a.g.g.a
28.06.12, 09:52
nad sobą..Przynajmniej ja.Nie narzekam.Dzięki ciężkiej pracy,intensywnej terapii i dobrze dobranym lekom mogę w końcu,pierwszy raz w życiu,powiedzieć że żyję,bez wspomagania się niedozwolonymi lekami.Pracuję i bardzo lubię swoją pracę,wychowuję dziecia,znam swoje prawa,mozolnie buduję kontakty z innymi ludżmi,wiem jak sobie radzić z nawrotami depresji..itd itp.Aż,idąc za propozycją terapeuty,poszłam na terapię grupową.I trzęsienie ziemi..Jeszcze gdzieś tam drzemie we mnie myślenie fobika społecznego i wiem,że tylko grupa,nie terapia indywidualna,może sobie z tym poradzić.Wiem,że to znowu wiąże się z cięzką pracą nad sobą,z trudnymi emocjami..I najważniejsza decyzja..co zrobić z mężem uzależnionym od alkoholu,który,mimo terapii,nie chce zmiany,a momenty utraty kontroli są coraz częstsze i coraz bardziej niebezpieczne(np.grożenie mi nożem,rzucanie we mnie różnymi przedmiotami,próba wkręcenia mnie z poczucie winy i odpowiedzialność za jego picie).Nie jestem samodzielna finansowo,łączą nas różne sprawy,nie mam pomocy ani rodziny ani bliskich osób..a z drugiej strony,żyć tak całe życie..nie po to walczyłam i pracowałam,by nauczyć się życia..Radzę sobie z własnym uzależnieniem,z fobiami,natręctwami,lękami,depresją,poczuciem samotności i rozpaczliwą potrzebą bliskiego,dobrego,bezpiecznego kontaktu z drugim człowiekiem..do tego mąż alkoholik..Karma to jaka,czy co?Czego ma mnie takie życie nauczyć?Dużo tego,ale daję radę..I ta ostateczna decyzja..Myślę,że grupa ma szanse pozwolić mi na rozprawienie sie ostatecznie z resztkami fobii i na podjęcie decyzji co dalej,na ewentualne życie z chwilową? samotnością..nie wiem.Znowu się napracuję..