Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat...:(

30.03.12, 14:07
Witam serdecznie!

Właściwie nie wiem dlaczego postanowiłam napisać...może po to, by się "wygadać",zjednoczyć w bólu z innymi, którzy czują to samo,by poszukać ukojenia, wsparcia,by dostać pozytywnego kopa,opiernicz, może szukam litości, zrozumienia, a może wszystkiego po trochę...w każdym razie jestem...

Mam 27 lat i od kilku borykam się z silną nerwicą (jak stwierdził lekarz - nastąpiła po śmierci (choroba) bardzo bliskiej mi osoby, ale i dochodzą inne czynniki, również fobia lękowa mojego Ojca, na którą się leczy).
Mój koszmar polega głównie na tym,że traktuje swoje ciało jak wroga, który przyzsał się do mojego umysłu i zatruwa go z dnia na dzień...Doszukuję się jakiejś ukrytej choroby...boję się jej,wsłuchuje się w swoje ciało, czuję każde uderzenie serca, czuję jak krew krąży po całym ciele i buzuje w żyłach,każde przełknięcie śliny przez ściśnięte gardło jest niczym przetrwanie , a każdy oddech jest niewystarczający, boję się,że się uduszę , co prowadzi do hiperwentylacji,przeszywający ból każdego napiętego mięśnia(pleców głównie) sprawia,że mam ochotę uciekać ze swego ciała....wpadam w panikę, lęk przytłacza każdą chwilę, sprawia,że nie chce się żyć.....

Właściwie w życiu nigdy nie miałam problemów, ani większych stresów..nigdy też nie miałam nad sobą szefa ...mam wymarzoną kiedyś (dziś jest udręką)własną działalność (jestem kosmetyczką). Mam kochającą rodzinę i dobrego męża(który również spełnia się zawodowo we własnej firmie). Nie mamy kłopotów finansowych, wręcz przeciwnie...właśnie kupiliśmy tak długo poszukiwany wymarzony dom w bajecznej okolicy....przeprowadzka na dniach , a ja się nie cieszę.....nie mam chęci , ani siły....to koszmar......staram się usilnie znalezć sposób na "cieszenie się" klnę w duchu sama do siebie, krzyczę rozpaczliwie :"No ciesz się, przecież o tym marzyłaś".....

Zastanawiam się, gdzie jest do diaska ta wiecznie uśmiechnięta, wesoła, ciesząca się każdą drobnostką dziewczyna!!?Gdzie jest ta wyznająca zasadę "Carpe diem" niepoprawna optymistka!??Dlaczego tak się zmieniłam? Co ja piszę...zmieniłam? Ja jestem jej zupełnym przeciwieństwem!

Poranki bywają koszmarne...Wstaję rano i myślę "o nie,znów"...czekam na "ból"...nawet kawy nie mogę się napić (boję się,bo mam skoki ciśnienie jak wpadam w panikę)...poranna toaletę traktuje jak musztrę...Wychodzę zaspana z domu,brak mi energii, jakbym całą noc pracowała w kamieniołomie, schodzę z 4 piętra, idę przez blokowisko, wszystko mnie przytłacza,denerwuje, nie jestem tu szczęśliwa,staram się unikać sąsiadów,znajomych, boję się czegoś.....i już wpadam w panikę, brakuje mi oddechu,nogi robią się ciężkie,plecy bolą z napięcia, z nerwów,kręci mi się w głowie...idę do pracy...po drodze zachodzę do sklepu,tam przymusowa rozmowa ze znajomymi ,już czuję się zle....otwieram salon, czekam na pierwszą klientkę...nie chcę, muszę rozmawiać, uśmiechać się,ale to takie trudne, wpadam w panikę, nie potrafię przełknąć śliny, łapię głęboki oddech, hiperwentyluję się, umysł szaleje, zawęża mi się pole widzenia, słyszę i widzę wszystko jak przez mgłę....panika, muszę wyjść na powietrze, lub iść na zaplecze pod byle pretekstem....wracam i modle się, by przetrwać...zaciskam zęby..nienawidzę swego umysłu za to co mi robi...Jadę na zakupy( samochodem- boję się,że będę miała wypadek), w sklepie tyle ludzi, wszyscy patrzą na mnie złowrogo(takie mam wrażenie)...wpadam w panikę...serce chcę wyskoczyć mi z piersi, robi mi się ciemno przed oczami, pot oblewa moje ciało, chcę uciekać, jak najdalej...do domu... W domu nie potrafię się zrelaksować. Siedzę w fotelu, chrząkam, bojąc się, że nie przełknę śliny,poprawiam włosy, kręcę się z boku na bok, drapie się, wstaję, chodzę, siadam ...Nie mogę się skupić na książce, na grze komputerowej...ciągle wsłuchuję się w swoje ciało...nie wiem na co czekam...na śmierć? na znak choroby? boję się omdlenia ...zwłaszcza na ulicy, ze będzie wstyd, choć przecież nic takiego mi się nie zdarzyło...Na wczasach staram się cieszyć, ale ani grama adrenaliny, ani emocji nie przeszywa mojego ciała,staram się funkcjonować normalnie,każdego wieczora mam cichą nadzieję, że jutro zdarzy się cud i poczuję się dobrze.....ale nic z tego...W towarzystwie unikam kontaktu wzrokowego, denerwuję się, panikuje, czasem plotę trzy po trzy- za co pózniej mi wstyd, bo nie potrafię zebrać myśli, mam pustkę w głowie.....dopiero po czasie, gdy mój mózg dopasowuje się do sytuacji, ja się uspokajam....natomiast, gdy są zakrapiane spotkania jestem duszą towarzystwa....alkohol mnie uspokaja,rozluznia, czuje się pewna siebie, potrafię zebrać myśli, wtedy zaczynam żyć normalnie....Mam obsesje na punkcie częstego robienia badania krwii,dosłownie aż nadto co jest mi potrzebne ..... znów byłam dwa tygodnie temu...znów wszystko w porządku....ale mnie to nie uspokaja....

Zamiast cieszyć się dniem,z żalem iść spać, bo szkoda dnia (tak jak mój mąż) , świat wkoło jest piękny, jest tyle rzeczy do zrobienia,ja czekam na sen, gdzie nic nie czuję....Uwielbiam spać i śnić...w snach wzbijam się bez skrzydeł w powietrze pod błękitne niebo, lecę nad zielonymi łąkami i lasami, nad granatowym oceanem,słyszę i czuje jego powiew i zapach, spaceruje po plaży,kąpię się w lazurowym morzu, widzę przezroczyste dno, koralowce, ryby, muszle....czuje na twarzy wiatr .....jestem szczęśliwa, jest pięknie, nie chcę się już budzić....

Dzięki za "wysłuchanie"....
Pozdrawiam!



    • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 30.03.12, 14:14
      Nerwico-depresja lękowa (umownie ten stan tak nazwijmy) to jest istne piekło za życia. Przyznam że Pani opisała to perfekcyjnie.
      Podjęla Pani leczenie? jeśli nei to proszę podjąć, bo to samo nie minie, gorzej ma tendencję do rozprzestrzeniania się z czasem na coraz to nowe obszary. Życzę dużo sił, a nadzieję widzę w tym że choć w tej chwili się Pani czołga jeszcze nei odpadła od normalnego życia, jeszcze głowa na powierzchni.
    • mskaiq Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 30.03.12, 17:16
      Twoje ciało napompowane jest emocjami. Spróbuje je uwolnić. Można to
      zrobić w różny sposób.
      Możesz sie zapisać na joge, tam masz instruktora, który Ci pomoże a na
      poczatku to ważne. Możesz regularnie chodzić na rower, biegać, pływac,
      jakakolwiek aktywność fizyczna Ci pomoże.
      Szybko zobaczysz róznice.
      Warto równiez wybrać się na terapie i dowiedzieć sie co robisz źle, dlaczego
      tak sie czujesz. To co przeżywasz to cos bardzo powszechnego, daje się
      usunąć.
      Serdeczne pozdrowienia.
    • depresja_gangstera Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 30.03.12, 17:56
      Może Twoje ciało chce Ci zakomunikować coś ważnego? Może chodzi o to, żebyś się sobą zaopiekowała w inny sposób? Na pewno nie będę dawać Ci kopa, bo wiem, jak to jest czuć się bardzo, bardzo źle. Pisałam już o tym, ale powtórzę: mi pomaga psychoterapia. Dzięki niej uczę się rozumieć siebie, dbać o swoje potrzeby, akceptować siebie taka jaką jestem (nie czarną albo białą, ale ludzką - czasami radosną, czasami słabą - przed wszystkim prawdziwą) bez grania roli, którą grałam całe życie (wesołej, wygadanej, świetnie radzącej sobie ze wszystkim).
      Zaopiekuj się sobą, nie obwiniaj się, ze nie czujesz się tak jak inni.
    • babetschka Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 30.03.12, 20:07
      sa takie wpisy nieliczne....które czyta się jednym tchem ...bez zniechęcenia objętością.....

      czyta się i współodczuwa całym sobą...
      ja nie wiem co napisać ....co poradzić....

      nie bede wysylala do lekarzy, bo im juz nie wierze
      nie bede zachecala do leków, bo ........w nie juz nie wierze
      nie bede zachecala do terapii, bo po trzeciej juz w nie nie wierze.......

      chcialam tylko podziekowac ze to napisalas
      i ze moglam to przeczytac


      nic wiecej
    • schizy20 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 03.04.12, 15:26
      mi sie wydaje ze boisz sie stracic to co masz,a masz od zycia duzo. i to jest powodem nerwicy i obnizonego nastroju.
    • lesna_duszyczka Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 11:05
      Bardzo dziękuję za wypowiedzi!

      lucyno_n , tak leczę się, ale psychoterapia nie pomaga, może chwilowo...po paru dniach znów to samo....teoria swoja drogą... a odczucia swoją.Powiem szczerze,że mąż bardziej mi pomaga niż psycho-terapeuta. Biorę propranolol(staram się doraznie tylko), by zapobiegać dusznicy piersiowej i skokom ciśnienia oraz pulsu w momencie paniki....właściwie po to, by jej właśnie nie było...trochę mnie relaksuje, nawet jak nie wezmę, ale mam w torebce, ten komfort psychiczny mnie wycisza....z kolei denerwuje mnie to,że muszę coś brać,że nie jestem zdrowa...to mnie wkurza!

      schizy, zastanowiła mnie Twoja wypowiedz....wiesz, też o tym myślałam....być może to jest to.....nigdy nie byłam i nie jestem materialistką....szczęście dawało mi "dawanie", nigdy branie....nie mam problemów, ani zmartwień...czuję się bezpiecznie przy mężu...ale jestem totalnie WYPALONA.....;/.....
      • lesna_duszyczka Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 11:29
        dodam jeszcze...,że wszystko jest dla mnie takie powszednie....ogólnie mówiąc...wstawanie rano, praca w tym samym miejscu, te same twarze, zakupy, obiad, gra komputerowa......,sport, rower,rozmowa telefoniczna z rodziną,co pół roku wczasy...dobra kolacja, dobre wino........film w tv, kąpiel......sen....toczy się kołowrotek życia...do znudzenia...dni przeciekają mi przez palce.....i tak aż do śmierci....

        Każdego dnia powinnam się rodzić na nowo i przeżywać wszystko na nowo , z adrenaliną, z życiem, nie bez emocji.....Czeka mnie wkrótce przeprowadzka, na wymarzony niegdyś dom...teraz się nie cieszę, ale to kolosalna zmiana, nowe wyzwania, nowe plany...może tam się wyciszę,może tam tchnę w siebie iskrę życia , a ta powoli rozpali ogień optymizmu, znów będę sobą....jak dawniej....:) Liczę na to.....
        • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 11:44
          Coś w tym jest, że jak jest dobrze to robi się nudno, nie ma walki o byt nie ma adrenaliny. Naprawdę coś w tym jest.
          • schizy20 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 12:10
            Lucyno masz rację! kiedyś czytałem wypowiedz znanego naukowca, nie pamietam nazwiska i powiedział, że jak konczy sie bieda, wojny, choroby ludzie zaczynaja zyc na poziomie, w dobrobycie przestaja sie szanowac, zaczynaja sie nerwice, depresje, wyscigi szczurów, eutanazje, aborcje i zniesienie wszelkich zasad moralnych uznajac najdziwniejsze zboczenia i tak upadał starozytyn egip, rzym. Mało kto wie, że eutanazja, aborcja była juz wtedy wykonywana, homoseklsualisci byli parami, a pedofilia była wręcz czymś duchowym. To odnosi się do całej Europy i Ameryki Płd. Nie ma wali o przetrwanie, robią się problemy. Popracowalibysmy na polu w chinach, nie bylo by czasu na zamartwianie, itd.
            • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 13:37
              więc ja bym jednak homoseksualizmu i eutanazji nei wrzucała do jednego worka z pedofilią. Mam chyba bardziej skomplikowany system wartości.
          • lesna_duszyczka Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 12:15
            Istna paranoja....absurd...zamiast cieszyć się,że nie ma walki o byt,dziękować losowi,za to,że sprzyja,że rodzina cała i zdrowa......człowiek zgnuśniały, znudzony i zmierzły siedzi...heh :(
            • schizy20 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 12:40
              mowisz ze dajesz z siebie, nie jestes materialistką. Pozwól może sobie na egoizm??? co raz na jakiś czas nie zaszkodzi. Nie wiem, może potrzebujesz impulsu może nauka tańca, języak, sam nie wiem.
            • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 13:40
              może dlatego że nei jesteś materialistycznie nastawiona nie umiesz czerpać radości z tego co masz? nie umiesz np finansowej stabilizacji zamienić na komfort psychiczny, bo się będziesz gryzla że ktoś tam gdzieś tam głoduje. Świata nie zbawisz, ale zbaw siebie bo mi tego Twojego męża byloby szkoda gdyby pół życia zmarnowane miał przez matkę a drugie poł zatrute Twoją depresją i nerwicą. Szkoda chłopa i szkoda Ciebie oczywiście. Jak chcesz żeby ludziom było z Tobą dobrze to musi Ci być dobrze samej ze sobą, inaczej kiszka, zmarnujesz to co się udalo w życiu osiągnąć. Do góry głowa, leki, terapie, ćwiczenia, słońce, próbuj, musi się w koncu udać.
              • lesna_duszyczka Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 14:38
                Droga lucynko_n !

                Powiedziałaś coś, co wstrząsnęło mną jak porażenie prądu...masz rację,przecież świata nie zbawię....często ubolewam,mam wyrzuty sumienia,że ja mam dobrze,a rodzina ma problemy,że im się mniej układa....czuję, jakbym zrobiła coś złego...jest mi przykro....,lekarz powiedział mi,że jestem za wrażliwa,mam za duża empatię ,że byłabym dobrą aktorką...masz rację, szkoda męża, bo życie z taką osobą, podcina skrzydła, staram się dla niego nie użalać nad sobą, ale FAKT - zamiast go wspierać, pokazywać,że jestem szczęśliwa- jak kiedyś, bo to co robi (jak wielokrotnie mówi) robi to dla mnie, ja zamiast dać coś od siebie, roztaczać atmosferę optymizmu, co się udziela,jęczę mu skupiam się na sobie i swoim "niedomaganiu"...niegdyś tak było, skupiałam się na tym,żeby ludzie wokół mnie byli szczęśliwi,uwielbiałam przyjmować gości, moją pełnią szczęścia był smakujący mężowi obiad gotowany z pasją, wspólna dobra kolacja,spacer, czy przyniesienie piwa z lodówki do meczu:D oj rozbawiłam się, zapomniałam o tych uczuciach....nie wiem co spowodowało,że to prysło jak bańka mydlana.....stało się tak po śmierci mojej babci, co bardzo przeżyłam, wtedy zaczęła się moja przygoda z hipochondrią......Muszę sobie to przypomnieć, muszę odzyskać wiarę w siebie, w swoją osobę fizycznie i psychicznie:)dla siebie, dla męża , dla życia, przecież ona tak szybko ucieka, a ja marnuję czas niepotrzebnie, Tak NIEPOTRZEBNIE......samodestrukcja....straszne...Musze tą moją empatię wykorzystać w inny sposób, właśnie skupić się na innych, muszę to sobie przypomnieć:) Masz rację, zmarnuję to co dał mi łaskawy los, na pewno to potrafię, umysł ludzki to potężna broń, muszę tylko znalezć zakurzone (bo gdzieś tam jest)odpowiednie podłączenie....... :)

                Dzięki za mądre i jakże prawdziwe słowa!:)
                Życzę tego samego!
                • schizy20 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.04.12, 15:06
                  żmnie też wiele razy empatia niszczyła.... o i niedoszłą aktorkę tu mamy. Nie wszystko stracone :)
                • bea.11 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 06.04.12, 19:03
                  A ja Ci mogę podpowiedzieć jeszcze jedno. Nie zabijaj w sobie tej wrażliwości. Owszem najważniejsza jest rodzina, ale pamiętaj też o drugim człowieku. Bo życie niestety bywa tak przewrotne że nieraz obcy człowiek staje się bliższy niż brat czy siostra. Życzę Ci wszystkiego co piękne i dobre.
          • ichnia Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 09.05.12, 09:42
            lucyna_n napisała:
            > Coś w tym jest, że jak jest dobrze to robi się nudno, nie ma walki o byt nie ma
            > adrenaliny. Naprawdę coś w tym jest.

            Z całą pewnością. Gdy wieloletni stres, adrenalina tak się zakorzeniły w tobie, że to już jest uzależnienie - a organizm dopomina się o to, do czego przez wiele lat został przyzwyczajony. Czymś jednak trzeba by zapełnić tę lukę, tylko czym???
            • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 09.05.12, 14:18
              może zamiast zapełniać powstałe luki oswoić swobodną przestrzeń?
              • ichnia Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 09.05.12, 14:26
                lucyna_n napisała:
                > może zamiast zapełniać powstałe luki oswoić swobodną przestrzeń?
                Parę lat próbuję oswoić i co - pustka i beznadzieja. Nie wiadomo co gorsze...
                • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 09.05.12, 15:09
                  samotność to luksus, nadaje się dla osób absolutnie szczęśliwych i zadowolonych z siebie i swojego życia. reszta musi podążać ze stadem.
                  • ichnia Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 10.05.12, 11:15
                    To ja chyba nie nadaję się do luksusu, hehe. Ale stado też mnie nie pociąga.
                    Co to się z człowiekiem porobiło, zamiast żyć spokojnie i szczęśliwie, to szuka nie wiadomo czego...
                    • lucyna_n Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 10.05.12, 11:52
                      no ja mam ten sam problem, wiem że sama nie mogę i że będzie mi źle, a spotkań unikam, ludzie mnie męczą, odpycham od siebie wszystkich ostatnio, palę nadłamane mosty, też sama nie wiem o co mi chodzi.
    • melania.po2 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 06.04.12, 22:42
      a dzieci?mi w wieku 27 lat tez wiele rzeczy juz sie znudzilo
      • kulturysta35 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 08.04.12, 11:29
        a dymanko?
    • d.o.s.i.a Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 11.04.12, 15:16
      Lesna_duszyczko. Powinnas koniecznie zaczac brac leki. Stany lekkowe i to ogolne rozkolatanie da sie b. latwo wyciszyc, jest szereg b. dobrych i skutecznych lekow: fluoeksyna, wenlafaksyna.
      SAMO nie przejdzie, bo nierownowaga chemiczna sama sie nie wyreguluje w stanach lekowych, na to trzeba zadzialac. Bardzo konkretnie i pragmatycznie podejsc do tego.
      Nie odwlekaj wizyty u psychiatry. Psychoterapia to moze byc jak lekami wyprowadzisz sie na prosta.
      • luxfera1 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 02.05.12, 21:51
        SAMO nie przejdzie ale może przejść,nawet bez psychoterapii i leków.Zostawię w spokoju leki ziołowe,bo te stosowałam od czasu do czasu i przynajmniej nie rozwaliły mi wątroby.
        Choruję od 5 lat,od ponad roku lek przeszedł w stan codzienny permanentny.
        robiłam wszystko co radzili mi zyczliwi ludzie.Cały szereg działan,zachowań,wobec ciała i duszy.Było i jest coraz lepiej.Kluczowe było spotkanie osoby ktora po cięzkim stanie/nie była wstanie nawet sama sie umyc/i jest zdrowa.Od 2 lat.To juz jakaś gwarancja.
        Moja wolnośc trwa miesiąc.To dla mnie wreszcie oddech.Mam lekkie symptomy ale umiem juz ich sie pozbyć w kilka minut/sekund.Przestałam sie bać.Nie bać sie to najwazniejsze.Opanowac lęk przed lękiem.
        Jesli komuś mogłabym pomóc,chętnie to zrobię.Mam absorbującą pracę i nie jestem zawsze dostepna ale jesli trzeba,może z poslizgiem,odpowiem.
        • d.o.s.i.a Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 03.05.12, 18:45
          > Przestałam sie bać.Nie bać sie to
          > najwazniejsze.

          Leki nerwicowe nie maja absolutnie nic wspolnego ze strachem. Myslisz pojecia luxfero.
          • luxfera1 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 05.05.12, 11:17
            To jaka jest Twoja teoria lęków nerwicowych?Ciekawa jestem,bo ja szukając 5 lat pomocy coś tam na ten temat już wiem.I rozmawiając z wieloma osobami z nerwicą jakoś objawy mamy spojne.i każda z tych osób najbardziej boi sie ataku.Oswojenie leku przed lękiem daje znakomite skutki.Chetnie poczytam jednak Twojego zdania.
            • luxfera1 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 12.08.12, 22:00
              Już zdążyłam zapomnieć że dokonałam tu wpis:)
              Minęly kolejne dwa miesiące,z nowym doświadczeniem ale nadal spokojne.Mój wróg chyba juz poczuł że ze mną nie wygra. Czuję sie silna i wolna.Bez leków,bez psychoterapii.To jest mozliwe ,to tylko choroba z ktorej mozna wyjść jak z grypy.
        • ninananu Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 10.05.12, 18:56
          z chęcią ja skorzystam z pomocy.
        • milagros333 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 11.05.12, 18:49
          Witam ,chętnie skorzystam z Twojej pomocy,choruję od 10lat..,z okresami dobrego samopoczucia kiedy brałam leki.
    • tlustaklucha Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 03.05.12, 03:06
      Duszyczko, miałam bardzo pdobnie. Terapia nic też nie pomagała, bo przy znacznie nasilonych objawach nie pomoże. Człowiek nie panuje nad sobą i z tej terapii nic niemoże wziąć. Nie zapanujesz nad takim silnym lękiem, to jest obezwładniające, wiem.
      Idź normalnie do psychiatry i powiedz, jak się czujesz. Na lęk pomaga dość dużo przeciwdepresantów. Mi pomogły leki bardzo, jak na ten stan, w którym byłam. Jest część osób lekoopornych, ale czy się do nich zaliczasz, nie będziesz tego wiedziała, dopóki nie sprawdzisz. Taki lęk napadowy potem się przektałca w wolnopłynący, taki który płynie własnie z tobą cały czas, unosi się w powietrzu i wszystko osnuwa. Ciężko naprawdę sobie wytłumaczyć, że nie ma się czego bać. Uważam, że terapia nie pomaga w takich stanach.
      • tlustaklucha Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 03.05.12, 03:13
        Aa, i jeszcze zapomniałam napisać - a ty się nie dusisz tą codziennością właśnie? To jest to, czego byś chciała? Bo śmierć bliskiej osoby to jest taki przełomowy moment w życiu i człowiek musi zbudować się od nowa jakby, jako ktoś już inny, bez tej osoby i to jest czas rozliczeń.
        Może ty chcesz, a jednocześnie się boisz jakichś większych przewartościowań w życiu?
    • raclan Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 30.11.12, 15:37
      a można wiedziec jak u Ciebie wygląda sfera sexualna? niech zgadne .. mąż jest zbyt delikatny? Twoj mózg musi byc rowniez pobudzany innymi emocjami dla równowagi, zaaranzujcie sobie scene gdzie bedziesz jego niewolnicą walczącą o uwage
    • tuxbox12 Re: Krzyk rozpaczy...Gdzie ja?..ta z dawnych lat. 01.01.13, 22:13
      Ech aż żal że taki krtótki opis. Zamyśliłem się nad twoim postem. Historia poruszająca,wnikająca do głębi umysłu. Najgorsze jest w tym to że nie umiemy znaleźć wyraźnej przyczyny takiego stanu rzeczy. Dotarcie do źródła choroby jest trudniejsze niż odkrycie leku na raka. Dałaś mi do myślenia na ten Nowy Rok. Pozdrawiam ciepło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja