dom staje się również wyzuty z emocji po to by
      sprawnie funkcjonował. I cóż z tego, że powiesz, że ty tego nie chcesz? Że
      pragniesz szczerości, otwartości i szczęśliwego domu? Nie będzie tego
      szczęścia, jeśli w drodze z pracy do domu nie zdejmiesz razem z garniturem i
      krawatem całej tej skorupy, która odrzuca od ciebie i Tobie podobnych rodzinę i
      przyjaciół. To żadna ujma na honorze przepoczwarzyć się w drzwiach mieszkania
      z wybitnego specjalisty w tatuńcia, mężusia, któremu choćby i łza zakręci się w
      oku na widok śpiącego dziecka..., który nie boi się przyznać do błędu,
      niewiedzy, zapyta i poprosi o radę.

      Tak to wygląda od mojej strony. Dla kobiety, dla żony i dla innych "prywatnych
      bliskich" to jest istotą męskości i charakteru. To jest prawdziwa wartość.

      Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
      morgana.
      • nevada_blue Re: witaj Morgano!!! :) 13.05.04, 09:51
        miło Cię znów widzieć :]
        pozdrawiam serdecznie!
        [nevada]
      • grzelas1 Re: Czy już jest bardzo źle? 13.05.04, 21:49
        Witaj Morgano.
        W swoim poście zawarłaś bardzo interesujące spostrzeżenia. Nie będę ukrywał, że
        trochę wydają mi się karykaturalne, chociaż…? Pewne zawodowe zachowania są
        przenoszone na dom rodzinny, bo jest to chyba nieuniknione i zupełnie normalne.
        Tutaj znowu ważne są proporcje. W domu rodzinnym potrzeba trochę tatuńcia,
        trochę szefa, trochę kumpla i kochanka (oczywiście inne proporcje dotyczą żony,
        a inne dzieci). W firmie również, szef to nie 100% autokraty, ale też
        przydałoby się żeby zawierał odrobinę cech kumpla, a dla niektórych i tatuńcia.
        Szef w roli kochanka raczej nie jest dobrze odbierany. Człowiek nie może całe
        życie grać nie swoją rolę, chyba, że jest się Wiktorem Suworowem (ale i on w
        końcu nie wytrzymał życia w Akwarium). Obojętne, czy w pracy, czy w domu, rola,
        jeżeli jest tylko grą, bardzo męczy i wcześniej czy później z którejś trzeba
        zrezygnować. Miedzy innymi, dlatego tyle rozwodów, bo pracę zmienić dzisiaj o
        wiele trudniej. Najlepiej, jeżeli można „być sobą”, jeżeli nie wszędzie, to
        chociaż w domu. Niestety nie można pozwolić sobie, aby w każdej sytuacji,
        emocje mogły górować i czasami trzeba "desperacko próbować sprostać atmosferze"
        ( szczególnie jak ktoś czarne nazywa białym i z różnych racji wolno mu to
        czynić, a my musimy przyjąć to z zadowoleniem). Wracając do mnie, jak wcześniej
        pisałem, nie zawsze stosuję te zasady w życiu i czasami puszczają mi nerwy,
        ostatnio jakby częściej. Mimo to wydaje mi się, że ja w życiu odnalazłem się i
        nie muszę udawać ani szefa, ani ojca, ani męża. Wiem, że innym, obcującym ze
        mną, również było dobrze (i jest nadal). Rodzina na pewno jest szczęśliwa,
        chociaż nie powiem, że zgrzytów nie było (alkohol). Nie mam na sobie żadnej
        skorupy, która odrzucałaby innych ode mnie. Przynajmniej do tej pory nie
        miałem. Tracąc wiarę w ludzi, przyodzianie takiej skorupy jest pewnym wyjściem.
        Mam prawo przypuszczać, że w pracy jest OK., (jeszcze wczoraj pisałem, że
        kiedyś było OK, ale dzisiaj też nastawiony jestem na TAK.). Nie jestem
        nowicjuszem w tym, co robię i pewne osiągnięcia zawodowe mam. Dzisiaj nie
        odczuwam, groźby, że prace utracę i w tym cały problem, że sam nie wiem skąd te
        lęki, podejrzenia i poczucie zagrożenia. Potrzebuję ciągłego potwierdzania, że
        cały czas jestem dobry w każdej swojej roli. Moja rola męża i ojca, podlegająca
        bieżącej krytyce żony i dzieci, otrzymuje dobre recenzje, więc film
        pt „Rodzina” mogę kręcić bez obaw. Pozostaje jeszcze drugi serial, bez którego
        ten pierwszy nie zasługiwałby na pochlebne opinie: to „Firma”. Tu na recenzje
        trzeba czekać i nigdy nie podawane są wprost, trzeba czytać między wierszami, a
        recenzentów mnogo: prezesi, zastępcy, kierownicy, podwładni, współpracownicy,
        władze, inspektorzy, kontrolerzy, rynek itd itp. Może to powoli mnie
        przerasta?.... Ale zaraz, zaraz, … nic mnie nie przerasta, dzisiaj już drugi
        dzień po 20km na rowerku w niezłym tempie (1 godzina) i coraz spokojniej czekam
        na następny pojedynek ze stresem. (tylko może na razie nie takim z ligi
        mistrzów)
        Już ja go przywitam.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • morgana_le_fay I tak trzymać! 13.05.04, 23:12
          grzelas1 napisał:
          Ale zaraz, zaraz, … nic mnie nie przerasta, dzisiaj już dr
          > ugi
          > dzień po 20km na rowerku w niezłym tempie (1 godzina) i coraz spokojniej
          czekam
          >
          > na następny pojedynek ze stresem. (tylko może na razie nie takim z ligi
          > mistrzów)
          > Już ja go przywitam.

          I tak trzymać! U mnie ta sama walka i tak samo się nie damy! Ściskam kciuki i
          też pozdrawiam!
          morgana.
Pełna wersja