pratactwa
22.11.11, 00:06
Przez ostatnie 6 miesięcy nie czułam sie dobrze. Odsuwałam w czasie obronę pr. magister o rok, potem o miesiące, bo intuicyjnie czułam nadchodzący półmrok. I spełniło się.
Od tamtej obrony zaczął sie tez moj ogromny pech: wszystko idzie po grudzie, jakby wszystko chciało mi powiedzieć: teraz bedize juz tylko gorzej.. Mimo tych przykrych zdarzen jest mi obojętne, to co sie dzieje..
Jezeli cos nie wzbudza we mnie irytacji i gniewu, to pojawia sie wszechograniajace znużenie. To drugie jest gorsze, bo wtedy nie robie nic. Ta sinusioda mnie wkyonacz: jednego dnia zglaszam sie gdzies, pisze coś, zaczynam obiecuje, po to by drugiego dnia, pogrążyc sie i schowac w cień.. Te dni bez inicjatywy trwają cale tygodnie, dopoki sie znow nie wybudzę.
Czuje w sercu zal, bol, fizycznie icerpie.
Pomaga mi bieganie, ktore tez trudno jest mi zainicjować... Nie tyle co sie mecze, ale co nie chce wychodzic. Njachetniej siedziałabym qw domu z herbatą i przed kompem, co z kolei prowadzi do destrukcji zupełnej. Nie mowie juz o lecie, kiedyto nie chciaalm nawet siedziec, tylko przelezalam lato:(
Chcialabym z tych stanow depresyjnych wyjsc, ale samo zycie mnie w nie wpycha. Swiat zewnetrzny mnie zgniata.