A to już całkiem inna historia...

11.05.04, 20:48
Spotkałam się z koleżanką, którą bardzo lubię. Opowiedziała mi o swoim
dzisiejszym strasznym nastroju. Pocieszałam ją, rozśmieszałam, zasypywałam
anegdotkami. Udało się: w chwili pożegnania wyglądała już na całkowicie
zadowoloną. A ja, po powrocie do domu, usiadłam przy komputerze i jestem
bliska płaczu. Boję się samotności. Ludzi też się boję, ale jakoś inaczej. A
najbardziej przeraża mnie myśl, że nie wiem, kiedy gram, a kiedy zdobywam się
na szczerość. Zagadka charakteropatii?

A tak w ogóle - wróciłam z zaświatów. Tzn. z mojego łóżka puchatego, złymi
snami znaczonego (rym przypadkowy).
    • aneta10ta Re: A to już całkiem inna historia... 11.05.04, 21:43
      another_story napisała:

      > Spotkałam się z koleżanką, którą bardzo lubię. Opowiedziała mi o swoim
      > dzisiejszym strasznym nastroju. Pocieszałam ją, rozśmieszałam, zasypywałam
      > anegdotkami. Udało się: w chwili pożegnania wyglądała już na całkowicie
      > zadowoloną.
      Czasami należy sięgnąć po drastyczne środki,aby uzyskać efekt terap

      > A
      > najbardziej przeraża mnie myśl, że nie wiem, kiedy gram, a kiedy zdobywam się
      > na szczerość.
      Masz świadomość dwoistości swoich zachowań, czyli je rozróżniasz.
      Jak to możliwe, że nie potrafisz nazwać, czym są Twoje poczynania w danym
      momencie?
      Aneta
    • psychodelic Re: A to już całkiem inna historia... 11.05.04, 21:46
      Pocieszanie kogoś na chwilę daje odpocząć od pocieszania siebie, czasem jest to
      sposób na życie...To zadne rozdwojenie.
      • greta_30 Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 03:53
        psychodelic napisał:

        > Pocieszanie kogoś na chwilę daje odpocząć od pocieszania siebie, czasem jest to
        >
        > sposób na życie...To zadne rozdwojenie.

        Zgadzam się! A Aneta zaczyna mnie wkurzać. Podpadnij jeszcze raz, a sobie
        inaczej pogadamy! Ostrzegam!
        greta
    • vinja Re: A to już całkiem inna historia... 11.05.04, 22:29
      Mam wrażenie ,że zarzucasz sobie , że Twoje pocieszenia były nieszczere i to
      Cię tak zdołowało.
      Ale pamiętaj , pomogłaś jej , to dzięki Tobie poprawił się jej nastrój - to
      chyba najważniejsze ?

      Może jesteś bliska płaczu , bo zdałaś sobie sprawę jaką życie jest grą...?
      • greta_30 Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 03:56
        Vinja napisała:
        > Może jesteś bliska płaczu , bo zdałaś sobie sprawę jaką życie jest grą...?

        Vinja, przestań z tym swoim defetyzmem. Kurczę. Jedno to życie takie tu teraz
        mamy... czy to warto w sobie żale i smutki pielęgnować. Lubię Cię, bo mądra z
        Ciebie Babka, ale nie kończ swoich wyypowiedzi tak melodramatycznie, bo
        (hihihihi) i mnie się płakać zachciewa...
        pozdrawiam Cię serdecznie i mam nadzieję że słodko sobie jużż chrapiesz
        greta
        • vinja Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 16:37
          Kochana Greta ...
          Dzięki , tu widzę właśnie sens naszych forumowych rozmów .
          Nie chcę , walczę z tym żeby przestać dramatyzować życie .
          Ale sama nie dostrzegam tak tego w moich postach . NIKT Z NAS NIE JEST
          OBIEKTYWNY.
          Dlatego doceniajmy uwagi , spostrzeżenia innych , bo tylko w ten sposób
          możemy coś w sobie zmienić.
          Pozdrawiam Cię serdecznie Greto :-)))
          • greta_30 Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 18:45
            vinja napisała:
            > tu widzę właśnie sens naszych forumowych rozmów .
            > Nie chcę , walczę z tym żeby przestać dramatyzować życie .
            > Ale sama nie dostrzegam tak tego w moich postach . NIKT Z NAS NIE JEST
            > OBIEKTYWNY.


            Wiem o tym Kochana, jeśli sie Ciebie czepiam to dlatego, że chciałabym żebyś już
            miała z czapki te wszystkie sceptycyzmy itp. Żebys była na nowo na maksa
            szczęśliwa i zostawiła w tyle złe doświadczenia, bo pielęgnowanie ich uważam za
            niekonstuktywne i krzywdzące. Złe wspomnienia? A po co Ci to? ;)
            całuję mocno
            greta
    • negatywista Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 08:56
      A
      > najbardziej przeraża mnie myśl, że nie wiem, kiedy gram, a kiedy zdobywam się
      > na szczerość

      A jaką to stwarza dla Ciebie różnicę? Nikt nie zna sam siebie w 100% i nie wie
      czy jest w danym momencie szczery czy też nie. Zresztą my sami nie jesteśmy
      jednorodni, tylko pełni wewnętrznych kontradykcji. A Tobie chodziło o szczerość
      wg. swojej świadomości czy nieświadomości? Ego czy id? :D pozdrawiam
      • greta_30 Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 13:25
        negatywista napisał:

        > Nikt nie zna sam siebie w 100% i nie wie
        > czy jest w danym momencie szczery czy też nie.

        Nie zgadzam się! Głęboko wierzę w to że wszelkiego rodzaju problemy natury
        emocjonalnej biorą się z wewnętrznego rozdarcie, nieszczerości w myśleniu i
        konfkiktach w naszych przekonaniach..

        > Zresztą my sami nie jesteśmy
        > jednorodni, tylko pełni wewnętrznych kontradykcji.
        Wewnętrzna sprzeczność w założeniu? Nie zgadzam się by była ona budująca. Takie
        jazdeczki to dla ludzi o bardzo wysokim stopniu rozwinięcia kręgosłupa moralnego
        (że nic już go nie zmieni, oprócz prowokatorskich pytań i wątpliwości, a te też
        nie zmieniają wewnętrzbego konstryktu, tylko raczej służą rozwinięciu się).

        A Tobie chodziło o szczerość
        > wg. swojej świadomości czy nieświadomości? Ego czy id?
        ??? mie wiem czy takie pytanie ma uzasadnienie. Rozwiniesz myśl?
        pozdrawiam Cię Filozofujący Ty ;)
        greta

        • negatywista rozdarcia nie do uniknięcia 12.05.04, 20:42
          Jasne, nerwica bierze się z wewnętrznych sprzeczności - ale czy nie są one
          immanentne nam jako ludziom? Nie wiem jakie jest Twoje Greto zdanie na temat
          Freuda, ale do mojej wyobraźni przemawia teoria o wiecznej DYNAMICZNEJ
          równowadze, swoistym szachu w jakim nawzajem trzymają się ego i id - dzikus i
          cywilizowany, dziecko i dorosły. Wszak żyjemy rozdarci pomiędzy dwiema
          płaszczyznami naszej egzystencji - biologiczną i kulturową. Ta druga,
          wzniesiona sztucznie, z założenia w opozycji do pierwszej.
          Wracając do szczerości - co znaczy być szczerym ? postępować w zgodzie ze
          swoimi pragnieniami, popędami i impulsami czy w zgodzie z moralnością.
          Moralność jest z natury przeciwko instynktom. Gdy jestem głodny i nie mam forsy
          to co powiniennem zrobić, żeby być szczerym wobec siebie - ukraść i się najeść
          czy głodować dalej w zgodzie z przekonaniem, iż kraść nie należy? Pozdrawiam.
          • greta_30 Re: rozdarcia nie do uniknięcia 13.05.04, 20:04
            negatywista napisał:

            > Jasne, nerwica bierze się z wewnętrznych sprzeczności - ale czy nie są one
            > immanentne nam jako ludziom?

            Co to immanentne? :( Ale resztę zdążam i zgadzam się. Kupa roboty z ta
            moralnością i popędami. Ja mam różnie choć zakładam sobie, że nawważniejsze jest
            by moje działania były moralne. Ale nie zawsze się tak daje. Wtedy zakładam
            sobie, że powinny byc one maksymalnie zgodne z moimi poglądami i popędami w
            konsekwencji... O rety, sam widzisz, że ciężko. Ale fajowo że tak mądralińsko
            piszesz - rozszerokiwuje się dzięki Tobie i przypominam sobie noce spędzone ze
            starymi znajomymi, kiedy w oparach wina próbowalismy zbliżyc sie do kamienia
            filozoficznego. Uśmiech nostalgii ;) dziękuję Ci Negatywisto. Bardzo.
            Uściski serdeczne
            greta
    • eulogete Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 13:13
      Mnie też zdarzało się być czyjąś miękką poduszeczką do wypłakania się - tylko
      zwykle kiedy ja potrzebowałam bratniej duszy to jakoś żadnej nie było w
      pobliżu... Może stąd ten żal?
      • an_a1 Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 22:06
        Jeśli chcesz coś komuś ofiarować, licząc na wdzięczność, lepiej zawczasu
        zrezygnuj w obopólnym interesie.
        Ana
        • zoltanek Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 22:13
          Powiesz mi w końcu o co chodziło z tymi drużynowymi w NS. Już 1,5 roku się nad
          tym zastanawiam i nic. Prosze o odpowiedź za nim znów znikniesz na lata!
    • psychodelic Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 21:50
      Wiesz another, wydaje mi się że faktycznie masz solidne podstawy na jakas
      psychoterapeutkę, tak na marginesie.
      • aneta10ta Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 22:10
        Jassne!
        Każda ofiara,gdy uda jej się wymknąć z pazurów drapieżcy, odetchnie z ulgą.
        Czasem się nawet uśmiechnie.
        To dopiero psychoterapia co się zowie!
        Pozdrawiam
        Aneta
        • psychodelic Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 23:05
          Co!? Że niby niedobry pomysł?
    • f_durkee Re: A to już całkiem inna historia... 12.05.04, 23:07
      another_story,

      też zdarza mi się czasem kogoś pocieszać, i z reguły czuję później straszny
      niesmak. problem polega chyba na tym, że sekwencja „skarga – pocieszenie” jest
      jednym z wielu sztywnych schematów interakcji, w które nas wtłoczono, pewnym
      społecznym konwenansem, który nas zniewala. nie zdajemy sobie sprawy, że
      działamy jak psy Pawłowa, czujemy satysfakcję ze spełnienia obowiązku.

      i dopiero po fakcie przychodzi refleksja: „co w ogóle wiem o tym człowieku i
      jego sytuacji, jakie mam podstawy, by go pocieszać, dlaczego tak autorytatywnie
      udzielam rad, których sam nigdy nie potrafię wcielić w życie?”.

      tylko, że - refleksja przychodzi, ale nie zawsze, a raczej – nie u każdego.
      zdolni są do niej tylko ludzie wrażliwi, którzy sami mają jakoś powikłaną
      psychikę. a normą są bezmyślne automaty pozostające w przeświadczeniu, że
      pocieszając kogoś sprostały pewnym społecznym wymogom - a to ich jedyny życiowy
      kompas.

      więc kiedy następnym razem poczujesz ten dysonans – spoko, to dobry znak i
      dowód, że masz ze swoim rozmówcą nić porozumienia mocniejszą, niż inni, którzy
      skwapliwie pocieszają, by za chwilę o wszystkim zapomnieć.
    • another_story Dzięki za posty. 13.05.04, 17:53
      Napisaliście dużo mądrych rzeczy, a ja już nawet nie pamiętam, jaki przyświecał
      mi cel podczas tworzenia tego wątku. Mimo wszystko dzięki za troskę.

      Psychodelic - ja mam niby podstawy na psychoterapeutkę??? Chyba raczej na
      odbycie wizyty u takowej...
      • psychodelic Re: Dzięki za posty. 13.05.04, 17:57
        Chcesz pomóc sobie? To pomagaj innym. Poważnie tak o Tobie sądzę.
        • another_story Re: Dzięki za posty. 13.05.04, 18:03
          psychodelic napisał:

          > Chcesz pomóc sobie? To pomagaj innym. Poważnie tak o Tobie sądzę.


          Cóż, gdyby okoliczności mojego życia były bardziej sprzyjające, może bym się
          nawet na to zdecydowała. Ale sytuacja mi zwyczajnie nie pozwala. W związku z
          tym mogę "pomagać" wyłącznie na malutką skalę. Mimo wszystko bardzo Ci
          dziękuję, jestem do Twoich usług.
          • psychodelic Re: Dzięki za posty. 13.05.04, 18:25
            Ale poważnie jesteś w II klasie liceum?
            • another_story Re: Dzięki za posty. 13.05.04, 18:27
              Poważnie. Na dodatek mogę jej w ogóle nie skończyć, o czym zresztą już kiedyś
              rozmawialiśmy.
              • psychodelic Re: Dzięki za posty. 13.05.04, 18:32
                Sprawiasz wrażenie dużo dojrzalszej. Podtrzymuję to co wcześniej napisałem.
    • negatywista 2 LO ?:) 14.05.04, 01:48
      2 klasa lo?? A to dziwadło. Sprawiasz wrażenie osoby bardzo dojrzałej, po
      studiach. Gdy ja byłem gówniarzem w Twoim wieku, byłem za głupi na to, żeby
      mieć depresję - obwieszałem się tylko odwróconymi krzyżami i słuchałem black
      metalu - to była moja forma radzenia sobie z nie do końca jeszcze wówczas
      uświadomionym niedopasowaniem społecznym.
      Dla mnie jesteś jedną z ciekawszych osób na tym forum - inteligencja przy
      jednoczesnym nie popadaniu w narcystyczną megalomanię i egzaltację.
      Pozdrawiam i życzę Ci, żeby jakoś Ci się układało - najlepiej jak to możliwe na
      tym paskudnym świecie.
      • greta_30 Re: 2 LO ?:) 14.05.04, 08:10
        negatywista napisał:

        > byłem za głupi na to, żeby
        > mieć depresję - obwieszałem się tylko odwróconymi krzyżami i słuchałem black
        > metalu - to była moja forma radzenia sobie z nie do końca jeszcze wówczas
        > uświadomionym niedopasowaniem społecznym.

        O, Braciszek w nierozumieniu? Ja też byłam SZatanistką (nie satanistką ;) i
        fajowo było. A wiesz że kiedys nocował u mnie Ojciec, organizator czarnych mszy
        w Jarocinie?... I coś Ci powiem: strasznie mu waliły stopy... ;)
        pozdrawiam
        greta
        • negatywista do mrocznej Grety :D 14.05.04, 19:25
          Woow... weteranka z czasów Jarocka! W jakich latach tonęłaś w czerni? Jeśli
          masz teraz 35, to mi wychodzi, że w okolicach 86-90 - heh, czasy mojego
          przedszkola. Który organizator satanistycznych mszy o Ciebie nocował? Wiem
          tylko, że Romek Kostrzewski w Jarocinie na scenie odstawiał jakieś mroczne
          performanse. Ale to ciekawe - inne czasy, inni ludzie, inne podejście do
          muzyki. Z kapel które masz szansę znać to kojarzę tylko (oprócz zagranicy typu -
          Metallica, Slayer, Sodom, Kreator - wiadomo) - Kat, Turbo, Dragon, Wilczy
          Pająk, Open Fire, Hammer, Destroyer...
          Pozdrawiam!!!!!!!:D
      • another_story Re: 2 LO ?:) 14.05.04, 15:01
        Negatywisto, chyba mnie trochę przeceniasz. Moja "dojrzałość" to tylko próby
        doraźnej odpowiedzi na pytania, które postawiło przede mną tzw. życie. A co do
        buntu... cóź, zamiast biegać po mieście z zielonym irokezem na głowie wolę
        zaszywać się w domu i słuchać Preisnera. Rodzice ustawicznie powtarzają mi, że
        jestem dziwna. To fakt. No ale trudno oczekiwać od wariata czegokolwiek innego.

        "Osobą po studiach" być może nigdy nie zostanę, bo w szkole idzie mi fatalnie.
        To jest dokładnie to, o czym napisałeś: nie potrafię się dostosować. Mam
        nadzieję, że jakoś przemęczę jeszcze tę jedną klasę. Boję się, że później
        zabraknie mi sił i chęci na studiowanie. Zobaczymy.

        Dziękuję za miłe słowa. Ja też życzę Ci oczywiście wszystkiego w miarę dobrego.
        Swoją drogą zastanawia mnie jedna kwestia: jeśli faktycznie żyjemy na
        najlepszym ze światów, to jak wyglądają te gorsze...?
        • zoltanek Re: 2 LO ?:) 14.05.04, 15:13
          anoder story napisałaaaa

          > Swoją drogą zastanawia mnie jedna kwestia: jeśli faktycznie żyjemy na
          > najlepszym ze światów, to jak wyglądają te gorsze...?

          To błędne myślenie. Nie ma światów lepszych i gorszych. W świecie niby lepszym,
          gdzie każdy człowiek miałby do dyspozycji 4 mercedesy, 2 jaguary, dom na ibizie
          i 40 dziewic byłoby tyle samo ludzi nieszczęśliwych co na świecie, w którym
          wszyscy ludzie są zamknięci w 600 metrowym więzieniu i dostają do żarcia
          zdechłego szczura. W idealnym świecie musielibyśmy nie być ludźmi. Poczucie
          szczęścia i nieszczęścia tkwi w nas a nie w otaczającej nas rzeczywistości.
          • another_story Re: 2 LO ?:) 14.05.04, 15:37
            Zoltanku - pani psycholog swego czasu też usiłowała mi wytłumaczyć, że
            szczęście lub nieszczęście tkwi w nas samych. Ja w to nie do końca wierzę.
            Dużo, bardzo dużo zależy od otoczenia. Gdyby ludzie nie dawali mi na każdym
            kroku w dupę, byłabym pewnie jedną ze szczęśliwszych osób w tym kraju. A nie
            jestem. I nie chce mi się nieustannie obwiniać za to siebie.

            Myślenie Leibniza zawsze mi się podobało, aczkolwiek w byciu samotną monadą nie
            widzę nic optymistycznego.
            • greta_30 Re: 2 LO ?:) 15.05.04, 04:02
              another_story napisała:

              > pani psycholog swego czasu też usiłowała mi wytłumaczyć, że
              > szczęście lub nieszczęście tkwi w nas samych.

              Super psycholożka. Poproszę namiary, serio! Z wawy? To tymbardziej.
              greta
          • greta_30 Re: 2 LO ?:) 15.05.04, 04:01
            zoltanek napisał:

            > Poczucie szczęścia i nieszczęścia tkwi w nas a nie w otaczającej nas
            rzeczywistości.

            Buddysta, czy jaka cholera, z tego Zoltanka? Ktoś wie, skąd on taki mądry? ;)
            uściski i brawo!
            greta
        • greta_30 Re: 2 LO ?:) 15.05.04, 04:00
          another_story napisała:
          > Swoją drogą zastanawia mnie jedna kwestia: jeśli faktycznie żyjemy na
          > najlepszym ze światów, to jak wyglądają te gorsze...?

          gorzej. I niech tak zostanie. Po co nam ta gorsza wiedza. Ze swoją lepszą nie
          potrafimy sobie tak do końca poradzić... Zostawmy "gorsz światy" dla twardzieli ;)
          greta
Inne wątki na temat:
Pełna wersja