do szpitala...?

14.06.04, 22:52
Dziś usłyszałam od psychiatry, że nie odważy się mnie leczyć z dala od
warunków szpitalnych, bo nawet jeśli przepisze mi leki, to nie chce brać na
siebie ryzyka, że w przypływie depresji i różnych myśli wszystkie zażyję.
Ledwo go ubłagałam, żeby mnie od razu nie wpakowano (chciałoby się napisać "w
kaftan") na salę z innymi świrami. Siedzę więc w domu, i leży przede mną
skierowanie do szpitala, i za cholerę nie wiem, co mam teraz zrobić. Szpital
psychiatryczny - to był by koniec. Mój facet gardzi słabymi ludźmi, którzy
potrzebują pomocy psychologów. Twierdzi, że wymyślam sobie chorobę, żeby
zwrócić na siebie uwagę. Moja matka chyba by się do mnie nie przyznała już do
końca życia. Córka wybitnej pani profesor w psychiatryku! Cóż za nietakt.
Co mi pozostaje? Szukać takiego lekarza, który po prostu przepisze leki i
powiększyć kolekcję? A może wsadzić wszystko głęboko gdzieś i pójść do
szpitala?
Tylko czy będę miała gdzie wracać...
    • bejrut78 Re: do szpitala...? 14.06.04, 23:21
      Ja po ostatniej wizycie również usłyszałem od psychiatry że chce mnie skierować
      do szpitala ponieważ mam "czarne" myśli.Przeraziło mnie to i nie wyraziłem
      zgody.Lekarz jednak kazał zastanowić mi się do następnej wizyty nad tym
      szpitalem.Tymczasem przywalił mi więcej proszków.Oczywiście nie zgodze się na
      leczenie szpitalne,ta myśl przeraża mnie bardziej niż moja deprecha.Zresztą
      klaruje mi się wreszcie pierwsza praca więc może zaczne wychodzić z tej "doliny
      mroku".Jutro mam pierwszą wizytę u psychologa więc mam nadzieje że farmakologia
      plus psychoterapia pozwoli mi wyjść na prostą.Trzymaj się
      ciepło,pozdrawiam.Decyzje musisz podjąć sama,jeżeli masz zaufanie do siebie że
      niezrobisz sobie krzywdy to może obejdzie się bez szpitala,jeżeli jednak jest
      ci ciężko z tymi "mrocznymi" myślami może warto spróbować z tym szpitalem.Walić
      rodziców i innych w końcu to ty cierpisz a nie oni.A twój facet tak naprawde
      jest słaby jeżeli nie potrafi zaakceptować ludzi którzy mają problemy.
      Trzym się ciepło...
    • lira_korbowa Re: do szpitala...? 14.06.04, 23:30
      Miła Deseczko, zostawmy na boku kwestie: facet, matka, stygmat świra i inne ęą.
      Pytania są dwa:
      1. Czy masz zaufanie do swojego psychiatry,
      2. Czy masz pewność, że dasz sobie radę bez szpitala?
      Spróbuj pomyśleć,co DLA CIEBIE najlepsze.
      Pozdrowienia
      Lira
      • empeka Re: do szpitala...? 14.06.04, 23:40
        W 100% popieram takie spojrzenie na problem.

        Pozdrowienia
        Marta
        • cafe_lorafen Re: do szpitala...? 15.06.04, 07:50
          Szpital to nie tragedia. Pobedziesz tam chwile, ale masz pewnosc, ze ustala ci
          leki, moze poczujesz sie lepiej. Facet jak nie zrozumie tego to znaczy, ze nie
          wiele wart. A mama ? Jakos sie z tym chyba pogodzi. Rob to, co najlepsze dla
          Ciebie.
          Pozdrawiam serdecznie :)
      • deseczka1 Re: do szpitala...? 15.06.04, 08:36
        lira_korbowa napisała:


        > 1. Czy masz zaufanie do swojego psychiatry,

        U psychiatry byłam po raz pierwszy, skierowanie dostałam od internisty po tym,
        jak wylądowałam w szpitalu na kardiologii (pisałam o tym niedawno w innym
        wątku). Okazało się, że fizyczne objawy choroby związane były z depresją, ale
        psychiatra nie może mi nic przepisać ("bardzo trudna sytuacja emocjonalna,
        osobowość autodestrukcyjna, przedłużone tendencje samobójcze" to ze skierowania
        do szpitala).

        > 2. Czy masz pewność, że dasz sobie radę bez szpitala?

        Nie mam takiej pewności, bo z dnia na dzień czuję się coraz gorzej, ale boję
        się, że pójście do szpitala to takie "dotknięcie dna". nie wiem, jak taki
        szpital wygląda, czy nie będzie ze mną jeszcze gorzej?
        • empeka Odwagi 15.06.04, 10:37
          deseczka1 napisała:

          > U psychiatry byłam po raz pierwszy [...] ("bardzo trudna sytuacja emocjonalna,
          > osobowość autodestrukcyjna, przedłużone tendencje samobójcze" [...]

          Skoro byłaś po raz pierwszy, to nie masz doświadczenia w chorowaniu. Trudno jest namawiać
          kogoś, kto przeżywa tak trudne chwile do podejmowania racjonalnych decyzji - bo niby skąd
          masz wiedzieć, że są racjonalne?
          Tylko że wybór jest klarowny:- albo weźmiesz na serio diagnozę i konsekwencją tego będzie
          zgoda na leczenie szpitalne i to szybko,
          - albo ją zakwestionujesz i jeśli się pomylisz, to jak saper, jeden raz.

          > > 2. Czy masz pewność, że dasz sobie radę bez szpitala?
          >
          > Nie mam takiej pewności, bo z dnia na dzień czuję się coraz gorzej

          Pożytek z pisania tutaj jest może taki, że sama widzisz co napisałaś: nie masz pewności w
          sprawie własnego życia i śmierci. To nie są żarty, prawda?

          > , ale boję
          > się, że pójście do szpitala to takie "dotknięcie dna". nie wiem, jak taki
          > szpital wygląda, czy nie będzie ze mną jeszcze gorzej?

          Dotknięcie dna jest dużo niżej, nie w szpitalu.
          Np wtedy, gdy do tego szpitala wiozą Cię na sygnale, i jeśli zdążą, stosują bardzo silne
          ogłupiacze. Zrozum, że nikt nie przetrzymuje chorych na siłę, szpitale raczej pozbywają się ich
          nadmiaru.

          Pozdrawiam
          Marta
    • drfrankenstein Nie możesz Twojego twardziela i mamy wybitnej 15.06.04, 08:00
      profesor pierdolić? Jak nie chcą bądź nie potrafią Ci pomóc to niech spierdalają na bambus. Tyle z nich co z gówna w klozecie. Wykarzesz sie odwaga i rozsądkiem poważnie zajmując się sobą. Wiem, łatwiej powiedzieć niz zrobić ale trzeba samemu ocenić perspektywy i szanse. Na marginesie, co komu z gościa (to o Twoim wybranku) który faktycznie wisi na szyi i przydusza?
      • drfrankenstein Ale, ale, przecież nie wiadomo tak naprawdę jak by 15.06.04, 08:07
        zareagowali. To moga być tylko Twoje obawy.
        • deseczka1 Re: Ale, ale, przecież nie wiadomo tak naprawdę j 15.06.04, 08:46
          drfrankenstein napisał:

          > zareagowali. To moga być tylko Twoje obawy.

          Kiedy po raz pierwszy w lutym tego roku powiedziałam, że mam depresję i chyba
          powinnam pójść do psychiatry albo psychologa, matka stwierdziła, że jeśli
          pójdę, będę miała żółte papiery, a to może zaważyć na jej karierze (władze
          uczelni i społeczeństwo uzna, że ona też ma coś z głową) i wtedy ona odetnie
          się ode mnie.
          Mój chłopak powiedział kiedyś o swoim kuzynie, którego żona trafiła z depresją
          poporodową do szpitala - ja bym się od razu z taką rozwiódł, po co mu
          nienormalna w domu.
          Boję się, że zostanę sama, bez żadnego wsparcia (choćby finansowego, bo nie mam
          żadnych pieniędzy ani oszczędności. Próbowałam podjąć pracę, ale po
          njamniejszych słowach krytyki i zniecierpliwienia mojej przełożonej zaczęłam
          się trząść i wpadłam w jakieś otępienie, w związku z czym wyleciałam po
          pierwszym dniu). Gdzie będę mieszkać? z czego żyć?
          • drfrankenstein Rozumiem. Ale zauważ, że poddając sie takim 15.06.04, 09:28
            obawom wpędzasz się w pułapkę. Twój związek i tak nie przetrwa, jeśli bedzie opierał się przede wszystkim na zgadywaniu czyichs życzeń. Obawy mamy sa neurotyczne, ale sa faktem. Generalnie, otaczający Cię układ jest niezbyt zdrowy, mam silne wrażenie.Chyba musisz dojść do stanu cierpienia, w którym te wzgledy będą Ci juz obojętne. Z trzeciej strony, zdziwiłabyś się, na co Cię stać, jeśli to konieczne...
          • lira_korbowa Re: Ale, ale, przecież nie wiadomo tak naprawdę j 15.06.04, 10:50
            deseczka1 napisała:


            ... pójść do psychiatry albo psychologa, matka stwierdziła, że jeśli
            > pójdę, będę miała żółte papiery, a to może zaważyć na jej karierze...
            No i poszłaś - brawo! Czy matkę już zwolniono z uczelni??

            (> Mój chłopak powiedział kiedyś o swoim kuzynie...
            Ludzie (a zwłaszcza bliscy) chlapią wiele różnych rzeczy, co wcale nie znaczy,
            że tak myślą. Twój chłopak wcale ci nie powiedział, że jak pójdziesz do
            szpitala, to cię zostawi.
            Wybacz, ale mam wrażenie, że słyszysz to, co CHCESZ usłyszeć - po prostu
            tworzysz sobie alibi.

            Muszę iść do pracy - ale wieczorem tu wrócę.
            Uszy do góry
            Lira
            • lira_korbowa Re: Ale, ale, przecież nie wiadomo tak naprawdę j 15.06.04, 11:13
              PS. Hmmm. a jak myślisz - próba samobójcza (niezależnie od rezultatu) baaaardzo
              pomoże w karierze pani profesor??
              U d g
              Lira
    • kalina_xx Re: do szpitala...? 15.06.04, 09:29
      Nie mam pojęcia dlaczego niektórzy boją się leczenia szpitalnego. Być moze
      zależy to od tego na jaki oddział kierują czy ten z klamkami czy ten bez. U
      nas depresja to już chyba sprawa rodzinna. Moja ciotka ma w tym kilkuletnie
      doswiadczenie. Ja skromnie zaczynam w piatek. Ale nie o mnie. Ciotce 2 razy
      szpital ratował zycie. Bardzo sobie chwaliła pobyt tam i o wiele lepiej się
      czuła niż w swoim nawiasem mówiąc nienormalnym domu. Pobyt w szpitalu ma też
      maleńki plus jeśli chodzi o znalezienie pracy. Depresja jest chorobą która NIE
      DAJE ŻÓŁTYCH PAPIERÓW ale mozna dostać najlzejszą grupę inwalidzką. Grupa ta
      nie chańbi a bardzo ułatwia znalezienie pracy. Pracodawcy biją sie o
      pracowników którzy maja przyznaną taką grupę. Ciotka po 5 latach bezrobocia
      dzięki temu znalazła SUPER PRACĘ.
    • dr_zombie Re: do szpitala...? 15.06.04, 09:44
      a ja ci odradzam pójście do szpitala... mnie też psychiara namawiał do pójścia
      tam i całe szczęście nie posłuchałem, bo to by była jedna z głupszych decyzji w
      moim życiu. lepiej spróbój psychoterapi, a nie bez sensu liczysz tylko na
      lekarstwa, które pewnie nie rozwiążą twojego problemu. i nie martw się tak
      opinią matki. gdybyś poszła do szpitala i nie przyznawała by sie do ciebie, to
      znaczy, że Cię nie kocha, a jeżeli Cię nie kocha to twoje samopoczucie pewnie w
      duzym stopniu jest tego rezultatem... walcz i nie poddawaj się
      życzę powrotu do zdrowia.
      • future.schock Re: do szpitala...? 15.06.04, 10:32
        Miałem możliwość oglądać żeński oddział we Wrocławiu tzw. półotwarty. Panie
        zakwaterowane w osobnym budynku z możliwością wychodzenia po za teren szpitala.
        Oddział ten znacznie odbiega od sterotypu – szpital psychiatryczny. Być może
        będziesz miała podobne warunki.
        Natomiast jeżeli do końca nie jesteś przekonana o pójściu do szpitala, umów
        się na konsultacje do innego lekarza. Do psychiatry nie potrzeba skierowania
        ani nie ma rejonizacji.
        Powodzenia
    • lira_korbowa Jak minął dzień?? 16.06.04, 00:25
      • lira_korbowa Re: Jak minął dzień?? 16.06.04, 00:58
        Oj, ja nowa jestem i coś mi się nacisnęło niechcący.
        Przeczytałam Twoje poprzednie wątki. Skoro Twój organizm tak się już buntuje,
        to może psychiatra ma rację??
        Podejmij decyzję (Twoją decyzję), póki możesz to zrobić.
        Nie mam wprawdzie doświadczeń szpitalnych, więc się na ten temat wypowiadać nie
        mogę. Ale decyzję o rozpoczęciu leczenia podjęłam w ostatnim z możliwych
        momentów - może dlatego, że ja nie mam ani faceta, ani żadnej rodziny, i wiem,
        że tylko ja sama coś mogę z własnym życiem robić, bo nikt mnie nakłaniał ani
        namawiał ani pieścił nie będzie.
        Więc jeśli nie znajdujesz w swoich bliskich oparcia (choć nie sądzę, żeby się
        mieli odwrócić - muszą pojąć, co się dzieje i się z tym oswoić) - pisz tutaj.
        A z decyzjami i tak każdy z nas zostaje sam - i Bogu dzięki! Bo jeśli nawet nie
        jest się w stanie żadnej podjąć, to nikt nam tego jednak nie zabrania. Ani nie
        zmusza.
        Dasz sobie radę - twarda Deseczko
        • anieatak Re: Jak minął dzień?? 16.06.04, 01:21
          lilio..ciekawe jak długo tak mądra jak pan/i osoba wytrzyma tutaj pisząc mądre
          treści..dobrze się Pani zapowiada..waży Pani słowa, ja zawsze doceniam takie
          opanowanie

          pozdrawiam..

          nieczęsto piszę takie bzyczące miodem pszczół teksty..

          respect, jakby areta F powiedziała ..lub greta:)
          • malcolm-x moje zdanie 16.06.04, 11:18
            życie jest jak podróż samochodem przez dalekie prerie.
            ten samochod to twoja rodzina, chlopak, wsparcie, to twoje myśli, nastroje,
            depresje, euforie.
            Oni cie wiozą przez życie dając zabezpieczenie (finansowe, emocjonalne,
            rodzinny dom).
            Cóż, twoj pojazd szwankuje, siedzisz na poboczu pustej ulicy, wokół wielka
            pusta przestrzen, siedzisz i usiłujesz go naprawić, aby pojechać dalej.

            masz dwa wyjscia:
            1. zostawisz gruchota i idziesz pewnym krokiem naprzód. Przeraża cie to
            wyjscie, bo na horyzoncie tylko pusta przestrzeń. Ale przeciez w koncu
            dojdziesz do jakichś zabudowań!

            2. Siedzisz przy tym gruchocie i usiłujesz go naprawić, choć zdajesz sobie
            sprawę że nie znasz sie na tym i nic z tego nie wyjdzie.

            jestes w trudnej sytuacji, ale to twoj życiowy egzamin dojrzałości, zostałas
            wepchnieta na głęboką wodę, albo sobie poradzisz i staniesz się dorosła, albo
            ciągle bedziesz małym dzieckiem.
            • treia Re: moje zdanie 16.06.04, 11:42
              Malcolm, bardzo dobrze to ująłeś...
              :-)
    • deseczka1 Re: do szpitala...? 19.06.04, 09:28
      Wczoraj powiedziałam mamie o szpitalu, że dostałam skierowanie i zamierzam
      pójść tam od poniedziałku, bo źle się czuję, nie mogę się na niczym
      skoncentrować, mam lęki i zaczynam się bać sama siebie. No cóż, okazało się, ze
      jestem idiotką, która szuka usprawiedliwienia dla swojego lenistwa. I żebym nie
      liczyła, że ich (matkę i ojczyma) wzruszę, bo sama sobie jestem winna. I że mam
      radzić sobie sama. Matka stwierdziła, że jeżeli "będę ją przedstawiać w zlym
      świetle" (cytat), to mam więcej się do niej nie odzywać, bo ona itak się o
      wszystkim dowie i nie pozwoli, żebym szargała jej dobrą opinię. I żebym nie
      śmiała zwalać winy za swoje lenistwo na nią, bo ona zrobiła wszystko, żebym
      miała dobre życie. No. A chłopakowi chyba powiem, że wyjeżdżam, bo po reakcji
      matki już nie wiem, czy powiedzieć mu prawdę...
      • joannam7 Re: do szpitala...? 19.06.04, 12:05
        Zupełnie przypadkowo trafiłam na ten wątek, ale uznałam ,że muszę się włączyć w
        dyskusję bo wiem bardzo dobrze, że to niezmiernie trudne i
        wyczerpujące "barować się" z czymś czego tak na prawdę się nie rozumie i czego
        zupełnie nie akceptują ci od których tę akceptacje powinniśmy otrzymać. Mam
        wrażenie, że bardzo cierpisz, bo masz ambicje aby być KIMŚ, a tu COŚ stale
        przeszkadza... Boisz się - wiesz czego?. Lęk przychodzi niezależnie od tego co
        robisz? Czujesz się słabo? Nie masz na nic siły? Ciągle ci źle i smutno nawet
        bez konkretnego powodu? Nie widzisz wyjścia z tych sytuacji, ale jednocześnie
        starasz się myśleć o wszystkich innych tylko nie o sobie? Musisz wreszcie wyjść
        z tego kręgu nieporozumień! Miałaś dużo szczęścia, że lekarz internista
        skierował cie do psychiatry (oni nie gryzą, oni naprawdę moga pomóc...)Obecnie
        szacuje się,że ok 18% populacji choruje w ciągu życia na depresję, można więc
        stwierdzić, że depresja może przytrafić się każdemu z nas. Nie ma się czego
        wstydzić! To prawda,że bardzo trudno jest zaakceptować taka chorobę u osoby
        bliskiej. Wymyślamy wtedy 1000 przyczyn dlaczego ktoś się czuje jak się czuje(u
        ciebie mama uznała, że masz wymówkę na lenistwo) Trzeba i ją zrozumieć. Trudno
        jej pojąć jak tobie może teraz być źle... Po prostu nigdy się z tym nie
        spotkała. Dzięki Bogu Tobie udaje się jeszcze myśleć racjonalnie i podjęłaś
        słuszną decyzję o leczeniu. Może nie będzie potrzeby spędzać w szpitalu
        długiego okresu czasu. Może ustawią odpowiednie leczenie i skierują na
        odpowiednie zajęcie psychoterapełtyczne? Przecież całe życie jeszcze przed
        Tobą. Musisz o siebie walczyć teraz, żeby mócpóźniej w pełni cieszyć się
        szczęściem. Nie musisz się nikomu usprawiedliwiać ze swoich dolegliwości. Jak
        już poczujesz się lepiej może łatwiej Ci będzie porozmawiać o swoich
        przeżyciach z bliskimi. Im wtedy łatwiej będzie je zrozumieć i zaakceptować.
        Życzę ći abyś juz niedługo obudziła się rano z myślą, że życie jest piękne mimo
        chwilowych kłopotów (które przecież każdy ma...)i że przecież wiele jeszcze
        dobrych chwil przed Tobą.
      • lira_korbowa Re: do szpitala...? 19.06.04, 13:39
        Brawo Deseczko!
        Skoro uważasz, że to dla Ciebie najlepsze wyjście, to nie daj się od tego
        odwieść. Mama najwyraźniej nic nie wie o depresji, skoro takie sądy wygłasza.
        Może ktoś powinien jej wyjaśnić, co to za CHOROBA (lekarz, książka?). Mimo
        wszystko sądzę, że mama się o ciebie martwi, tylko nie może sobie poradzić z tą
        sytuacją. A jak chcesz koniecznie, to tutaj możesz naszczekać do woli, bez
        ryzyka wytropienia.
        Nie chcę Ci nic radzić w sprawie faceta, ale taka "lightowa" wersja nie jest wg
        mnie dobrym pomysłem. Na nieszczerości związku budować się nie da. A jeśli
        facet teraz odmówi Ci wsparcia, to czy wogóle i kiedykolwiek będziesz mogła na
        niego liczyć??
        Pozdrawiam
        Lira
        • deseczka1 Re: do szpitala...? 29.06.04, 11:33
          Kochana Liro i wszyscy forumowicze!
          Nie przyjęto mnie do szpitala, ponieważ nie jestem ubezpieczona. Nie mam
          pieniędzy na to, żeby ubezpieczyć się samodzielmnie (trzeba zapłacić 1188 zł za
          to, że przez ponad rok nie byłąm ubezpieczona, i 200 zł miesięcznie składki na
          ZUS). Nie mam teraz ani pracy, ani nawet możliwości podjęcia pracy, bo w moim
          stanie nie przepracuję nawet tygodnia. Matka wyjechała, facet przymierza się do
          zerwania. Wobec powyższego doszłam do wniosku, że nie mam innego wyjścia.
          Wiecie, co mam na myśli.
          To nie jest wołanie o pomoc, bo wołałam bardzo długo, ale jakoś nikt nie
          zareagował. Już nie mam siły. Przepraszam.
          • malcolm-x Re: do szpitala...? 29.06.04, 12:22
            nie musisz nic placic zeby sie ubezpieczyc, jesli jestes uczeniem czy studentem
            jestes automatycznie ubezpieczona, jesli nic obecnie nie robisz zarejestruj sie
            jako bezrobotna i juz bedziesz ubezpieczona.
            tylko nie mow ze to duzo zachodu bo potrwa to góra godzinkę razem z czekaniem w
            kolejce.
            (będąc w urzedzie pracy wyrób sobie od razu ksiązeczkę zdrowia).

            a jesli chodzi o zabijanie się, to jest to wyjątkowo idiotyczne wyjscie,
            wystarczy pozażywać jakis miesiąc któyś w leków antydepresyjnych i
            automatycznie świat będzie dla ciebie różowy.
          • lira_korbowa Re: do szpitala...? 29.06.04, 12:36
            deseczka1 napisała:

            >> To nie jest wołanie o pomoc, bo wołałam bardzo długo, ale jakoś nikt nie
            > zareagował. Już nie mam siły. Przepraszam.

            Deseczko Droga!
            Jak to: nikt nie zareagował? A my?? Wielu osobom na Tobie zależy, naprawdę.
            MNIE obchodzisz, wiesz?
            Napisz na priva, na gg: 30 82 618
Pełna wersja