jak radzicie sobie w pracy?

27.10.11, 20:33
pytanko do mistrzów kamuflażu ktorzy jeszcze dadzą rade powłóczyć nogami i wygrzebują się co rano do roboty
jak sobie radzicie? z czym najczesciej spotykacie sie w miejscu pracy? z jakimi reakcjami wspolpracownikow, szefow, kolezanki z biurka obok..... czy zdarzaja sie jawne niezawoalowane przejawy niechęci, dziwne spojrzenia, unikanie, podkładanie świni, ludzie wiedzą ze chorujecie ? czy staracie sie za wszelka cene udawac ze jest super i zeby nikt nie domyslil sie?

co sprawia najwiekszą trudnosc ? najwiekszy dyskomfort ?


    • koleiny Re: jak radzicie sobie w pracy? 27.10.11, 21:10
      Mnie się zdarza płakać nad klawiaturą. chowam się za monitorem, latam bez przerwy do łazienki żeby wytrzeć nos i wracam z zaczerwienionymi oczami. Kiedyś pytali co się dzieje, ale zmyłam wszystkich szybko, odburkując. Teraz już nie pytają. Czasami też zwalniam się po prostu z roboty, mówię szefowi że się źle czuję i wychodzę. Potrafię całymi dniami do nikogo się nie odzywać. Ciężko jest, ludzie mnie męczą.
      • a.g.g.a Re: jak radzicie sobie w pracy? 28.10.11, 11:54
        Dla mnie najtrudniejsza jest obecność drugiego człowieka.Mnie też ludzie męczą,najchętniej bym milczała.Sama nie wiem jak to robię,że zmuszam się do rozmowy.Zadziwia mnie nieopanaowana chęć innych ludzi do rozmowy:)No ileż można gadać?
        Druga sprawa to zgoda mnie samej na to,że mogę mieć gorsze dni,że ogólnie gorzej się czuję niż inni.Staram się być w zgodzie ze sobą.Ludzie mnie akceptują taką jaką jestem,lubią lub nie. I tak jest dobrze
    • panna.m.igotka Re: jak radzicie sobie w pracy? 28.10.11, 16:10
      U mnie nikt nie wie i pewnie kamuflaż jest idealny ;) Może ktoś się domyśla, ale staram się nie komentować. Ciężko jest zawsze wstać, zebrać się i wyjść z domu. Dyskomfort to stres, jak jest go zbyt dużo to wpadam w panikę. Do tego częste uczucie bezsensu, no i czasem trudno mi usiedzieć w miejscu. Mam duże zmiany nastrojów i niejednokrotnie ląduję z rykiem w toalecie. Ale pracować trzeba, więc jakoś zbieram się do "kupy" i próbuję skoncentrować na pracy.
    • melania.po2 Re: jak radzicie sobie w pracy? 28.10.11, 17:53
      Do pracy przychodzi sie niestety ale tylko po kaskę.Nie trzeba oczekiwac pochwał, nagrod, przyjazni, milo spedzonego czasu.Po prostu tylko pieniadze.I oczywiscie robic swoje.Po duzszym czasie znajda sie bratnie dusze.I okazuje sie, ze nie tylko nam jest tak i siak.To sa rady pani psychog.Uwazalam je za glupie.Dzis musze przyznac ze miala racje.
    • canoine Re: jak radzicie sobie w pracy? 30.10.11, 06:45
      Ogólnie kamuflaż mam opanowany całkiem przyzwoicie. Ale rok temu, jak mi się przedwiosennie zaczynało kaszanić pod czaszką, postanowiłam się nie męczyć bez sensu i nie świecić wiecznie oczami za siebie, tylko poprosiłam moją Szefową o rozmowę i po prostu powiedziałam w czym rzecz. Przyjęła to zupełnie normalnie i od tej pory ona wie, co się dzieje, a ja mam nieco stresu z głowy mniej, że coś zawalam. Zwłaszcza, że głównie mam trudność w okresach depresyjnych z wyjściem z domu (szczególnie jak rano ciemno, to sporo energii mi zabiera pokonanie nieokreślonego lęku) i z koncentracją, a pracę mam taką, która jej wymaga, więc spada mi tempo i trudniej mi się nieco ogarnąć.
      Poza moją Szefową o tym, że się leczę, wiedzą chyba jeszcze ze dwie osoby. I że chodzę na terapię. Gdzieś to tak w rozmowie przypadkiem wyszło. Były wprawdzie zszokowane, że ja, bo nigdy by nie pomyślały ;) ale przyjęły to też normalnie, z pewną troską nawet i nijak nie przekłada się to na nasze dalsze relacje.
      Osobiście mam do tematu podejście takie, że nie widzę żadnego powodu, by piać o tym na prawo i lewo, ale też i przestaję widzieć powód do ukrywania się z tym na siłę. Wówczas sama przyczyniałabym się do tabuizacji tego zjawiska i pielęgnowania przekonania, że to "coś złego". A to nic nadzwyczajnego. Jedni chorują na cukrzycę albo nerki, ja mam mózg, który przestaje działać jak sezonowo brakuje słońca i wpadam co roku w depresję na okres zimowo-wczesnowiosenny. Ot, taka konstrukcja biologiczna.

      Raz mi się zdarzyło w życiu wybuchnąć płaczem nad klawiaturą zaraz po przyjściu do pracy zresztą :) Mina mojej koleżanki z biurka obok - bezcenna :) Ale i tu spotkałam się z nienachalną troską, przytuleniem i zostawieniem w spokoju, kiedy nie chciałam o tym gadać, ale bez ostracyzmu i z normalnym kontaktem "jakby nigdy nic", co pozwoliło mi odzyskać potem równowagę na resztę dnia. Za co jej zresztą otwarcie podziękowałam :)

      Im dłużej z tym żyję, a żyję od kilkunastu lat, bliżej już 20 niż dalej, tym mniejsze halo z tego robię zarówno w sobie, jak i wobec otoczenia. Jedynie pogodzić się z tym do końca ciągle nie mogę i może nie szarpię się już tak, jak kiedyś, ale jednak z cicho-rozpaczliwą bezsilnością patrzę co roku jak się bezwolnie osuwam w niższe rejony i nic z tym nie jestem w stanie zrobić, poza złagodzeniem może przy pomocy leków i własnym nastawieniem... To niby dużo, ale nie rekompensuje poczucia niesprawiedliwości do końca.
      • mskaiq Re: jak radzicie sobie w pracy? 30.10.11, 09:06
        Zawsze dobrze Cię usłyszeć Canoine. Ciągle się zmieniasz, myślę że udało się
        Ci zaakceptować że możesz być słaba i że możesz się przyznać do slabości.
        To bardzo wielka sprawa, wymaga bardzo wiele odwagi.
        Serdeczne pozdrowienia.
        • canoine Re: jak radzicie sobie w pracy? 30.10.11, 09:23
          Może nie do końca, bo często się na siebie wściekam, że coś tam, ale owszem - zmiana jest. Teraz jak mam gorszy dzień, to mam po prostu gorszy dzień. Albo w ogóle gorszy czas. Zwykle z góry o tym uprzedzam otoczenie i zwykle nie ma z tym nawet problemów. Zauważyłam, że jeśli otoczenie wie mniej więcej co jest grane i czego się spodziewać, zupełnie inaczej pewne rzeczy odbiera i inaczej ludzie się nastawiają. Na tym chyba powinno polegać życie w tym tzw. społeczeństwie. Na współpracy, a nie wzajemnym ukrywaniu się przed sobą. Dziś ja mam gorszy dzień, tydzień, miesiąc i ktoś może to wziąć pod uwagę, innym razem ktoś ma kiepski czas i ja mogę wtedy pogadać, wziąć część roboty czy coś. To bynajmniej nie oznacza, że kładę poprzeczkę na glebę i mam wyj***ane na wszystko, ale też i nie chce mi się już zwyczajnie spinać ponad to, co uznam za konieczne do ogarnięcia subiektywnego minimum (które dla mnie wcale takie minimalne znowu nie jest, bo półśrodki nigdy mnie nie zadowalały).
          Dzięki za miłe słowa :)
          Ja Cię także pozdrawiam. Za rok może będę w Twoich "okolicach". Jak się uda, oczekuję zaproszenia na kawę ;)
          • mskaiq Re: jak radzicie sobie w pracy? 30.10.11, 14:21
            Masz racje, życie powinno polegać na współpracy. Cały czas próbuję to
            wdrażać, tego nauczyły mnie moje własne problemy.
            Obecnie jestem w Polsce i pobęde tutaj jeszcze dlugo. Wyjeżdzam do
            Australii w lipcu przyszłego roku.
            Zapioszenie na kawe masz gdziekolwiek jesteś.
            Serdeczne pozdrowienia.
      • ichnia Re: jak radzicie sobie w pracy? 03.11.11, 09:13
        Ja na szczęście zwykle pracuję sama. W gorsze dni nie mogę sklecić logicznych myśli, nie odzywam się do nikogo, praca nie idzie. Ale - znów na szczęście - sama sobie planuję pracę i mogę odłożyć na później to, z czym nie mogę sobie dać rady w danym momencie.
        Mam podobny stosunek jak canoine do całego tego "zamieszania w głowie". Staram się jakoś z tym żyć, zaakceptować to, że nie zawsze jestem w formie, a jednocześnie dostosować wszelkie życiowe czynności i "wyzwania" do aktualnych możliwości. Nie obwiniam się, nie mam pretensji do siebie. Jednak czasem trochę żal, że nie można pożyć pełną piersią...
      • ewucia12 Re: jak radzicie sobie w pracy? 20.11.11, 00:06
        Kurczę zazdroszczę i podziwiam,że tak można.
        Zadroszczę zdrowego stosunku do samej siebie,
        wewnętrznej zgody na własne słabości i wyrozumiałej szefowej.
        Kilka tygodni temu pozawalałam w pracy parę rzeczy do tego zgubiłam ważne klucze,no i zaczęło się trudne rozmowy na dywaniku,opie..nie,monologi w stylu,co się z Tobą dzieje?Wtedy bardzo kusiło mnie żeby jej powiedzieć,ale nie powiedziałam,za to poprosiłam o tydzień urlopu.Z pracy mnie nie wylała.Pózniej długo jeszcze musiałam odbudowywać moją wiarygodność.Bo przez to zdarzenie dla większości stałam się kozłem ofiarnym.

        Ludzi którzy rozumieją że można w ten sposób chorować jest garstka.Jeśli ktoś ma depresję to pewnikiem jest wariatem.Koleżanek które wiedzą słownie 2,pozostałe po prostu wiem jaki mają stosunek do zaburzeń psych.Mam miłą panią w aptece która z uśmiechem sprzedaje mi psychotropy,mamusie co rozumie moją chorobę.I jeszcze do tego męża który mi wmawia że gdybym tylko chciała to mogłabym zrezygnować z prochów.
        Ci którzy rozumieją i cała reszta..

        Czy ktoś z Was cierpi na dystymie?

        • canoine Re: jak radzicie sobie w pracy? 21.11.11, 01:26
          z tym zdrowym stosunkiem do samej siebie bym nie przesadzała, ale fakt, 3 lata terapii nie poszły w las. Szefowej można zazdrościć :)
          co do tej garstki rozumiejących - kiedyś, po dłuższej wypowiedzi koleżanki na temat zaburzeń psychicznych, obawy przed osobą chorą psychicznie itp., zaryzykowałam i wypaliłam "a co gdybym ci powiedziała, że ja się leczę na głowę?". no i cud - magiczne olśnienie i korekta opinii.
          czasami ludzie wypowiadają te wszystkie głupoty o chorobach psychicznych, wyśmiewają "leżenie na kozetce" u terapeuty i leczenie psychiatryczne.. do momentu, aż się okazuje, że dotyczy to osoby z ich otoczenia, którą znają, widzą na co dzień, jest ona w zupełności "normalna" i "nigdy by nie pomyśleli", że może się leczyć. to wcale nie takie rzadkie zjawisko. oczywiście, jest pewien procent betonu, którego i buldożerem nie ruszysz. ale wtedy przejmować się opinią takiego intelektualnego pantofelka? weźmy to na rozsądek.
      • ewucia12 Re: jak radzicie sobie w pracy? 20.11.11, 00:11
        Drzewko się zamotało,moja wypowiedz miała się znalezć pod CANOINE :)
    • tracja4 Re: jak radzicie sobie w pracy? 02.11.11, 18:42
      Zawsze kamuflowałam się doskonale i dalej to robię.
      Ale kiedy mam naprawdę złe dni, wtedy wszystko zawalam, nie mogę się skupić - wtedy to widać. Tylko że wtedy jest mi wszystko jedno, wisi mi, czy mnie zwolnią, czy nie, potrafiłam w ciągu dnia wyjść z pracy niby po kawę i wrócić do domu do łóżka. To cud, że ja tam dalej pracuję.
      • melancho_lia Re: jak radzicie sobie w pracy? 03.11.11, 07:37
        Mam podobnie, tyle, ze od kiedy się leczę jest gorzej... Może dlatego, ze dociera do mnie, ze poszłam nie tą drogą, którą powinnam i robię nie to co chciałam, a na zmiany juz za póxno jest...
        • niutaki Re: jak radzicie sobie w pracy? 03.11.11, 13:12
          Teraz pracuje sama u siebie, wiec na stosunki miedzyludzkie mam wywalone, ale kiedys bylo ciezko. Ja nie plakalam w pracy, ale nie odzywalam sie do ludzi ponad to co bylo konieczne, "sluzbowo". Najgorzej jest wstac (mowie o sobie) kiedy umiera sie z bolu: kosci, kregoslup, dlonie - boli mnie wszystko. Nie moge spac bo sie np dusze, mam gonitwe mysli, jak w koncu zasne to juz jest rano i od nowa: nie moge wstac, boli kregoslup bla bla. Zwykle wstawalam, bo dziecko trzeba bylo ubrac, nakarmic i do przedszkola/szkoly zaprowadzic. Jak nie dawalam rady wstawal maz. Generalnie koszmar.
    • babetschka Re: jak radzicie sobie w pracy? 17.11.11, 20:59
      no i wywalili mnie dziś z pracy z przyspieszonym trybem wypowiedzenia
      a taką miałam naiwną nadzieje ze nikt tego zombie ...wewnątrz atrapy normalnego pracownika... nie zauważał.....

      już chyba innego celu i sensu swego życia nie znajdę i nawet szukała nie będę...skupie się tylko na jednym: nie popełnić samobójstwa
      • czarna_wolga Re: jak radzicie sobie w pracy? 17.11.11, 22:39
        Będzie dobrze teraz nalezy ci sie zasłuzony odpocznek mykaj na L4.
      • czarna_wolga Re: jak radzicie sobie w pracy? 21.11.11, 01:02
        Co to jest dom wariatów ? Komuś zapadł się grunt pod nogami a każdy myśli tylko o sobie. Wiem że tego egoizmu nie zmienię. A może to wynika z czego innego ? Czy jesteście do tego przyzwyczajeni ?
      • canoine Re: jak radzicie sobie w pracy? 21.11.11, 01:34
        współczuję i przykro mi. jakkolwiek to trudne, postaraj się też nie biczować z tego powodu bardziej, niż trzeba. mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć szybko nową pracę, bo nie ma nic gorszego w okresie depresyjnym niż bezczynność i zapadanie się w marazm. może jednak warto czasem zaryzykować i uprzedzić otoczenie, że możesz się okresowo mniej nadawać do życia niż zwykle. może nie jest dobrym pomysłem wyskakiwać z tym na dzień dobry, ale jeśli chwilę się już gdzieś pracuje, zwłaszcza jeśli udało się wypracować wśród otoczenia i pracodawcy pozytywną opinię, można spróbować takie ryzyko podjąć. rozumiem strach przed "ujawnieniem się", ale bywa, że przyjęcie takiego oświadczenia jest wiele lepsze niż się człowiek spodziewa, a pozwala to zdjąć nieco presji i umożliwia bardziej łagodne do pewnego stopnia spojrzenie pracodawcy. ostatecznie pracodawca też człowiek. zazwyczaj.
        trzymaj się.
      • schizy_20 Re: jak radzicie sobie w pracy? 27.12.11, 01:19
        babetschka napisała:

        > no i wywalili mnie dziś z pracy z przyspieszonym trybem wypowiedzenia
        > a taką miałam naiwną nadzieje ze nikt tego zombie ...wewnątrz atrapy normalnego
        > pracownika... nie zauważał.....
        >
        > już chyba innego celu i sensu swego życia nie znajdę i nawet szukała nie będę..
        > .skupie się tylko na jednym: nie popełnić samobójstwa
        ja nie pracuje jest to niewykonywalne, jak skonczy mi się pomoc i jak dożyje to pewnie pójdę na ulicę. mi się wydaje, że nie da się tego nie zauważyć szczególnie jeśli ktoś ma jakaś wiedzę z psychologi. Pamiętam jak już w szkole niektórzy nauczyciele zwracali mi uwagę, że mimo "maski" coś jest nie tak. Już w dzieciństwie lekarka wpisała mi w kartę badań ucznia zaburzenia emocjonalne i obniżona samoocena. Od dziecka mam wstręt do istnienia. Mam ochote wszystko przespać.
    • malwi-na356 Re: jak radzicie sobie w pracy? 17.11.11, 22:35
      no właśnie udaje ze jest cacy a nie jest,nawet rodzina myśli ze jest ok
      a jak w pracy próbują wycisnąc wiecej objawia sie u mnie przekorą i uporem ,rozmawiac mi sie nie chce z ludzmi bo o czym każdy ma jakieś wesołe wieści opowie to tu to tam ,a ja wysłuchuje i udaje dobrą mine do złej gry/
      • pratactwa Re: jak radzicie sobie w pracy? 18.11.11, 21:45
        Ja mam problem z tym, by w ogóle podjąć pracę. Biorą udział w postępowaniach rekrutacyjnych, niekotre wygrywam, ciągle wysyłam CV i niestety nie jestem w stanie znacząc tej pracy. Kiedyś juz miałam zacząć, ale nie przyszłam, niekiedy nie przychodzę na rozmowy labo próbuje ze 3 razy przyjść i przekładam spotkania. Zdarzyło mi sie rozpocząć prace i po jednym dniu zrezygnowałam. Dzwonili, ale im nie odpowiadałam.
        Mam ogromny problem z miejscem pracy-jezeli jest gdzieś dalej, to nie dojadę. Za późno wyjdę z domu, skreślę to meisjce albo pojadę raz.. nie mogę sie zmusić, żeby selekcjonowac ze wzlgedu na miejsce wysyłane CV i ogolnie dzwonią do mnie z meisjcowsci pod miastem, umawiam sie, zależy im i mi i nic z tego nie wychodzi. Szukam pracy juz tak od pol roku. Sukalam jeszcze na studiach ale bylo to samo.
        Mma opory tka duze, ze nie do przezwyciezenia. Z drugiej strony.. chce.
        • lalkaika Re: jak radzicie sobie w pracy? 22.11.11, 02:16
          nie pracuje
          nie dam rady
          niewie jak wy to robicie
          • martyna2525 Re: jak radzicie sobie w pracy? 04.12.11, 19:39
            coraz częściej słyszę pod własnym adresem słowo " wyciszona/ wycofana" ja głownie milczę i próbuję nikomu nie zrobić krzywdy ( mój zawód jest z grupy " pomocowych") . Ostatnio nie udaje się grać, że nic sie nie dzieje i wszystko jest ok.
    • kobe_tai Re: jak radzicie sobie w pracy? 27.12.11, 16:58
      jak było troche źle albo średnio źle, to jakoś udawało mi sie wytrzymać. prace miałam wymagająca wielu kontaktów z ludzmi (na szczescie nie bezpośrednio z klientami, bo to już mógłby być problem), w hałasie, zamieszaniu, bałaganie, no koszmar dla depresyjnego jednym słowem. nie było szans sie gdzies cicho zaszyć w kącie i przeczekać, w związku z czym musiałam robić wrażenie dosc niezrównoważonego człowieka-przemiany z rozgadanego wesołka do gburowatego mruka to był standard. wizyty w toalecie w celu wypłakania sie czy łzy lane na klawiature jak nikt nie widział też norma. jak już było bardzo źle, to zostawałam w łożku a po paru dniach sie wlokłam do lekarza po L4.

      ostatnio jednak miałam już do tego stopnia wszystko w dupie, ze po prostu z dnia na dzień przestałam przychodzić do pracy. do lekarza tez nie poszłam, nawet wypowiedzenie umowy liczyłam ze mi pracodawca przysle pocztą, bylebym sie nie musiała pokazywac w robocie.

      jakoś tam w końcu sie sprawa rozwiązała pomyslnie, ale od miesiąca nie jestem jeszcze w stanie myslec o pracy, na samą myśl ze mam o jakiejś konkretnej godzinie zerwać sie z łóżka i lecieć do roboty, mam nerwowy skurcz żołądka. musze sie w końcu przełamać i szukac pracy, ale na razie to no way.
      • blackglass Re: jak radzicie sobie w pracy? 28.12.11, 10:34
        Najtrudniej jest przebrnąć prze to nie mam siły..wiec robię na siłę, najtrudniej się skupić..u mnie nikt się nie kapnął dopóki nie wylądowałam w szpitalu a potem na zwolnieniu, wie szef i kadry.
        Od kiedy wiedzą jest inaczej...a sam szef bardzo mnie oszczędza kiedy widzi ze jest gorzej.
        Ale wcześniej nie było tak kolorowo.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja