stale nakręcająca się negatywka

06.06.04, 00:50
Nie umiem być dobrej myśli. Nie potrafię funkcjonować bez ciągłego napięcia i
irracjonalnego lęku, przez który nie mogę spać i który zatruwa mi życie.
Pseudofilozoficzne nużanie się w poczuciu braku sensu, hipochondria,
destrukcyjna wyobraźnia napędzana strachem, poczucie bezsensu każdej
czynności, niezdolność do pracy i piramidalne kompleksy przez całe życie.
W relacjach z kobietami paraliżuje mnie toksyczny wstyd - chcę i nie chcę,
przeżywam konflikt wewnętrzny, w końcu wyplątuję się i uciekam. Chyba nigdy
nikogo nie kochałem, nie kocham i nie będę kochał.
Także faktyczny brak sympatii do znajomych. Niekontrolowany strach przed
odrzuceniem uczynił ze mnie społecznego tchórza - zaszytego w sobie i
pleśniejącego we własnym sosie.
A wszystko to ponoć dlatego, że matka porzuciła mnie w dzieciństwie. Tylko
dlatego. Ciekawe czy można coś z tym zrobić czy to już tak na wieki wieków?
Tzn. dopóki nie skapituluję ostatecznie, a jeszcze nie wiem jaką formę może
to przybrać.
    • grof Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 01:29
      negatywista napisał:
      > A wszystko to ponoć dlatego, że matka porzuciła mnie w dzieciństwie.

      Negatywisto!
      O ile dobrze pamiętam, przeczytałam w jakiś starszych wątkach (popraw mnie
      jeśli się mylę), że Twoja terapeutka ma psychoanalityczną orientację. Czy to
      był Twój wybór, czy po prostu tak trafiłeś? Wydaje mi się, że grzebanie się w
      przeszłości w przypadku depresji nie jest dobrym pomysłem... Dużo lepsze wyniki
      osiąga się zazwyczaj korzystając z terapii behawioralno - poznawczej!
      Próbowałeś?
      • negatywista Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 16:10
        Tak, moja terapeutka ma podejście analityczne, specjalnie tak wybrałem.
        Czytałem o wszystkich możliwych podejściach psychoanalitycznych i myślę, że
        psychoanaliza to jedyny sposób leczenia, który leczy przyczyny, a nie skutki.
        Behawioryzm, desensytyzacje i warunkowanie działają na krótką metę,
        podświadomości nie da się wykasować - odezwie się w końcu znowu, może w innej
        formie, ale odezwie się - zdarza się czasem, że nawet jako choroba somatyczna.
        • lucyna_n Re: stale nakręcająca się negatywka 07.06.04, 11:38
          Ja tez mialam niezle jazdy w dziecinstwie i myslalam ze psychoanaliza, jakies takie siegniecie do
          korzeni cos da , rozwiaze tam gdzie sie zasuplalo, ale ostatecznie zostalam tylko z rozgrzebana
          psychika, pustym portfelem i nic mi to nie dalo oprocz tego ze uslyszalam od terapeutki ze
          "takich okropnych opowiesci dawno nie slyszalam". Pomoglo mi dopiero cos w rodzaju treningu
          psychicznego czyli swiadome stawianie czola sytuacji lekowej i pokonywanie lekow malymi
          krokami, z wiekszoscia uporalam sie na tyle ze da sie zyc jedynie z autobusami i winda nadal
          jestem na bakier ale juz nie czuje sie taka bezradna i zdana na laske a raczej okrucienstwo tej
          choroby. W parze z pokonywaniem lekow w ten sposob szla tez znaczna poprawa nastroju i
          coraz rzadsze i slabsze nawroty depresji. Podswiadomosci jak piszesz nie da sie wykasowac
          czasem sie odezwie wielkim glosem ale tylko czasem i nie rozklada mnie juz na lopatki tak jak
          kiedys.
    • f_durkee & & #35 8222;znam, zanadto dobrze znam& & #35 8221;... 06.06.04, 02:23
      negatywista napisał:

      > Nie umiem być dobrej myśli. Nie potrafię funkcjonować bez ciągłego napięcia i
      > irracjonalnego lęku, przez który nie mogę spać i który zatruwa mi życie.
      > Pseudofilozoficzne nużanie się w poczuciu braku sensu, hipochondria,
      > destrukcyjna wyobraźnia napędzana strachem, poczucie bezsensu każdej
      > czynności, niezdolność do pracy i piramidalne kompleksy przez całe życie.
      > W relacjach z kobietami paraliżuje mnie toksyczny wstyd - chcę i nie chcę,
      > przeżywam konflikt wewnętrzny, w końcu wyplątuję się i uciekam. Chyba nigdy
      > nikogo nie kochałem, nie kocham i nie będę kochał.
      > Także faktyczny brak sympatii do znajomych. Niekontrolowany strach przed
      > odrzuceniem uczynił ze mnie społecznego tchórza - zaszytego w sobie i
      > pleśniejącego we własnym sosie.
      > A wszystko to ponoć dlatego, że matka porzuciła mnie w dzieciństwie. Tylko
      > dlatego. Ciekawe czy można coś z tym zrobić czy to już tak na wieki wieków?
      > Tzn. dopóki nie skapituluję ostatecznie, a jeszcze nie wiem jaką formę może
      > to przybrać.

      taa... ten fatalny, paraliżujący lęk przed ludźmi, znajomymi i obcymi - bez
      różnicy właściwie, gdzieś tam głęboko zakorzenione niejasne poczucie, że
      dookoła dzieje się coś dziwnego, mętnego, groźnego, co zmierza do jednego celu –
      ośmieszenia, upokorzenia, wyszydzenia... w efekcie – izolacja, zanik wszelkich
      kompetencji społecznych i, choćby nie wiem jak się okłamywać, też uwiąd
      wszelkich pozytywnych uczuć wobec innych. a w momencie dotarcia do genezy
      problemu – jakiś mimowolny fatalizm. ja mimo wszystko będę się starał z tego
      bagna wydostać. myślę, że faktycznie trzeba skupić się przede wszystkim już nie
      na genezie nerwicy, ale jej obecnych formach, przejawach. automatyzmach, w
      które daliśmy się uwikłać. zdystansować się wobec nich, ujrzeć je w całym ich
      absurdzie. takie podejście, wsparte psychoterapią, wydaje mi się sensowne, i
      dające jakieś szanse wyjścia na prostą. małe może, ale zawsze. pozdrawiam.
    • mskaiq Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 06:29
      Dlaczego nie chcesz tego przelamac. Nie wszystko od razu, wez wybierz jedna
      rzecz i przelam slabosc. Powiedz Sobie ze bedziesz wychodzil kazdego dnia na
      godzinny spacer i realizuj to wbrew przeszkoda. Mozesz to zrobic to Twoja
      decyzja. Zatrzymuje Cie wszystko co negatywne, hipohondria, strach poczucie
      braku sensu. Pierwsze Twoje zwyciestwo to krok naprzod, wazny bo uwierzysz ze
      mozna.
      Mysle ze nie mozesz winic Swojej Matki, wszystkie decyzje naleza do Ciebie. To
      wszystko co zle mozna zmienic.
      Serdeczne pozdrowienia.
      • doc.pasikonik Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 11:48
        Jest tu pewna racja. Myślę że można spróbować przetrenować jakąś konkretną
        rzecz, niewielką na początek. Może faktycznie jakieś ćwiczenia, może spacer,
        może rozwój w jakiejs interesujacej Cię dziedzinie. Należy to traktować jako
        trening i rehabilitację.
        • aneta10ta Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 22:41
          doc.pasikonik napisał:

          > Może faktycznie jakieś ćwiczenia, może spacer,
          > może rozwój w jakiejs interesujacej Cię dziedzinie. Należy to traktować jako
          > trening i rehabilitację.
          O co Ci chodzi z tą rehabilitacją?
          Aneta
    • randybvain Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 20:54
      Przeszłości nie zmienisz. Każda kobieta, która cię skrzywdzi zrobi to za siebie
      i za matkę. Bedziesz myślał, że to twoja wina. Sam wiesz, o co chodzi.
      Jednak można to zmienić.
      Najpierw zaakceptuj siebie, a potem zmień wszystkich, którzy ci się nie
      podobają.
      Mnie wyszło, czemu i tobie miało by się nie udać?
      • aneta10ta Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 22:47
        randybvain napisał:

        > Przeszłości nie zmienisz. Każda kobieta, która cię skrzywdzi zrobi to za
        siebie
        >
        > i za matkę. Bedziesz myślał, że to twoja wina. Sam wiesz, o co chodzi.
        Ja tam nie wiem. A przynajmniej nie to samo, co Ty.

        > Najpierw zaakceptuj siebie, a potem zmień wszystkich, którzy ci się nie
        > podobają.
        > Mnie wyszło, czemu i tobie miało by się nie udać?
        Naprawdę to Ci się udało?
        Czy aby nie żyjesz złudną grą wyobraźni?
        Jeśli to ja się mylę, rzuć parę wskazówek, jak zmienić przynajmniej niektórych.
        Aneta

        • randybvain Re: stale nakręcająca się negatywka 07.06.04, 11:22
          Tak. Wszyscy, którzy mi się nie podobali: nie żyją, wyprowadzili się albo
          zniknęli w tajemniczych okolicznosciach lub są dla mnie milutcy.
    • aneta10ta Re: stale nakręcająca się negatywka 06.06.04, 22:23
      negatywista napisał:

      > W relacjach z kobietami paraliżuje mnie toksyczny wstyd - chcę i nie chcę,
      Znajdź taką, co zadecyduje za Ciebie.
      Dobrze, żeby była konsekwentna.

      > nikogo nie kochałem, nie kocham i nie będę kochał.
      Toż to nic wyjątkowego. Całe tłumy mają tak samo, a nie utyskują, bo i na co?
      > Ciekawe czy można coś z tym zrobić czy to już tak na wieki wieków?
      Aż tak źle z pewnością nie będzie.

      Pozdrawiam
      Aneta
Pełna wersja