perpetua-mobila
11.01.12, 22:24
Witam,
ostatnimi czasy miotają mną wątpliwości dotyczące kompetencji mojego terapeuty. Zastanawiam się, czy jestem poddawana manipulacji z jego strony, czy moje wątpliwości to efekt tego, że dotykamy coraz trudniejszych spraw. Zauważyłam u siebie ostatnio tendencje do palenia za sobą mostow w kilku relacjach, dlatego wole najpierw zapytać o opinie osoby postronne zanim zrobie z siebie głupka w gabinecie.
W terapii jestem rok i trzy miesiące. Widze u siebie bardzo duży postęp i zmianę, z osoby zlęknionej własnego cienia stałam się raptem osobą grającą pierwsze skrzypce w grupie na studiach. Terapia opiera się na modelu psychodynamicznym, ALE mój terapeuta wykorzystywał w pracy nade mną również inne techniki, chociażby behawioralną kiedy uznawał to za konieczne. Jak sam tłumaczył, umie się nimi posługiwać i na początku drogi były one bardziej konieczne żebym jako tako radzila sobie z sytuacjami dnia codziennego. W tym momencie radze sobie jako tako, są lepsze i gorsze tygodnie- ale generalnie jest calkiem niezle. W każdym razie clue do ktorego zmierzam tyczy sie tego, że na ten moment mam wrazenie, że terapeuta za wiele wnosi swoich opinii w nasza relację. Pojawiają się komentarze o innych pacjentach (sądze ze w gruncie rzeczy zmyslone) w stylu "mam tu też innego pacjenta ktory rowniez spedzal samotnie sylwestra... ale cóż, nie moge was ze sobą poznać" albo "jesli chce sie pani wyprowadzic z domu, jest conajmniej 100 sposobow, chocby nawet wydać sie bogato za mąż." Oprócz wielu uwag jeszcze bardziej niepokoi mnie to, że od miesiąca kończymy sesje przed czasem, raz kiedy poruszylam baaaardzo bolesny i drastyczny moment z dziecinstwa skonczyl ponad 5 minut.
Tak więc pytam się- jest sie czym martwić czy wszystko jest ok?