villete
01.06.04, 13:23
Lęk towarzyszył mi odkąd pamiętam, nieudane dzieciństwo.
Narastał, narastał aż w końcu dał o sobie znać, pokazał jaką ma siłę i jak
potrafi zniszczyć człowieka, pozbawiając go "normalnego" życia. Doszły inne
choroby psychiczne no i te towarzyszące objawy somatyczne-biegunka,
mdłosci,omdlenia,wymioty itp.
Budzenie się z takim lękiem i szybkim bciem serca, tak jakby przyśnił się
najstraszniejszy koszmar.
Starch żżera mnie od środka niczym kwas.Boję się ludzi, boję się wszytkiego,
boję się bać...boję się samotności.Tak, czuję się samotna ,samotna z własnymi
problemami, nikt mnie nie rozumie,ja sama czasami siebie nie rozumiem, więc
nawet nie wymagam żeby ktokolwiek mnie zrozumiał, ale byłoby to zapewne
pomocne...Mam wrażenie , że wpadłam do studni i jestem tak całkowicie sama.
Nie potrafię żyć i nie potrafię umrzeć, paranoja...