melancho_lia
11.11.11, 20:26
ogarnęły mnie wątpliwości.
1. nie mogę dobrac leków i lekarz chyba też ma z tym problem, na okrągło jestem rozdrażniona, zła, smutna właściwie nie wiem co mi jest.
2. Chodzę tam juz ponad pół roku i poza roztrząsaniem mojego dzieciństwa niewiele się dzieje
3. ostatnio wysnul wniosek że jestem dzieckiem maltretowanym (???) i stąd moja obecna depresja i przesadny perfekcjonizm, że ponieważ nie miałam wsparcia w rodzicach i nie zwierzalam im się ze swoich problemów to zbyt wczesnie doroslam...
Co do rodziców- jedyne co to rzeczywiście niezbyt z nimi gadałam, ale też nie bardzo czulam wtedy taka potrzebę. Nie bili mnie, doceniali moje osiągnięcia, wiedzialam, że cieszą się z moich sukcesów, że w gruncie rzeczy chcą dobrze. Lekarz opierając się jedynie na braku moich zwierzeń i nastoletnich konfliktach wysnul tezę, ze taki brak psychicznego oparcia to maltretowanie...
Czyli co- cała depresja to wina rodziców, że ze mną nie gadali? jestem normalna i ok, i to nie moja tylko ich wina?