beka.smiechu-w.sali.obok
02.10.11, 17:21
Zauwazylem pewien mechanizm u siebie. Wlasciwie dawno zauwazylem, ale doopiero odwazylem sie sam przed soba do niego przyznac. Mechanizm nie jest moze oryginalny, niby typowy sposob myslenia dla osoby z depresja czy alkoholika, ale u mnie jest to tak nasilone, ze az dziwne.
chodzi o to, ze kiedy analizuje sytuacje, albo mysle o czyms, albo kloce sie, jakos podswiadomie lubie ukladac i interpretowac wszystko tak, zeby wyszlo, ze nikt mnie nie lubi, ze ludzie sa zlosliwi wobec mnie, celowo mi szkodza. Z jednej strony na glowe rozumiem, ze przesadzam albo jestem bardzo subiektywny, ale to jest silniejsze ode mnie- i pre ku temu 'negatywnemu' rozwiazaniu.
Przyklad1 : ktos mowi cos do mnie i mam wrazenie, ze miedzy wierszami jest zlosliwy. On twierdzi, ze nie byl, a ja ze byl. i w tym momencie pojawia sie te parcie, by udowodnic mu, weprzec wrecz, ze byl zlosliwy, nie lubi mnie i nie szanuje.
Przyklad2: rozmawiam o jakims historycznym wydarzeniu, dotyczacym jakiejs trudnej sytuacji- ze ktos cos zlego zrobil wobec mnie, i ktos z zewnatrz kto slucha mojej opowiesci sugeruje, ze to nie bylo tak- ja sie buntuje. Na przyklad mowie znajomemu A o wizycie u znajomych X i ze byli wobec mnie chamscy bo zrobili to i to. Ten znajomy A mowi mi- a moze to nie bylo tak, a moze oni nie mieli na mysli byc chamscy- obiektywny fakt jest taki, ze moze mieli a moze nie- ale ja za wszelka cene chce przekonac do najgorszej wersji, gdzie zostalem skrzywdzony.
Przyklad 3 kiedy mowie o mozliwosciach zrobienia czegos, albo szansach na cos, zawsze wyszukuje najgorszych scenariuszy, i bronie ich jakby moje zycie od tegoo zalezalo. wszelkie pozytywne kontrargumenty zbijam negatywnymi. i czuje sie w jakis dziwny sposob zadowolony.
Mam tak od paru lat zauwazylem, jest to dziwne i niekomfortowe, niczemu nie sluzy, a zarazem po cos to robie, tylko nie wiem, po co?
Nie jestem w stanie sie dogrzebac do zrodel.