nadja
25.05.04, 15:38
Witam wszystkich...
od sierpnia zeszlego roku lecze sie na "zaburzenia depresyjne i lekowe".
mam za soba bardzo zly okres, teraz czuje sie nieco lepiej-
probuje normalnie zyc. Ale pojawilo sie u mnie cos, co mi to
uniemozliwia. Jak na razie w stopniu umiarowanym, bo staram sie z calych
sil wmawiac sobie, ze "to" jest tylko w mojej glowie a nie naprawde,
ale nie wiem jak dlugo dam rade... jest to lęk. ciezko jednoznacznie go
okreslic - raz pojawia sie w domu, kiedy np sni mi sie, ze jest wojna
i gina osoby, ktore kocham, ale najczesciej kiedy z tego domu wyjde
i wsiade do kolejki a dalej do tramwaju...tam siedze juz zupelnie
przerazona. trzymam mocno torbe lub plecak bo wciaz wydaje mi sie, ze
wszyscy czaja sie na mnie,aby mi go wyrwac.to jeszcze nic. najgorsze sa
te obawy, ze ludzie chca zrobic mi krzywde. siadam w tramwaju,a kiedy za
mna siedzi mezczyzna (a jak juz jest mlody i lysy to ...), jestem niemalze
przekonana, ze zaraz wyciagnie noz i zaatakuje mnie... ostatnio jechalam
jakies 15 minut i wlasnie wciaz wydawalo mi sie, ze ten ktos kto siedzi za
mna zaraz mi cos zrobi. strach podpowiadal, zeby uciekac, ale staralam sie
sobie wmawiac, ze nic sie nie stanie. bylo mi goraco,duszno itd, ale
dojechalam. potem siedzialam na przystanku i czekalam na autobus.z tylu
przechadzal sie jakis pan-strasznie sie balam.na dodatek czasami nie jestem w
stanie nad strachem zapanowac i mam dziwne, nagle odruchy jak odwracanie sie
z przerazeniem czy chec ucieczki...
powiedzialam o tym mojej lekarce. ona zwiekszyla mi dawke sulpirydu
i kazala brac przed wyjsciem z domu cloranxen(ktory wczesniej tez bralam,
na uspokojenie). czy to naprawde jedyne co robi sie z takimi lekami?zaczynam
sie obawiac ze w niedlugim czasie one naprawde zaczna rujnowac mi zycie.
no i ostatnia sprawa - moja mama choruje na schizofrenie. czy to moze miec
jakies znaczenie?czy to oznacza, ze i mnie moze to spotkac?
pozdrawiam i dziekuje za odpowiedzi...
n