Nocą nadchodzą demony

15.05.04, 03:17
Kochani, jestem nowy na tym forum. Jak tak czytam jestem starszy od wielu
(50). Ale nie chcę już żyć. Wydawałoby się dziwne: facet sukcesu, wysokie
szanowane stanowisko, porządna pensja, syn u wrót kariery naukowej - nic nie
brakuje, poza miłością. Zawsze umiałem kształtować swoje życie, pomagałem
innym. 3 lata temu żona trafiła na reanimację, i wtedy byłem bezsilny, nic
ode mnie nie zależało. Żona wyszła całkiem zdrowa, ale ja już nie. Potem
dalsze choroby w rodzinie i już klops. Wyszedłem na dach, zawachałem się.
Trafiłem na leczenie, prochy pomogły. I znów padło. Teraz leczę się już dwa
lata, było dobrze, jest źle. Jestem sam, syna nie chcę w to wciągać, ślubna
mówi: to twoja sprawa, mnie w to nie wciągaj. Zachowuje się jak zupełnie obca
osoba. Czy to ją przerosło, czy ma wreszcie możliwość się mnie pozbyć? Nasze
małżeństwo było dziwne, ja ją zawsze kochałem i kocham, a ona traktuje mnie
tylko jako bankiera i słuchacza opowieści jaki ten świat jest podły i
niedobry, a ludzie żli. Wiem, gdy braliśmy ślub mnie nie kochała, było to na
złość temu pierwszemu, bo zmusił ją do aborcji. Wierzyłem, że będzie inaczej.
Niekiedy było, ale tak rzadko i tak dawno. Nie chcę już żyć w tym piekle, ale
nie umiem odejść. Wiele razy myślałem o odejściu - nie chciałem niszczyć
dziecka. Teraz jak jest samodzielne - to widzę, że "przesiedziałem w
poczekalni" (Kaczmarski) moje życie osobiste. Czytam posty, o tym jak się
zabić, ja wiem - znam toksykologię, wiem jak zrobić to skutecznie i bez bólu.
Chyba nadszedł już czas, jeszcze walczę. Jak długo...
    • o0oo Re: Nocą nadchodzą demony 15.05.04, 09:13
      Z poczekalni można zawsze wyjść. Nie musisz sie chyba trzymać mocno idei, że
      udane życie osobiste to koniecznie kochająca żona. Nie jest chyba zbyt
      roztropne wierzyć, że żona skoro Cię nie kochała, pokocha. Zwykle jest tak, że
      co sie może nie udać to nie uda się na pewno, żadko rzeczy przypadkowe ukladaja
      sie po naszej mysli. Ale z drugiej strony kwestie dla człowieka naistotniejsze
      w życiu zależa głównie od nas , a to co chcemy by sie udalo i od nas zalezy
      zwykle sie udaje. A ty chyba bardziej myślisz o tym co nie uklada sie po twojej
      mysli i jest niezalezne od ciebie. A sa jeszcze przeciez inne mozliwosci. Udane
      mieszczanskie zycie to nie jest jedyny sposob na szczescie. Odloz troche
      pieniedzy z pensji, wydaj je na lot balonem i spojrz na wszystko z wiekszej
      perspektywy, a wieksza perspektywa daje wiecej mozliwosci ( i napewno wiecej
      niz mysl o wyskoku z balona :-) )
      • awanturka Do Sfinxa. 15.05.04, 09:48
        o0oo napisał:

        > Z poczekalni można zawsze wyjść. Nie musisz sie chyba trzymać mocno idei, że
        > udane życie osobiste to koniecznie kochająca żona.
        > sa jeszcze przeciez inne mozliwosci.

        > Udane mieszczanskie zycie to nie jest jedyny sposob na szczescie.


        (do Sfinxa)
        Podpisuję się pod tymi stwierdzeniam. Często mamy bardzo głebokio zakorzenione przekonania jak powinno wygladac tzw. "szczęśliwe życie" i to nas blokuje. Nie chcemy sobie nawet pozwolic na cieszenie się ze spraw, które nie pasuja do tego modelu "szczęśliwego życia", który siedzi w naszej głowie.

        Wyglada na to, że nadszedł czas abys dokonał zasadniczych przewartościowan w swoim życiu. Na to nigdy nie jest za późno.

        Ale jest jeszcze inna kwestia. To się nie uda jak Twój mózg nie będzie pracował prawidłowo. To wymaga wile siły, determinacji.

        Z tego co opisujesz wynika, że dalej cierpisz na kliniczna postac depresji i pewnie powinienes byc dalej wspierany leczeniem farmakologicznym. To ważne.

        Przychodzi mi do głowy jeszcze to, że może trzeba by poszukac jakiegoś naprawdę madrego terapeuty. Bardzo watpliwe, że trafisz na takiego za pierwszym razem.
        Ale mimo wszystko myslę, że tacy istnieja i odpowiedniego znajdziesz.

        Pozdrawiam Cię serdecznie. Zagladaj na to forum, tutaj czasem można znaleś sensowne rady i wsparcie, a napewno już spotkac się ze zrozumieniem innych.

        - awanturka





      • sfinx54 Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 17:44
        Dziękuję wszystkim za wsparcie, tak łatwiej żyć. Twoja rada jest warta
        przemyslenia, ale ja wcale nie marzę o mieszczańskim życiu. Jeszcze do niedawna
        mogłem żyć, może nie całkiem ale trochę szalenie. Wakacje tylko pod namiotem, w
        pracy pełen pomysłow i lubiany przez kolegów i swoich studentów, to zabijało
        samotność w domu. Wiesz ostatnio myślałem o skoku na spadochronie. Miałem
        skromne dzieciństwo i układałem sobie plany co zrobię - wszystko mi wyszło i
        podróże (góry, morze, Afryka), i kariera, i od kilku lat niezła kasa. Nie
        marzyłem wtedy jako pięcio-sześciolatek o żonie :). Ale czasem chciałby
        człowiek z kimś pogadać, przytulić się - bez obaw, że zostanie odepchnięty.
        Teraz jestem w takim stanie, że rozmawiać umiem tylko z terapeutą. W ogóle
        ciężko mi się otworzyć. W pełni szczery byłem zawsze wobec żony, ona tego nie
        lubi - mimo że moja szczerośc to nie jest atak na nią. Problemem jest, że nie
        mogę wyzwolić się z tej miłości. Bez niej świat jest jeszcze gorszy. To forum
        jest pierwszym miejscem gdzie spowiadam się publicznie, bo widzę, że moje
        kłopoty są podobne do innych. Jeszcze raz dziękuję. Sfinx.
    • dariusz-m Re: Nocą nadchodzą demony 15.05.04, 09:56
      Zacznij żyć dla siebie. Nie myśl o bzdurach, masz tylko jedno życie, drugiego
      nie będzie. Wykorzystaj szanse jaka była ci dana.
      • awanturka Re: Nocą nadchodzą demony 15.05.04, 10:05
        dariusz-m napisał:

        Aby czuć się wolnym istnieje prosty sposób: nie szarpać i nie napinać smyczy.
        Hans Krailsheimer


        Bardzo mi sie to stwierdzenie podoba!! - awanturka
        • nevada_blue Re: Nocą nadchodzą demony 15.05.04, 10:11
          awanturka napisała:

          > dariusz-m napisał:
          >
          > Aby czuć się wolnym istnieje prosty sposób: nie szarpać i nie napinać smyczy.
          > Hans Krailsheimer
          >
          >
          > Bardzo mi sie to stwierdzenie podoba!! - awanturka

          mi też!! :)

          [nevada]
        • o0oo Re: Nocą nadchodzą demony 15.05.04, 11:33
          odwrotnością dla wolności jest nerwica do której odpowiada
          powiedzenie "przywalił jak rozpedzony dzik w sosnę".
          w depresji widzimy tylko jedna możliwość, ktora staje sie koniecznosia
          i "walimy wtedy jak dzięcioł w metalowy slupek". Trzeba wlasnie sie wyrwac z
          tego depresyjnego myslenia i przypomniec sobie o wolnosci.
      • sfinx54 Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 17:48
        Właśnie dlatego jestem w dołku, bo mam jedno życie i ono mi teraz coraz
        szybciej ucieka. Jedyne co teraz mogę wykorzystać, to dobrze skomponowany
        zestaw kolorowych tabletek. Ten kawałek co przeżyłem był dobry, innego złego
        nie chcę.
    • vinja Witaj Sfinxie ! 15.05.04, 18:10
      • vinja Re: Witaj Sfinxie ! 15.05.04, 18:23
        Sorry nacisnęłam coś przypadkiem i "poleciało" puste.
        Sfinxie , wygląda na to , że stanąłeś w punkcie życia , w którym oglądamy się
        za siebie.
        I ten widok Cię przygnębił.
        Kiedy związujemy się z kimś , mamy jakieś wizje tego związku na przyszłość.
        Ty się chyba ocknąłeś i zdałeś sprawę , że NIE TAK TO MIAŁO BYĆ ?
        Żona była chora , słaba , "domowa" i to było dla Was naturalne ...
        Teraz , jest zdrowa , co więcej - nie potrzebuje opieki i to dla Ciebie może
        dramat ?
        Może czujesz się niepotrzebny jako MĄŻ - może masz za złe żonie , że podniosła
        się sama , że sobie doskonale radzi i może stąd Twoja "ucieczka" w chorobę ?

        To takie moje przemyślenia odnośnie Twojego postu.
        Nie wiem naturalnie , czy zgodne z rzeczywistością , ale piszę co mi do głowy
        przyszło.
        Jeszcze raz witam Cię na forum serdecznie :-)
        vinja
        • sfinx54 Re: Witaj Sfinxie ! 16.05.04, 21:52
          Dziękuje za posta. To nie całkiem tak, jestem w punkcie życia, że próbuję
          patrzeć przed siebie. I ciemność, widzę ciemność (parafraza sexmisji). Ja już
          wszystko poza szczęściem rodzinnym osiągnąłem, jestem zadowolony z przeszłego
          życia. Ale nadchodzi późny wiek i co? Życie w piekle. Żona chorowała tydzień.
          Cieszę się, że wszystko przeszło, ale Ona sobie nie radzi też w życiu. Tylko ja
          uciekam w chorobę, a Ona ma worek do bicia. Dzięki Waszym postom nastrój mi się
          poprawił. Pa Vinjo.
          • o0oo Re: Witaj Sfinxie ! 16.05.04, 22:33
            a czy zona chce koniecznie spedzic sama zycie, czy chce byc zgorchniala do
            smierci? chyba nie. moze czas na jakas rozmowe jak chcecie dalej zyc. nie stoi
            pan nad trumna tylko ma pan jeszcze kawal zycia przed soba ktore mozna przezyc
            bardzo udanie, majac juz odchowane dzieci i zapewnione bezpieczenstwo
            finansowe.moze warto uswiadomic zonie ze mozna zyc lepiej, zeby i ona poszla do
            psychologa porozmawiac o swoich problemach, sa przeciez takze terapie
            malzenskie. za mlodzi sa panstwo zeby pogodzic sie z marazmem i wzajemnymi
            pretensjami
    • mskaiq Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 15:16
      Mysle ze nadal kochasz Swoja Zone. Jest Ci przykro ze Ona okazuje nie to czego
      oczekujesz bo oczekujesz od Niej milosci. Mysle ze lepiej nie traktowac tego
      jak osobista kleske. Ona z jakiegos powodu ucieka albo nie chce akceptowac
      milosci. Zwykle stoi za tym strach, moze sie to brac z aborcji i ze zlych
      doswiadczen z kims w przeszlosci. Boi sie kochac aby nie zostac raz jeszcze
      oszukana. To bardzo powszechny strach, my sie czasem boimy milosci. Ty sie jej
      nie boisz i zdecydowales sie wiele lat temu na slub z kims kto wtedy Cie nie
      kochal.
      Mysle ale tu zgaduje ze podejrzewasz ze Ona kocha tego drugiego. Wtedy kiedy
      naprawde kochasz kogos nie chcesz i mozesz miec seksu z inna osoba. Mam
      wrazenie ze to rozumiesz doskonale.
      Mysle ze mozesz Jej pomoc, przezwyciezyc ten strach przed miloscia, jest to dla
      Niej niezwykle wazne. Twoje smobojstwo moze oznaczac rowniez Jej. Czesto wtedy
      kiedy nastepuje takie rozwiazanie, druga strona nagle zaczyna rozumiec swoj
      blad i nastepuja bardzo silne wyrzuty umienia i zrozumienie jak bardzo Cie
      kochala.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • sfinx54 Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 18:18
        Nie, Ona nie kocha tego innego, to było już ponad ćwierć wieku temu. Facet
        nawet niedawno zamieszkał niedaleko, ale nie sądzę by ich coś łączyło. To
        chodzi o coś innego złe doświadczenia z jej przeszłości (była molestowana przez
        ojca w dzieciństwie) i teraz to bardziej przeżywa. Ale ja nie umiem jej pomóc,
        a jestem za to workiem do bicia. Wiesz, ja nie by miała po mojej śmierci
        wyrzuty sumienia ( chociaż wiem, że stanę się dla niej ideałem, tak było z jej
        matką, żarły się ze sobą na okrągło, latami nie chciały widzieć, w jednym
        mieście, a po śmierci nawet nie mogę tego zrozumieć postać teściowej stała się
        krystalicznie czysta, we wspomnieniach żony zniknęły złe chwile, i stale
        uparcie wspomina jak to wspaniale się kochały - ja tego nie rozumiem), ja nie
        mam siły żyć. Dziekuje za posta dzięki temu mogę się wyżalić. Thanks.
    • mskaiq Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 23:24
      Mysle ze umiesz Jej pomoc. Ona ma wiele problemow z przeszlosci i z tad biora
      sie Jej narzekaia na caly swiat, to bardzo normala reakcja. Naucz Ja zaufaia do
      tego swiata. Trudno jest zyc widzac tylko zlo. Ona sie boi otworzyc, jest w
      Niej bardzo silny lek przed ludzmi dlatego jest przeciwko nim. Pokazuj ze tak
      nie jest ze ludzie dzialaja przeciwko sobie ze strachu ze to nasz strach jest
      przyczyna takich reakcji. Jest wiele osob mysle ze Ty do nich nalezysz ktora
      nie ma strachu przed ludzmi, potrafia nawiazac latwo kontakt i pomagac innym.
      Ona musi to zrozumiec. Trzeba cierpliwie tlumaczyc. Wiem ile zajdziesz opozycji
      w Niej do takiego patrzenia na Swist. My nie chcemy sie latwo zmieniac nawet
      wtedy kiedy wiemy ze to co robimy jest zle. Nie mniej nie mozesz rezygnowac,
      dzialaj nawet wtedy kiedy bedzie Cie zniechecala do tego. To duze zadanie,
      mysle ze tak jest lepiej niz niszczeie milosci w Sobie bo to jest automatyczne
      wchodzeie w depresje, bez milosci nie mozna zyc.
      Jedego dnia ale nie bedzie to szybko, Ona przelamie ten strach i wtedy
      zobaczysz jak bardzo Cie kocha. Ona zmieila Swoj punkt widzenia na Matke bo
      umarla, przestala sie Jej bac. W przypadku Twoje smierci Jej reakcja bylaby
      inna. Jej Matka nie umarla z Jej powodu.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • ni_wydra Re: Nocą nadchodzą demony 16.05.04, 23:41
      Drogi Sfinksie,
      Moja diagnoza brzmi: hormony. Pomijając niewątpliwe skłonności
      charakterologiczne, żona Twoja ma prawo mieć początki problemów z menopauzą.
      Wszystkie nas to czeka, zresztą potrafimy być niezrozumiałe dla siebie samych
      nawet w dużo młodszym wieku, też ze względu na hormony. To się przecież da
      załagodzić. Trzeba tylko, żeby lekarz nią mądrze pokierował. Bez leczenia
      może być jednak coraz gorzej, co niestety obserwuję wokół siebie.
      Pozdrawiam Was Oboje
      ni_wydra
Pełna wersja